Góry

Zamknij

Przeżył lawinę

Paweł Pełka 03:57, 02.04.2008
Treść artykułu pod wideo ↓
Skomentuj Przeżył lawinę

\"Śnieg powoli napierał i zwiększał ucisk, oblepiał stopniowo - najpierw nogi, mocniej, aż do pełnej blokady. Potem klatkę piersiową i barki, aż do granicy bólu. Po prostu mnie zgniotło\" - tak Artur Hajzer, znany himalaista, opowiada, jak przeżył lawinę na Ciemniaku w masywie Czerwonych Wierchów.

Przypomnijmy: w niedzielę koło godz. 9 Artur Hajzer znany Himalaista (zdobywca trzech ośmiotysięczników, w tym razem z Jerzym Kukuczką autor pierwszego zimowego wejścia na Annapurnę) w towarzystwie kolegów wychodził na Ciemniak od strony Przełęczy Tomanowej. Wyprawa, która rozpoczęła się już w sobotę wyjściem na Wołowiec z Dol. Chochołowskiej miała być treningiem przed planowanymi na wiosnę wyprawami w Himalaje.

Niedzielny świt zastał wspinaczy na szczycie Tomanowego Wierchu. W wyprawie brali też udział: Piotr Pustelnik (inny znany himalaista), Tamara Styś, Darek Załuski i trener z katowickiego AWF, dr hab. Zbigniew Borek. Ten ostatni wycofał się na Tomanowej Przełęczy.

Oto relacja Artura Hajzera: \"Rano w niedzielę słońce szybko roztopiło południowe zbocza i zaczęło zamieniać śnieg w lepką bryję z wierzchu. Świadomi zagrożenia zaczęliśmy podchodzić z Tomanowej na Ciemniak w pełnym skupieniu wzorowo prowadząc ślad, logicznie klucząc pomiędzy żlebikami i turniami tego odcinka grani. Mieliśmy na wyposażeniu pipsy lawinowe (włączone!), łopatę i sondę.

W połowie podejścia na Ciemniak był odcinek z nawisami. Ja prowadziłem. Pilnowaliśmy odstępów pomiędzy sobą. Darek i Tamara znajdowali się kilkanaście metrów za mną.Po zrobieniu zdjęcia zrobiłem krok, może dwa i usłyszałem głośne \"bum\", chrzęst uwolnionych od naprężeń mas śniegu i grunt pod nogami najpierw zawisł, po czym runął w dół, a krawędź grani \"przeskoczyła\" ponad głowę. Jedna noga została przez chwilę na stabilnym gruncie, ale straciłem równowagę i upadku w dół nie udało się zatrzymać. Uderzyłem w stok po dwóch, trzech metrach z czekanem w ręce już w prawidłowej pozycji do hamowania i hamowałem początkowo z powodzeniem. Sporo śniegu wyjechało spode mnie i odetchnąłem nawet z ulgą, że dałem radę prawie zatrzymać się - wtedy nade mną urwało się coś jeszcze i pociągnęło jednak w dół - obróciło na plecy - zaczęła się jazda.

Zobaczyłem, że jadę z bardzo dużą i szeroką lawiną. Zaczęło być groźnie i uświadomiłem sobie, że to może być koniec. Jechałem wierzchem jakby na pontonie po nierównym terenie - góra - dół - jakby na specjalnie do tego zaprojektowanej zjeżdżalni. Wciągało mi nogi, ale zdołałem je wyrwać i utrzymać pozycję na plecach, na pływaka nogami w dół (lekko uniesione - rozpostarte) - wiedziałem, że poza tym, w tej masie śniegu nic innego nie mogę zrobić. Śnieg miał charakter dużych, połamanych tafli - typ gipsowy. Ręce też starałem się mieć szeroko. To trwało 6-8 sekund, może 10.

Lawina zaczynała zwalniać a czoło wręcz się zatrzymywać. Wtedy pojawił się największy przestrach. Jak mocno naprze na mnie to, co z tyłu i na ile mnie zasypie. Faza zatrzymywania się lawiny i zasypywania mnie od tyłu, to jakby film w zwolnionym tempie i koszmarny długi sen, którego nie daje się przerwać. Trwało to relatywnie długo, jakieś 5 sekund może. Śnieg powoli napierał i zwiększał ucisk, oblepiał stopniowo - najpierw nogi mocniej aż do pełnej blokady, potem klatkę piersiową i barki aż do granicy bólu. Po prostu mnie zgniotło.

Instynktownie trzymałem prawą rękę z czekanem wprost do góry i prosiłem wiadomo kogo, żeby już przestało, ale napór trwał - przysypało głowę, tą wyciągniętą w górę rękę i wtedy dopiero jakikolwiek ruch ustał. Poruszałem nadgarstkiem i w linii wyciągniętego w górę ramienia i czekana, przez dziurkę w śniegu zobaczyłem błękit nieba - odetchnąłem z ulgą przekonany na 100 proc., że będzie dobrze - miałem dopływ powietrza. Mogłem ruszać nadgarstkiem i miałem możliwość poruszania głową, plus minus 5 cm w każdą stronę, płyty utworzyły mi przed twarzą sporą wolną przestrzeń o pojemności może 10 litrów.

Byłem w pozycji pionowej. \"Stałem\" na prawej nodze, lewą miałem podkurczoną w bok, lewą rękę wykręconą do tyłu z kijkiem narciarskim założonym na lewy nadgarstek (błąd, w takim terenie kijek należy mieć luźno i go odrzucić w momencie upadku).Miałem ruchomy nadgarstek, trzymałem czekan, ale nie mogłem poszerzyć otworu - nic - pomimo starań żadnych możliwości powiększania otworu i częściowego odkopania się tą jedną rękę. Na ramieniu, na troku plecaka miałem słuchawkę radiotelefonu; radiotelefon był włączony (drugi miał Piotr Pustelnik) i bardzo się starałem dostać jakoś do tej słuchawki - ale nie dałem rady.

Byłem przekonany, że w ciągu 20 minut ktoś mnie namierzy, ale jak te 20 minut minęło, a ciało wpadło w \"telepkę\" to zacząłem się naprawdę martwić. Dotarło do mnie, że na grani nie zawsze jest zasięg (czasami jest) i, że partnerzy muszą być może na piechotę gnać do telefonu stacjonarnego w schronisku na Ornaku. Zacząłem się zastanawiać, ile godzin tak wytrzymam i wyszło mi, nie wiem skąd, może na podstawie \"samopoczucia\", że 8 godzin dam radę.

Zastanawiałem się, czy może któryś z kolegów da radę zejść na lawinisko - ruszałem więc końcówką czekana, ile mogłem (możliwa amplituda ruchów ok.10 cm) i krzyczałem. Wtedy usłyszałem silnik helikoptera - uff. Przez dziurkę w śniegu zobaczyłem maszynę i stojącego na zewnątrz śmigła ratownika w czarnych goglach.\"

Nie wiedziałem czy mnie widzi, czy nie. Wymachiwałem czekanem, ile mogłem aż do omdlenia przedramienia. Pył z podmuchu zasypał z lekka otwór a śmigło odleciało i zapanowała głucha cisza.

Znowu było trochę wielkiego strachu, ale tylko przez sekundy, zaraz potem ratownicy łopatami zaczęli odgarniać, to co miałem nad głową. Odetchnąłem z Wielką Ulgą.

Nauczyłem się, że odkopywanie takiego ciężkiego śniegu to nie jest prosta rzecz. Ratownicy naprawdę ciężko się napracowali. Było ich pięciu. Nie mam upoważnienia do podawania ich nazwisk, ale z mediów wiadomo już, że kierownikiem akcji był Edward Lichota (szef dyżuru tego dnia).

Choć byłem już odkopany w ponad połowie, to dalej nie byłem w stanie wyszarpnąć nóg, ruszyć stopą, niczym od uda w dół.

Każdą stopę aż po raki trzeba było traktować łopatą. Trochę to trwało, w sumie parę, może kilkanaście minut i byłem na pokładzie śmigłowca. Nic mi nie dolegało. Wyszedłem bez szwanku. Nawet nic nie zgubiłem.

Dopadła mnie jedynie gigantyczna trzęsawka, ale elektryczny koc szpitalny błyskawicznie się z nią uporał. Po paru godzinach obserwacji zwolniono mnie do domu. Koniec.

Z tego miejsca przepraszam partnerów za minuty grozy i, że nastąpiłem na ten nawis. Składam milion podziękowań ratownikom TOPR i przestrzegam ewentualnych innych amatorów robienia grani Tatr Zachodnich w systemie non- stop od zachodu - zwracam uwagę, że wielogodzinne nocne marsze przytępiają uwagę i czynią człowieka bardziej podatnym do popełniania błędów, co też mi się zdarzyło i czego skutki opisane są powyżej\" - relacjonuje Artur Hajzer.

Przypomnijmy, w tej chwili w Tatrach obowiązuje drugi stopień zagrożenia lawinowego. Miejscami, szczególnie przy mocnym nasłonecznieniu, zagrożenie może być jednak o wiele wyższe.
Paweł Pełka
Foto TOPR i Artur Hajzer
1. Ratownicy TOPR odkopują Artura Hajzera spod lawiny
2. Pies lawinowy na miejscu wypadku
3. Schemat wypadku autorstwa Artura Hajzera

(Paweł Pełka)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE

  • budowlane

    22.12.2025

    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

  • ogloszenie

    29.05.2026

    Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

  • budowy

    02.06.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • praca

    02.06.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • ogloszenie

    27.05.2026

    Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

  • ogloszenie

    19.05.2026

    KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

  • biznes

    02.06.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • domy

    02.06.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • 01.06.2026

    ZLECĘ WYKONANIE PRAC WYKOŃCZENIOWYCH: SUCHE TYNKI,...

  • 01.06.2026

    ZATRUDNIĘ DO KARCZMY i PENSJONATU W KOŚCIELISKU. 6...

  • 01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA MIESZKANIE 38m2 i 55m2 w CENTRUM NOWE...

  • ...

    01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

  • SZCZ

    01.06.2026

    SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

  • ...

    29.05.2026

    RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

  • 26.05.2026

    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KELNERA/-KĘ, POMO...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM: KELNER/-KA - DLA ...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM DLA UCZNIÓW, STUDE...

  • 25.05.2026

    URZĄD GMINY KOŚCIELISKO zatrudni INSPEKTORA ds. po...

  • ...

    25.05.2026

    ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

  • ...

    22.05.2026

    RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

  • LAS

    21.05.2026

    Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

  • budynek

    12.05.2026

    Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

  • ...

    28.04.2026

    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

  • pożyczki

    23.04.2026

    PROVIDENT. 571 240 909.

  • usługi

    17.04.2026

    OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

  • ...

    07.04.2026

    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

  • ...

    07.04.2026

    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...


POLECAMY

0%