Oglądając filmik, który firma AnyCar, operator Ubera w Zakopanem opublikowała w internecie, można dojść do wniosku, że nocą aż strach wyjeżdżać na ulice w Zakopanem. Na wideo widać, jak bus zajeżdża kierowcy Ubera drogę. Wysiada z niego czterech mężczyzn. Uberowiec zjeżdża na przeciwległy pas i ucieka pod prąd. Wcześniej dzwoni pod numer 112 i prosi o pomoc. Na koniec wjeżdża na czerwonym świetle na skrzyżowanie, powoduje kolizję. Jest wyciągnięty z auta przez paru mężczyzn pod pretekstem obywatelskiego zatrzymania. Jak się okazuje, kierował Uberem pod wpływem alkoholu. Takie obrazki przypominają filmy z kibolskich porachunków.
W specjalnym oświadczeniu NSZZ Solidarność Taksówkarzy Zawodowych twierdzi, że jazda kierowców aplikacyjnych pod wpływem alkoholu to już plaga. Cała sytuacja z filmu pokazanego przez AnyCar miała - zdaniem Solidarności - swoje korzenie we wcześniejszych wydarzeniach. Twierdzą, że kilku kierowców z AnyCar podjechało na jeden z postojów kierując pod adresem taksówkarzy groźby i wyzwiska, a zwykli taksówkarze też są "śledzeni" przez Uberowców.
"Po raz kolejny mamy do czynienia z patologiczną praktyką firm aplikacyjnych, które pozwalają, by za kierownicę ich samochodów wsiadały osoby nieprzygotowane, nieodpowiedzialne, a nawet niebezpieczne. Liczby mówią same za siebie: w 2024 roku kierowcy tych firm aplikacyjnych byli sprawcami ponad 3 tysięcy zdarzeń drogowych, a aż 40 procent z nich to poważne wypadki z ofiarami i rannymi. Tylko w minionym roku policja zatrzymała ponad 500 kierowców aplikacyjnych prowadzących pod wpływem alkoholu" - czytamy w oświadczeniu NSZZ Solidarność Taksówkarzy Zawodowych.
Przedstawiciele Ubera zapewniają, że dla nich najważniejsze jest dobro i komfort pasażera. - Byliśmy kilka razy w Zakopanem, przeprowadzaliśmy ankiety wśród pasażerów, którzy są bardzo zadowoleni z naszego wejścia na ten rynek - zapewnia Iwona Kruk, rzecznik Ubera. Dodaje ona, że przedstawiciele firmy są otwarci na dialog i potępiają wszelkie patologiczne sytuacje, które mają miejsce w Zakopanem. Chodzi tu zarówno o organizację wszelkiego rodzaju pościgów, jak i jazdę kierowców pod wpływem alkoholu. - Dla takich zachowań nie ma naszej tolerancji - tłumaczy Iwona Kruk.
- Jesteśmy w Polsce od 11 lat. Zakopane jest 20 miastem, w którym świadczymy nasze usługi. Dbamy o wysokie standardy. W naszej aplikacji każdy klient, który ma jakieś uwagi, jest niezadowolony czy też zauważy, że kierowca znajduje się pod wpływem alkoholu, może to natychmiast z pomocą aplikacji zgłosić. My weryfikujemy te informacje - dodaje Michał Konowrocki, dyrektor zarządzający Uber Polska. Jego zdaniem, wszelkie proponowane przez władze Zakopane zmiany w postaci identyfikatorów dla kierowców, oznakowania taksówek, cenników to propozycje idące w dobrym kierunku, bo wpłyną na bezpieczeństwo pasażerów i eliminację z rynku fałszywych taksówkarzy. Zapewnia, że firma Uber się do tych zmian dostosuje.
Dodaje on, że każdy kierowca korzystający z aplikacji Uber jest sprawdzany, zarówno pod względem posiadania odpowiednich, aktualnych dokumentów, jak i jakości świadczonych usług. - Musi on na przykład w pierwszym okresie jazdy wykonać zdjęcia, przesłać je do nas, aby potwierdzić, że rzeczywiście to on świadczy usługi - mówi Michał Konowrocki.
Policja tłumacząc się dobrem śledztwa na razie nie komentuje szerzej sprawy. Wiadomo, że nowy komendant zakopiańskiej policji wydał stanowcze zarządzenie, aby na tego typu przypadki reagować niezwłocznie i stanowczo. - Czynności w tej sprawie trwają. Kompletowany jest materiał dowodowy. Sprawdzamy, kto i jakie przestępstwa mógł w tym wypadku popełnić - informuje asp. sztab. Roman Wieczorek, rzecznik prasowy zakopiańskiej policji.
Filmiki z ostatnich wydarzeń oglądał też burmistrz Zakopanego Łukasz Filipowicz. - Oczywiście takie sceny nie powinny mieć miejsca, tu jednak jest rola policji, aby wyciągnąć wszelkie możliwe konsekwencje. Jestem w stałym kontakcie z komendantem policji w Zakopanem i wiem, że policjanci będą na tego typu zachowania zwracać szczególną uwagę - tłumaczy burmistrz Filipowicz. Dodaje, że miasto nie może spełnić oczekiwań tradycyjnych taksówkarzy i jednego z radnych i nie wydawać licencji. - Jeśli ktoś spełnia odpowiednie wymogi nie możemy nie wydać licencji. Teraz, gdy sprawa zrobiła się głośna w całej Polsce, przychodzi coraz więcej takich wniosków od przeróżnych firm. Dostajemy nawet po kilka wniosków o licencje w jednej kopercie. Za tymi firmami stoją też kancelarie prawne, które w razie naszej zwłoki od razu interweniują - mówi burmistrz. - Zbyt dużą liczbę licencji niedługo zweryfikuje sam rynek - dodaje.
Razem ze środowiskiem taksówkarzy miasto przygotowuje uchwałę, która ma nieco uporządkować rynek usług przewozowych. Obecna pochodzi z 2008 roku. Nie może ona jednak ograniczyć liczby taksówek. - Realizując postulaty taksówkarzy chcemy odpowiednio oznakować zakopiańskie taksówki. Kierowcy będą musieli posiadać identyfikator, cennik na tylnej szybie. Chcemy też wprowadzić cenę maksymalną za przejazdy, co ukróciłoby pojawiające się w internecie paragony grozy - podsumowuje burmistrz. Uchwała jest już prawie gotowa. Niebawem ma trafić do konsultacji społecznych, wypowiedzieć się na jej temat będą miały okazję również związki zawodowe. Realnie jest szansa, aby nowe prawo zostało uchwalone przez radnych w kwietniu.
Cały konflikt uderza w tych spośród zakopiańskich taksówkarzy, którzy jeżdżą w Zakopanem od wielu lat. Jak mówi jeden z nich, teraz w Zakopanem wydanych jest już około tysiąca licencji. - Z jednej strony jestem oczywiście przeciwny ekspansji taksówek z aplikacjami, ale trudno w legalny sposób zabronić im wejścia do Zakopanego. Oczywiście nie popieram jeżdżenia pod wpływem alkoholu, ale takie zachowania polegające na ściganiu jakiejś taksówki Ubera nie są dobre. Potrzeba nam trochę spokoju i opamiętania - tłumaczy doświadczony zakopiański taksówkarz.
p