Na półkach księgarskich ukazała się książka Artura Hajzera, znanego himalaisty, inicjatora realizowanego obecnie programu \"Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015\".
Publikacja zawiera relacje z pierwszych wypraw autora w góry najwyższe w latach 80. ubiegłego wieku. Wtedy nie wszystkie wyprawy odnosiły sukces, nieraz kończyło się na atakach rozpaczy, zdarzało się też, że za swoją górską pasję uczestnicy zapłacili cenę najwyższą - cenę swojego życia.
Na lekturę tej książki poświęciłem kilka godzin. Zwykle z powodu braku czasu poprzestaję na pobieżnym zapoznaniu się z treścią, ale tym razem przeczytałem całą i nie żałuję. Co prawda \"złoty okres\" polskiego himalaizmu, czyli lata 80. minionego wieku, jest mi znany z wielu źródeł, w tym również z relacji zakopiańskich himalaistów, którzy w tamtych latach również odnosili sukcesy w górach najwyższych, ale lektura książki Artura Hajzera wzbogaciła moją wiedzę o nieznane mi fakty i kulisy wypraw organizowanych przez środowisko śląskie.
Jest to druga edycja książki napisanej przez Artura Hajzera przed 23 laty, którego wydania podjęło się wydawnictwo Annapurna. Pierwszego, które ukazało się nakładem wydawnictwa Explo w 1994 roku, nie czytałem. Treść obecnego wydania nie uległa zmianie, dodana została przez autora przedmowa oraz poszerzone posłowie. Książka jest bogato ilustrowana mniej więcej 200 fotografiami z opisywanych wypraw, mającymi wartość dokumentalną, i uzupełniona zdjęciami szczytów i ścian z naniesionymi schematami dróg wspinaczkowych, o których jest mowa w tekście.
Artur w przedmowie wyjaśnia: \"Po tych 23 latach książkę ponownie przeczytałem i napotkałem wiele fajnych fragmentów. Ze zdziwieniem zauważam, jak wiele w niej prawdy, górskich i wspinaczkowych zasad, które opisałem już wtedy. Postanowiłem niczego nie poprawiać, niech ta książka pozostanie taka, jaką była - śladem tamtego okresu i zapisem ówczesnego stanu mojej świadomości\".
Książka ma ponad 30 rozdziałów, ale narracja nie ma układu chronologicznego. Opis tej samej wyprawy bywa nieraz podzielony na kilka części - rozdzielają go relacje z wypraw w góry niższe lub wspomnienia z początku wspinaczkowej i górskiej działalności autora w Harcerskim Klubie Turystycznym. Trzon tej pozycji stanowią relacje z gór najwyższych - Himalaje Rolwaling (1982), Tirich Mir (1983), Lhotse (1985, 1987), Kangchenjunga (1985/1986), Manaslu (1986) i Annapurna (1987). Nie brak też w niej przemyśleń autora o stylach wypraw wysokogórskich - tradycyjnym i alpejskim, a także o stylu kombinowanym, stosowanym nieraz na wyprawach, w których Hajzer uczestniczył. Czytelnik może się też dowiedzieć o buzowaniu, strachu i symulanctwie, które uczestnikom wypraw zdarza się manifestować w sposób jawny lub bardziej skryty.
Być może taki niechronologiczny układ treści dozuje emocje i buduje większe napięcie u czytelnika, ale przyznam, że wolę tradycyjny układ z nieprzerywanymi wątkami - może to kwestia wieku i przyzwyczajenia.
Roman Gołędowski, właściciel wydawnictwa Annapurna, wielki miłośnik gór, wydał książkę w atrakcyjnej szacie graficznej. Jest ona, podobnie jak kilka innych, które ukazały się w poprzednich latach, świadectwem wspaniałego okresu polskiego himalaizmu, napisana przez autora z doskonałą znajomością tematu, ale również subtelnym poczuciem humoru.
Artur Hajzer, który w tamtych latach był na początku swej himalajskiej drogi, zdobył swój pierwszy ośmiotysięcznik - Manaslu (8156 m) dopiero w 1986 roku, po kilku wcześniejszych próbach wejścia na inne ośmiotysięczniki. W latach późniejszych zdobył ich jeszcze kilka. Po tym okresie wypraw lat 80., kiedy w górach pozostało na zawsze kilku jego partnerów wspinaczkowych, miał dość długą przerwę, ale powrócił w Himalaje i w 2008 roku wszedł na Dhaulagiri, dwa lata później na Nanga Parbat, a w ubiegłym roku na Makalu.
W ostatnich latach zaangażował się w program PZA \"Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015\", którego jest inicjatorem, kieruje wyprawami w góry najwyższe, a równocześnie przekazuje młodszym kolegom swoje bogate doświadczenie górskie. Sam również rusza do ataku szczytowego. Czy znowu są to ataki rozpaczy? Ostatnia wyprawa na Lhotse, z której powrócił niedawno, zdawałaby się to potwierdzać. A może to tylko syndrom czwartej góry świata, którą w życiu atakował już w czasie wypraw w 1985 i 1987 roku, wspinając się południową ścianą. Doszedł wówczas do wysokości 8200-8300 m. W tym roku dotarł na zachodniej ścianie również do podobnej wysokości 8250 m. I jeszcze jedno - na wszystkich tych wyprawach zdarzyły się wypadki śmiertelne, zginęli: Rafał Chołda (1985), Czesław Jakiel (1987), a teraz Sherpa Temba (2012). Na Lhotse w czasie wspinaczki południową ścianą w 1989 roku zginął również przyjaciel i partner Artura - Jerzy Kukuczka.
\"Atak rozpaczy\" polecam miłośnikom literatury górskiej, pasjonatom himalaizmu, a także uczestnikom wypraw w tamtych latach w góry najwyższe, w celu przypomnienia sobie tych wydarzeń. W Zakopanem książkę można nabyć m.in. w Księgarni Górskiej przy ul. Stanisława Staszica.
Apoloniusz Rajwa
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz