Annapurna broni się przed Piotrem Pustelnikiem. Już po raz czwarty odparła jego atak. Wydawało się, że tej wiosny, w mocnym zespole, uda się Piotrowi zdobyć ostatni z brakujących mu do Korony Himalajów ośmiotysięcznik. Do celu było blisko, a równocześnie, jak się okazało, za daleko.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"1165"}
Przed dwoma laty, po trzeciej nieudanej próbie wejścia na Annapurnę, Pustelnik podjął decyzję, że rezygnuje z Korony Himalajów. Wtedy, oprócz tego szczytu, brakowało mu jeszcze do kompletu Broad Peaku, na który wszedł latem 2006 roku. Korona była tuż-tuż, zwłaszcza że wtedy stanął na wschodnim wierzchołku Annapurny (8010 m). Do głównego dotarł wówczas Słowak Peter Hamor, natomiast Pustelnik wraz z Piotrem Morawskim zawrócili z długiej i trudnej grani wschodniej, sprowadzając w dół nepalskiego Szerpę wysokościowego Lho Tse, który doznał ślepoty śnieżnej. To była wspaniała decyzja – zrezygnowali z celu, który był tak blisko, by ratować nepalskiemu himalaiście życie.
W tym samym roku na Broad Peaku Piotr Morawski również zawrócił z wysokości 7900 metrów, by sprowadzić w dół austriackiego alpinistę z objawami choroby wysokogórskiej, po czym spędził noc w obozie III na 7200 metrów i następnego dnia ponownie ruszył w górę, osiągając wierzchołek. To dwa piękne przykłady zachowań w strefie śmierci górskiej, w której trudno podejmuje się rozsądne decyzje.
Po dwóch latach od wspomnianych wypraw Piotr Pustelnik zdecydował się na reaktywację projektu Trylogii Himalajskiej i postawił przed jej uczestnikami ambitny cel: po wejściu aklimatyzacyjnym na Ama Dablam (6876 m), wejście na Annapurnę (8091 m), a latem dwa trawersy jeszcze przez nikogo nie zrobione – Gasherbrumów I, II, III oraz całej grani Broad Peaku wraz z trzema jego wierzchołkami.
Dla Pustelnika Annapurna miała być zwieńczeniem 18-letniego kompletowania głównych ośmiotysięczników do Korony Himalajów. Była to jego czwarta próba wejścia na ten szczyt, inną drogą, niż poprzednimi razy. Annapurna jeszcze raz okazała się szczytem nieprzewidywalnym, trudnym do zdobycia. Przekonało się o tym wielu dobrych himalaistów, a kilku świetnych pozostało na niej na zawsze. Chociaż jest niskim ośmiotysięcznikiem, to niektórzy z kolekcjonerów korony odkładają jego zdobycie na sam koniec, a potem miewają z tym szczytem duże problemy. Na Annapurnie zginął Kazach Anatolij Bukriejew, Włoch Christian Kuntner, a jego przyjaciel Abele Blanc, który był świadkiem tej śmierci, również nie może dokończyć Korony Himalajów – od kilku lat brakuje mu tylko Annapurny.
Piotr Pustelnik wszedł na Manaslu, swój dwunasty ośmiotysięcznik, w maju 2003 roku i wtedy wydawało się, że po roku, najdalej dwóch, skompletuje koronę. Chciał to zrobić w dobrym stylu, więc wybrał drogę Boningtona na trudnej, południowej ścianie Annapurny. W 2004 roku próba załamała się na wysokości 7300 metrów, w głównych trudnościach, w następnym roku – prawie dokładnie w tym samym miejscu. Przed dwoma laty trzon zespołu wyprawy \"Tryptyk Himalajski 2006\" stanowiło trzech Piotrów – Pustelnik, Morawski i Hamor, a celami były: Cho Oyu (8201 m), Annapurna (8091 m) i Broad Peak (8047 m). Tym razem na Annapurnie wybrali długą, 7,5-kilometrową wschodnią grań, miejscami mocno eksponowaną. Tylko Peter Hamor doszedł nią do głównego wierzchołka i tym samym był pierwszym Słowakiem, który wszedł na Annapurnę. Pustelnik i Morawski, po wejściu na Annapurnę Wschodnią, rozpoczęli sprowadzanie chorego Szerpy w dół.
W tym roku w projekcie \"Tryptyk Himaljski 2008 – Reaktywacja\" poza trzema Piotrami uczestniczy również Dariusz Załuski. Wszyscy są doświadczonymi himalaistami z pokaźnym dorobkiem ośmiotysięczników. Zdecydowali się na drogę wiodącą Żebrem Gabbarrou północno-zachodnią ścianą, którą przeszli przed 20 laty Jozef Nežerka i Jindřich Martiš, dochodząc do szczytu. Aż do tego roku nikt nie powtórzył jej w całości. Tegoroczna wyprawa, po założeniu bazy wysuniętej na 5000 metrów, przystąpiła do zakładania obozów na Ostrodze Gabbarrou, na wysokościach: 5750 m, 6000 m i 6700 m. Po odpoczynku w bazie wysuniętej w czwórkę wyruszyli do ataku szczytowego. Powyżej \"trójki\" teren lodowo-skalny wymagał jeszcze miejscami ubezpieczenia. Biwak założyli na wysokości 7700 m poniżej Turni Gabbarrou, a nazajutrz dotarli do grani, którą było do wierzchołka jeszcze około 3 km. Wiatr stopniowo nasilał się. W gwałtownych podmuchach dotarli pod kopułę szczytową. Tylko 150 metrów deniwelacji dzieliło ich od upragnionego wierzchołka.
Nagle nadeszła mgła i burza z piorunami. O dalszym wspinaniu w tych warunkach nie było mowy. Bez przerwy metalowe przedmioty iskrzyły – to Ognie św. Elma, świadczące o mocno zjonizowanym powietrzu. Wyładowania stawały się coraz częstsze. W tych warunkach pozostawało jedynie szukać we mgle drogi powrotu. Prawie cudem dotarli do końca grani i rozpoczęli zjazd na biwak. Po przeczekaniu nocy na biwaku 7700 m, rozpoczęli trudne zejście do bazy, co zajęło im dwa dni. Uszli z życiem, ale na kolejny atak nie było już sił. Zakończyli działalność górską i przenoszą się do Pakistanu, gdzie w Karakorum mają jeszcze do zrealizowania dwa cele tegorocznego projektu.
Czy nad Pustelnikiem i Annapurną ciąży jakieś fatum?
Apoloniusz Rajwa
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz