W tegorocznym Memoriale im. Josefa Psotki uczestniczyło ponad pół setki zawodników. W trudnym biegu wysokogórskim przez Polski Grzebień, Rohatkę i Czerwoną Ławkę zwyciężył Tomasz Brzeski przed Andrzejem Bargielem, a wśród kobiet, na krótszej trasie – Jana Madajova.
W połowie października 1984 roku zginął na stokach Mount Everestu wybitny słowacki wspinacz Josef Psotka. Po przejściu południowego filara, częściowo nową drogą, wszedł bez wsparcia tlenowego na najwyższy szczyt świata razem z drugim Słowakiem Zoltánem Demjánem i Szerpą Ang Ritą. Z wierzchołka schodzili indywidualnie, normalną drogą na Przełęcz Południową, a następnie – w nocy i trudnych warunkach – do Kotła Zachodniego. Wszyscy byli skrajnie wyczerpani. 50–letni Psotka spadł na stromym stoku i znaleziono go po dwóch dniach na lodowcu, gdzie został pochowany w szczelinie. Było to pierwsze wejście Słowaków na Mount Everest.
Przyjaciele z Jamesu postanowili uczcić jego pamięć organizowaniem w październiku w Tatrach Wysokich biegu przez trzy wysoko położone przełęcze tatrzańskie: Polski Grzebień (2200 m), Rohatkę (2290 m) i Czerwoną Ławkę (2352 m). Już rok po tragedii zorganizowano na tej trasie pierwszy bieg.
Jesienią 1988 roku Słowacy ponownie wyruszyli na Mount Everest, Tym razem cel był jeszcze ambitniejszy – przejście w stylu alpejskim drogi Boningtona na południowo-zachodniej ścianie. Przejścia tego dokonało czterech Słowaków: Peter Božik, Dušan Bečik, Jaroslav Jaško i Josef Just, ale tylko ten ostatni, po przejściu drogi, wszedł na szczyt Everestu. Pozostali zaczęli schodzić spod Południowego Wierzchołka. Just, schodząc ze szczytu, doszedł do pozostałych, ale było już ciemno, mgła i zawieja śnieżna. Ostatni kontakt z bazą przez radiotelefon był z wysokości około 8400 metrów. W drodze do Przełęczy Południowej zaginęli, prawdopodobnie spadli na stronę tybetańską. Po tej tragedii zawody nadal noszą nazwę: Memoriał Josefa Psotki, ale upamiętniają również pozostałą czwórkę alpinistów, która pozostała na stokach najwyższej góry świata na zawsze.
W tym roku memoriał zorganizowano już po raz 24. O ile warunki na trasie nie są zbyt niebezpieczne, to zawodnicy pokonują w wyznaczonym limicie czasu trasę: Śląski Dom – Polski Grzebień – Rohatka – Czerwona Ławka – Dolina Małej Zimnej Wody – Siodełko – Śląski Dom. Do wyniku końcowego nie liczy się czas przebycia całej trasy, tylko łączna suma trzech „czasówek”: od Śląskiego Domu na Polski Grzebień, od Kotlinki pod Zawracikiem Rówieńkowym przez Strzeleckie Pola do wylotu żlebu pod Czerwoną Ławką oraz od Siodełka do Śląskiego Domu Magistralą Tatrzańską. Kobiety i weterani powyżej 50 lat zaliczają tylko pierwszą i trzecią „czasówkę”, a trasę mają krótszą, gdyż z Rohatki zbiegają Doliną Staroleśną na Siodełko. Ponieważ bieg odbywa się w październiku, to nieraz zdarzają się warunki zimowe. Wtedy organizatorzy zmieniają przebieg trasy, tak jak to miało miejsce w ubiegłym roku. – Startowaliśmy do pierwszej „czasówki” w Tatrzańskiej Polance, a czas był mierzony przy Śląskim Domu. Potem na luzie zbiegaliśmy ścieżką przez las do Smokowca, skąd był podbieg na Siodełko, gdzie rozpoczynała się druga „czasówka” Magistralą Tatrzańską do Śląskiego Domu – przypomina sobie Justyna Żyszkowska, która w ubiegłym roku zajęła 5. miejsce. W 24 edycjach tego biegu 15 razy zwyciężył Milan Madaj, najlepszy słowacki biegacz górski ostatnich lat i czołowy ski-alpinista. Wśród kobiet często wygrywała bieg jego żona, Jana Hečkova-Madajowa. Przed trzema laty w konkurencji kobiet bieg ten wygrała Magdalena Derezińska, ski-alpinistka z Zakopanego, przed Słowaczką Lenkom Lačkovičovom. Polacy po raz pierwszy wygrali ten bieg w kategorii głównej dopiero w tym roku, chociaż w ostatnich latach zajmowali już miejsca w czołówce, Tomasz Brzeski w ubiegłym roku był 2., a przed dwoma laty 4., natomiast Zbigniew Jaworski w 2006 roku był 3.
