Marek Żołądek i Michał Apollo nie mieli szczęścia w ubiegłym roku, kiedy dotarli do Talkeetny. W lodowcu utworzyły się szczeliny, uniemożliwiające lądowanie Cessny w bazie pod najwyższym szczytem Ameryki Północnej. Nie dali za wygraną. W tym roku ponownie zjawili się na Alasce i weszli na Denali (6194 m) dwukrotnie – najpierw popularną drogą West Buttres, a następnie znacznie trudniejszą West Rib.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"2604"}
Zainteresowania górskie ściśle związali z kierunkiem studiów. Kończą geografię na Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Wiele podróżują, zdobywają szczyty w różnych rejonach świata, prowadzą obserwacje dotyczące przebiegu i intensywności zmniejszania się lodowców na poszczególnych kontynentach. Gromadzą dokumentację naukową i fotograficzną. Jest to temat pracy zakrojonej na kilka lat. Działalność w górach Alaski była pierwszą częścią „AP Expedition 2008”. Kolejne etapy to Góry Skaliste, Andy Peruwiańskie, Pico de Orizaba i Alpy Australijskie. W ubiegłych latach zdobyli dziewiczy szczyt w Himalajach, działali w górach Afryki Środkowej, weszli na Kilimandżaro, a w ubiegłym roku na Aconcague. Michał Apollo mieszka w Moszczenicy Małopolskiej, a Marek Żołądek w Porębie Wielkiej.
W tym roku rozpoczęli wyprawę od ponownej podróży na Alaskę. Przez Frankfurt i Denver dolecieli do Anchorage na Alasce, miasta położonego nad Zatoką Cooka, z którego do Denali, najwyższego szczytu Ameryki Północnej, jest w linii prostej 220 kilometrów przy różnicy wzniesień 6 tysięcy metrów. Z lotniska odebrał ich poznany rok wcześniej Gary, który dowiózł ich do Talkeetny, gdzie w ubiegłym roku zdeponowali część ekwipunku w „bunkhausie” Talkeetna Air Taxi. Trzy dni zajęło im załatwianie formalności oraz oczekiwanie na poprawę pogody. W siedzibie rangersów Parku Narodowego Denali odebrali zezwolenie, załatwione dwa miesiące wcześniej. Cena permitu nie uległa zmianie – nadal wynosi 200 USD od osoby, natomiast przelot Air Taxi do bazy i z powrotem jest droższy – 525 USD. Tu także odebrali pojemnik na ekskrementy. Podczas spotkania z Robinsonem, strażnikiem parku, uzgodnili górskie plany i po kilku dniach byli już na pokładzie małej Cesny, która mieściła 4 wspinaczy, pilota i ekwipunek – 60 kg na osobę. Po 40 minutach lotu wylądowali w bazie na lodowcu pod Mount Hunterem, na wysokości 2130 metrów. Stąd do szczytu jest prawie równe 4000 metrów deniwelacji. W Parku Narodowym Denali obowiązują rygorystyczne przepisy, dotyczące zachowania czystości na trasach i w rejonie obozów. Przewodnikami uprawnionymi do prowadzenia klientów na tym terenie są wyłącznie przewodnicy zarejestrowani w tym parku, natomiast wyprawy niekomercyjne działają samodzielnie, jednak wcześniej sprawdzany jest dorobek górski ich uczestników. W przypadku Marka i Michała nie było z tym problemu. W bazie odebrali opłacone wcześniej w Talkeetnie paliwo do gotowania i zdopingowani ładną pogodą, wyruszyli nazajutrz w górę po lodowcu, ciągnąc za sobą załadowane sprzętem pulki. Minęli obóz I (2340 m) i po 12 godzinach marszu doszli do „dwójki” (2845 m). – Tu odczuliśmy, że jesteśmy na najzimniejszej górze świata. Taktyka prowadzona przez wspinaczy jest w związku z tym inna, niż w górach wysokich w innych częściach świata. Wszyscy wstają około 9 rano i wyruszają w górę o 10 lub 11, tylko etap prowadzący przez lodowiec pokonuje się zazwyczaj w nocy – wyjaśnia Michał Apollo.
Denali znajduje się w rejonie Północnego Koła Polarnego, w strefie klimatu zimnego, gdzie panują surowe warunki klimatyczne. Silne wiatry i temperatura powietrza, sięgająca latem nawet do minus 30 stopni, nie należą do rzadkości. Szczyt został zdobyty w 1913 roku, a pierwszym Polakiem na Denali był Marek Głogoczowski, który uczestniczył w wyprawie amerykańskiej w 1972 roku, natomiast pierwszymi zakopiańczykami na tym szczycie byli Maciej Berbeka i Edward Lichota w 2003 roku, a dwa lata temu weszli na niego również Józef Michalec oraz Jan Mateja z Czarnego Dunajca. W ostatnich latach coraz częściej używana jest nazwa Denali, natomiast zanika nazwa Mount Mc Kinley, którą nadał temu szczytowi w 1897 roku William Dickey – poszukiwacz złota.
Kolejne dwa dni zajęło Markowi i Michałowi dotarcie do obozu III (3400 m), a następnie do „czwórki” (4325 m), gdzie zatrzymali się na dłuższy odpoczynek. Dojście do tego obozu wymaga pokonania stromej ścianki „Windy Corner”, którą należy przejść w miarę szybko i najlepiej we wczesnych godzinach porannych, by nie być narażonym na spadające kamienie. – Zdecydowaliśmy się na szybki atak na szczyt grzędą West Buttres. Wyruszyliśmy o 5 rano, niestety, kiedy dotarliśmy do obozu V (5250 m), rozpętała się burza śnieżna i byliśmy zmuszeni powrócić do naszego Marabuta w „czwórce” – tłumaczy Marek Żołądek. Tam spędzili cały tydzień, gdyż tyle trwało załamanie pogody. W końcu zdecydowali się podejść ponownie do „piątki”, zabierając ze sobą żywność na 5 dni, a resztę zakopali w śniegu, oznaczając miejsce specjalnym markerem. Odcinek ten prowadzi po długich poręczówkach, a potem śnieżno-skalną i eksponowaną granią na obszerne plateau. Stamtąd, po jednodniowej regeneracji sił, w samo południe wyruszyli na szczyt, jako ostatni z zespołów. Tym razem późne wyjście z obozu do ataku szczytowego opłacało się, ponieważ w godzinach popołudniowych osłabł huraganowy wiatr, który mocno dał się we znaki innym wspinaczom, ubranym nawet w puchowe kombinezony, którzy wyruszyli w kierunku wierzchołka przed nimi. – Po kilku godzinach dotarliśmy do Kalhitna Horn, skąd czekało nas tylko pokonanie eksponowanej, pełnej nawisów śnieżnej grani – relacjonuje ostatnie metry podejścia na szczyt Michał. – O godz. 19 stanęliśmy na szczycie Denali. Sesja fotograficzna została ograniczona do minimum z racji bardzo niskiej temperatury. O godz. 22 byliśmy już z powrotem w namiocie w „piątce”. Następny dzień przeznaczyliśmy na zbieranie materiałów do prowadzonych przez nas badań glacjologicznych, a kolejnego dnia zeszliśmy do obozu IV.
Wejście na szczyt drogą West Buttres potraktowali jako wejście aklimatyzacyjne przed głównym celem, jakim było szybkie wejście w stylu alpejskim drogą West Rib Cut Off o IV stopniu trudności. Miało to być wejście non stop w obozu IV na szczyt i zejście z powrotem. Odczekali kilka dni, aż ustabilizuje się pogoda. W tym czasie zaprzyjaźnili się w obozie ze słowackim alpinistą i przewodnikiem górskim Vlado Zbojom z Zuberca. W końcu doczekali się pewnej pogody i rozpoczęli atak szczytowy. Przejście 1800-metrowej drogi West Rib na szczyt oraz zejście drogą West Butres do obozu IV zajęło im 19 godzin. kolejny etap z „czwórki” aż do bazy pokonali po odpoczynku, w nocy, a o godz. 5 rano samolot zabrał ich do Talkeetny.
Patronat honorowy nad wyprawą objęli: rektor Akademii Pedagogicznej w Krakowie, dziekan Wydziału Geograficzno-Biologicznego, KW Warszawa, COS Zakopane, PTG i SKNG AP Kraków.
Patronat medialny: Magazyn Górski „Góry”, Tygodnik Podhalański, Radio „Roxy”, Dziennik Polski, TVP Kraków, Kwartalnik TPN „Tatry”, turnia.pl, onet.pl, trekandmore.pl, climbandmore.com, goryonline.com
Sponsorzy: Akademia Pedagogiczna w Krakowie, Gmina Moszczenica Małopolska, Gmina Niedźwiedź, Kantor-Krosno.pl, sklep Green.shop.pl, Duo Zakopane, Tatra Trade Zakopane, Austria Alpin, Marabut, Społem Zakopane, Extreme Sport, Samorząd Doktorantów AP Kraków, Samorząd Studentów AP Kraków i Dana Air Travel.
Apoloniusz Rajwa
0 0
Gratulacje !! Wyprawa ryzykowna ale dobrze zorganizowana. Trzeba duzo odwagi ale przezycie wspaniale i swpomnienia na cale zycie !
Inna sprawa : policja amerykanska przydalaby sie na Podhalu, nie byloby tyle smieci wszedzie. Pamietam jak w Kalifornii zjezdzalem z parkingu i widzialem w lusterku ranger\'a ktory sprawdzal czy parking jest czysty. U nas ludzie nie potrafia zrozumiec ze nalezy zabrac wlasne smieci do reklamowki i wrzucic je pozniej do kosza. Wielu wrzuca je pod krzaki \" a bo je zbiora\" Kto ma je zbierac ?
0 0
Piękne zdjęcia .A jeśli chodzi ekologów to walczą z wszystkim tylko nie z zaśmiecaniem świata .
0 0
Wszyscy moga walczyc i powinni zreszta.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz