Aleksandra Dzik i Paweł Szaniec, uczestnicy HiMountain Elbrus Winter Expedition, weszli 24 lutego na Elbrus (5642 m). Poniżej zamieszczamy fragment większej relacji, nadesłanej do redakcji przez Olę Dzik.
Wejście na tę samą górę latem i zimą – jak ma się jedno do drugiego? Chyba można by to ująć tak: zimą czasem wyjście z namiotu za potrzebą jest większym wyczynem, niż latem wejście na szczyt. I tak chyba jest z Elbrusem. Licznie odwiedzany i pogardliwie nazywany „górą dla leszczy”, nawet w sezonie letnim potrafi pokazać pazury. Najbardziej jednak o należnym sobie szacunku przypomina zimą.
Zawsze chciałam pojechać w Kaukaz. Na Elbrusie nie byłam, bo to przecież łatwa góra, szkoda pieniędzy, lepiej od razu uderzać na siedmiotysięczniki. Jednak myśl o Kaukazie pozostała i po udanym trawersie Mont Blanc w 2008 roku, zaczęła kiełkować w pomysł nieco szalony – dlaczego by nie spróbować Elbrusa zimą? Marzenie o zrobieniu tego szczytu zimą na nartach szybko zostało zweryfikowane przez rzeczywistość. Okazało się, że w wyższych partiach zbocza tej latem śnieżnej góry zimą pokrywa twardy lód. Pojawił się też problem – skład ekipy. Nie każdy ma o tej porze roku wolny czas i nie każdy na takie rzeczy się pisze. Całą ideę ocalił przed porzuceniem Paweł Szaniec ze Świętokrzyskiego Klubu Alpinistycznego. Pomysł podłapały też dziewczyny z tworzącego się właśnie Female Team. Wyjazd postanowiłyśmy potraktować jako trening przed letnią „Tien-Shan 2009 – Polish Female Expedition”, a zarazem jako sprawdzenie, czy będąc kobietami, mamy zimą w górach wysokich jakiekolwiek szanse. Ostatecznie w Kaukaz wyruszył skład trzyosobowy: Paweł Szaniec, Asia Stasielak z KW Warszawa oraz ja, reprezentując KS Kandahar. Nikt z nas nie znał góry z lata, i dobrze, bo byłoby za łatwo.
***
Pobudka o pierwszej w schronie Walerego, obok ruin Prijuta, na wysokości 4100 metrów. O godz. 2.30 wyruszamy ze schronu. Asia zawróciła przy Skałach Pastuchowa. Paweł i ja napieraliśmy dalej. Znaleźliśmy pierwsze trasery i trzymaliśmy się ich linii. Niestety, śnieg sypał coraz mocniej. Ciemność, śnieg, zamarzające na rzęsach wielkie kawałki lodu – przez to wszystko niewiele widzieliśmy i najtrudniejszy odcinek, gdzie niektórzy zimą wkręcają śruby, przeszliśmy z kijkami. Kiedy zorientowaliśmy się, że wypadałoby jeden z kijków zamienić na czekan, na postój i zdjęcie plecaka nie było już szans.
Ostrożnie, wyrąbując rakami każdy krok, przeszliśmy czarny lód, aż wreszcie podłoże stało się lepsze i trasa zaczęła skręcać. Temperatura wymuszała niezłe tempo. Świt zastał nas na trawersie tuż przed przełęczą między dwoma wierzchołkami. Najzimniej było przed wschodem słońca. Ubieranie się w puchówkę, zgaszenie czołówki, założenie plecaka wymagały zdjęcia wierzchnich łapawic, a to powodowało utratę czucia w palcach. W nogi było zimno cały czas, ale czucie dało się utrzymać, ruszając palcami. Paweł miał lepiej. Mężczyźni mają lepszą termikę – zazdrościłam mu.
Na przełęcz doszliśmy powoli, w skuleniu przeczekując najsilniejsze podmuchy. Byliśmy zmęczeni i wychłodzeni, więc postanowiliśmy odpocząć w naturalnej jamie, o której mówili Rosjanie. Niestety, była zasypana. Na przełęczy znaleźliśmy szczątki namiotów, ale były całkowicie zalodzone. Termosy tak nam zamarzły, że dopiero po kilkunastu minutach chuchania udało się je odkręcić, natomiast batony przypominały cegłówki. Zrobiło się nam nieznacznie cieplej i ruszyliśmy do góry. Ale pojawił się kolejny problem. Wydychane z masek windstopperowych powietrze unosiło się wprost na szkła okularów, gdzie momentalnie zamarzało. Na szczyt wchodziliśmy bez okularów.
Na zboczu rysował się wyraźnie ślad ścieżki z lata. Jeszcze jeden zakręt i jeszcze jeden wierzchołek i nic nie pozostawiało wątpliwości, że to ten najwyższy. Słupek, chorągiewki modlitewne i ku naszemu zaskoczeniu gitara. Kto ją tu przytaszczył? Szybki rzut oka na piękno gór dookoła, żeby zachować ten obraz w pamięci, i po krótkiej sesji zdjęciowej jak najszybciej w dół. Na przełęczy przywitał nas już zupełnie inny świat. Można było zdjąć puchówki i zewnętrzne łapawice.
Przy Skałach Pastuchowa oczekująca na nas Asia napoiła nas czekoladą. W chatce Walerego byliśmy około godz. 13. W sumie 10,5 godziny, tak jak latem. Wchodząc do schronu zobaczyliśmy, jak nad wierzchołkiem kotłują się ciemne chmury. Dostaliśmy swój czas i wykorzystaliśmy go co do minuty.
***
Nie da się zaprzeczyć, że nie byliśmy wielką, poważną wyprawą. To była raczej namiastka tego, czym jest zima w górach wysokich. Wracaliśmy do kraju z poczuciem wykonania dobrej roboty. Z jeszcze większym, niż dotąd, szacunkiem dla tych wszystkich, którzy zimą atakują szczyty najwyższe. bo zimy z latem nie da się porównać.
Głównym sponsorem była firma HiMountain, a pozostałymi: Centrum Wspinaczkowe Reni Sport, Xann Design, Inhead, Olympus Polska, Rakiety.pl. a Lufthansa City Center wsparło nas przy zakupie biletów lotniczych.
Aleksandra Dzik
0 0
\"Daj, ać ja poELBRUSzę, a ty poczywaj \" ;)
Polacy od dawna mieli górskie ciągotki.
0 0
Co to są leszcze? Kojarzy mi się z rybą albo kleszczem
Od moderatora: autor zmieniony na \"truteń\"
0 0
a nie z trutnianiem?
0 0
A dlacego falgi zakopionskiej nie wziena na scyt?
Od moderatora: autor zmieniony na \"truteń\"
0 0
Bo im pewnie nikt przezorny nie sprezentował,a poza tym to nie wszyscy byli spod Tatr.
0 0
a to nie mogli wszystkich flag powywieszać?
0 0
papieską też mogli bo za kilka dni mamy rocznicę [\"]
0 0
Nie pisze się \"większej relacji\" tylko \"dłuższej realcji\".
0 0
n o yeti ? spotkaliscie go czy nie...powenie nie, bo by Ola nie wróciła...
0 0
W ogóle to powinno się pisać krótko, zwięźle i na temat, bo dłuższych tekstów to ludzie nie lubia czytać. Wiem to po sobie czytam tylko PP, ale pana Józefa F. po prostu nie potrafię czytać. Za długie.
Aczkolwiek pan PP też ostatnio podpadł Oskaną, bo nic z tego nie zrozumiałem.
0 0
Mi si e podoba ta gitara w sniegu. Oni tam widać jakieś ballady Wysockiego grali, on też kochał góry. A yeti to kasiu w Himalajach a nie na leszczu-kleszczu
0 0
kryptoreklama... to już wolno tak?
0 0
DO Z - po zastanowieniu się to ja bym to napisał jednak po prsotu tak: Poniżej zamieszczamy fragment relacji.
Nie ma przecież sensu podkreślać, bo jak fragment to wiadomo, że z czegoś większego a nie mniejszego. Czy pan Z się zgodzi?
0 0
za dużo tej marychy to i potem narzekasz na dzejef:-))
za komuny to zdaje sie na tej górze popularne było heli-skiing?
0 0
Nadal tam uskuteczniają heliskiing, ale już nie jest tak tanio jak kiedyś
0 0
wiadomo, ze teraz w Rosji drożyzna...
0 0
Kawior drogi...
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz