Reklama

2012-03-08 12:10:56

Chochołów: Pomnik zamiast skoczni

Reklama

Reklama

Jeszcze kilka lat temu na skoczni przy drodze do Suchej Hory kwitło sportowe życie. Dziś stoi odgrodzona żelazną bramą.

Skocznia powstała pod koniec lat 70. ub. wieku. Stanęła na dawnym cmentarzu zwierząt. - Działka była nieużytkiem i gospodarze chowali tu głównie konie. Podczas budowy natrafialiśmy na kości - wspomina Andrzej Masny z Chochołowa, główny inicjator budowy skoczni, niegdyś prezes LKS Szarotka. Początkowo wieża była drewniana. Później, dzięki pomocy finansowej KS Gwardia, stanęła żelazna konstrukcja. Pan Andrzej opowiada, że zawodnicy skakali tu na odległość nawet do 30 m. Dziś z bólem serca patrzy, jak obiekt, w którego budowę angażowało się wielu chochołowian, niszczeje i odchodzi w zapomnienie. Wspomina, że 10 lat temu odbyły się tu ostatnie zawody w skokach. - Skocznia zawsze była oblegana przez młodych sportowców. Trenowali na niej znani skoczkowie - przekonuje Andrzej Masny, wymieniając kilkanaście nazwisk skoczków. - I nigdy nikomu nic się nie stało. Obok stała mniejsza skocznia (10-metrowa) i wieża sędziowska. Dziś nie ma już po nich śladu.

Zanim powstała skocznia przy drodze do Suchej Hory, naturalna skocznia była w Beskidzie. - Trenerzy zdecydowali jednak, że skoczkowie powinni skakać ze sztucznej wieży, ponieważ za granicą bali się oddać skok z nienaturalnych skoczni. Beskid upadł i wszyscy przenieśli się na tę skocznię - wspomina Stanisław Masny, syn pana Andrzeja.

Działka, na której znajduje się zeskok, należy do gminy. Kiedyś było tam boisko sportowe. W 1993 r. na 20 lat wydzierżawił ją Młodzieżowy Dom Kultury w Krakowie. Dzierżawca ogrodził teren, a w połowie skoczni postawił bramę.

Dziś skocznia nie ma homologacji. - Powiedziałem wójtowi, żeby dał mi 1000 zł na zakup żelaza, ja sam w czynie społecznym przebuduję skocznię, żeby przywrócić jej homologację - mówi Andrzej Masny i zapewnia, że obiekt jest w dobrym stanie i wciąż nadaje się do treningów. Trzeba tylko obniżyć zeskok i dobudować stopnie na starcie, aby dostosować obiekt do wymogów. Pomysł nie zyskał przychylności władz. Nowe skocznie mają powstać w Beskidzie. - Skocznia znajduje się w widowiskowym miejscu, a kto będzie oglądał zawody w Beskidzie? Tam nawet autobus z zawodnikami nie dojedzie - zastanawia się pan Andrzej. Niedawno dostał wezwanie do gminy, aby ustalić \"kwestię rozbiórki starej skoczni\". - Pojechałem z zastępcą prezesa LKS, złożyliśmy pismo, że nie pozwalamy ruszyć skoczni - oburza się. - Jeśli już nie chcą jej remontować, niech ona zostanie jako pomnik dla tych, którzy na niej trenowali.

Michał Jarończyk, sekretarz Czarnego Dunajca, odpowiada, że istnieje koncepcja przebudowy starej skoczni. - Remont na pewno kosztowałby mniej, niż budowa skoczni w Beskidzie, ale to nie gmina zdecydowała, że mają one tam powstać. Taką decyzję podjęła rada sołecka wspólnie z mieszkańcami i miejscowymi trenerami. Uznali, że nie warto remontować dawnej skoczni - podkreśla. Dodaje, że po przebudowie starej skoczni i uzyskaniu przez nią homologacji zawodnicy mogliby skakać tylko na odległość do 15 m. - To zdecydowanie za mało, aby mogli trenować na niej uczniowie starszych klas szkoły podstawowej. Dzieci szybko przenoszą się na większe skocznie - mówi. - Działacze z Chochołowa twierdzą, że skocznie powinny powstać w Beskidzie. Ich zdaniem na starej skoczni długo nie utrzyma się śnieg. Przypominają też, że większość chłopców bała się skakać z wysokiej stalowej wieży.

Sekretarz zapewnia, że brama na zeskoku w każdej chwili może zostać usunięta, jeśli gmina wyda takie polecenie.

Monika Para

Reklama
Komentarze Facebook
Dodaj komentarz
Wysłanie komentarza oznacza akceptację regulaminu komentowania na łamach 24tp.pl