To popularne trekkingowe szczyty w północno-wschodnich Himalajach Nepalu. Były one celem wyjazdu trekkingowego, zorganizowanego przez Macieja Berbekę – znanego himalaistę, przewodnika wysokogórskiego IVBV.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"2681"}
Mera Peak (6476 m) jest jednym z najwyższych szczytów trekkingowych w Himalajach. Leży w grani między dolinami Hunku i Hinku, na obszarze Makalu Barun National Park & Conservation Area. Południowa ściana skalno–lodowa stanowi atrakcyjny cel dla alpinistów, natomiast od strony północnej z Mera La (5415 m) jest łatwo dostępny po lodowcowym stoku. W maju minęło 55 lat od pierwszego wejścia, którego dokonali James Owen Merion Roberts i Sen Tensing, a zimą przed 20 laty weszli na niego Japończycy z Szerpami. Dave Hudson i Ian Stevens wspięli się na szczyt północno-zachodnią flanką, a potem z wierzchołka zlecieli na paralotni. Z Mera Peak dokonano też zjazdów na nartach.
Kala Patar (5554 m) jest wysuniętą w kierunku południowym kulminacją siedmiotysięcznika Pumori, szczytu leżącego na granicy nepalsko-tybetańskiej, a wznoszącego się na lodowcem Khumbu. Pierwszego wejścia na Kala Patar dokonali w 1950 roku Charles Houston i Harold William Tilman, którzy oglądając stamtąd Ice Fall, próbowali znaleźć możliwość wejścia przez Kocioł Zachodni na niezdobyty jeszcze wówczas Mount Everest.
Oba szczyty są atrakcyjnym celem trekkingowym i cieszą się dużą popularnością, a szczególnie ten drugi, który znajduje się na trasie w miarę dobrze zagospodarowanej turystycznie, wiodącej do bazy pod Everestem. Dojście pod Mera Peak wymaga większego wysiłku i ma charakter bardziej wyprawowy, z noclegami w namiotach, a trasa nie jest jeszcze „skażona” komercją. Ze szczytu rozpościera się piękna panorama na 5 wysokich ośmiotysięczników: Mount Everest, Lhotse, Kangchenjunge, Makalu i Cho Oyu. Z Kala Patar widać w bezpośredniej bliskości masyw Everestu i Lhotse oraz Pumori, Nuptse i charakterystyczną sylwetkę Ama Dablam, a na lodowcu bazę główną pod Everestem.
W trekkingu w Himalaje Khumbu wzięło udział 10 osób, z których 4, wraz z przewodnikiem Szerpą, udały się pod Mount Everest, wchodząc na Kala Patar (5554 m). Byli to: Ewa Berbeka z Zakopanego, Danuta i Marek Dewerowie z Nowego Targu i Beata Staniszewska z Trójmiasta. Sześć osób pod kierownictwem Macieja Berbeki i Szerpy wysokościowego Sange zdecydowało się na ambitny trekking na Mera Peak. Dwoje z nich to członkowie Klubu Wysokogórskiego w Zakopanem: Zofia Cybulska, wiceprezes klubu, mająca na koncie kilkanaście czterotysięczników w Alpach, w tym Mont Blanc i Matterhorn, a także Elbrus w Kaukazie, Nevado Pisco w Andach, Kilimandżaro i Island Peak w Himalajach, oraz mieszkający w Krakowie Józef Hojda, który przed dwoma laty również wszedł na Island Peak. Pozostałymi uczestnikami byli: Bożena i Maciej Cesarscy oraz Zbigniew Adamkiewicz z Warszawy i Sylwia Polak z Poznania. Dla Zofii Cybulskiej trekking ten był dużym wyzwaniem, gdyż był również sprawdzianem powrotu do pełnej sprawności po poważnej operacji nogi w stawie skokowym, po kontuzji, jakiej doznała w ubiegłym roku na wycieczce w Tatrach – W listopadzie mija rok, jak usunięto mi śruby metalowe, zaraz potem zabrałam się do intensywnej rehabilitacji – tłumaczy Cybulska, dyrektor hotelu Mercure Kasprowy w Zakopanem. – Najpierw miesięczny pobyt rehabilitacyjny w Konstancinie, a potem zjazdy na nartach z Szymoszkowej i Kasprowego oraz pierwsze wycieczki w góry, a w lipcu wyjazd kondycyjny w Alpy i wejście na Mont Blanc du Tacul. Pojechałam w Himalaje, bo chciałam poprawić swój rekord wysokości z Island Peaku (6189 m) i cieszę się, że mi się to udało.
***
Wszelkie formalności związane z trekkingiem, a także późniejszą wycieczką do Tybetu, załatwili w Katmandu, w agencji turystycznej Pemby. Dwóch najstarszych uczestników trekkingu – Władysław Stoch z Białego Dunajca i Adam Szul z Nowego Targu – razem z Szerpą udało się na trekking wokół Annapurny, którego ze względu na ciągłe opady deszczu i problemy zdrowotne w pełni nie zrealizowali.
Pozostali dolecieli do Lukli. Stamtąd po dwóch dniach doszli do Namche Bazaar, a następnie do Everest View, skąd po raz pierwszy widoczny jest masyw najwyższej góry świata. Tym razem było pochmurno, prawie codziennie po południu padał deszcz, ponieważ przeciągnął się w tym roku monsun letni. Po tych pierwszych dniach aklimatyzacji 4 osoby pozostały w Namche Bazar, udając się następnie pod Lhotse do Chhunkhung, a po powrocie do Dingboche – w górę doliny, do Gurak Shep i na Kala Patar.
Pozostała szóstka z Berbeką powróciła do Lukli. Stamtąd zabrali bagaże i razem z Szerpą Sange i jego pomocnikiem oraz tragażami wyruszyli na trekking pod Mera Peak. Pierwszą noc spali w Chutenga Kharka. Następnego dnia podchodzili 6 godzin w deszczu na Chetera La (4580 m), a następnie zeszli do Tuli Kharka na nocleg. To był według uczestników trekkingu najgorszy dzień. Przez następne dwa dni było pogodnie. W tym czasie zeszli na dno doliny Hinku, którą po dwóch dniach doszli do Khare Camp. Spędzili tam dwa dni, aklimatyzując się. Niektórzy przez Mera La doszli do bazy na 5800 metrów. Stamtąd atak szczytowy podjęły 2 zespoły: Zosia Cybulska i Józef Hojda z Maćkiem Berbeką oraz Bożena i Maciej Cesarscy z Szerpą Sange – Ponieważ napadało dużo świeżego śniegu, poszedłem z Szerpami dzień wcześniej na stok, żeby przetrzeć ścieżkę – wyjaśnia Maciek. – W dniu wejścia szczytowego przed nami wyruszył Szerpa z turystką z Irlandii, a my godzinę po nich. Asekurowaliśmy się, bo na podejściu było parę szczelin. Na ostatnich 70 metrach do szczytu było dość stromo. Na wysokości 6400 metrów zrezygnowali z wejścia na wierzchołek Cesarscy. Na szczyt dotarł tylko pierwszy zespół. – Od rana mieliśmy w tym dniu wspaniałą pogodę, już na podejściu było widać znane ośmiotysięczniki – relacjonuje Zosia Cybulska. – Byłam mocno zdeterminowana, ale okazało się, że miałam dobrą aklimatyzację, a noga spisywała się dobrze i nie odczuwałam dolegliwości. Zdobyłam swój kolejny szczyt i poprawiłam o prawie 300 metrów mój rekord wysokości. Na wierzchołku zatknięta była rosyjska flaga, gdyż kilka dni przed nami wszedł tam tylko jeden z trzech Rosjan, atakujących szczyt. Kiedy wspięliśmy się na szczyt, nadciągnęły chmury, więc po kilkunastu minutach rozpoczęliśmy schodzenie w mokrym śniegu do Khare Camp. W ciągu następnych dwóch dni wytężonego marszu doszliśmy do Lukli.
Dla Ewy Berbeki był to drugi trekking w Himalajach. Kilka lat temu doszła do Sanktuarium Annapurny. – Tegoroczny pod Kala Patar był trudniejszy ze względu na większe wysokości – twierdzi Ewa. – Miałam gorszy dzień na 4300, w rejonie Dingoche, kiedy podchodziliśmy pod Lhotse, ale następne dni szło mi się dobrze. Na trasie mijaliśmy tylko pojedyncze osoby, gdyż było to jeszcze przed sezonem pomonsunowym. Na Kala Patar wyruszyliśmy z Gorak Shep o 4 rano, jeszcze we mgle i po nocnym opadzie śniegu, ale stopniowo rozpogodziło się i odsłoniła się ściana Everestu i Lhotse, a Ama Dablam był w pełnym słońcu. Na szczycie zjedliśmy śniadanie i po 20 minutach ruszyliśmy w drogę powrotną. W tym dniu do doszliśmy do Pheriche, a po kilku dniach spotkaliśmy się w Lukli z uczestnikami trekkingu na Mera Peak.
Relaksową częścią himalajskiego wyjazdu była wycieczka do Tybetu – zwiedzanie klasztorów i przejazd drogami przez przełęcze górskie, z widokami na Mount Everest od strony chińskiej i Shisha Pangme.
Apoloniusz Rajwa
0 0
Zakopiański himalaizm skarłowaciał dzięki Berbece i Pawlikowskiemu.
Czy mogę opisać moje wejście na Babią Górę??? Podobno Klub Wysokogórski w Zakopanem jest na dnie /2 dnie/.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz