Najstarsza organizacja grotołazów w Polsce, która powstała dzięki wyprawom do tatrzańskich jaskiń, obchodziła 6 marca jubileusz 60-lecia działalności.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"8067"}
Zaczynali od odkrywania tatrzańskich korytarzy, w czym pomagał im Stefan Zwoliński. Dziś poszczycić się mogą eksploracjami prowadzonymi w międzynarodowych zespołach na całym świecie. Sekcja Taternictwa Jaskiniowego Klubu Wysokogórskiego – Kraków jest kontynuatorem działalności Klubu Grotołazów – pierwszej organizacji tego typu, założonej w lutym 1950 r. Klub grotołazów miał charakter organizacji nieformalnej, nie posiadał wybranych władz, decyzje podejmowane były kolegialnie. Wydawał swoje własne pismo Grotołaz. Łącznie ukazało się 21 zeszytów w latach 1950-1957.
Czas pionierów Przed wojną, w 1923 roku, przy Sekcji Przyrodniczej Towarzystwa Tatrzańskiego w Zakopanem utworzono Klub Speleologiczny. Działali w nim m.in. Tadeusz i Stefan Zwolińscy, pionierzy jaskiniowych badań, którzy w okresie powojennym wspierali kolegów z Krakowa. Klub Grotołazów, jako pierwsza polska organizacja w taternictwie jaskiniowym i w ogóle pierwsza specjalistyczna organizacja jaskiniowa w Polsce, powstał w Krakowie 22 lutego 1950 r. – Jego założycielami byli: Kazimierz Kowalski, Ryszard Gradziński, Maciej Kuczyński, Włodzimierz Starzecki i Wacław Szymczakowski. Jako organizacja elitarna liczył od pięciu do osiemnastu członków – mówi Janusz Baryła, wieloletni wiceprezes Klubu Wysokogórskiego – Kraków, po śmierci Jerzego Potockiego w Hindukuszu – p.o. prezesa, przez sześć lat w zarządzie Polskiego Związku Alpinizmu, odpowiedzialny za kursy instruktorskie.
Lutowa data łączy się z rozpoczęciem wyprawy do Jaskini Miętusiej, która to odegrała kluczową rolę w zawiązaniu Klubu. – Powstał po jednej z wypraw do Miętusiej, dla przygotowania następnej – dodaje Janusz Baryła – Wyprawę poprzedzały wcześniejsze wydarzenia, związane z osobą Kazimierza Kowalskiego, który działalność jaskiniową w Krakowie rozpoczął jeszcze przed II wojną światową.
Po wojnie Kazimierz Kowalski zaraził swoją pasją kilka osób, które następnie współpracowały z nim przez wiele lat. Na początku zajmowano się głównie jaskiniami Wyżyny Krakowsko-Wieluńskiej. Szybko jednak grotołazi skierowali swą uwagę na jaskinie tatrzańskie, jako największe i najtrudniejsze technicznie w Polsce.
Pierwsze zetknięcie się z Jaskinią Miętusią nastąpiło 29 lutego 1948 r. Kowalski, Gradziński i Adam Krzanowski zwiedzili jej wstępne partie w towarzystwie Stefana Zwolińskiego, który badał jaskinię od momentu jej odnalezienia w 1936 r. – W tym czasie mało kto po jaskiniach chodził. Jeśli już, to tak jak Stefan Zwoliński z Zakopanego, który poszukiwał jaskini dobrej dla turystycznego udostępnienia turystom, żeby potem czerpać z niej profity. Wzorem udostępnianych już w XIX wieku jaskiń słowackich, np. Jaskini Bielskiej.
Odwilż i reaktywacja Klub Grotołazów doprowadził do powstania pierwszej oficjalnej organizacji taternicko-jaskiniowej. Początkowo była to organizacja afiliowana przy PTTK (Klub Wysokogórski był zdelegalizowany przez władze komunistyczne). Była to Oddziałowa Sekcja Taternictwa Jaskiniowego PTTK Kraków. – Jako grupa nieformalna podjęli starania podłączenia się do jakiejś oficjalnej organizacji. W 1953 roku w PTTK istniała Komisja Taternictwa Zarządu Głównego PTTK. Przy niej powołano Podkomisję Taternictwa Jaskiniowego. Pojawił się problem wyjazdów zagranicznych. Komisja Taternictwa przemianowana została na Sekcję Alpinizmu. W obrębie Sekcji Alpinizmu w 1954 r. powołano Komisję Taternictwa Jaskiniowego. To przyniosło szybkie skutki, bo pod koniec 1954 powierzchniowcy, czyli wspinacze, wyjechali na obóz na Słowację. Natomiast pierwszy wyjazd Klubu Grotołazów, który się wtopił w PTTK, na Słowację pojechał wiosną 1955 roku. A już w sierpniu był następny wyjazd.
W 1956 roku nastąpiła polityczna odwilż. Skorzystali na tym także grotołazi. Zwołali nadzwyczajne zebranie i reaktywowali w 1957 r. Klub Wysokogórski. Od tej pory STJ PTTK Kraków przeistoczyła się w STJ KW – Kraków.
Pierwsze rekordyPomoc Stefana Zwolińskiego podczas pierwszych jaskiniowych wypraw była nieoceniona. Zwoliński jeszcze przed wojną używał drabiny sznurowej. Do lin przywiązywali drewniane szczeble. To było wielkie i ciężkie. Ale za pomocą tej drabiny dokonali pierwszego przejścia Jaskini Kasprowa Średnia, w której jest 30-metrowa studnia – dodaje Janusz Baryła. W studniach Jaskini Miętusiej osiągnęli głębokość –213 metrów (wyższa wieża kościoła Mariackiego ma 70 metrów). Profesor Kowalski jako pierwszy rozdzielił działalność jaskiniowa na dwie odrębne „dyscypliny”: taternictwo jaskiniowe i speleologię. Przez dziesięć lat był też współrekordzistą rekordu świata w głębokości jaskiń. Po odwilży 1956 roku uczestniczył w wyprawie eksploracyjnej do Gouffre Berger (Alpy Francuskie). Osiągnięto wówczas głębokość –1122, będącą ówczesnym rekordem świata. Kowalski doszedł do dna tej jaskini w drugim zespole szturmowym.
Wynalazki z demobiluPionierskie czasy oznaczały konieczność zgromadzenia odpowiedniego wyposażenia na potrzeby wypraw. – Załatwili sobie hełmy strażackie, karbidówki używane przez górników, konopne sznury – przypomina Janusz Baryła. Potem była Jaskinia Zimna, Jaskinia Kasprowa Niżna. – Na miejscu robiono też drabiny ze świerczków, z ostrewek zbijanych ze sobą. Mocowano je w kominach, żeby można było zejść. Przez wiele akcji doskonalono metody i sprzęt. Wprowadzono do jaskiń pontony z demobilu. Zwoliński pływał na dętkach od traktora. Do tego własnej roboty gumowe spodnie. Potem, nie znając technik hakowych, w Jaskini Zimnej był próg, którego nie mogli „przekosić”. Wykombinowali wzorowany na francuskim maszt duralowy, skręcany z trzech elementów. To dawało 12 metrów długości. Do tego doczepiona była drabinka. Dało się pokonać próg – wspomina Janusz Baryła. Dodaje, że Klub Grotołazów jako pierwszy wprowadził światła czołowe na kaskach, popularne i używane przez wszystkich tzw. „czołówki”. Jeden z założycieli Klubu, Kuczyński, jako architekt zaprojektował schron jaskiniowy zwany „chatką”.
Toporne nurkowanieKlub Grotołazów, jako pierwszy w Polsce, w Jaskini Zimnej wprowadził też elementy nurkowe. Skonstruowany został strój klasycznego nurka: metalowy hełm z szybką, przymocowany do klejonego z gumy uniformu. Powietrze dostarczano nurkowi za pomocą… pompki motocyklowej. – W jaskini to był horror, zakładało się to dwie godziny. W stroju człowiek był kompletnie nieporadny. Niemniej za pomocą tego urządzenia za drugim razem Kowalski przeszedł przez syfon Zwolińskich, którym udało się wcześniej przepłynąć tam na dętkach zimą, gdy był niski poziom wody – wyjaśnia Janusz Baryła. Potem w Sopocie pojawił się pierwszy klub nurkowy, zaczęto wprowadzać reduktory i butle z tlenem, płetwy, pierwsze kombinezony. – U nas w klubie głównie zajmował się wdrażaniem tych technik Wiesław Maczek. Udało się wyprodukować kombinezon z prawdziwego zdarzenia, z obciążnikami, z telefonem ciągniętym na kablu – dodaje Janusz Baryła.
W świat szeroki i głęboki– Pionierzy, którzy działali w siermiężnych czasach, zaczynali praktycznie od zera. Kowalski jeszcze w czasach okupacji zaczął tworzyć inwentarz jaskiń polskich, pierwszy katalog jaskiń – mówi Michał Gradziński. – Od roku 50. w pięć lat poczynili wielkie postępy. Dlatego Francuzi zaprosili ich do wspólnych eksploracji. Z niczego zapoczątkowali ruch ogólnopolski, bo potem kluby zaczęły powstawać w różnych miastach.
Z czasem krakowscy grotołazi zaczęli organizować sportowe i eksploracyjne wyprawy do jaskiń wielu rejonów krasowych Europy, Azji, Afryki i Ameryki Południowej. Wśród najważniejszych wymieniają eksploracyjną wyprawę do jaskiń Kuby (1961/62 r.), Gouffre Berger (1966 r.), Gruberhornhöhle (1970 r.), Pierre Saint-Martin (w 1972 r. – najgłębsza jaskinia świata), Ghar Parau (Iran, 1973 r.), Khef Togobeit (Maroko), liczne wyprawy eksploracyjne do jaskiń Alp Austriackich w latach 70., 80. i 90. ubiegłego wieku, wyprawy do Grecji. – Do połowy lat 70. w Polsce i na świecie generalnym trendem była organizacja wypraw o charakterze sportowym. Czyli nie eksploracja, ale przechodzenie jak najgłębszych jaskiń – dodaje Michał Gradziński. Dopiero z czasem punkt ciężkości przesunął się w stronę eksploracji jaskiń, odkrywania kolejnych komór, otworów wejściowych. – W sumie nie ma dziś nikogo, kto by przeszedł którąkolwiek z wielkich jaskiń całą. Przykładem system Jaskini Mamuciej (Mammoth Cave) w stanie Kentucky, który liczy blisko 600 km długości. No, nie ma takiego, który przeszedłby całość, wszystkie korytarze. To niewykonalne – podkreśla Michał Gradziński.
Pogłębianie Polskiej JamyOstatnie dokonania krakowskiej sekcji sprawiają, że spadkobiercy Klubu Grotołazów plasują się w europejskiej czołówce eksploracji głębokościowej. W ciągu ostatnich dziesięciu lat STJ KW – Kraków prowadzi z powodzeniem eksploracje jaskiń w masywie Kanin (Alpy Julijskie, Słowenia). Efektem tego jest odkrycie Poljskiej Jamy, która stała się górnym otworem systemu Poljska Jama – Mala Boka o deniwelacji 1297 m. Dumy i radości z osiągnięć nie kryje Paweł Ramatowski – przez 10 lat uczestnik, a od pięciu lat kierownik wypraw w masyw Kanin w Słowenii. – Tamtejszy system jaskiniowy daje potężne szanse osiągnięcia nawet 1900 metrów deniwelacji. Wszystko zaczęło się w 1999 roku z inicjatywy Michała Gradzińskiego. To wyprawy o charakterze czysto eksploracyjnym, staramy się odkrywać nowe jaskinie w przydzielonym nam sektorze, tzw. sektorze polskim – podkreśla Paweł Ramatowski. Dodaje, że grotołazi słoweńscy przez trzydzieści lat eksplorowali masyw Kaninu, poczynając od jego dolnych partii i posuwając się w górę.
Za osiągnięcia w Kaninie STJ KW – Kraków została wyróżniona prestiżową nagrodą Kolosa w kategorii eksploracja jaskiń w roku 2006. – Organizujemy też eksploracyjne wyprawy do Norwegii, gdzie odkryto największy podziemny wodospad Skandynawii. Bierzemy aktywny udział również w wyprawach organizowanych przez inne kluby z Polski i zagranicy, jak choćby do Chin, gdzie Polacy współuczestniczyli w eksploracji najgłębszej jaskini tego kraju – dodaje Paweł Ramatowski.
Rok 2006 był ważny także dla nieżyjącego już założyciela Klubu Grotołazów, prof. Kazimierza Kowalskiego (1925-2007), który został nagrodzony statuetką Super Kolosa 2005. Jako współtwórca taternictwa jaskiniowego, odkrywca i zdobywca w 1956 r. światowego rekordu głębokości –1122 m w jaskini Gouffre Berger w Alpach Francuskich, otrzymał nagrodę za całokształt pionierskich dokonań. Statuetkę przyznano w 50. rocznicę przekroczenia przez niego, jako pierwszego Polaka, głębokości 1000 metrów.
Rafał Gratkowski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz