13 stycznia zmarł w wieku 97 lat Marian Woyna Orlewicz, wszechstronny narciarz, olimpijczyk, znakomity trener i wychowawca wielu pokoleń narciarzy, wspaniały człowiek, ratownik TOPR, uczestnik wyprawy ratunkowej w lutym 1945 roku po rannych partyzantów do Doliny Zuberskiej.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"11634"}
Biografia Mariana Woyny Orlewicza wiąże się przede wszystkim z narciarstwem, któremu poświęcił swoje długie życie, początkowo jako zawodnik reprezentujący nasz kraj na Zimowej Olimpiadzie i trzykrotnie na Akademickich Mistrzostwach Świata, a po zakończeniu kariery sportowej jako trener i wychowawca wielu znanych potem narciarzy oraz działacz nie szczędzący sił na niwie organizacyjnej i popularyzującej narciarstwo. Już w 1936 roku reprezentował Polskę na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Garmisch Partenkirchen – startował tam w biegu na 18 km oraz w sztafecie z Bronisławem Czechem, Stanisławem Karpielem i Michałem Górskim, zajmując 7. miejsce. Ale jego największe sukcesy to 6 medali zdobytych na Akademickich Mistrzostwach Świata. W 1937 roku w Zell am See zdobył złoty medal w kombinacji norweskiej, a w następnym roku w Lillehammer srebrny w tej konkurencji i brązowy w biegu na 18 km. Kolejne 3 wywalczył w 1947 roku w Davos – 2 brązowe w biegu i kombinacji norweskiej oraz złoty w sztafecie 4 x 8 km, startując tym razem ze Stefanem Dziedzicem, Tadeuszem Kaczmarczykiem i Mieczysławem Gąsienicą Samkiem. Karierę zawodniczą zakończył w 1948 roku, poświęcając się całkowicie pracy trenerskiej i wychowawczej. Utalentowanym narciarzom młodszej generacji przekazywał nie tylko swoje umiejętności i doświadczenie narciarskie, ale również wartości wychowawcze, za co był szczególnie szanowany i lubiany. Z jego wskazówek i doświadczenia korzystali również synowie – Piotr i Jerzy, niezwykle utalentowani narciarze, którzy dość wcześnie zakończyli karierę narciarską, by poświęcić się pracy w zawodzie stomatologa oraz architekta. Marian stworzył przy hotelu Imperial szkółkę narciarską dla dzieci, w której szkolił talenty narciarskie. Dała ona początek Szkole Mistrzostwa Sportowego. W długim życiu Mariana niezwykłą rolę pełniła jego żona Ewa z domu Słobodzińska, która towarzyszyła mu do ostatnich lat życia. Zmarła w kwietniu ubiegłego roku w wieku 94 lat.
Marian był najstarszym z żyjących ratowników TOPR. Członkiem tej organizacji został w 1942 roku, kiedy to kierownikiem Tatra Bergwachtu był Zbigniew Korosadowicz. Miał na swoim koncie tylko kilka wypraw ratunkowych, ale w kronikach Pogotowia Górskiego zapisał się przede wszystkim jako uczestnik trudnej i niebezpiecznej wyprawy po rannych partyzantów w lutym 1945 roku do Doliny Zuberskiej, a dokładnie na stoki Brestowej. Wyprawa ta znana jest z wielu publikacji jako wyprawa na stoki Przedniego Salatynu, gdyż tak w Księdze Wypraw Ratunkowych napisał wtedy jej kierownik – Zbigniew Korosadowicz oraz ze zrealizowanego przez Andrzeja Munka w 1955 roku filmu „Błękitny Krzyż”. 11 lutego 1945 roku ratownicy TOPR przetransportowali na toboganach 4 rannych partyzantów z szałasu-lazaretu na stokach Brestowej, przez Zwierówkę, Łuczniańską Przełęcz do Doliny Chochołowskiej i wyzwolonego już od Niemców Zakopanego. Trudne warunki terenowe, głęboki śnieg, zagrożenie lawinowe i konieczność transportu rannych w pobliżu placówki wojsk niemieckich stwarzały niezwykłą dramaturgię tej jednej z najtrudniejszych akcji Pogotowia Tatrzańskiego. Wyprawą kierował Zbigniew Korosadowicz, a uczestniczyło w niej 13 ratowników, głównie górali, w starszym już wieku. Jan Stopka Ceberniak miał już 63 lata, Stanisław Majerczyk – 62, a Stanisław Gąsienica Byrcyn – 58. Najmłodszymi uczestnikami tej wyprawy byli 21-letni Stanisław Wawrytko Andzin i 32-letni Marian Woyna Orlewicz, młodzi, wysportowani, o dobrej kondycji, która przydała się w czasie uciążliwego transportu rannych na toboganach na Łuczniańską Przełęcz. Trzeba przyznać, że wszyscy uczestnicy tej wyprawy dali z siebie wszystko, by akcja się powiodła. Ranni zostali przetransportowani do Zakopanego.
29 stycznia 1978 roku, w 33. rocznicę wyzwolenia Zakopanego, z inicjatywy ówczesnego kierownika schroniska na Chochołowskiej Wincentego Cieślewicza została otwarta w szałasie na Polanie Chochołowskiej Izba Pamięci, poświęcona tej wyprawie. W 40. rocznicę wyprawy, w lutym 1985 roku, w szałasie odbyło się spotkanie ratowników. Przybyło na nie również 2 jej uczestników – Stanisław Wawrytko Andzin i Marian Woyna Orlewicz. 84-letni Jan Gąsienica Tomków ze względu na wiek i stan zdrowia nie uczestniczył w tym spotkaniu. 11 ratowników już nie dożyło tej rocznicy. Ponowny remont szałasu i odnowienie znajdujących się tam map oraz zdjęć odbyło się w 1999 roku z inicjatywy Koła Seniora TOPR, m.in. Jana Krupskiego i Romana Dąbkowskiego. Od tej pory ratownicy seniorzy TOPR i HS ze Zwierówki spotykają się co roku w lutym na przemian w Dolinie Chochołowskiej lub na Zwierówce, a młodzi ratownicy przechodzą na nartach skiturowych śladami tej wyprawy przez Grzesia na drugą stronę grani.
Marian Woyna uczestniczył w kilku takich spotkaniach, nawet kiedy miał już grubo ponad 80 lat. Pamiętam, jak w lutym 2002 roku pojechaliśmy na Zwierówkę. Marian miał wtedy 88 lat. Podjechaliśmy po niego samochodem pod dom przy ul Sienkiewicza. Był też z nami Staszek Wawrytko, a także Adam Liberak, dziennikarz, który jako pierwszy opisał tą wyprawę w 1953 roku w tygodniku „Świat”, w artykule „Droga po życie”, który stał się potem podstawą scenariusza filmu Andrzeja Munka. Przy cmentarzyku partyzanckim na Zwierówce u wylotu Doliny Łatanej Marian opowiadał o przebiegu tej wyprawy. W spotkaniu wzięli również udział dwaj żyjący jeszcze wtedy partyzanci słowaccy, działający w lutym 1945 roku w Rohaczach. Przy schronisku na Zwierówce Marian i Stanisław pokazywali, którędy z toboganem przebiegali przez odsłoniętą polankę, wykorzystując krótką chwilę, gdy niemiecki żołnierz spacerował odwrócony tyłem po werandzie starego schroniska, znajdującego się w dnie doliny. Następnie lasem przedzierali się z obciążonymi toboganami do Doliny Łatanej, gdzie byli już w miarę bezpieczni. Po latach opowiadając o tej wyprawie, przypominali sobie szczegóły.
Marian nie doczekał 66. rocznicy wyprawy, zmarł miesiąc wcześniej. Msza św. pogrzebowa została odprawiona w kościele Świętego Krzyża, a pochowany został na Nowym Cmentarzu w Zakopanem. Odprowadzali go znani narciarze i działacze PZN, rodzina i liczne grono przyjaciół, poczty sztandarowe, ratownicy TOPR i kilkuosobowa delegacja seniorów HS na Zwierówce. Mimo podeszłego wieku towarzyszył mu również w tej ostatniej drodze Mieczysław Gąsienica Samek, jeden z dwóch żyjących uczestników zwycięskiej sztafety na Akademickich Mistrzostwach Świata w 1947 roku. W ciepłych słowach wspominał Mariana i jego ważniejsze osiągnięcia sportowe Wojciech Szatkowski, a Tatry pożegnały go deszczem.
Apoloniusz Rajwa
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz