Kolejne spotkanie z cyklu "Muzeum Tatrzańskie w Dworcu Tatrzańskim" było poświęcone mniej znanym narciarzom lat 20. ub. wieku, którzy odnosili sukcesy w zawodach nie tylko na arenie krajowej. Niektórzy z nich dokonywali brawurowych zjazdów narciarskich, a mistrzem takich szusów był Henryk Mückenbrunn. O wybitnych i niedocenianych narciarzach tamtego okresu opowiadał Wojciech Szatkowski.
- Tym razem będę mówił o czasach, kiedy Zakopane było nazywane zimową stolicą Polski, o wspaniałych narciarzach tego okresu, postaciach z drugiego szeregu - ludziach dokonujących w narciarstwie rzeczy niezwykłych - rozpoczął swoją prezentację Wojciech Szatkowski, historyk, pracownik Muzeum Tatrzańskiego. - Spośród siedmiu, których wybrałem Henryk Mückenbrunn, zwany popularnie "Mikim", to mój ulubieniec - narciarz z Janosikową odwagą i fantazją. W latach 20. był wszechstronnym narciarzem, rekordzistą i mistrzem Polski w skokach, doborowym kompanem górskich wypraw. Był też taternikiem, instruktorem narciarskim i przewodnikiem alpejskim.
Urodził się w Zakopanem i już od lat szkolnych miał bzika na tle nart. Czasem bez wiedzy rodziców wymykał się na zawody, w których startował jako junior. Potem szybko nadeszły sukcesy w kategorii seniorów. Został Mistrzem Polski w biegu głównym w 1923 r., a w następnym w kombinacji norweskiej, natomiast w 1926 r. - mistrzem Czechosłowacji w tej konkurencji. W sumie miał 8 tytułów Mistrza Polski w narciarstwie. Był rekordzistą skoczni w Jaworzynce. Podobno w czasie treningowego skoku odpięła mu się w powietrzu narta, Miki wylądował na jednej nodze i dopiero po przejeździe z zeskoku na wybieg przekoziołkował.
Skakał też na nowo budowanej na Krokwi "odskoczni". Miał niesamowicie silne nogi, o czym świadczą dokonane przez niego szusy narciarskie (jazda na wprost) w świeżym śniegu. Koledzy podpuszczali go nieraz, wskazując na stok lub żleb, gdzie jeszcze nikt nie zjechał, i zakładali się z nim. Tak było np. na Karbie, gdzie założył się o 2 francuskie ciastka, że zjedzie szusem bez upadku na taflę Czarnego Stawu Gąsienicowego. Stojący na przełęczy podziwiali jego odwagę i udany zjazd. Zjechał też "na krechę" ze Skupniowego Upłazu do Doliny Jaworzynki, na wprost istniejącej wówczas skoczni. Nie udały mu się zjazdy bez wywrotki z Wyżniej Kopy Królowej do Doliny Jaworzynki Żlebem Wściekłych Żmij oraz spod Żlebu Stare Kopalnie, gdzie 100 m przekoziołkował. Miał też na swoim koncie zjazd szusem z Polskiego Grzebienia do Zmarzłego Stawu. W tamtych i nieco późniejszych latach zjazdy "na krechę" zanotowali na swym koncie również inni narciarze: Bronisław Czech z Żółtej Turni na Dubrawiska, Andrzej Krzeptowski II z Gładkiej Przełęczy na taflę Czarnego Stawu w Pięciu Stawach czy Stanisław Marusarz z Przełęczy Mechy do Starych Szałasisk.
Henryk Mückenbrunn dokonywał też wielokilometrowych i wielogodzinnych przejść narciarskich w Tatrach, zatem można by go nazwać ojcem skitouringu tatrzańskiego. Potem wyjechał nagle do Francji, być może zdezerterował przed służbą wojskową. Tam w Chamonix był instruktorem narciarskim, a jako przewodnik prowadził klientów na alpejskie tury. Był też współautorem nowoczesnego podręcznika dla narciarzy "Le Ski", a potem właścicielem sklepu sportowego. W 1933 r. przyjechał jeszcze do Zakopanego na zawody Makkabiady. W czasie II wojny światowej ukrywał się. W 1956 r. zginął wraz z dwoma towarzyszami w zawiei śnieżnej w masywie Mont Blanc w La Vallee Blanche w bliżej nie wyjaśnionych okolicznościach.
***
Bohaterami tego wieczoru było również kilku wybitnych w tym czasie narciarzy. Niektórzy z nich wspinali się również w Tatrach, a nawet w Alpach, a Władysław Gąsienica "Pazdur" po zakończeniu kariery zawodniczej był ratownikiem i przewodnikiem tatrzańskim. Do jego niezwykłych wyczynów narciarskich należy zwycięstwo w międzynarodowych zawodach o Mistrzostwo Tatr w Starym Smokowcu w biegu na 13 km, w którym wyprzedził drugiego na mecie zawodnika - Niemca Wilhelma aż o 27 minut. Sprawozdawcy prasowi nazwali go wówczas "Tatrzańskim Diabłem". To on wymyślił i wykonał tobogan z ruchomymi dyszlami, wprowadzonymi do ratownictwa górskiego w Tatrach w 1949 r.
Kazimierz Schiele startował w zawodach narciarskich prawie ćwierć wieku. Był również taternikiem alpinistą, instruktorem i sędzią narciarskim, podobnie jak jego bliźniak Aleksander, który z wykształcenia był architektem.
Aleksander zaprojektował i zbudował w 1920 r. skocznię narciarską w Dolinie Jaworzynki, na której można było uzyskiwać ponad 30-metrowej długości skoki, kierował też budową "Murowańca" na Hali Gąsienicowej.
Kazimierz był też działaczem sportowym i przez wiele lat prezesem SNPTT. Razem z bratem założyli pierwszą wytwórnię nart w Zakopanem, przy ulicy Kasprusie. Kiedyś koledzy ratownicy zapytali znanego przewodnika Jędrzeja Marusarza Jarząbka: "Marusarz, czemu w góry nie ruszasz?" a on na to: "Czekam na tę chwilę, kiedy przyjdą Schiele".
Aleksander Rozmus jako pierwszy w Polsce przekroczył w skoku na nartach granicę 30 m. Było to na skoczni w Jaworzynce, na której rok wcześniej - w 1921 r. wygrał zawody skokiem na odległość 22 m. Odległości skoków mierzono wówczas z dokładnością do 10 cm. Była to skocznia "powietrzna". Z 4-metrowego progu, zbudowanego na przemian z cetyny i śniegu, wylatywało się na kilka metrów w górę, opadając pionowo na stromy zeskok. Wymagało to od zawodnika nie lada odwagi, wiele skoków kończyło się upadkami. Do Jaworzynki można było dojechać sankami pod samą skocznię albo dojść z Kuźnic w ciągu kilkunastu minut. Na zawodach było nieraz ok. 5 tys. widzów. Rozmus odnosił sukcesy również w skokach w Worochcie i na Mattenbergu oraz w Sławsku. Na Mistrzostwach Polski w Krynicy zdobył tytuł wicemistrza w kombinacji norweskiej. Pierwszy konkurs skoków na Krokwi na nowej "odskoczni" odbył się 22 marca 1925 r. Trzecie miejsce zajął wtedy Aleksander Rozmus skokiem na odległość 33 m, drugi był Henryk Mückenbrunn ze skokiem 32 m, a zwyciężył nowy rekordzista Polski w skokach Stanisław Gąsienica Sieczka, który uzyskał odległość 36 m. Był to pierwszy rekord skoczni na Krokwi, którą zaprojektował Karol Stryjeński. W 1929 r. w Smokowcu zwyciężył w skokach słynny Norweg Ruud, trzeci był Bronek Czech, a czwarty Olek Rozmus.
Pierwsze Mistrzostwa Polski zostały zorganizowane przez Polski Związek Narciarski w dniach 21 i 22 lutego 1920 r. Skoki odbyły się na Chycówce, nad stacją PKP, na skoczni zrobionej z gałęzi i śniegu. Mistrzem został lwowianin Leszek Pawłowski, który skoczył 14 m i wygrał z wszystkimi zakopiańczykami. On też został pierwszym rekordzistą Polski w skokach narciarskich. W następnym r. rekord ten odebrał mu na nowej skoczni w Jaworzynce Aleksander Rozmus, uzyskując 22 m.
Józef Lankosz startował w biegach i skokach już jako gimnazjalista pod pseudonimem Adam Ewin, gdyż władze szkolne zabraniały startować uczniom w zawodach pozaszkolnych. W 1927 r. został rekordzistą Krokwi, uzyskując odległość 49,5 m. W następnym roku, rekord ten odebrał mu Bronek Czech skokiem na odległość 61 m w czasie IX Mistrzostw Polski. Duży sukces odniósł Lankosz w Mistrzostwach Narciarskich Rumunii, gdzie wygrał bieg zjazdowy, a w kombinacji norweskiej był drugi. W latach 30. był 3-krotnie akademickim Mistrzem Polski. Po 15 latach startów zakończył karierę zawodniczą, pracował potem jako lekarz.
Utalentowanym narciarzem był w tamtych latach również Tadeusz Zaydel, który naśladując nowy styl w skokach Norwega Thamsa, miał sylwetkę w czasie lotu załamaną w biodrach.
- Ten wieczór przeniósł nas w lata 20. ub. wieku, do czasów, kiedy oddawano pierwsze skoki na nartach w Dolinie Jaworzynki i do lat, kiedy budowano "odskocznię" na Krokwi. Zakopiańskich narciarzy nazywano wtedy z racji ich niesłychanej brawury i odwagi "tatrzańskimi diabłami" - podsumował Wojciech Szatkowski, który w styczniu zapoczątkował serię o początkach narciarstwa w Polsce prezentacją "Narty i żarty". Fragmenty tekstów czytała wtedy Grażyna Syrziste. Cykl ten będzie kontynuowany w najbliższych miesiącach.
Apoloniusz Rajwa
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz