Pierwszy raz poznał jego smak, gdy miał 5 lat. Nie pamięta smaku cieczy z kieliszka, pozostawionego przez dorosłych na stole podczas rodzinnej imprezy. To była jakaś czerwona nalewka. W pamięci pozostał mu widok twarzy ojca, tłumaczącego mu coś. I płaczącego. Jakby przeczuwał, że mały Marek właśnie uchyla przed sobą drzwi do alkoholowego piekła.
Esperal nie działał.
Piłem dalej
Pewnie pozostałoby to tylko epizodem, anegdotką powtarzaną przez ciotki i wujków, gdyby rzeczywiście nie okazało się zapowiedzią tragedii.
Jeszcze pod koniec podstawówki Marek podpijał co nieco z barku ojca. Ten ciągle miał tam jakieś krupniczki, nalewki własnej roboty. Gdy w końcu zauważył, że w buteleczkach poziom się obniża, zaczął znaczyć kreski. Nie było problemu. Marek uzupełniał ubytki wodą. Ale i to musiało kiedyś wyjść na jaw. Była wielka awantura i bicie. Bez większych skutków wychowawczych. Dla chłopaka już w średniej szkole alkohol oznaczał – jak dziś wspomina – luz, swobodę, wewnętrzną „miękkość”. Ogarniało go swoiste psychiczne i fizyczne znieczulenie. – Byłem nieśmiały. Wydawało mi się, że po wypiciu staję się tym, kim chciałbym być – tłumaczy. Nie chciał z tego tak szybko rezygnować. Kiedyś znalazł w domu dwa dolary. Poszedł z kumplem do Pewexu i kupili dwie flaszki. Nie dali rady wypić, poczęstowali robotników na jakiejś budowie. Zauważyła ich znajoma ojca. Wieczorem zadzwoniła. Marek widział tylko, jak „stary” blednie trzymając słuchawkę. Za chwilę ojciec bił go pasem, gdzie popadnie. Nie przeszkodziło mu to w dalszym piciu. W odstawkę poszły dawne pasje – chodzenie po górach, kolekcjonowanie skamielin. Zaczęło się polowanie na okazje. Szkolny kolega często zostawał sam w domu, gdy matka wyjeżdżała na kilkudniowe delegacje. Była więc wolna chata w Kościelisku, wystarczyło jeszcze tylko zorganizować alkohol. Marek zaczynał znikać z domu na kilka dni. – Dobrze się bawiłem. Nie docierało do mnie, że ktoś w tym czasie przeżywa dramat. Przecież rodzice szukali mnie, a ja się dziwiłem, czym się tak przejmują – wspomina. Gdy jeszcze chodził do szkoły, po raz pierwszy urwał mu się film. Wystarczyło, że podczas wycieczki wypił duszkiem butelkę domowego wina. Staczał się systematycznie, choć dla siebie niezauważalnie. Pierwszy raz wszył sobie esperal, gdy miał 21 lat. Był już żonaty. Po kolejnej awanturze postanowił udowodnić, że jest w stanie zapanować nad wódką. Zrobił sobie wszywkę. Ale tabletka nie przyjęła się, pojawiła się ropa. – Postanowiłem sprawdzić, czy jeszcze działa. Zacząłem od małych dawek alkoholu, by sprawdzić, co będzie dalej. Potem sięgałem po jeszcze i jeszcze. Aż straciłem przytomność… Esperal nie działał. Piłem dalej. Potem był rozwód. Pierwsza żona nie potrafiła z nim wytrzymać. Uciekła razem z dzieckiem. Byli ze sobą zaledwie trzy lata.
Jakbym zjeżdżał wprost do grobu
W 1982 roku poznał Barbarę, obecną żonę. Była wówczas menagerką kultowej bluesowej grupy Dżem. Po zakopiańskim koncercie Marek zaprosił całą ekipę do siebie. Rok później Marek i Barbara pobrali się. Problemu z alkoholem nadal nie dostrzegał. Uważał, że jak każdy, po prostu lubi się napić. Gdy ktoś próbował mu zwrócić uwagę, kwitował to krótko: – Masz problem? To sam się lecz! Uważał, że jest wolny i może robić, co chce. Pracował razem z żoną, organizując trasy zespołów po kraju. I wiódł życie rockandrollowca – od imprezy do imprezy. Kiedyś w windzie po pijanemu wdał się w awanturę z Janem Borysewiczem. Obraził się. Rzucił wszystko i wrócił do Zakopanego. Zaszył się w domu. Nie wychodził przez dwa tygodnie. Pił i przez telefon zamawiał kolejne butelki. Aż skończyły mu się pieniądze. A ponieważ w wolnych chwilach zajmował się rzeźbieniem, postanowił wyjść z domu, by sprawdzić, czy któraś z prac się nie sprzedała. – Ledwo szedłem. Spotkałem Wiesia, kolegę, z którym kiedyś razem imprezowaliśmy. Powiedział mi, że od pół roku już nie pije. I czuje się świetnie. Chciał też spróbować. Rzeźby się sprzedały, były pieniądze, pomyślał, że dziś wypije tylko ćwiarteczkę, żeby stopniowo się odzwyczajać. Taka swoista alkoholowa homeopatia – leczyć się tym, co człowieka zatruwa. Ale w sklepie były tylko półlitrówki. Nawet się ucieszył. Przyszedł do domu. Postawił wodę na pierogi. Zanim zawrzała, zobaczył, że wypił już pół flaszki. – Nagle zobaczyłem całe swoje życie. Pasmo cierpień. Jakbym zjeżdżał po pochyłej wprost do grobu. Rozpłakałem się. Przed oczami miałem uśmiechniętą gębę Wieśka. Pobiegłem do niego. Niedługo potem dał się wyciągnąć na spotkanie Anonimowych Alkoholików. W Szarotce, przy herbatce czy szklance coli, siedzieli prawie sami znajomi. – No, to już wiem, dlaczego nie ma się z kim w mieście napić – pomyślał drwiąco. Marek potrzebował terapii. Był już na dnie – w takim stanie, że sam jej chciał. Ktoś zaoferował mu pomoc w załatwieniu ośrodka. Ale pierwszy wolny termin był dopiero za dwa miesiące. Trzeba było czekać. Pojechał do żony. Tam grał przykładnego męża. – Jak tylko wstałem, od razu wyrywałem się po zakupy. Może masełko, chlebek? I już zbiegałem do sklepu na dole, by przy okazji kupić dwie seteczki. Wypijałem je na schodach i wrzucałem po drodze za murek. Gdy już po terapii wróciłem do domu, zauważyłem, że uzbierałem tam wielką hałdę butelek. Jednym z ważniejszych kroków podczas odwyku jest spisanie swojego piciopisu i sporządzenie litrażu. Pierwsze to szczegółowe kalendarium swojego upadku, stopniowego brnięcia na dno. Drugie to przeliczenie wszystkich ilości alkoholu, które wypiło się w ciągu życia. Wyszły tysiące litrów. Płynów, które zżerały mu mózg, trawiły ściany żołądka, degenerowały wątrobę. Jeden z kolegów na odwykówce wyliczył, że wypił 300 litrów czystego denaturatu.
W ringu z alkoholem
Odtrucie organizmu to jedno. Ale co zrobić, by wytrwać w trzeźwości. Marek miał poważne wątpliwości, czy mu się uda. Ktoś mu podpowiedział, by poczytał Antony’ego de Mello, Marka zafascynowała mistyka, choć nigdy nie był przecież przesadnie religijny. Był co prawda jako dziecko ministrantem, ale późniejszy młodzieżowy bunt obrócił się też przeciw katolicyzmowi. – Męczyło mnie ciągłe poczucie grzechu, to, że nie potrafię być dobry. A alkohol to poczucie winy załatwiał – tłumaczył sobie. Zaczął dużo czytać. Podkreślał najciekawsze fragmenty. A potem zauważał, że ma książki podkreślone w całości. Pochłaniał dzieła mistyków różnych kultur zauważając, że mimo różnic religii mówią to samo. – Kiedyś mówiłem sobie, że z alkoholem będę walczył, jak w ringu. I było tak, jakbym walczył z Tysonem – za każdym razem dostawałem lanie. Trzeba było inaczej. Uznać swą bezsilność, słabość. I wrócić do siebie, do swego wnętrza. Sam przyznaje, że ogromną rolę w jego zdrowieniu odegrała Barbara. Gdy pił, błagała go, by się leczył. A po odwyku miał dom, do którego mógł wrócić. A przecież często zdarzają się sytuacje, gdy rodzina nie pozwala alkoholikowi nawet przyznać się, że się leczył. Bo to, że pił – mieści się w społecznych normach. Ale, że był na odwyku – to już wstyd. Niestety, dla uzależnionych często tragiczna jest także świąteczna obrzędowość. – Święta? Nienawidziłem ich. Od dzieciństwa kojarzyły mi się z odorem alkoholu z ust ojca. Potem domowa atmosfera awantur, napięcia. A wreszcie zadręczanie wszystkich wyznaniami miłości z zionących alkoholem ust. Potem i dla mnie były okazją, by się upić. Prezenty, żarcie, okazja do zatracenia się. W końcu odszedłem od spraw rytualno-religijnych. Teraz staram się traktować każdy dzień jak święto. Trzeba było pozbyć się tego wszystkiego, co człowiek miał zakodowane, przestać żyć jak automat. Trzeba zacząć pracę nad sobą – zejść w głąb siebie. Bo życie stadne odczłowiecza. Mimo to święta spędza tradycyjnie – z choinką, opłatkiem, Wigilią, choć bez alkoholu. – Żona hołduje tradycyjnej kulturze, więc już nie chce sprawiać jej przykrości. Jednak mnie nie interesują zakupy, prezenty. Staram się myśleć przede wszystkim, o czym one mówią. Nad czym powinienem się zastanowić w swoim życiu. Bo trzeba oczyścić swoją osobowość, przekroczyć własne „ja”, ale nie po to, by się go pozbyć. Trzeba siebie zapytać: „kim jestem?”
Kiedyś na święta zamiast życzeń wysłał cytat z hinduskiego mistyka:
„Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nigdy nie umrzesz.”
Tekst i fot.: Józef Figura
Tygodnik Podhalański 50-51/2009
jawnie pijący
2021-08-03 17:42:44
Ja też lubię bulknąć. Abstynencja jest szkodliwa społecznie. Szkoda, że piwo już nie takie, to chrzczone w gieesach było lepsze niż te z masowej produkcji.
Konicek
2021-08-03 14:53:23
Akurat stadność uczłowiecza, bo jesteśmy zwierzętami stadnymi ...
Ktoś kto pije się zwilcy, czyli stanie się dzikim, który nie funkcjonuje w stadzie. Może kulawo udawać, ale jednak nie jest częścią stada.
Q
2021-08-03 12:20:14
Japilem i bede pil bo ja mam wyrobiony charakter i to jest co innego. Mlody niech uważa on jest narazony
-
PRACA | dam
PIEKARNIA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KIEROWCĘ. Mile widziane doświadczenie. Praca na stałe. 602 759 709
-
USŁUGI | budowlane
MALOWANIE DACHÓW I ELEWACJI. 602 882 325.
-
KUPNO
KUPIĘ STARY POROZBIÓRKOWY SOSRĘB. Proszę wysłać zdjęcie na numer 605 306 244.
-
MOTORYZACJA | sprzedaż
MERCEDES. 698 572 263.
-
NIERUCHOMOŚCI | kupno
Kupię DOM do remontu. 789 321 805.
-
NIERUCHOMOŚCI | wynajem
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o powierzchni ok. 50 m2. Zakopane centrum, ul. Kościuszki - 691 124 272.
-
NIERUCHOMOŚCI | wynajem
Do wynajęcia DOM - okolice Nowego Targu. 791 931 320.
-
PRACA | dam
Hotel "Foluszowy Potok" Zakopane, ul. Zamoyskiego 42 zatrudni do restauracji hotelowej: KELNERA/-KĘ. Zapewniamy stabilną, całoroczną pracę w restauracji hotelowej. Kontakt wyłącznie telefoniczny: 660 41 00 46
-
PRACA | dam
WIZY USA, WYJAZDY, ZIELONA KARTA. 501 809 644
-
NIERUCHOMOŚCI | wynajem
DO WYNAJĘCIA DOM W WITOWIE, w którym do roku 2025 znajdował się Ośrodek Zdrowia. 698 508 796.
-
PRACA | dam
Przyjmę do pracy kucharza/pomoc kuchenną w restauracji w Dolinie Kościeliskiej.. 723 997 045 harnas@harnas.eu
Tel.: 723
-
PRACA | dam
PIEKARNIA W ZAKOPANEM ZATRUDNI PIEKARZA. Na stałe, umowa. 602 759 709
-
ANTYKI
Do sprzedania ZABYTKOWY PRZEDWOJENNY KREDENS GÓRALSKI ZAKOPIAŃSKIEJ SZKOŁY PRZEMYSŁU DRZEWNEGO w idealnym stanie, z lat trzydziestych, sprawdzony przez kustosza Muzeum Tatrzańskiego. Również CZĘŚĆ KOLEKCJI PRZEDWOJENNEGO MALARSTWA o tematyce góralskiej, znanych polskich malarzy aukcyjnych, takich jak Gąsienica Szostak, Augustynowicz, Jarocki, Moszyński, Gałek, Ćwikliński, Dzieliński, Skowroński. Tel. 601 51 35 33
-
PRACA | dam
PIEKARNIA W ZAKOPANEM ZATRUDNI DO KROJENIA I PAKOWANIA PIECZYWA. 602 759 709
-
USŁUGI | inne
ODŚNIEŻANIE DACHÓW. TECHNIKI LINOWE. TEL: 695 092 678
-
PRACA | dam
Praca na krojeniu - pakowaniu pieczywa Piekarnia Łapsze N. 601-086-310
Tel.: 601
-
PRACA | dam
Restauracja Siwy Dym w Rabce-Zdrój zatrudni: KUCHARZA, KUCHARZA WYDAWKOWEGO, BARMANA, PRACOWNIKA GOSPODARCZEGO. Praca na stałe lub dorywczo, CV na: rabka@siwydym.pl, informacje pod numerem: 887 080 004
-
PRACA | dam
Piekarnia w Zakopanem zatrudni CUKIERNIKA. Praca stała, dobre warunki. 604 102 804, 602 285 793.
-
PRACA | dam
Piekarnia w Zakopanem zatrudni PIEKARZA. Praca stała, dobre warunki. 604 102 804, 602 285 793.
-
BIZNES
DO WYNAJĘCIA DZIAŁKA W ZAKOPANEM (w pobliżu "Szymonka") - 886 145 908.
-
PRACA | dam
PRACOWNIKA BIUROWEGO na hali sprzedaży (faktury, itp.), DO BUDKI GASTRONOMICZNEJ (sprzedaż). Praca stała. Zakopane. 602 74 31 38, gobo10@wp.pl
-
PRACA | dam
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHARZA/-KĘ, DOŚWIADCZONĄ POMOC KUCHENNĄ, OBSŁUGĘ BARU MLECZNEGO, KELNERA/-KĘ. Kontakt: 600 035 355, 600 035 080 lub osobiście: Zakopane, Droga na Bystre 2A (9-13).
-
PRACA | dam
Pracownia Projektowa SŁOWIK ARCHITEKTURA z siedzibą w Zakopanem, poszukuje ARCHITEKTA.. 668 309 058 https://slowikarchitektura.pl/ biuro@slowikarchitektura.pl
Tel.: 668
-
USŁUGI | inne
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 691 317 098.
-
USŁUGI | budowlane
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.
-
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
SPRZEDAM MIESZKANIE KRAKÓW - KURDWANÓW - ŚWIETNA LOKALIZACJA. Oferujemy na sprzedaż jasne i przestronne mieszkanie położone w zadbanym budynku na osiedlu Kurdwanów. Powierzchnia 28,12 m kw. Budynek wyposażony jest w trzy windy, w tym jedną towarową. UKŁAD MIESZKANIA: - duży pokój z wnęką (nyżą), - jasna kuchnia z oknem, - duża, oszklona loggia, - piwnica przynależna do mieszkania. Mieszkanie jest słoneczne i ustawne, IDEALNE DLA SINGLA, PARY lub JAKO INWESTYCJA POD WYNAJEM. Lokalizacja zapewnia szybki dojazd do centrum oraz dostęp do pełnej infrastruktury - sklepy, przystanki komunikacji miejskiej, szkoły i tereny zielone w zasięgu kilku minut spacerem. SPRZEDAŻ BEZ POŚREDNIKÓW. Cena 450 tys zł - do negocjacji. Kontakt: 604 08 16 43
-
SPRZEDAŻ | różne
DREWNO KOMINKOWE. 501 577 105.