W porównaniu do poprzednich lat wystartowało mniej zawodników, chociaż pogoda w dniu zawodów była dobra i tylko miejscami na trasie i w rejonie przełęczy leżał śnieg. Może ma to związek z wyższymi cenami w Śląskim Domu, chociaż uczestnicy zawodów mieli zniżkę na noclegi. Zmienił się kierownik tego górskiego hotelu – nie ma już takiej swojskiej atmosfery, jak za poprzednich dzierżawców, co zauważyli niektórzy bywalcy tego schroniska. Jest też problem z dojazdem do Śląskiego Domu i w zasadzie trzeba liczyć na piesze dojście. Startującym w tych zawodach zakopiańczykom udało się późnym wieczorem w przeddzień zawodów dotrzeć do Ślaskiego Domu. – W sobotę rano była odprawa, a potem minutą ciszy upamiętniono pamięć ofiar Everestu – relacjonuje Justyna Żyszkowska. – Start się nieco opóźnił. Każdy z nas musiał mieć w plecaku wysokie buty, co sprawdzali na Polskim Grzebieniu ratownicy THS. Odcinek przez dwie przełęcze, gdzie w żlebach był śnieg i założone były liny poręczowe, aż do zejścia z Rohatki przechodziliśmy w wysokich butach, dopiero poniżej można było założyć lekkie obuwie. Bidony z piciem i batoniki wynieśli nam na Polski Grzebień Ania Anusiak i Grzesiek Wiercioch. Limit czasu był akurat na styk. Drugą „czasówkę” biegłam czujnie, bo były tam odcinki w dół, na których trzeba bardzo uważać ze względu na duże i ruchome kamienie, ale Tomek i Andrzej przebiegli ten odcinek ostro.
Zawodnicy startowali parami co minutę. Andrzej Bargiel, ski-alpinista, wyruszył razem z Tomkiem Brzeskim, biegaczem górskim, który uzyskał najlepszy czas na podbiegu na Polski Grzebień – 25 min. 51 sek., a Andrzej był drugi, 25 sekund po nim. Na drugiej „czasówce” Bargiel przegrał do Brzeskiego tylko jedną sekundę, natomiast znaczniejsza różnica czasu była na trzeciej, najdłuższej „czasówce z Siodełka do mety – 76 sekund, co Andrzej tłumaczy: – Nic nie zjadłem przed tym etapem i byłem na trasie głodny, więc biegłem wolniej. W sumie i tak spisał się świetnie zważywszy, że jest jeszcze juniorem. Zajął drugie miejsce ze stratą do Brzeskiego tylko 1 min. 42 sek. Polacy po raz pierwszy wygrali Memoriał Psotki. Co prawda nie startował Milan Madaj, a szkoda, bo rywalizacja między tą trójką byłaby ciekawa. Pozostali nasi zawodnicy również spisali się dobrze. Jacek Żebracki był 5., Szymon Sawicki 8., a Piotr Musiałowski 11. Justyna Żyszkowska była 5. Wszystkie cztery Słowaczki, które ją wyprzedziły, często startują w biegach górskich, a Justyna potraktowała ten bieg bardziej dla przyjemności oraz jako zaprawę przed sezonem zimowym. Trójka najlepszych zawodników otrzymała puchary, dyplomy i nagrody rzeczowe. Organizatorami zawodów były: HK Slavia STU Bratysława, SK James Kieżmark, THS Dobrovolny zbor Vysoke Tatry i HH Śląski Dom.
Wyniki czołówkiMężczyźni:1. Tomasz Brzeski – KW Nowy Sącz – 1:17:04
2. Andrzej Bargiel – TKN Tatra Team – 1:18:46
3. Peter Gebura – James Dolny Kubin – 1:24:35
4. Matúš Vnenčák – Teryho chata – 1:24:58
5. Jacek Żebracki – GP GOPR – 1:26:16
6. Matúš Antolik – Skialp 44 – 1:26:31
Kobiety:1. Jana Madajova – SK Žiarska chata – 1:20:15
2. Eva Radochová – HK James Dolny Kubin – 1:22:45
3. Silvia Jahnová – Horoklub šK Bańska Bystrzyca – 1:25:30
4. Simona Triznová – Skialp Bobrovec – 1:26:14
5. Justyna Żyszkowska – TKN Tatra Team – 1:31:57
Weterani do 50 lat:1. Milan Styk – Horoklub Bańska Bystrzyca – 1:35:15
2. Martin Mina?ik – SK Univerzity Palackého – 1:36:17
3. Milan Marhan – HO Banka Praha – 1:39:36
Weterani ponad 50 lat:1. Mikuláš Gebura – James Dolny Kubin – 1:08:59
2. Miroslav Sobek – šK Matterhorn Púchov – 1:11:48
3. Jaroslav Mikuštiak – Tatrin Ružomberok – 1:16:38
Apoloniusz Rajwa
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz