Chodzi o drogę na osiedlu Kobylarzówka w Groniu, remontowaną na zlecenie gminy. - Ja to już nie wiem, jak można w ten sposób prowadzić inwestycję. Nie dość, że się ruszają jak jakieś tłuste muchy w smole to jeszcze mam wrażenie, że jest to działanie z premedytacją - denerwuje się pan Janusz, mieszkaniec remontowanej ulicy. Problem główny związany z inwestycją: namiętne rozkopywanie podjazdów. - Człowiek jedzie na cały dzień do roboty. Wraca po piątej i nie może do domu dojechać. Po prostu się nie da. Bo przecież osobówką nie podjedziesz pod czterdziestocentymetrowy krawężnik. Człowiek zrobiłby chociaż jakąś rozróbę ale nie ma nawet na kogo pokrzyczeć. Panowie budowlańcy kończą pracę przede mną - podsumowuje gorzko.
Mieszkaniec Kobylarzówki zaznacza, że aby wjechać na podwórko potrzebne są jakieś prace inżynieryjne, w rodzaju wznoszenia improwizowanych, zwodzonych mostów z palet, albo budowy nasypów tymczasowych. Wszystko to działa ale tylko do następnego poranka. - Po południu człowiek znów wraca i zastaje wszystko rozwalone. Trzeba kombinować od nowa. I tak w koło Macieju. Naprawdę mam wrażenie, że oni mi na złość robią - zachodzi w głowę pan Janusz.
Mieszkaniec Gronia próbował interweniować u inwestora - w samym urzędzie gminy. Wyznał nawet, że się zamierza ze swych zgryzot zwierzyć się prasie. Nie poskutkowało. - Pani urzędniczka, poddenerwowana mi powiedział "bardzo dobrze, niech się ludzie dowiedzą jak wydajemy sześć milionów" - relacjonuje Janusz i znów łapie się za głowę. Zdębiałem słysząc taką kwotę. Myślałem, że się pani zera niekontrolowanie rozmnożyły. Ta robota to nie jest warta sześciu tysięcy - podsumowuje zgryźliwie i nieco zbity z tropu przyznaje, że zanim wykręcił numer telefonu Tygodnika, próbował swa sprawą zainteresować inny... poważany krakowski tytuł. - Pani mi powiedziała, że jest reporterem miejskim, i się sprawami wsi nie zajmuje. Co było robić. Do was uderzyłem - przyznaje z rozbrajającą szczerością. Zapewnia przy tym skwapliwie, że budowlańcy nie tylko jemu od kilku tygodniu uprzykrzają życie. Sąsiedzi też mają dość już remontu. - W sąsiedztwie mieszka osoba niepełnosprawna. Też nie może dojechać do domu - zaznacza.
Nadzorujący budowę w imieniu gminy inspektor, uważa, że niezadowoleni mieszkańcy srogo przesadzają. Przyznaje, że zdarzają się sytuacje, że dojazd do domów bywa utrudniony przez dzień, czy dwa, ale przecież skoro jest prowadzona poważna inwestycja drogowa, to nie da się uniknąć uciążliwości. Z obserwacji inspektora nadzoru wynika, że większość mieszkańców jest z prowadzonych robót zadowolona a tylko nieliczni, ci bardziej roszczeniowi - mają pretensje.
Znaczne różnice poziomów gruntu przy podjazdach wynikają z konieczności wybrania starej podbudowy drogi, na głębokość około 70 centymetrów. W takiej sytuacji każdorazowe utrzymywanie wjazdów tymczasowych jest wręcz niemożliwe, bo na budowanej drodze pracuje ciężki sprzęt.
Inspektor zdecydowanie dementuje też sugestie o celowym, złośliwym działaniu ekipy budowlanej wobec niektórych mieszkańców. Podsumowuje, że tego rodzaju opinie są krzywdzące dla gminy i budowlańców.
mk
Ktośtam
2024-08-08 12:35:44
Szanownemu Panu Januszowi zawsze wszystko przeszkadza. Próba zdobycia zgody na przeprowadzenie sieci elektrycznej przez działkę - odmowa. Bo przeszkadza. Wszystko przeszkadza. Zamiast się cieszyć że w końcu będzie miał normalny dojazd, to nie. Trzeba zawiadomić prasę. I jeszcze zdziwiony kosztem wykonania. Panie Januszu, czy jak tam na prawdę macie na imię. Żenada i wstyd. Ale to tylko sam się ośmieszasz.
maro
2024-08-08 12:28:14
Piękne zdjęcia, robione chyba w niedzielę albo inne święto - ani jednego robociarza. Remont jak za PRL-u, pewnie monopolowy niedaleko.