Pedagog otrzymała zaproszenie na szczyt edukacyjny "ZmieńMY edukację", który organizowany jest przez Akcję Uczniowską i Klub Koalicji Obywatelskiej 30 stycznia w Warszawie w budynku Sejmu .
Organizatorem wydarzenia jest Akcja Uczniowska i Klub KO przy wsparciu posła Marka Józefaciuka. Jest to pierwszy tego typu edukacyjny "okrągły stół" - w parlamencie pojawią się przedstawiciele kilkudziesięciu organizacji pozarządowych działających na rzecz edukacji. Jak podają organizatorzy - celem wydarzenia jest zwrócenie uwagi rządu na kluczowe kwestie związane z oczekiwaniami i przyszłością polskiej szkoły. Efektem ma być opracowany wspólnie z ekspertami i działaczami pakt edukacyjny, na który złożą się omówione i wnioskowane postulaty.
Jednak Irena Budziszewska, starsza nauczycielka od lat przebywająca na emeryturze do Warszawy się nie wybiera. Za to zwraca się do burmistrza Nowego Targu, by na spotkanie zaprosił ekspertów do miasta.
- To dopiero wstępne działania na ten temat. Przy tym programie spotkania mogłabym liczyć na kilka minut mojej prezentacji. Coś się powiedziało, spotkanie się odbyło i przypiszą sobie osiągnięcia dydaktyczne. Dlatego zrezygnowałam z udziału, bo my mamy całościowo opracowany system nauki małych dzieci. Mamy książkę metodyczną dla nauczyciela, mamy wyprawkę dla ucznia z pomocami naukowymi, mamy już nagranych na żywo ponad 1000 filmików na dysku zewnętrznym. W ciągu 2 tygodni można zmienić system nauki małych dzieci w naszym kraju - przekonuje pani Irena w piśmie skierowanym do burmistrza Nowego Targu Grzegorza Watychy.
I proponuje, by zaprosić przedstawicieli MEN i uzgodnić przekazanie jej dorobku pedagogicznego w postaci Nauki systemem zabawowym małych dzieci bez zadań domowych.
- To jest moje zdanie, dlatego bardzo proszę o decyzję w tej sprawie. Możemy wypromować nasze miasto i uwolnić nasze dzieci od dźwigania ciężkiego plecaka - apeluje nauczycielka do nowotarskiego burmistrza.
Bezsilność Siłaczki
- Pracowałam nad tą metodą 30 lat. Mam to przekazać komuś za granicę? Tam pewnie ktoś by ją wykorzystał - zastanawia się Irena Budziszewska, emerytowana nauczycielka, z którą rozmawia Józef Figura.
- Była pani w grupie ekspertów dobrej zmiany. Maczała pani palce w reformie edukacji?
- Nie, tylko zapraszali do współpracy. Pomyślałam, że coś można zmienić. Przeprowadziłam naradę w Piekiełku koło Limanowej, wnioski zostały wysłane do ministerstwa. Ale zapadła cisza, żadnej reakcji.
- Tymczasem w szkole dobrze się nie dzieje, nauczyciele strajkują.
- Nie chciałabym mówić o strajku i postulatach nauczycieli, ale co zrobić, by poprawić nauczanie początkowe. Bo ono powinno stanowić solidną podbudowę do dalszej nauki dziecka. A niestety jest inaczej. Dzieci uczą się przez wypełnianie kart pracy już od zerówki. Nie realizuje się zasadniczych celów lekcji - ani poznawczego, ani kształcącego, ani wychowawczego. Wypełnianie ćwiczeń nic dziecku nie daje
- Dlaczego? Przecież zawsze tak się pracowało.
- Bo to nie ten etap rozwoju dziecka i nie ten system nauki. To wszystko trzeba przebudować. Dziecko ma słaby układ kostny, myślenie konkretno- obrazowe, bardzo chwiejną uwagę i potrzebuje ruchu. I do tych możliwości trzeba dostosować system nauki oparty na ruchu i zabawie w procesie poznawczym. Wrażenia, spostrzeżenia, wyobrażenia, wiadomości, umiejętności i sprawności. To ma być w formie zabawowej, by brały w tym udział wszystkie zmysły dziecka. Nie powinno być żadnych wykładów.
- Ale trzeba jakoś oceny wystawiać.
- Na drugi raz nauczyciel przychodzi na lekcję i pyta, czy dzieci potrafią zrobić to samo, ale samodzielnie. I wystawia oceny bez odpytywania. Dzieci pracują, nauczyciel mało mówi, stoi z boku, obserwuje. A teraz to nauczanie odbywa się na zasadzie chybił-trafił. Poza tym w podręcznikach są błędy metodyczne i merytoryczne.
- Jak to? Kolejna reforma, poprawki, nowe podręczniki i błędy?
- Nieraz dzwoni do mnie rodzic i pyta, jak rozwiązać zadanie dla ucznia klasy III podstawówki. Rodzic po studiach tego nie wie. Dlaczego? Bo polecenia są niejasno sformułowane. To wszystko trzeba zmienić, i to już. Zadanie uczeń musi wykonać sam. W tej chwili nie ma on wyobrażeń, a dostaje do wypełnienia zestaw ćwiczeń. I ich nie rozumie. Rodzice pełnią więc rolę nauczyciela. Ale na jakiej podstawie? Przecież nie wiedzą, jak dziecko uczyć. I zamiast rozmawiać z dzieckiem, pobawić się - ślęczą z nim nad zadaniami nawet po kilka godzin! Ta nauka cofa dziecko w rozwoju.
- Stąd się bierze frustracja wśród uczniów?
- Weźmy pod uwagę dzieci w szkole. Wypełniają ćwiczenia, są zmęczone, znerwicowane, nie mają cierpliwości do siebie, zaczynają się bić. Niepowodzenia szkolne wpływają na zachowanie.
- Wina szkoły?
- Nie chcę narzekać na nauczycieli. Oni dostają na początku roku stos ćwiczeniówek, za które ministerstwo zapłaciło, i muszą to w ciągu roku przerobić. On nie buduje lekcji sam. Proszę mi wierzyć - przychodzą do mnie nauczycielki, które wprowadziły mój system nauki oparty na nauce i zabawie - mówią, jak szybko dzięki temu ich dzieci się uczą. Proszą o tę metodę. Ale dyrektor często mówi - możesz to robić, ale nie mów tego głośno, by nie dowiedzieli się w kuratorium.
- A co pani mówią w kuratorium?
- Usłyszałam: czego pani ode mnie oczekuje? A przecież mnie chodzi o poprawę systemu nauki, przecież ja żadnych profitów z tego nie mam. Nawet burmistrz przekonywał w szkołach, by nauczyciele przychodzili poznać moją metodę.
- I przychodzą?
- Coraz częściej. Udało mi się zainteresować nauczycielkę z Raby Wyżnej, która otworzyła prywatny gabinet nauki i rozwoju dziecka i pracuje moją metodą. Bo ja już nie jestem w stanie przyjąć wszystkich. Moją metodą pracują w Zawierciu, Wrocławiu, Ozorkowie, Piekiełku, jedna szkoła w Zakopanem, w Nowym Targu, Rzepiskach. Prowadziłam też szkolenie dla 30 nauczycieli w Bukowinie. Współpracuję z Uniwersytetem Wrocławskim.
- Ale to kropla w morzu. Nie czuje pani bezsilności?
- Ogromną. Postanowiłam sobie, że ile będę mogła, tyle będę robić. Żeby widzieć te oczy dziecka pełne radości i wdzięczności.
- Jesteśmy tuż po reformie. Powinno być lepiej...
- A jest jeszcze gorzej. Podstawa programowa nie jest ułożona według zasad - stopniowania trudności, przystępności, trwałości wiedzy. Ćwiczeniówki są takie, że nawet rodzic nie wie, jak wytłumaczyć. Szkoła jest z zewnątrz piękna. Ale wewnątrz jest smutno i ponuro. Ale ja pracuję, ile sił mi starczy. Codziennie na Facebooku publikuję filmiki z lekcji, które prowadzę - jest ich już 900.
Nauczyciel jest biedny, uczeń biedny i rodzic biedny. A mogło być tak ładnie w naszej szkole. Pracowałam nad tą metodą 30 lat. Mam to przekazać komuś za granicę? Tam pewnie ktoś by ją wykorzystał.