Po latach przerwy, w 2016 ukazały się dwie książki upamiętniające sto czterdziestą rocznicę urodzin kompozytora, przypominające go jako fotografa, publicystę górskiego, taternika i narciarza. Wydawnictwo Astraia zdecydowało się wznowić tom z roku 1910 i sygnuje swoje wydawnictwo jako drugie (czemu nie czwarte?) wydanie tej książki. Dobór i kolejność tekstów i zdjęć są powielone z pierwszego wydania, a uzupełnia je wstęp wydawcy, przedmowa napisana przez muzykologa i taternika Władysława Malinowskiego oraz przygotowany przezeń szczegółowy wykaz tatrzańskich przejść Karłowicza.
Teksty te, publikowane za życia kompozytora w czasopismach – „Taterniku”, „Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego”, „Wędrowcu” i „Słowie Polskim” – weszły do kanonu klasycznej tatrzańskiej publicystyki przełomu XIX i XX stulecia. Z jednej strony są świadectwem romantycznego, pełnego emocji, entuzjastycznego stosunku do gór ich autora, z drugiej zaś wyraża w nich Karłowicz ducha modernizmu z jego pierwiastkiem sportowym, zdobywczym.
Opisuje wycieczkę na Gerlach w towarzystwie przewodnika Jędrzeja Wali, epicką dziewięciodniową wycieczkę w towarzystwie legendarnego Klimka Bachledy, w czasie której wszedł na szereg wybitnych tatrzańskich szczytów; wejścia na Ostry Szczyt, Kościelec, Rohacze; wycieczki samotne na Kieżmarski i Jaworowy. Warto na nowo przeczytać te teksty, bo nic nie straciły ze swej urody, opisują ważne rozdziały turystycznej eksploracji Tatr i dają świadectwo znaczenia Tatr w życiu kompozytora.
Wracając po dziewięciu dniach z Klimkiem z gór pisze Karłowicz: „Z przełęczy między Kopami ujrzałem Zakopane. Schodziłem niechętnie, czując coraz bardziej ciężar nizinnego powietrza. A jednocześnie za mną zapuszczała się kurtyna z chmur, zakrywając cuda, na które przez dni dziewięć dane mi było patrzeć.
Otuliły się tym razem góry już na dobre; gdy po paru tygodniach ukazały się znowu, ułożone były do snu zimowego pod zwartym całunem śnieżnym. Pożegnałem je na długi przeciąg szarej, chmurnej zimy miejskiej.” Minęło ponad sto lat, zmieniła się konwencja, stylistyka, środki wyrazu, ale szkoda, że nikt już dziś nie pisze o Tatrach z takim uczuciem, wrażliwością i troską.
Druga książka – Widok piękny bez zastrzeżeń Polskiego Wydawnictwa Muzycznego – poświęcona jest fotografii tatrzańskiej Karłowicza. Był w tej dziedzinie mistrzem, ba, w pewnym momencie nawet, w obliczu kłopotów związanych z recepcją swojej muzyki, rozważał możliwość zostania zawodowym fotografem. Na starannie wydany i ze smakiem zaprojektowany tom składa się pięćdziesiąt zdjęć autorstwa Mieczysława Karłowicza, trzy jego teksty, które są zamieszczone także w wyżej omówionej książce i wspomniany już tekst Zaruskiego Ostatnim śladem. Książkę uzupełnia kronika wydarzeń z życia Karłowicza i spis literatury.
Elementem nowym i dla tej publikacji – poza zdjęciami – kluczowym, jest wstępny esej Justyny Nowickiej Mieczysław Karłowicz jako fotograf. Wybrane konteksty. Autorka kompetentnie, choć w dużym skrócie przypomina ostatnią wyprawę Karłowicza nad Czarny Staw Gąsienicowy, opisuje podejście do zjawiska fotografii na przełomie XIX i XX stulecia, rekapituluje początki fotografii górskiej na świecie i w Polsce. Fragmenty zachowanych listów pozwalają autorce na pokazanie praktyki fotograficznej Karłowicza. Nowicka podkreśla wyjątkowość zdjęć artysty i jego znaczenie w historii fotografii tatrzańskiej. A dobrze zeskanowane i starannie wydrukowane zdjęcia pozwalają podziwiać znakomite oko i warsztat autora, szczególnie widoczny w ostrych, wyrazistych konterfektach tatrzańskich turni: Zadniego Mnicha, Giewontu, Zamarłej, Małej Pośredniej Grani.
Warto poświęcić tym fotografiom nieco czasu. Na stronie szóstej – maleńka sylwetka Klimka Bachledy stojącego na dnie Doliny Batyżowieckiej, u stóp potężnej południowej ściany Batyżowieckiego Szczytu, stanowi barthesowskie punctum tego zdjęcia. Ciekawe byłoby studiowanie całego albumu zdjęć Karłowicza, jego autorskiego wyboru. Trzy takie albumy przez niego stworzone i zakomponowane, zachowały się w zbiorach Centralnej Biblioteki Górskiej PTTK w Krakowie. W książce zobaczyć można stronę tytułową albumu z roku 1906 zatytułowanego Tatry. Staranne ręczne pismo, dwa zakopiańskie widoczki, ostre, starannie wykadrowane, z nieodłącznym Giewontem i reglami w tle.
Jak to możliwe, że znani zakopiańczycy tamtej epoki tak hojnie zostali obdarowani licznymi talentami? Tytus Chałubiński, Witkiewiczowie, Mariusz Zaruski, Rafał Malczewski. Wszechstronnie utalentowany Mieczysław Karłowicz był jednym z nich. Znalazł on trwałe miejsce nie tylko w dziejach muzyki, ale także w historii tatrzańskiego piśmiennictwa i fotografii. Wszechstronność to nader rzadka i godna podziwu. Obydwie starannie i ładnie wydane książki dowodzą tego w pełni. Szkoda tylko, że częściowo się powielają.
Mieczysław Karłowicz w Tatrach. Pisma taternickie i zdjęcia fotograficzne. Kraków: „Astraia”, 2016, 152 s.: il.; 24 cm – zł 39,-
Widok piękny bez zastrzeżeń. Fotografia tatrzańska Mieczysława Karłowicza. Kraków: „Polskie Wydawnictwo Muzyczne”, 2016, 152 s.: il.; 24 cm – zł 39,-