Tatry były tłem jego życia. Choć nie chodził po nich intensywnie, w ich cieniu żył i tworzył. Swoją wrażliwością i wyczuleniem na piękno, przenikał górskie struktury i faktury. Zagłębiał się w detalach przyrody. Porównywał ludzkie życie do życia drzew. Mija właśnie kolejna rocznica urodzin artysty. O swoim ojcu opowiada Marcin Rząsa.
Siedzimy w galerii na Bogdańskiego. Ogień trzaskający w kominku wypełnia przestrzeń. Zadajemy sobie pytanie, czy Antoni Rząsa mógł czerpać inspiracje z Tatr przy tworzeniu swoich rzeźb? Przeglądamy listy i notatki ojca i jedno zdanie z jego dzieciństwa zostaje mi w pamięci: Dom stał na wzgórzu, potem były maliny i w tych malinach ja zawsze był.
Magda, żona Marcina, przynosi nam herbatę. Z imbryka, niczym duchy z lampy Aladyna, wypływają obłoki pary. Herbata jest gorąca. Smakuje. Ożywia wspomnienia. – Ojciec zawsze pił dużo herbaty. Tak było zawsze. Za to mało jadł. Tak jakby to jedzenie było „przy okazji”. Natomiast dużo palił – zaczyna opowieść Marcin. Antoni Rząsa był ukochanym uczniem Antoniego Kenara, wspinacza, taternika. Czy pasja profesora udzieliła się także Rząsie? – To ciekawa historia, bo ojciec trafił do Zakopanego właśnie „przez Kenara”. Edukację w zakopiańskiej Szkole Przemysłu Drzewnego przerwała okupacja. Po wojnie Ojciec napisał nawet do szkoły o zwrot papierów, a w zamian dostał zaproszenie do powrotu do szkoły od Kenara. Decyzja o przyjeździe do Zakopanego skłóciła mojego ojca z dziadkiem. Do śmierci już dziadek się nie odezwał do ojca. Jakby ten zdradził swoją ojcowiznę – wyjaśnia Marcin. – Czasu, kiedy rodzice się poznali, oczywiście nie pamiętam. Są jednak zdjęcia rodziców z Trzech Koron czy Ojca ze szczytu Kasprowego z kolegami. Myślę jednak, że ojciec postrzegał Tatry inaczej, nie w skali makro – nie wciągała go malowniczość urwisk czy panoramy z wierzchołków, ale w skali mikro zachwycał się ich pięknem.
Koncentrował się na szczególe i drobiazgu, np. na fakturze skał, na poskręcanych drzewach – zresztą, jako rzeźbiarz, na drzewa był wyjątkowy wyczulony. W zapiskach ojca jest opowieść o tym, jak kiedyś wybrał się z uczniami Szkoły (Kenara) do Doliny Kościeliskiej. Ich zadaniem było zbieranie kamyków do mozaiki – wspomina. – Idąc do Doliny Strążyskiej, dużo bardziej interesowała go faktura kory czy kamienia, niż dramaturgia północnej ściany Giewontu. Choć z drugiej strony, organizując kolejny raz wystawy rzeźb ojca i znając je prawie na pamięć, czasem odczytuję je inaczej, na nowo. Kiedyś zwróciła moją uwagę jedna z rzeźb, w której oczy i nos są jakby wpisanymi w twarz głębokimi ciosami, kojarzącymi się ze szczelinami czy pęknięciami skał w górach.
Podejrzewam, że inspiracją mogła być północna ściana Giewontu, widziana ze Strążyskiej. Z tą doliną wiąże się zresztą pewien rytuał naszej rodziny. Gdy to wspominam, jawi mi się obraz sielanki mojego dzieciństwa. Otóż ulubionym miejscem ojca w Tatrach była właśnie Strążyska. Latem wchodziliśmy do zacienionej doliny, gdy jeszcze panował chłód. Wracaliśmy, gdy pierwsi turyści nieśmiało wchodzili w góry. Drugie wyjście było w czasie sjesty po obiedzie. Podczas tych wyjść docieraliśmy ponad Polanę Strążyską. Tam, leżąc i paląc papierosy, ojciec wsłuchiwał się w to, co czytała mama z gazet lub po prostu z nią rozmawiał. Ja w tym czasie brodziłem w potoku Strążyskim i bawiłem się.
Zachowało się w archiwach rodzinnych zrobione przez Halinę Rząsową zdjęcie, na którym Antoni Rząsa i jego brat Józef ciągną małego Marcina na wózku dziecięcym do Strążyskiej. Promienie słońca wynurzają się zza drzew, a na horyzoncie dominuje szczyt Giewontu. Notabene ten sam wózek wykorzystał później Władysław Hasior do jednej ze swoich symbolicznych prac.
– Ciekawostką jest to, co opowiadają ludzie odwiedzający naszą galerię obecnie. Często turyści zwiedzający partie reglowe, schodzący z Giewontu czy po prostu spacerujący Doliną Strążyską, zachodząc do Galerii Rząsy, dostrzegają dużą analogię i spójność między tym, co widzieli przed chwilą w górach, a tym, co widzą w rzeźbach ojca. To dodatkowo ugruntowuje mnie w przekonaniu, że góry miały na niego wpływ. Ojciec traktował naturę po partnersku, jak przyjaciela. Pamiętam go siedzącego przed kawałkiem drzewa i wpatrującego się w niego. Jakby kontemplował wnętrze samego drewna, odczytując jego sugestie, jaka rzeźba ma powstać. Stosował także porównania drzew z ludzkim losem. Tutaj, w Tatrach, przykładów drzew zmagających się z potężnymi wiatrami czy burzami jest mnóstwo.
„To życie ludzkie takie tragiczne. Ta sama tragedia dotyczy i świata roślinnego i zwierzęcego – to jedna i ta sama tragedia. Gdy ty na przykład widzisz drzewo, które wzrasta w złych warunkach, na wiatry, to ono jest tak pokręcone jak człowiek, który walczy z życiem, ono jest tak twarde, tak zbudowane. Na przykład lipa – jest tak twarda jak brzoza i tak miękka, że mogę rzeźbić paznokciami, gdy wzrastała w dobrych warunkach. Tak samo u ludzi – i tu jest jakaś spójnia.” (Antoni Rząsa)
– Uważam, że wpływ Tatr na Jego podświadomość był bardzo mocny. Tak często jest z artystami, że sama obecność jakiegoś żywiołu ma ogromny wpływ na ich sztukę. Zachwycał go na przykład halny ze stroną plastyczną całego przedstawienia. Obserwował wpływ tego wiatru na ludzi, kiedy to „rozpacz staje się czarniejsza, a radość jest bardziej wariacka”. Ojca to wszystko dotykało, przejmowało. Myślę, że ogromne wrażenie wywarł na nim halny z 1968 roku, kiedy tysiące hektarów lasu zostało powalonych. Potęga przyrody i gór musiała działać na jego wyobraźnię, na jego wrażliwość, co przekładało się na twórczość, na rzeźby, na ich kształty, faktury – przekonuje Marcin Rząsa.
„Ta obsesyjność przywodzi na myśl kroplę wody spadającą nieustannie w to samo miejsce w ciemnej, skrytej grocie. Niektóre rzeźby przypominają stalaktyty, inne konary drzew miotane halnym.” (Halina Kenarowa)
Jakub Brzosko
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz