Opowieść o 30 latach spędzonych w USA - o Ameryce, o Polakach tam mieszkających i o tym jak ich widzą inni. Są tu historie wakacyjne i nieprawdopodobne, choć prawdziwe opowieści wigilijne. Jest historia o Tadeuszu Kościuszce, którą czyta się jak najlepszą literaturę faktu. Szczypta polityki, poezji i filozofii, bardzo strawna i przyjemna nawet dla tych, którzy żadnej z tych dyscyplin na co dzień nie trawią. I duża dawka humoru, a także autoironii. Można w niej znaleźć przepis na idealne martini i trochę prawd życiowych, a nawet ukrytą instrukcję obsługi kobiety (żony). Gdyby panowie wzięli sobie za wzór autora i jego banalnie proste metody, byłoby o wiele mniej "cichych dni" i rozbitych małżeństw.
To już trzecia książka (po "Ośrodku Zero. Tajemnica Doliny Syrokiej Wody" i "Zakopiańskim domu wariatów"), z jaką Romuald "Aldek" Roman przyjeżdża (a raczej przylatuje) z Filadelfii pod Tatry. Zakopane to miejsce dla niego ważne, spędził tu pierwsze 34 lata swojego życia, które opisał w drugiej z wymienionych książek
Z zawodu był leśnikiem, pracował w Tatrzańskim Parku Narodowym. Ponieważ jego największą pasją były góry, został także taternikiem, ratownikiem, przewodnikiem i narciarzem alpejskim. Mieszkał w "Roztoce" przy ulicy Tetmajera, willi zabranej jego rodzinie po wojnie przez państwo i przejętej przez Fundusz Wczasów Pracowniczych.
Ponure, ale i surrealne czasy komunizmu stały się dobrą pożywką dla inteligentnego, ciętego i dowcipnego pióra zakopiańczyka z Filadelfii, czego upust dał w "Zakopiańskim domu wariatów". Jak się okazuje Ameryka jest równie dobrą, a może nawet lepszą pożywką dla pisarza.
Gorzko - słodki smak "American dream"
Podczas moich dość systematycznych od 20 lat podróży do USA wysłuchałam wiele historii polonusów z Podhala. Część z nich pokazywała z trudem zdobyte majątki i chętniej niż o swoim życiu, opowiadała mi o Polsce (choć w kraju nie byli od lat). Słyszałam, że w Polsce rządzą Żydzi i komuniści, że młodzi ludzie nie mają żadnych szans i jest ogólnie beznadziejnie. Wielokrotnie się buntowałam, bo jestem przekonana, że przyszło mi żyć w jednych z najciekawszych i najlepszych czasów dla Polski. Poznałam gorzki smak komunizmu w dzieciństwie a jako osoba dorosła mogłam obserwować jak nasz kraj po 1989 r. zmienia się na plus, jak moje życie coraz bardziej podobne jest do rówieśników z Zachodu. Jak rodzi się demokracja i wolna prasa. Moi starsi o kilkadziesiąt lat amerykańscy rozmówcy próbowali mi czasem wmówić, że jest inaczej. Kiedy szczerości sprzyjał alkohol, słyszałam w końcu, co oznacza bycie emigrantem. Mówili, że w Ameryce nigdy nie poczują się jak u siebie, a w Polsce już też nie wyobrażają sobie życia.
Była na szczęście druga grupa, która znalazła sobie miejsce w tym "American dream". To, ci, którzy mają zawód, który lubią; pasje, w których się realizują, sukces, którzy odnieśli. Życie może niełatwe, ale bez kompleksów Polaka i często idącej za tym nienawiści do innych nacji. I na pewno Romuald "Aldek" Roman ze swoją opowieścią należy do tej drugiej grupy.
Sam swoje życie w USA streszcza na okładce książki tak: "Po wyjeździe do USA zaczął po raz kolejny studiować i zmieniać zawody. Liczył koniki polne, wdychał azbesty, studiował toksykologie, wyjeżdżał do Europy z ramienia ONZ, a na koniec był rządowym biurokratą". Można by dopisać, że na emeryturze zaczął pisać książki i robić śniadania w pensjonacie, który prowadzi jego żona. Twierdzi, że robione przez niego omlety są jeszcze lepsze niż książki, ale nie chce mi się w to wierzyć.
Talent, wiedza i układy
Romuald "Aldek" Roman pochodzi z artystycznej, głównie aktorskiej rodziny. Jest bratankiem słynnej w okresie międzywojennym aktorki - Janiny Romanówny. Aktorem był też jego dziadek i ojciec. Z kolei jego mama z pasją oddawała się malarstwu. Sam autor - tylko na złość ciotce został leśnikiem, zamiast aktorem, choć wykazywał ku rodzinnemu powołaniu duże talenty.
Do Ameryki - jak pisze na wstępie - wyjechał w wieku 34 lat z rodziną, polskimi studiami, 700 dolarami, 16 książkami, 5 płytami, 4 obrazami mamy i bardzo dobrą znajomością języka angielskiego. Musiał zaczynać wszystko od nowa. Kolejne studia, nowe kontakty. Ludzie, którzy chętniej rzucali mu kłody pod nogi, niż pomagali. Wiedza, charakter i odwaga, a do tego odpowiednie polecenia i łut szczęścia - wszystko to złożyło się na sukces bohatera (autora) książki. Sukces niemały, bo Romuald "Aldek" Roman wspiął się aż na szczebel ministerialny. Swoją historię opisuje szczerze, bez omijania faktów, które inni woleliby przemilczeć, żeby odmalować obraz idealnego, zdolnego i przebojowego faceta.
Pisze, że studia, nawet najlepsze jak i wszystkie wymagane egzaminy nie wystarczą, żeby zdobyć wymarzone stanowisko. Równie ważne jak wieloletnia nauka i dobre wyniki, jest czyjeś "polecenie". Choć bez tego pierwszego, drugie nie byłoby możliwe do spełnienia.
Pisze o brygadziście o polsko brzmiącym nazwisku, który swoją polskość ukrywa, opowiada kawały o Polakach i pod swoimi rodakami kopie dołki, nawet, gdy ci ratują go z opresji.
Śmieje się z Amerykanów, z ich politycznej naiwności i wiary w misję, jaką Ameryka ma do spełnienia. "Świat potrzebuje przywódcy. Świat musi się dowiedzieć o naszej konstytucji, o naszych wartościach, które musimy ofiarować innym narodom. To nasz obowiązek i przywilej" - przekonuje przyjaciel autora Charles. "To jak to widzisz? Będziemy rozrzucać z samolotów somalijską edycję amerykańskiej konstytucji, oni to przeczytają i wprowadzą u siebie" - pyta ze zdrowym rozsądkiem narrator.
Najzmyślniejszy Polak w Ameryce
Jest kilka śmiesznych historii o profesorze z Filadelfii, o którym jeszcze kilka miesięcy temu głośno było w polskich mediach, ponieważ objawił się jako specjalista od katastrofy smoleńskiej i doradca ministra Maciarewicza. Okazuje się, że ów profesor uchodzi nie tylko w Pensylwanii za "najzmyślniejszego Polaka w Ameryce", a wieść o nim dotarła nawet do prezydenta Busha. A rozdział o tym, jak stroił fortepian, polecam szczególnie.
Ubawiła mnie historia jak to wiersz Adama Pacha pisany góralską gwarę udawał w Turcji starożytną grekę.
Historię Tadeusza Kościuszki w USA przeczytałam z wypiekami. W żadnym ze szkolnych życiorysów naszego bohatera narodowego a raczej bohaterów dwóch narodów nie było nic o testamencie, w którym ofiarował swój majątek na wykup i edukację niewolników. Z książki dowiedziałam się też, dlaczego do wypełnienia tego testamentu nie doszło. Autor "Amerykańskiego domu wariatów" pisze też o powodach, dla których Kościuszko miał w Ameryce tak bardzo pod górkę. O tym, jak przyjechał do USA bez pieniędzy i znajomości języka, szlachetny i uczciwy, ale i naiwny, wierzący w podobną szlachetność u innych.
Na koniec książki wydawca pisze, że "wszystkie imiona i sytuacje, choć mogą przypominać istniejące osoby, są wytworem wyobraźni autora". Jak przeczytacie, zrozumiecie powody pojawienia się takiej formułki. Nie wierzcie w jej prawdziwość.
Beata Zalot