Bardzo często tak zwane „górskie” książki pisują ludzie z branży – sami wspinacze, dziennikarze mediów związanych z górami, specjaliści zajmujący się tą tematyką. Biografię Jerzego Kukuczki napisali dwaj dziennikarze z katowickiego oddziału Gazety Wyborczej nie zajmujący się wcześniej tematyką górską, ale biegli w swoim fachu. Dariusz Kortko pisywał wcześniej głównie na tematy medyczne, a Marcin Pietraszewski to dziennikarz śledczy. Mimo to napisali książkę nie tylko ciekawą, ale także kompetentną. To ważne, bo tematyka górska nie ma w Polsce szczęścia do wydawców, a przykłady wręcz kuriozalnych publikacji z tej dziedziny można mnożyć.
Mamy do czynienia z klasyczną książkową biografią, która zaczyna się co prawda od rozdziału o niespodziewanej śmierci Kukuczki na południowej ścianie Lhotse w 1989 roku, ale już dalej chronologicznie podąża za życiem bohatera. Poznajemy beskidzkie korzenie Kukuczki, jego rodziców – górali z Istebnej, rodzeństwo, dzieciństwo i lata szkolne, pierwsze sportowe zainteresowania. I wreszcie ten dzień, kiedy w wieku siedemnastu lat wyjeżdża z kolegami w skałki, po raz pierwszy się wspina i notuje w pamiętniku: „Tak odkryłem zupełnie dla mnie nowy, pionowy świat. Od tej pory wszystko inne przestało się liczyć”.
Poza codziennością – pracą, rodziną – zaczęła się normalna w tamtych latach droga górskiego rozwoju. Harcerski Klub Taternicki, jurajskie skałki, kurs taternicki, członkostwo w Klubie Wysokogórskim. A przy tym zapomniana już dziś mizeria PRL-u: brak sprzętu wspinaczkowego, ubrań, butów, wszystkiego. Kukuczka wspina się coraz lepiej, jest dobry technicznie, szybki, dokonuje znaczących przejść w Tatrach, zalicza pierwsze wyjazdy zagraniczne w góry Bułgarii, w Dolomity i Alpy francuskie. W 1974 roku wyprawa na Alaskę, zdobycie wierzchołka Mount McKinley i poważne odmrożenia. Potem w 1976 Hindukusz, a trzy lata później pierwsza śląska wyprawa w Himalaje. Wraz z trzema partnerami Kukuczka zdobywa swój pierwszy ośmiotysięcznik, czwartą górę świata Lhotse, nie korzystając z tlenu z butli.
Potem rusza lawina – co roku góra, potem dwa, nawet trzy ośmiotysięczniki w jednym roku, wyścig z Reinholdem Messnerem o Koronę Himalajów, wygrany przez Tyrolczyka. To najbardziej znany fragment życiorysu Kukuczki. Ale autorzy szczęśliwie zwracają też uwagę na to, co często umyka czytelnikom nastawionym na sukces, na rekord, na wyczyn. Bo Korona Kukuczki jest ze szlachetniejszego kruszcu – kilka szczytów zdobywa nowymi drogami, trzy zdobycze to pierwsze wejścia zimowe, na inne wchodzi w stylu alpejskim, bez zakładania licznych obozów i w minimalnym zespole.
Wraz z Wojciechem Kurtyką tworzy na kilka sezonów najlepszy zespół w historii polskiego wspinania w górach wysokich. Autorzy zgrabnie pokazują różnice między partnerami, ich podejściem do wspinania, do gór, do ryzyka, do życia. Na zdrowy rozum ten zespół nie powinien funkcjonować i w końcu partnerzy się rozstają, ale wcześniej zapisują na swoim koncie kilka znakomitych przejść, z niepowtórzonym do dziś trawersem masywu Broad Peaku.
Jak wielu wybitnych sportowców, Jerzy Kukuczka nie był typem intelektualisty, ale miał w sobie siłę, upór, odwagę i determinację, które pozwalały mu dokonywać rzeczy wielkich. Czasem kosztem partnerów, bez wątpienia kosztem rodziny i bliskich. Autorzy uczciwie dają temu świadectwo. Piszą o partnerach, którzy stracili przy nim życie, o synach, którzy zostali bez ojca, o żonie, która zawsze była w cieniu, a dziś z oddaniem pełni rolę kustosza pamięci o Jerzym Kukuczce.
Podtytuł książki brzmi: Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście. I tak jest w istocie. Kukuczka dla masowej publiczności był i pozostał największym polskim wspinaczem. To nic, że Wanda Rutkiewicz wyprzedziła mężczyzn w górach wysokich i jako pierwsza osoba z Polski weszła na Mount Everest i K2. To nic, że Wojciech Kurtyka jest bardziej ceniony na świecie i w kręgach fachowców. W zeszłym roku otrzymał za to Złoty Czekan za całokształt osiągnięć wspinaczkowych, najbardziej cenioną nagrodę wspinaczkową na świecie. To Jerzy Kukuczka, jako jedyny wspinacz w historii, trafił w 1987 roku do pierwszej dziesiątki najlepszych sportowców plebiscytu „Przeglądu Sportowego”, w którym zajął drugie miejsce, zdobywając blisko dwieście siedemdziesiąt tysięcy głosów. To on zyskał masową popularność.
Autorzy zgrabnie poszerzają tło swojej opowieści pisząc o zdobywaniu funduszy na wyprawy, o pracach wysokościowych, powszechnym przemycie i handlu. Jest też rozdział Bibuła o zaangażowaniu niektórych wspinaczy w działalność opozycyjną oraz inwigilacji tego środowiska przez Służbę Bezpieczeństwa PRL. Środowisko górskie uchodziło za niepokorne, wystarczy wspomnieć proces taterników z 1970 roku. Nie było jednak monolitem, byli w nim aktywni działacze opozycji, byli też agenci bezpieki. Jerzy Kukuczka, jak większość Polaków, był neutralny, nie był ani członkiem partii, ani członkiem „Solidarności”, polityka go nie interesowała.
W jednym z wywiadów powiedział: „Gdybym mieszkał na Zachodzie, nazwałbym się zawodowym alpinistą. Ale mieszkam w Polsce, jestem więc technikiem elektrykiem pracującym w górnictwie, 40-letnim, z tendencją do tycia, żoną i dwójką dzieci”. Wierzył w opiekę Opatrzności, wierzył w swój fart, ale wierzył też w przeznaczenie i w to, że nie da się przed nim uciec.
Wydawnictwo Agora w ostatnich latach coraz częściej sięga do tematyki górskiej. Kukuczka na szczęście pozbawiony jest wad poprzednich książek górskich Agory. To dobrze napisana, ładnie złamana książka, którą ilustruje niemal dwieście starannie dobranych zdjęć, wiele – szerzej nieznanych. Nie obyło się jednak bez kilku niezręczności. Nie ma sensu pisać „góra Logana” [s. 89] zamiast Mount Logan, tak jak nie mówi się przecież „góra Everesta”. Denerwujące są błędy w nazwiskach wspinaczy, literówki, pomylone imiona.
Zaletą książki są także obszernie cytowane, a dotychczas szerzej nieznane, fragmenty dzienników Jerzego Kukuczki. Podczas niemal każdej wyprawy miał on zwyczaj prowadzenia notatek. Często są to suche zapisy o przebiegu zdarzeń, rzadziej zapis własnych odczuć i refleksji. Przed ostatnią wyprawą na Lhotse dedykuje swój dziennik: „Tym którzy nigdy nie wrócą i pozostali na zawsze górach” oraz „Synom i żonie – którzy zawsze czekają”. Dziś słowa te brzmią jak memento, ale bardziej jeszcze daje do myślenia złożone z dwóch słów motto tamtego zeszytu: „Paradise – raj”.
Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski, Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście. Wydawnictwo Agora, Warszawa, 2016, 400 s.
Tekst ukazał się pierwotnie w numerze 5/2017 miesięcznika "Nowe Książki"