Wybity bark, tragiczna historia Alex’a Lowe i wyjście na 7500 m.n.p.m – miniony tydzień był kluczowy dla narciarskiej wyprawy Shishapanga Ski Challenge. Teraz pozostał tylko atak na szczyt!
W dniach 19-20 września, Andrzej nie najlepiej się czuł (spędził 2 dni bez jedzenia w bazie). Prawdopodobnie efektem tego osłabienia był groźny wypadek, jaki przydarzył mu się 21 września, idąc do góry w stronę Grzegorza, Marcina i Darka. Podczas przekraczania lodowcowego potoku, jeden z kijków zablokował się skutecznie pośród skał i szarpnął do tyłu ciałem Andrzeja.
W wyniku tego upadku wypadł mu bark ze stawu. Zachowując zimną krew, podkładając kijek turystyczny pod ramię, samemu nastawił sobie uszkodzony staw. Na szczęście wszystko jest dobrze z jego ramieniem.
Pojawiły się przypuszczenia do kogo mogą ewentualnie należeć znalezione narty przez Andrzeja i Darka kilka dni temu. Znana kanadyjska pisarka (autorka wielokrotnie nagradzanej książki „Freedom Climbers” o złotej erze polskiego himalaizmu) Bernadette McDonald (która przez 20 lat była dyrektorką Banff Mountain Film Festival), usłyszawszy historię o odnalezieniu nart, natychmiast skojarzyła to znalezisko z tragiczną śmiercią Alexa Lowe’a w lawinie pod Shishapangmą 5 października 1999 roku.
Alex Lowe, Conrad Anker i David Bridges, w ramach American Shishapangma Ski Expedition, mieli zamiar zjechać południową ścianą, tzw. drogą polsko-szwajcarską. To było marzenie Alexa, by dokonać tego zjazdu. Niestety, podczas przekraczania płaskiej części lodowca przy podejściu, ogromny serak, ok. 1800 metrów ponad nimi runął w dół. Początkowo himalaiści wręcz robili zdjęcia temu zjawisku jakie daleko od nich się wydarzyło. Niestety. Masy śniegu nabrały prędkości ok. 100 km/h. Szybko się okazało, że są na linii „strzału” i nie zdążą uciec. Zginął Alex Lowe i David Bridges (dwukrotny Mistrz USA w paraglidingu). Anker został szczęśliwie „zdmuchnięty” przez falę uderzeniową i z licznymi obrażeniami, przeżył ten wypadek. Czy odnalezione narty są pozostałością po wyprawie Alexa?
Po odzyskaniu sił i minięciu bólu spowodowanego kontuzją barku, uczestnicy polskiej wyprawy konsekwentnie realizowali zamierzone cele. Wyprawa założyła obóz I na wysokości 6400 m.n.p.m. Udało się także założyć obóz II na wysokości 6900 m.n.p.m, oraz w ramach wyjścia aklimatyzacyjnego Andrzej i Grzegorz osiągnęli 7500 m.n.p.m. To bardzo ważne, że udało się osiągnąć tą wysokość. Obecnie wszyscy uczestnicy zjechali do bazy i odpoczywają. Ich jedynym celem jest obecnie atak szczytowy, który przeprowadzą na przełomie września i października.
Oprócz osiągów wysokościowych, swoje limity podciągnął Marcin Kin, wychodząc na nartach na 6400 m.n.p.m. Darek Załuski, najbardziej doświadczony himalaista, oprócz bycia „dobrym duchem” wyprawy, intensywnie filmuje dokonania swoich kolegów. Marcin także pracowicie fotografuje, o czym można się przekonać oglądając wysyłane przez niego przepiękne zdjęcia publikowane na stronie redbull.pl (http://www.redbull.com/pl/pl/adventure) oraz w serwisie mediowym Red Bull Content Pool (wwwredbullcontentpool.com).
- Tym, co obecnie stanowić będzie o sukcesie wyprawy jest przede wszystkim pogoda. Uczestnicy ekspedycji są w dobrych nastrojach i osiągnęli sukces aklimatyzacyjny. Zagrożeniami jakie mogą ich spotkać są szczeliny lodowcowe, pękające seraki, niska temperatura i wiatr. Jeśli wyeliminują do minimum zagrożenie tymi czynnikami, choćby przez „wstrzelenie się” w okno pogodowe, to są skazani na sukces. Widać to po ich motywacji i przygotowaniu - mówi ratownik TOPR Jakub Brzosko. - Pozostało nam wszystkim trzymać kciuki za powodzenie wyprawy i ich bezpieczne zdobycie szczytu oraz zjazd do bazy. Parafrazując znaną reklamę pewnego banku, można powiedzieć „Uśmiech kucharza Renzziego w bazie, gratulującego zjechania ze szczytu - bezcenny”.
Realizacja tak ekstremalnych marzeń to nie tylko wyzwanie fizyczne i psychiczne, ale również finansowe. Na szczęście są w naszym kraju firmy, które są gotowe poprzeć nawet najbardziej ryzykowne przedsięwzięcia. Pierwszą z nich jest firma CTL Logistics kompleksowy operator logistyczny, który jest sponsorem strategicznym wyprawy. Kolejnymi jest LOTTO, sprzęt elektroniczny Sony, oraz łączność satelitarna TTcomm. Ekipę wspierają sprzętowo Salomon, Sunnto, Atomic, Pajak, a skrzydeł dodaje im Red Bull.
Najnowsze informacje z ekspedycji są publikowane na blogu Andrzejbargiel.com, fanpage’u (https://www.facebook.com/pages/Andrzej-Bargiel/170845269678769?fref=ts) oraz na platformach partnerów medialnych czyli National Geographic, Malemen, Art. & Business, Teleexpress, RMF FM i Spotkania z Filmem Górskim. O oprawę PR’ową akcji dba firma JoyRide.
mm
0 0
zastanawiam się jak Andrzej po nastawieniu barku może dalej w ogóle cokolwiek robić. Sam miałem taki wypadek i nie można się ruszać z miesiąc minimum jak nie w gipsie to obwiązany. To nie jest kontuzja z jaką można się poruszać. Ręka jest wyłączona z użycia. Chciałbym się tego dowiedzieć jak tak się da?
0 0
Można normalnie funkcjonować po wybicu barku i po jego nastawieniu. Jeśli ktoś miał już wcześniej taką kontuzję to może się ona ponawiać nawet przy drobnych upadkach. Ktoś kto przerabiał to kilka razy, bez problemu potrafi nastawić sobie bark samemu. Wystarczy odciągnąć ramię chwytając rękę między kolanami i podłożyć coś pod pachę lub pomóc sobie drugą ręką. Oczywiście lepiej udać się z tym do szpitala, ale jeśli to się zdarza w nietypowych warunkach to da się to zrobić.
0 0
Nie wiem co autor miał na myśli dając taki tytuł,chyba chciał wzbudzić tanią sensacje
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz