Sportowiec, który pół życia spędza w Zakopanem i tutaj w Centralnym Ośrodku Sportu trenuje zalicza zawody na portugalskiej Maderze do najbardziej udanych w karierze. Wystartował tam na dwóch dystansach, na 50 i 100 metrów grzbietem. 14 czerwca zajął trzecie miejsce w wyścigu na 100 metrów, ustanawiając rekord życiowy - 1 min i 57 sek. Poprawił swoje najlepsze osiągnięcie aż o 9 sekund. Przegrał tylko z Brazylijczykiem i Chilijczykiem. 17 czerwca na 50 metrów zdobył srebro, uznając wyższość tylko Brazylijczyka.
- To były chyba najbardziej udane zawody w moim życiu. Uzyskałem tytuł najlepszego zawodnika naszej kadry. Szczególnie wynik na 100 metrów był niesamowity. Na 50 metrów natomiast, mimo że zająłem wyższe drugie miejsce, mogę jeszcze w przyszłości poprawić ten rezultat. To świetny prognostyk przed kolejnymi zawodami, kolejnymi Mistrzostwami Świata, a w przyszłości Igrzyskami Paraolimpijskimi w Paryżu - powiedział nam Jacek Czech.
Chce on profesjonalnie przygotować się do tych imprez, zatrudnić sztab szkoleniowy, fizjoterapeutę i trenera. Na to potrzebne są dodatkowe pieniądze. - W Centralnym Ośrodku Sportu w Zakopanem mam idealne warunki, ale dla tych osób potrzebne jest znalezienie sponsora. Myślę, że z tymi wynikami będzie o to łatwiej - dodaje Jacek Czech.
1. Gabriela dos Santos (Brazylia) 1:57,69 sek.
2. Alberto Abraza Dias (Chile) 2:00,45
3. Jacek Czech (Polska) 2:02,05
1. Gabriela dos Santos (Brazylia) 53,24
2. Jacek Czech (Polska) 57,04
3. Alberto Abraza Dias (Chile) 57,38
Nigdy się nie poddaję
Gdy w 1994 roku przebudził się po wypadku, mógł tylko leżeć i patrzeć w sufit. Teraz zdobywa medale na największych imprezach sportowych dla paraolimpijczyków, do których przygotowuje się w Zakopanem. Z Jackiem Czechem, niepełnosprawnym pływakiem, rozmawia Paweł Pełka.
- Jesteś jednym z najlepszych niepełnosprawnych pływaków na świecie. Jak do tego doszedłeś?
- Wiele dała mi moja ambicja. Rywalizację mam chyba wpisaną w geny. Uwielbiam mierzyć się z innymi, a porażki tylko motywują mnie do większej pracy. Od 2017 roku niemal nieprzerwanie trenuję w Centralnym Ośrodku Sportu w Zakopanem. Udało mi się pod Giewontem wypracować nowatorskie metody treningowe. Dopasowałem do wszystkiego dietę, regenerację i to przynosi efekty.
- Twoje życie składało się z dwóch części - przed i po wypadku?
- Wypadek wydarzył się w 1994 roku. Miałem wtedy młody, silny i wytrenowany organizm. Po skoku na główkę złamałem kręgosłup. Po wypadku przeszedłem operację. Mogę powiedzieć, że prawie zaraz po wybudzeniu ze śpiączki zacząłem powoli ćwiczyć. Na początku to były bardzo trudne chwile. Byłem całkowicie sparaliżowany, mogłem praktycznie tylko leżeć i patrzeć w sufit. Po 4 latach ćwiczeń, zaczynając od pół godziny do 8 godzin dziennie, udało mi się wrócić do samodzielności. Jestem w miarę sprawny, chociaż mam porażone nogi i ręce. Ta rehabilitacja, walka z samym sobą w dużej mierze przygotowała mnie do uprawiania sportu.
- To było od razu pływanie?
- Nie, najpierw trenowałem szermierkę na wózkach, a pływanie traktowałem jako rehabilitację. Trenerzy zobaczyli, że mam bardzo dobrą pływalność. Kładę się na wodzie i świetnie się na niej utrzymuję. Dzięki ich radom zmieniłem dyscyplinę na pływanie. Pod koniec 2004 roku zacząłem regularne treningi. W pierwszych mistrzostwach Polski zdobyłem cztery medale: złoty, dwa srebrne i brązowy. Największą niespodzianką było wtedy to, że pokonałem mistrza paraolimpijskiego z Aten Mirosława Piesaka. To był dla wielu szok. Gdy przyszły pierwsze wyniki, zrozumiałem, że moja pasja ma pozytywny wymiar, bo ludzie chcą oglądać niepełnosprawnych, chcą widzieć, jak pokonujemy wszelkie przeciwności i nasze kalectwo. Proszę porównać, gdy ktoś zdrowy mówi, że nie chce mu się wstać z łózka, a ja z porażonym nogami, rękami wstaję codziennie z tego łóżka i udaję się na trening.
- W pływaniu nie możesz używać sparaliżowanych całkowicie nóg?
- Tak, pływam na samych rękach, więc znoszą one wielkie obciążenia. Bywały takie treningi, gdy na samych rękach potrafiłem przepłynąć nawet 5 km. Ręce zastępują mi w życiu nogi. Teraz skróciłem dystanse, nastawiam się treningi na 50 metrów stylem grzbietowym. Moja życiówka na tym dystansie to nieco ponad 57 sek., a zaczynałem od 1 minuty i 15 sek. Chcę osiągnąć 56 sek. i w czerwcu wystartować w Mistrzostwach Świata na Maderze, a później marzę o starcie w kolejnej paraolimpiadzie w Paryżu w 2024 r.
- Do startów na całym świecie potrzebne są jednak duże pieniądze.
- Tak, borykam się niestety z problemami finansowymi. Od ostatnich igrzysk paraolimpijskich w Tokio wszystkie starty i zgrupowania pokrywam z własnej kieszeni. To są duże koszty związane z dojazdem, pobytem, kupowaniem suplementów diety. Wcześniej miałem indywidualne finansowanie ze środków ministerialnych za pośrednictwem PZSN "START". W tym roku do końca kwietnia mój wniosek o indywidualny program szkolenia nie został rozpatrzony. Wydatki przerosły moje możliwości, ale nie chcę się poddawać. Mam w tej chwili trzecie rezultaty na świecie na 50 i 100 metrów stylem grzbietowym. Nie ukrywam jednak, że przydałby się sponsor, który w zamian otrzyma dużą oglądalność, jaką mają największe imprezy sportowe. Paraolimpiadę w Londynie oglądały na przykład 4 miliony osób.
- Zakopane stało się twoją treningową bazą?
- Urodziłem się i wychowałem w Tarnobrzegu, ale tutaj, w Zakopanem, znalazłem swój drugi, a może nawet pierwszy dom. Dyrekcja Centralnego Ośrodka Sportu, w którym trenuję, zrobiła dla mnie bardzo wiele. Przystosowano siłownię dla osób niepełnosprawnych, w której możemy ćwiczyć. Mam tu naprawdę doskonałe warunki, specjalną dietę, optymalne warunki na basenie. Chociaż jest to basen 25-metrowy, to trenuje się rewelacyjnie. Wiele osób jest zresztą w szoku, że nie trenuję na basenie 50-metrowym, na jakim odbywają się zawody. Wynajęcie toru na takim basenie przerastałoby moje możliwości finansowe. Spotkałem się w Zakopanem z wielką życzliwością. Gdy zimą czy latem wyjeżdżam na wózku na spacer, zawsze spotykam kogoś, kto wyciąga pomocną dłoń, kto mi pomaga. Ważne, że w Zakopanem mam wszystko w jednym miejscu i na najwyższym światowym poziomie. Niektórzy śmieją się i pytają, czy ja stąd w ogóle wyjeżdżam. Odpowiadam, że skoro tu jest mój dom, to wyjeżdżam tylko na zawody. Staram się też spotykać w szkołach z dziećmi, opowiadam im o swoich treningach, startach.
- Jakie są twoje największe sukcesy?
- Jestem aktualnym rekordzistą świata na krótkim basenie z 2016 na 50 i 100 metrów stylem grzbietowym. W 2019 roku po treningach w Zakopanem pojechałem na MŚ w Londynie, gdzie zdobyłem srebrny medal na 50 metrów stylem grzbietowym. Od 2013 roku przywożę nieprzerwanie medale z ME i MŚ. Brakuje tylko kropki nad "i". Nie udało mi się zdobyć medalu na igrzyskach, zająłem w Tokio najgorsze dla sportowca czwarte miejsce, ale wierzę, że uda mi się zająć miejsce na podium na kolejnej paraolimpiadzie.
- Od kilku lat spędzasz większość czasu w Zakopanem. Czy barier dla osób niepełnosprawnych tu ubywa?
- Myślę, że jest znaczący postęp. W Zakopanem zaczęli pojawiać się inni sportowcy na wózkach. Bartek Mrożek uprawia wyczynowo zjazd narciarski na monoski, lata zawodowo na szybowcu. Zakopane stało się miejscem otwartym dla osób na wózkach. COS jest mocno przyjazny osobom niepełnosprawnych. Przyjeżdżają parawioślarze, parałucznicy. Zakopane jest otwarte dla takich osób, ale nie popadajmy w euforię, jest jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, szczególnie że to miasto turystyczne, miasto sportu.