- Pani Ewo, czy to miejsce w prezydium Rady Miasta Nowego Targu to prezent na 8 marca?
- Może i tak. Cieszę się, że coraz więcej kobiet angażuje się w politykę. I że nie są tylko ozdobą, ale są gotowe do pracy. W Radzie mamy teraz cztery panie. W poprzedniej kadencji było nas więcej.
- Obchodzi Pani Dzień Kobiet?
- Świętuję, nie bojkotuję tego dnia. Kobiety trzeba doceniać.
- Od 2018 roku jest Pani radną?
- Tak, to już ósmy rok.
- Jest Pani drugą kobietą w historii, która zasiada w prezydium Rady Miasta. Wcześniej była tam pani Jadwiga Kuś, ale od tego czasu minęło ponad 20 lat.
- To duża odpowiedzialność. Tym bardziej się cieszę, że po tak długiej przerwie znów kobieta znalazła się w prezydium.
- Jest Pani rodowitą nowotarżanką?
- Tak. Garbacz to nazwisko po mężu. Nie jestem rodziną z Bartkiem Garbaczem. Z domu jestem Mierzejewska. Moi dziadkowie od strony ojca przeprowadzili się do Nowego Targu jako młodzi ludzie. Dziadek pochodził ze Świątnik, babcia była z Nowego Targu, a jej dziadkowie z Bochni. Mama prowadziła sklep z bielizną na Sobieskiego. Ojciec kiedyś startował na radnego, ale dostał tylko siedem głosów.
- Kto miał taką smykałkę do społecznikostwa?
- Moja mama. Od lat działa w Związku Podhalan, bardzo się angażuje. Zawsze była aktywna w radach rodziców.
- Czy miała Pani obok siebie ludzi, którzy namawiali Panią do kandydowania?
- Nie. Sama podjęłam tę decyzję. Muszę coś robić społecznie. Byłam sekretarzem naszego oddziału Związku Podhalan - jestem przecież góralką - a tam pracy było mnóstwo. Prowadziłam też drużynę harcerską.
- Kiedy starczało na to wszystko czasu, skoro była Pani nauczycielką języka angielskiego?
- Lubię być aktywna.
- Czyli praca społeczna to Pani hobby?
- Tak, ale nie tylko. Lubię chodzić po górach, zwłaszcza po Tatrach. Przez pewien czas nie mogłam - cztery lata temu miałam nowotwór szyjki macicy. Przeszłam operację w Katowicach. Na szczęście choroba została wykryta w dobrym momencie. Nie musiałam mieć chemioterapii.
- Dość swobodnie Pani o tym mówi.
- Nie kryłam się z tym. Mówię też o tym dlatego, żeby kobiety się badały. Ten rak nie daje objawów. Ja dowiedziałam się o nim całkowicie przypadkowo.
- Jakie ma Pani jeszcze pasje?
- Lubię uczyć się języków. Znam angielski, niemiecki i francuski i cały czas je ćwiczę. Oglądam wiadomości po angielsku, filmy po niemiecku.
- Miała Pani wsparcie, kiedy postanowiła Pani startować do Rady Miasta? Nikt nie mówił, że to nie miejsce dla kobiet?
- Nie. Wsparcie miałam zawsze od dzieci. Mama z kolei wszystkiego się boi i przestrzegała mnie, by się nie narażać. W pierwszym podejściu nie zostałam radną, ale potem przejęłam mandat burmistrza.
- Rokrocznie porywa Pani nowotarżan do gry z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Spotyka się Pani z hejtem z tego powodu?
- W tym roku nie miałam takich sytuacji. Ale hejt bardzo przeżywam. Po śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza pomyślałam: my też musimy coś zrobić. Byłam wtedy radną dopiero kilka miesięcy. Pobiegłam do urzędu. W drzwiach spotkałam śp. Romana Dziobonia, naszego poetę. Zapytał mnie: „Co ty dziecko tu robisz?”. Odpowiedziałam, że chciałabym, żebyśmy coś zrobili. A on mówi: „Ja jestem tu w tej samej sprawie”. Idealny timing. Poszliśmy do burmistrza. Od razu się zgodził. Musieliśmy działać szybko. Jeden telefon tu, drugi tam - przyszło około 200 osób. Było piękne upamiętnienie. Marcin Kudasik świetnie to poprowadził. Ułożyliśmy serce ze zniczy przyniesionych przez mieszkańców.
Później jednak jedna pani, podpisując się imieniem i nazwiskiem na portalu P24, zapytała, co ja zrobiłam jako drużynowa, gdy zginęły dzieci w escape roomie w Suwałkach. Dlaczego angażuję się tu, a tam nie? Bardzo to przeżyłam. Przez cztery dni nie wychodziłam z domu, nie jadłam, płakałam. Schudłam cztery kilo. Ta osoba nic nie wiedziała o mnie ani o tym, co robiłam. To był najgorszy hejt, jaki mnie spotkał.
