Ci, którzy mają szczęście po Tatrach wędrować ze Stanisławem Apostołem, są nie tylko pod dobrą opieką przewodnika, ale mogą też wysłuchać jego gawęd. I to w mistrzowskim wykonaniu.
Stanisław Apostoł to wielokrotny zwycięzca różnych konkursów recytatorskich, także ogólnopolskich. Można go czasem zobaczyć na ekranie telewizji. Grał kilkakrotnie w paradokumentalnych serialach „Szpital” i „Trudne Sprawy”.
Dużą popularność przyniosło mu zdjęcie w internecie - górali z Czarnego i Białego Dunajca. W roli tego pierwszego jest czarnoskóry aktor, drugiego właśnie Stanisław Apostoł. - To zdjęcie zrobiła mi żona na planie „Szpilek na Giewoncie”. Grałem tam górala, który podchodzi do głównego bohatera, który rozstał się z dziewczyną, i namawia go, by za nią biegł. Ta scena nie pojawiła się ostatecznie w filmie, ale nasze zdjęcie górali z Białego i Czarnego Dunajca zrobiło w sieci furorę - śmieje się.
Tak naprawdę - jak przekonuje Stanisław Apostoł - aktorskiego doświadczenia nabrał podczas oprowadzania turystów po górach jako przewodnik tatrzański. A jest przewodnikiem już od 43 lat, ma na swoim koncie ok. 1200 wycieczek z turystami.
Na początek opowieść o tatrzańskich górnikachW piątek w Kuźnicach czekała na niego kolejna grupa. To członkowie Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Lisieckiej. Przed nimi wyprawa przez Skupniów Upłaz na Halę Gąsienicową, dalej do Czarnego Stawu i powrót Doliną Suchej Wody do Brzezin. Już w Kuźnicach przewodnik zaczął od opowieści o tatrzańskim górnictwie. Kolejną jego opowieść „Jak Pon Jezus śmierć trzy razy wycion w pysk” turyści usłyszeli nad Czarnym Stawem. Niedawno tą właśnie gawędą zwyciężył na Sabałowych Bajaniach. A była to opowieść samego Sabały, którą w 1889 r. usłyszał i spisał Henryk Sienkiewicz, właśnie nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Późniejszy noblista wędrował wówczas po Tatrach będąc gościem dra Tytusa Chałubińskiego.
Włosi wolą konkrety - Lubię umilać turystom czas gawędami, oczywiście jak są tym zainteresowani - podkreśla. - Kiedyś miałem grupę Włochów, którzy już na początku powiedzieli mi, że nie interesują ich legendy, tylko fakty - wspomina. Stanisław Apostoł zna świetnie język włoski, więc turyści z Italii mogli podczas wędrówki słuchać opowieści w swoim rodzimym języku.
Stanisław Apostoł ma opowieści dostosowane do miejsc, do których dociera z turystami. Gdy jest przed Jaskinią Śpiących Rycerzy w skale Pisanej w Dolinie Kościeliskiej, opowiada oczywiście legendę spisaną przez Tetmajera o śpiących rycerzach. Przy okazji podkreśla, że postacie w skale wykuł niemal 130 lat temu nowotarżanin Juliusz Bełtowski.
Ukarani pasterzePodejście z Doliny Miętusiej na Przysłop Miętusi stanowi scenerię do opowieści o powstaniu Wantuli. Tamtejsi pasterze przepędzili wędrowca, nie dali mu jeść i zostali za to ukarani. Z pobliskich turni posypały się na nich skały i tak powstały Wantule.
Nad Morskim Okiem opowiada legendę o mnichu. W Pieninach obowiązkowa jest historia o św. Kindze, którą gonili Tatarzy. Po drodze rzucała różne przedmioty, z których wyrosły Pieniny.
Są też opowieści uniwersalne, które można opowiedzieć w każdym miejscu. - Turyści zazwyczaj lubią słuchać legend. Często wracają do mnie ci sami goście. Mam zaprzyjaźnione szkoły - opowiada.
Kółko żywego słowaStanisław Apostoł z zawodu jest geologiem, ale jest już na emeryturze. Ma więcej czasu na wędrówki po górach i udział w różnych konkursach recytatorskich. Aż trudno uwierzyć, że jego przygoda z aktorstwem i recytatorstwem zaczęła się dopiero w 2010 r.
- Gdy w latach 70. ubiegłego wieku byłem uczniem Liceum Goszczyńskiego, za sprawą legendarnego już polonisty „Bambra” działało „Kółko żywego słowa”, do którego należałem. Startowałem nawet w jakimś konkursie recytatorskim, ale bez sukcesu - wspomina.
Twierdzi, że dopiero kontakt z turystami nauczył go właściwego sposobu opowiadania. - Widz w teatrze bez aktora się nie obejdzie, ale turysta bez przewodnika tak. Trzeba znaleźć odpowiednią formę, żeby wzbogacić wspólne wyprawy, żeby rozkochać w górach ludzi - tłumaczy. - Przewodnik musi pokazać to, czego turysta sam nie dostrzeże, opowiedzieć coś o każdym wierchu, zaczarować słowem - podkreśla. Twierdzi, że po wycieczce słyszy często podziękowania za piękne opowieści.
Te przewodnickie krasomówcze popisy nauczyły go też mówić donośnie, wyraźnie, a nie pod nosem, co też dało przełożenie na późniejsze sukcesy.
Wiedza o Tatrach jest w smartfonie, ale….A jak w ciągu tych ponad 40 lat zmieniło się samo przewodnictwo? - Diametralnie - podkreśla Stanisław Apostoł. Kiedyś przewodnik był dla turysty jedynym źródłem wiedzy o górach. Zdobywał mozolnie tę wiedzę na kursie przewodnickim, na szkoleniach, szperał po bibliotekach. Przewodniki drukowane były trudno dostępne, a mapy niedokładne.
- By zadowolić turystów, wystarczało wówczas zwykłe przekazanie wiedzy. Dziś każdy turysta ma w swoim smartfonie więcej informacji o Tatrach niż najlepszy przewodnik. Ma aplikacje, które z niemal każdego miejsca potrafią mu rozpoznać panoramę. Ma nawigację, która poprowadzi go po szlaku. Po co więc przewodnik? - pyta głośno. - Przewodnik ma stworzyć klimat, przez swoją wrażliwość przekazać "ducha gór", ma ożywić te góry, uwrażliwić turystę na piękno. Do tego potrzebna jest charyzma, znalezienie właściwego "kanału nadawania" i pewien... warsztat aktorski - podsumowuje.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz