24 czerwca świętował swoje 85. urodziny Jan Krupski, już za życia legenda przewodnictwa tatrzańskiego, jeden z kilku ratowników tatrzańskich o ponadsześćdziesięcioletnim stażu, wieloletni działacz turystyczny PTTK, człowiek o dużym poczuciu humoru, a także artystycznych zamiłowaniach. To górskie pasje utrzymują go w zdrowiu i dobrej formie.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"5055"}
W środowisku górskim, nie tylko Zakopanego, jest postacią znaną, wielce zasłużoną dla przewodnictwa tatrzańskiego, z którym związany jest od 1951 roku, kiedy to uzyskał uprawnienia przewodnickie. W tym też roku powstało pierwsze w Polsce Koło Przewodników Tatrzańskich PTTK w Zakopanem, którego był jednym z pierwszych członków. W okresie tych niespełna 60 lat historii przewodnictwa Krupski był autorem wielu inicjatyw i pomysłów. Przez wiele lat decydował o jego kształcie, a zakopiańskie KPT PTTK trzymał mocną ręką jako prezes przez 13 kadencji, czyli w sumie 30 lat.
Tatry poznał jeszcze zanim został przewodnikiem, gdyż uprawiał taternictwo już w latach 40., a ratownikiem tatrzańskim został zaraz po II wojnie – w 1945 roku, natomiast pierwszą wycieczkę na tatrzański szczyt zaliczył w 1927 roku. Jasiek tak ją wspomina: – Miałem 3 lata, jak ojciec wyniósł mnie w plecaku na Giewont. Podchodził Doliną Strążyską, a potem z Małej Dolinki przez Bacug. Wycieczka ta zrobiła na mnie duże wrażenie. Na szczycie złapałem się krzyża i krzyczałem wniebogłosy, bo myślałem, że ojciec chce mnie zrzucić z góry, a on chciał mi tylko pokazać Zakopane. Być może ta wycieczka, która tak mu utkwiła w pamięci, zadecydowała, że Giewont stał się później jego ulubioną górą, na której w latach powojennych wytyczył z różnymi partnerami kilka dróg wspinaczkowych.
Do Klubu Wysokogórskiego, którego prezesem był Zbigniew Korosadowicz, a sekretarzem Zofia Radwańska-Paryska, zapisał się zaraz po wojnie i w tym samym czasie również do Pogotowia Tatrzańskiego. Z tym faktem również związana jest zabawna historia, którą Jasiek tak wspomina: –Wspinałem się na pierwszego na Niebieskiej Turni „pod włos”. Z Józkiem Uznańskim i Józkiem Świerkiem byliśmy związani jakąś starą sisalową liną. Kiedy byłem w połowie drogi, nagle usłyszałem nad sobą głos – spojrzałem w górę i zobaczyłem Korosadowicza, który był w tym czasie kierownikiem TOPR. Pytam, o co chodzi? A on do nas: „Kupcie sobie czarne krawaty”. „Po co?” – pytam. „Żebyście ładnie w trumnie wyglądali”. Ale zaraz potem dodał: „Zgłoście się do mnie w tym tygodniu”. Nazajutrz poszliśmy do Korosadowicza, który urzędował w Dworcu Tatrzańskim. Dał nam z magazynu nową linę taternicką i powiedział, że będzie nasz szkolił. I tak zaczęła się moja przygoda z ratownictwem. Ze względu na stałą pracę w PKP – przez wiele lat był zawiadowcą na stacji Zakopane, uczestniczył w wyprawach ratunkowych i pełnił dyżury jako ratownik ochotnik w czasie wolnym od pracy zawodowej i zajęć przewodnickich. Z chwilą, kiedy przeszedł na emeryturę, przejął po Tadeuszu Pawłowskim prezesurę Klubu Seniora TOPR i do dziś aktywnie działa w tym klubie jako prezes honorowy.
Trudno nie wspomnieć o artystycznych zamiłowaniach Jaśka – malarstwie i poezji górskiej. Kiedy na początku lat 70. Krupscy przeprowadzili się ze starego budynku przy ulicy Szkolnej do mieszkania w blokach na Łukaszówkach, Jasiek stwierdził, że duże białe, puste ściany trzeba czymś zapełnić. Powiedział do żony, która wychodziła na zakupy: – Kup mi po drodze farby. Żona myślała, że do pomalowania ścian lub podłogi. Ale Jasiek wyjaśnił: – Będę malował obrazy. I tak zaczęło się jego malowanie - gór i portretów ludzi gór. Namalował ich mnóstwo, ale kiedyś popadł w artystyczną depresję – stwierdził, że wiele z nich jest kiepskich. Zrobił ognisko i spalił około 500 prac, a pozostawił tylko te najlepsze, które były potem prezentowane na kilkunastu wystawach. Napisał też dwa tomiki wierszy górskich, a z Ewą Jeleń, z okazji 100-lecia kolei zakopiańskiej, napisali książkę: „Stacja końcowa Zakopane”.
Po ukończeniu 80 lat przechodził kryzys zdrowotny – miał trzy operację, ale że organizm ma silny i zahartowany w górach, szybko doszedł do formy i nadal jest aktywny. Uczestniczy w spotkaniach przewodnickich i toprowskich, ma też spotkania autorskie, a w ubiegłym roku w Białej Izbie Związku Podhalan opowiadał o Klimku Bachledzie.
Imieniny, a zarazem urodziny, obchodził w domu, w gronie rodzinnym i przyjaciół. Nazajutrz spotkał się z seniorami na polanie przy Bąkowej Zohylinie Wyżniej. W spotkaniu przy grillu uczestniczyło kilkunastu seniorów – przewodników i ratowników, w imieniu których życzenia solenizantowi złożyli: Stanisław Łukaszczyk Zbójnik – prezes Klubu Seniora TOPR, Wojciech Marczułajtis – prezes Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich im. Klemensa Bachledy i Stanisław Bar – prezes Klubu Seniora przy Tatrzańskim Oddziale PTTK. Był też czas na górskie wspomnieniach z dawnych lat.
Apoloniusz Rajwa
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz