Żegnały go także dźwięki góralskiej muzyki i salwy honorowe myśliwych. W kondukcie szło 20 pocztów sztandarowych. Były liczne przemówienia, z których wyłaniał się portret zmarłego. Tomek z zawodu był leśnikiem, z pasji artystą. Choć pochodził z Krakowa, wrósł w Podhale, grał na skrzypcach. Był menadżerem folkowych zespołów. Znał dobrze gwarę podhalańską, napisał nawet sztukę teatralną "Gombica Staska Kubina" wystawianą w Teatrze Witkacego.
Jego pióro znali także czytelnicy Tygodnika Podhalańskiego. Krył się m. in. pod pseudonimem "Sybaryta" opisując przez lata swoje doznania kulinarne podczas wędrówki po podhalańskich restauracjach - w dowcipnych, pełnych zwady felietonach.
Ponoć dwa tygodnie przed śmiercią zakończył pisanie kolejnej książki - tym razem powieści kryminalnej. Zapamiętamy go także jako patriotę, osobę religijną. Człowieka pełnego energii, wielu pomysłów. Miał jeszcze dużo planów. Przegrał jednak z chorobą.
Bukowiański kościół z trudem pomieścił dziś tłumy, które przyszły go pożegnać. Przyszli koledzy leśnicy z Tatrzańskiego Parku Narodowego, z pobliskich leśnictw, myśliwi, politycy, regionaliści, liczne grono przyjaciół i rodzina. Wyjątkowa liczna była kapela góralska, która przygrywała podczas jego ostatniej drogi.
Beata Zalot
1
/ Fot. Bartłomiej Jurecki
2
/ Fot. Bartłomiej Jurecki
3
/ Fot. Bartłomiej Jurecki
4
/ Fot. Bartłomiej Jurecki
5
/ Fot. Bartłomiej Jurecki
6
/ Fot. Bartłomiej Jurecki
7
/ Fot. Bartłomiej Jurecki
miejscowy turysta
2019-06-28 19:30:33
Felietony Sybaryty pamiętam, nie wiedziałem jednak kto był ich autorem.
Niech spoczywa w pokoju...