- Porozmawiajmy o ostatniej sesji. Odwołaliście Jana Siękę. Za co tak naprawdę?
- Za sposób prowadzenia obrad. Moim zdaniem przewodniczący powinien być bezstronny, łączyć, a nie dzielić. Powinien być dialog i szacunek. Tego nie było. Sprawy obwodnicy czy ścieków nie miały wpływu na jego odwołanie. Chodziło wyłącznie o to, jak traktował radnych i burmistrza.
- Czy mówiliście mu wcześniej, że nie podoba wam się forma prowadzenia obrad?
- Ja osobiście nie mówiłam wprost. Może gdzieś między wierszami coś wspomniałam. Dawałyśmy i dawaliśmy sygnały.
- Jak wyglądały te sygnały?
- Podczas sesji Grzegorz Luberda jako szef naszego klubu próbował reagować. Ale faktycznie nikt nie protestował ostro. Nie chcieliśmy prowokować dalszych dyskusji. Te sesje trwały po 12 godzin, a trwałyby jeszcze dłużej.
- Czy pod rządami pana Szymona Fatli sesje będą wyglądały inaczej?
- Wszyscy powinniśmy grać do tej samej bramki – dla dobra mieszkańców. A tego dobra nie było widać. Przez dwa lata niewiele zrobiliśmy. Staliśmy wokół ringu, na którym walczył Maciek Tokarz z Grzegorzem Watychą, a my tylko patrzyliśmy. Były kłótnie i personalne wycieczki. Obrady powinny być merytoryczne, konkretne i kulturalne. Teraz będzie większy szacunek dla radnych z innych klubów.
- Jaki jest pan Fatla?
- Chętny do działania, otwarty na dialog, bezkonfliktowy. Dobra osoba.
- Jakie ma wykształcenie?
- Szczerze? Nie wiem.
- Po co wam ta samorządowa, nowotarska telewizja kablowa?
- Żeby relacjonować wydarzenia w mieście.
- Przecież dokumentują je niezależne media.
- Wiem.
- Powinny samorządy mieć swoje media?
- Mnie się wydaje, że one są bezstronne.
- Mogą skrytykować burmistrza, który im płaci? Wyobraża sobie Pani program z krytycznym materiałem o samorządzie?
- Na razie obroniliśmy tę telewizję, ale tylko dlatego, że takie sprawy trzeba przygotować spokojnie, a nie ad hoc. To nie może być decyzja „bum”, z dnia na dzień.
- Co dziś jest dla Nowego Targu najważniejsze?
- Nie chcę podpaść, ale powiedziałabym: doprowadzenie sprawy obwodnicy do realizacji. Podpadnę pewnie tym, którzy są przeciw. Argumentują, że podzieli miasto i nie rozładuje korków, tylko je spotęguje. Uważam, że to chybione argumenty. Chciałabym też, żeby bardziej rozwinęła się turystyka. Żeby Nowy Targ nie był tylko miastem przy drodze do Zakopanego. Mamy Bór na Czerwonem – perełkę, unikat w skali świata. Mamy Muzeum Drukarstwa. Lody, rowery. Jesteśmy świetną bazą wypadową w góry. Brakuje dobrej promocji.
- Uważa Pani, że promocja jest zbyt słaba?
- Tak. Zawsze jest spychana na dalszy plan, przeznacza się na nią mało pieniędzy. To błąd. Dziś, pracując w Bramie w Gorce, mam porównanie. To prywatna firma, ale na marketing idą ogromne pieniądze. Mamy firmę marketingową, która robi rolki na Facebooka i Instagrama, prowadzi stronę internetową. To się cały czas kręci. W mieście robi się tego za mało.
- Jak Pani znajomi przyjęli informację o wyborze do prezydium?
- Bardzo dobrze. Miałam mnóstwo telefonów i SMS-ów. To budujące. A jeszcze tydzień wcześniej mówiłam, że ludzie w ogóle nie interesują się polityką. Okazało się, że wszyscy wiedzą. Pisali nawet ci, po których bym się tego nie spodziewała. Nie mam wielkich planów. Polityka to maraton, nie sprint. Nie mogę się zachłysnąć tym, że się udało. W głosowaniu dostałam 16 głosów na 21 radnych. To było dla mnie zaskoczenie. Myślę, że ktoś z grupy Maćka Tokarza też na mnie zagłosował.
- Domyśla się Pani kto?
- Tak.
- Mieszkańcy Nowego Targu są zadowoleni z pracy urzędu?
- Myślę, że generalnie tak. Nikt nie zgłaszał mi, że został źle obsłużony czy potraktowany z góry.
- Jak wygląda Pani dzień?
- Wstaję o 5.30, spać chodzę o 21.00. Rano pół godziny ćwiczę przed telewizorem. Potem szybki spacer z psem, prysznic, kawa, śniadanie i do pracy. Mieszkam na Grelu. Wcześniej 10 lat na Kowańcu, 15 lat na Sobieskiego, potem na Podhalańskiej. Teraz dobrze mi na Grelu. Około 17 jestem już w domu.
- Jakie ma Pani obowiązki w pracy?
- Kontaktuję się z hotelami i pensjonatami. Opowiadam, że Brama w Gorce to najlepsza atrakcja. Rozdajemy ulotki, kupony rabatowe. Kiedyś podjechałam pod pensjonat w Białce Tatrzańskiej. Obok stanął samochód SkyWalk Poronin. Przywitaliśmy się. Pomyślałam, że można by zrobić współpracę – tak jak z Rabkolandem, z którym mamy wspólny bilet w dobrej cenie. Może ze SkyWalkiem też się uda.
- Jakie są nowotarżanki?
- Nie są wycofane. To miasto. Kobiety nie siedzą w domu i nie czekają z obiadem na męża wracającego o 15. Są samodzielne, angażują się społecznie i charytatywnie. Spotykają się, tworzą grupy.
- Są aktywne sportowo?
- Oczywiście. Wystarczy rano pójść pobiegać na Bór na Czerwonem – więcej kobiet niż mężczyzn.
- A Pani biega?
- Nie. Były plany. Buty kupiłam.
- Skończyło się na butach?
- Tak.
- Co życzyłaby Pani kobietom z okazji 8 marca?
- Pewności siebie. Żeby nie bały się odważnych wyzwań. Żeby niczego się nie bały.
Rozmawiał Jurek Jurecki
Kamil
2026-03-01 16:21:14
Ludzie namawiających miała, już drugą kadencję pod szkolą dwójką na krzesłach okupywali tablicę wyborczą, żeby przed ciszą wyborczą obkleić cała tablicę. Nie ufam tej kobiecie, zwłaszcza, ze jej mama właśnie, bardzo jest agresywna w komentowaniu i ocenianiu ludzi. Nie wiem, ale z tej mąki chleba nie będzie. Ale ktoś się zawsze musi podłożyć.
EmerytOD75rokużycia
2026-03-01 14:36:18
Dziś jest Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, ale wszystkie media głównego ścieku milczą, także te przyjazne Komuchom!
-
USŁUGI | budowlane
MALOWANIE, SZPACHLOWANIE, DROBNE REMONTY. 787 036 888.
-
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
DZIAŁKA BUDOWLANA 8.5 ARA. 505 429 375.
-
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
Sprzedam trzy DZIAŁKI BUDOWLANE, Z WIDOKIEM NA TATRY, graniczące ze sobą, łącznie ok. 40 arów oraz DZAŁKĘ ROLNĄ 17 arów - DURSZTYN. 793 008 357.
-
PRACA | dam
Przyjmę murarza, cieśle. 604 131 899
Tel.: 604
-
USŁUGI | budowlane
TYNKI I WYLEWKI MASZYNOWE tanio i solidnie, zacieranie mechaniczne, technika silosowa. Realizujemy małe i duże obiekty 18 26 550 39, 503 532 680.
-
SPRZEDAŻ | różne
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY JUHASKIE. Tel. 793 887 893
-
SPRZEDAŻ | różne
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: jarzębina (60/80). Tel. 793 887 893
-
PRACA | dam
Zatrudnię pracowników budowlanych ekipy. 601 508 736.
-
USŁUGI | inne
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 691 317 098.
-
PRACA | dam
NIEMCY: brygadzista do 5000 Euro, kranista do 4000 Euro, murarz cieśla do 3600 Euro, malarz ocieplenia elektryk spawacz do 2700 Euro. Umowa na warunkach niemieckich. 0048 575-001-116
-
SPRZEDAŻ | zwierzęta
Szczenięta OWCZARKI PODHALAŃSKIE. 788 679 465.
-
PRACA | dam
Praca na budowie, elewacje, budowa od podstaw, wykończenia, Zakopane i okolice. 500160574
Tel.: 500160574
-
PRACA | dam
Restauracja Siwy Dym w Rabce-Zdrój zatrudni: KUCHARZA KUCHNI ZIMNEJ ORAZ GORĄCEJ. Praca na stałe lub dorywczo. CV na: rabka@siwydym.pl Informacje pod numerem 887 080 004
-
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
DZIAŁKA UZBROJONA W ŁOPUSZNEJ. 506 525 884.
-
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
ZAKOPANE - STYLOWY DOM (zadbany, urządzony), na działce 3000 m, widok na góry - 607 506 428.
-
USŁUGI | budowlane
MALOWANIE DACHÓW I ELEWACJI. 602 882 325.
-
USŁUGI | budowlane
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.
-
SPRZEDAŻ | różne
DREWNO KOMINKOWE. 501 577 105.