Przed Wielkanocą dotarła do kraju tragiczna wiadomość – Na Dhaulagiri zginął Piotr Morawski, najwybitniejszy himalaista młodego pokolenia, zdobywca sześciu ośmiotysięczników, w tym jednego zimą. Spoczął na zawsze w szczelinie lodowcowej.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"4247"}
Tragiczna śmierć Piotra jest ogromną stratą nie tylko dla polskiego, ale i światowego himalaizmu. Jego pasją była wspinaczka zimowa, a góry najwyższe fascynowały go od samego początku. Sprawdził się w nich już w czasie zimowej wyprawy w 2003 roku na drugi szczyt świata K2 (8611 m), na którą pojechał jako uczestnik z listy rezerwowej. Wraz z Kazachem Denisem Urubko założyli obóz IV na wysokości 7650 metrów. Jest to do dziś najwyższy punkt na K2, do którego dotarł zimą człowiek.
Następnej zimy z Włochem Simone Moro dokonali pierwszego zimowego przejścia południowej ściany Shisha Pangmy (8027 m), ale wierzchołka nie osiągnęli. Dokonali tego rok później. Był to ósmy ośmiotysięcznik zdobyty zimą. Do tamtej pory wszystkie pierwsze zimowe wejścia należały do Polaków, a w tym ósmym partnerem Morawskiego był Simone Moro. Kolejne lata to dalsze sukcesy Piotra w górach wysokich. Jeszcze latem tego samego roku wraz z Piotrem Pustelnikiem wspięli się na południowej ścianie Annapurny (8091 m) do wysokości 7400 metrów. W 2006 roku Morawski wyjechał w Himalaje z Pustelnikiem i Słowakiem Peterem Hamorem. Jako zgrany zespół realizowali „Tryptyk Himalajski”. W ramach aklimatyzacji wchodzili najpierw normalną drogą na Cho Oyu (8201 m). Do szczytu doszli Morawski i Hamor, a następnie wspinali się wschodnią granią Annapurny, dochodząc do wierzchołka wschodniego (8010 m) – na główny dotarł tylko Hamor. Pustelnik z Morawskim zrezygnowali ze zdobywania głównego wierzchołka i zawrócili, by sprowadzić do bazy nepalskiego himalaistę Lotse, który utracił wzrok. Trzecim szczytem w ramach „Tryptyku” był Broad Peak (8047 m) w Karakorum, na który weszli Pustelnik i Hamor, a w następnym dniu również Morawski, który najpierw z 7900 metrów sprowadził do obozu III Austriaka Seppa mocno osłabionego chorobą wysokościową, ratując mu życie.
„Po zakończonym „Tryptyku Himalajskim” zacząłem myśleć, gdzie by tu pojechać na własną rękę. W jednym szybko zgadzałem się z Peterem Hamorem, że warto by było spróbować sił na czymś, co jeszcze nie zostało zrobione… i tak powstał pomysł zachodniej ściany K2. Na festiwalu w Krakowie dołączył do nas Dodo Kopold – podstawowy skład już mieliśmy” – pisał w „Taterniku” przed dwoma laty Piotr Morawski. Aklimatyzacją do tego przedsięwzięcia miała być Nanga Parbat (8125 m) flanką Diamir. Do wyprawy na ten szczyt dołączyło jeszcze kilku uczestników, w tym Kinga Baranowska. W trudnych warunkach pogodowych 15 lipca 2007 roku Morawski, Hamor i Kopold wchodzą na Nangę. Wymieniona trójka przeniosła się potem do bazy pod K2. Zła pogoda i schodzące zachodnią ścianą lawiny zadecydowały o zmianie planów. Razem z czterema uczestnikami innych wypraw zdecydowali się na wejście drogą Česena, torując na zmianę w głębokim śniegu. Po dwóch dniach wspinaczki dotarli do wysokości około 8000 metrów, ale zmęczenie dało o sobie znać. Głęboki śnieg, załamanie pogody, wycofanie się dwójki uczestników zadecydowały, że pozostali też postanowili zawrócić, ale zachodnia ściana K2 nadal była w planach Piotra. Ubiegły rok to znowu kilka miesięcy w górach najwyższych. W planach była „Reaktywacja Tryptyku”. Tym razem w składzie wyprawy, oprócz Morawskiego, byli: Piotr Pustelnik, Peter Hamor i Dariusz Załuski. Po aklimatyzacji na Ama Dablam (6828 m), na który cała czwórka weszła w dwóch zespołach, celem była Annapurna, której brakuje Pustelnikowi do Korony Himalajów. Tym razem zaplanowano wejście na nią zachodnią ścianą. Dokonali drugiego powtórzenia drogi Gabarova na tej ścianie, a potem granią wspinali się w kierunku głównego szczytu, do którego znowu niewiele im zabrakło – burza z piorunami, mgła i wiatr zmusiły ich do odwrotu. Kolejnym ambitnym celem Morawskiego i Hamora był trawers Gasherbrumów w Karakorum. Na Gasherbrum I (8080 m) weszli drogą hiszpańską, w stylu alpejskim, ale z przeczekiwaniem w namiocie długiego okresu złej pogody na dużej wysokości. Po przetrawersowaniu Gasherbrumu I zeszli do bazy na kilkudniowy odpoczynek, a potem dokonali szybkiego wejścia w stylu alpejskim na Gasherbrum II (8035 m). Był to ostatni ośmiotysięcznik zdobyty przez Piotra.
***
Tej wiosny Piotr, znowu pełen optymizmu, wyruszył w Himalaje ze swym stałym partnerem Peterem Hamorem. W planie mieli dwa ośmiotysięczniki – Dhaulagiri, na której mieli się aklimatyzować wchodząc nań drogą pierwszych zdobywców, a następnie przenieść się pod Manaslu (8156 m), by na trudnej zachodniej ścianie wytyczyć nową drogę, co miało być głównym celem tego wyjazdu. Pod Dhaulagiri znaleźli się wcześniej, niż wyprawa toprowska i Anny Czerwińskiej.
Górską działalność rozpoczęli od ustawienia obozów. Kiedy Piotr Morawski, Peter Hamor i Justyna Szczepieniec powracali do bazy z obozu II, ustawionego na 6400 metrów, kilkadziesiąt metrów poniżej „jedynki” na wysokości 5760 metrów doszło do wypadku. Nagle Piotr, pod którym załamał się lód pokryty świeżym śniegiem, wpadł do 20-metrowej szczeliny. W tym czasie do „jedynki” podchodziła trójka ratowników TOPR z ekwipunkiem – Roman Mazik – lekarz, Maciej Pawlikowski i Tomasz Witkowski. Powiadomieni o tym, co się stało, pozostawili ładunek, by jak najszybciej dotrzeć do miejsca wypadku. Przy Piotrze Morawskim w szczelinie był już Peter Hamor. Ratownicy wyciągnęli Piotra ze szczeliny i – mimo braku oznak życia – reanimowali go, po czym lekarz stwierdził zgon. Zabezpieczone ciało Piotra pozostawiono, a ratownicy podeszli do obozu I, gdzie przenocowali, a potem przeczekali jeden dzień niepogody, po czym zeszli do bazy.
Piotr, zgodnie ze swoją wolą, pozostał w Himalajach na zawsze, tak jak wcześniej jego wielcy poprzednicy – Jerzy Kukuczka i Wanda Rutkiewicz. Msza święta pożegnalna została odprawiona w intencji śp. Piotra Morawskiego w ubiegły czwartek w Warszawie w kościele pw. św. Antoniego z Padwy.
Apoloniusz Rajwa
0 0
\"Piotr, zgodnie ze swoją wolą, pozostał w Himalajach na zawsze\" - często mi się wydaje że oni specjalnie chcą tam umrzeć
0 0
podswiadomosc?
0 0
Ja miałem kiedys taką znajomą, skończyła medycynę, ale zawsze powtarzała że chce umrzeć młodo i w górach. No i zginęła niedługo potem na Kaukazie przy przeprawie przez rzekę.
0 0
Gdzie tu logika , ponoc zona Piotra oczekiwala dziecka jako mlody ojciec
niepowinien zajmowac sie hazrdowym sportem a zapwenic byt rodzinie .
Dawniej do wojska nie pobierali mlodych ojcow a tu pchal sie w gory
dla przyjemnosci .
Wytlumaczcie mi kto ma racje ??????
0 0
Makówka, ale zrozum ze sa ludzie tacy co mają jakby pchły w majtkach no i oni nie usiedzą, no po prostu taki mus, rzekłbym nawet takiimperatyw :)
0 0
To byla jego pasja. Napewno zdawal sobie sprawe z ryzyka. Zyl w ten sposob i w ten sposob napewno chcial umrzec wczesniej czy pozniej. Czesc jego pamieci !
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz