Góry

Zamknij

Do szczytu zabrakło 900 metrów

Apoloniusz Rajwa 14:30, 21.06.2009
Treść artykułu pod wideo ↓

Nie powiodło się ratownikom tatrzańskim w Himalajach. Wyprawa na Dhaulagiri (8167 m), którą zorganizowali dla uczczenia 100-lecia TOPR, nie zdobyła szczytu. O jej przebiegu na spotkaniu w siedzibie TOPR opowiadali: Ryszard Gajewski, Maciej Pawlikowski i Roman Mazik.

::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"4899"}

Dhaulagiri jest 7. co do wysokości szczytem świata. Biała Góra została zdobyta dopiero w 1960 roku, jako przedostatni z głównych ośmiotysięczników. W międzynarodowej wyprawie pod kierownictwem Szwajcara Maxa Eiselina uczestniczyło wówczas dwóch Polaków – Jerzy Hajdukiewicz i Adam Skoczylas.

Uczestnictwo w tej ekspedycji Hajdukiewicza, wybitnego alpinisty i ratownika tatrzańskiego, zadecydowało o wyborze tego szczytu za cel jubileuszowej wyprawy. W lipcu mija 20. rocznica jego śmierci.

Wyprawa ratowników tatrzańskich wyruszyła z kraju 23 marca, a powróciła w połowie maja. Uczestniczyli w niej: Ryszard Gajewski – kierownik, Maciej Pawlikowski, Roman Mazik – lekarz, Tomasz Witkowski, Edward Lichota, Grzegorz Bargiel i Andrzej Mikler. Do bazy, którą założyli na morenie lodowca, przybyli po kilkudniowej karawanie, w dwóch grupach na początku kwietnia.

Trzy dni wcześniej, jako pierwsza, zagospodarowała się tam na wysokości 4750 metrów wyprawa, której kierownikiem był Piotr Morawski. Obie polskie wyprawy miały ustawione namioty w bliskiej od siebie odległości. Dopiero 2 tygodnie później stanęła nieco wyżej baza dużej wyprawy armii hinduskiej z Szerpami wysokościowymi, a następnie koreańska. Była też międzynarodowa wyprawa czesko-turecko-irańska, a potem także pojawili Niemcy, których liderem był Luis Stitzinger.

Z polskimi ratownikami współdziałał Szerpa Lakpa, przydzielony przez agencję turystyczną w Kathmandu. Po założeniu bazy głównej uczestnicy jubileuszowej wyprawy, pełni energii, rozpoczęli działalność górską i już w pierwszych dniach wyruszyli z ekwipunkiem w kierunku Przełęczy Północno-Wschodniej. Śniegu na początku wyprawy było wyjątkowo mało, gdyż w marcu nie było opadów. Szczeliny w lodowcu były dobrze widoczne, podejście znaczono traserami. Bardziej niebezpieczny odcinek pod „Eigerem” zaporęczowano.

Potem wchodziło się na wypłaszczenie zwane „Doliną Milczenia”, a stamtąd przez kolejne spiętrzenie, obok lodowcowych szczelin, na przełęcz, gdzie 6 kwietnia Gajewski, Lichota, Bargiel i Mikler założyli obóz I na wysokości 5750 m. Spędzili w nim noc, a następnego dnia zeszli do bazy. 8 kwietnia wyruszyli z bazy z kolejnym ładunkiem Pawlikowski, Mazik, Witkowski i Szerpa Lakpa. Kiedy byli w połowie podejścia do „jedynki”, Romek Mazik włączył radio i w tym momencie usłyszał wiadomość o wypadku Piotra Morawskiego.

Wypadek

Uczestnicy wyprawy opowiedzieli szczegółowo o przebiegu wypadku oraz akcji ratowniczej. Poniżej zamieszczamy jedynie skrót tej relacji.

Piotr Morawski i Słowak Peter Hamor byli w świetnej kondycji. Torowali w świeżym śniegu z bazy do przełęczy, gdzie ustawili obóz I, a następnego dnia podeszli do „dwójki”, w której nocowali. W tym wejściu aklimatyzacyjnym uczestniczyła również Justyna Szepieniec. Dhaulagiri planowali zrobić w ekspresowym tempie, a następnie udać się pod Manaslu, gdzie ich głównym celem była droga na zachodniej ścianie. Rano 8 kwietnia zeszli z obozu II do „jedynki”, po czym na lekko zaczęli schodzić do bazy.

Pierwszy zbiegał Morawski i w momencie, kiedy niewiele zboczył z wydeptanej trasy, wpadł nagle do niewidocznej szczeliny lodowcowej, zwężającej się u dołu, co spowodowało, że zaklinował się na głębokości 20 metrów. Został unieruchomiony i nie mógł wykonać żadnego ruchu. Była godzina 9.10. Wtedy Mazik usłyszał przez radio prośbę o pomoc. Grupa Pawlikowskiego pozostawiła niesiony ładunek, by czym prędzej dotrzeć do miejsca wypadku, ale zajęło im to niespełna 3 godziny. W tym czasie Peter Hamor wrócił do „jedynki” po linę, której koniec opuścił Morawskiemu do szczeliny, ten jednak był tak unieruchomiony, że nie mógł z niej skorzystać. Wtedy Hamor zjechał na linie do szczeliny, ale nie mógł dotrzeć do Piotra. Pawlikowski i Lakpa wzięli plecak z liną, śpiworem i ciepłym ubraniem i niosąc go na zmianę, starali się jak najszybciej dojść do miejsca wypadku.

Za nimi podążali Mazik i Witkowski. Po dojściu na miejsce założyli nad szczeliną stanowisko i wrzucili linę Hamorovi, który miał duże problemy, by dowiązać do niej nie dającego już oznak życia Morawskiego. Po kilkunastu minutach wydobyto go na powierzchnię. Mazik stwierdził u Piotra brak oddechu i krążenia i natychmiast przystąpił do reanimacji, ta jednak nie przyniosła pozytywnego rezultatu. Zbadał ciało Piotra i ustalił, że przyczyną zgonu było wychłodzenie organizmu i wstrząs urazowy. Wyciągnięto ze szczeliny również Hamora z odmrożonymi kolanami, którymi przez jakiś czas klinował się w lodowej szczelinie.

Gdyby pozostał tam godzinę dłużej, to również jemu groziłaby śmierć z wychłodzenia. Ciało Piotra pozostawiono przy szczelinie, a ratownicy podeszli do obozu I, gdzie spędzili noc, a potem jeszcze dzień, oczekując na wiadomość z kraju co do pochówku Piotra. Transport zwłok do bazy byłby niezwykle trudny i niebezpieczny, gdyż w ciągu ostatniej doby spadło metr śniegu – zrobiło się lawiniasto a szczeliny lodowca pokrył świeży śnieg.

Z „jedynki” ratownicy TOPR schodzili do bazy w głębokim śniegu 9 godzin. Po kilku dniach nadeszła zgoda na pochowanie Piotra w szczelinie lodowca. W następnym dniu po Niedzieli Wielkanocnej, którą uczestnicy obu polskich wypraw spędzili w bazie, wyruszyli w górę: Hamor, Szepieniec, Gajewski, Lichota, Bargiel i Mikler, którzy byli świadkami smutnej ceremonii opuszczania ciała Piotra Morawskiego do szczeliny. Na Przełęczy Francuzów, na wysokości 5300 m zbudowano kopiec z kamieni, na którym umocowano tacę z napisem wykonanym przez Hamora, upamiętniającym naszego najlepszego himalaistę ostatnich lat.

Na północno-wschodniej grani

Z Przełęczy Północno-Wschodniej na szczyt jest jeszcze 2400 m deniwelacji. Dolny odcinek drogi pierwszych zdobywców nie jest trudny, ale wyżej, grań jest stroma, miejscami skalista.

14 kwietnia z obozu I na przełęczy wyruszyli w górę Bargiel, Lichota i Mikler. Torując w głębokim śniegu, doszli do wysokości 6450 m. Założyli „niską dwójkę” i spędzili w niej noc. Do Gajewskiego, który pozostał w jedynce, doszli Pawlikowski i Witkowski. Następnego dnia również oni dotarli do tymczasowej „dwójki”. Stamtąd w górę wyruszyli jeszcze Pawlikowski i Gajewski, ale kiedy osiągnęli wysokość 6650 m, rozpętała się burza śnieżna i zostali zmuszeni do założenia biwaku. W nocy z powodu zagrożenia lawinowego przenieśli biwak na drugą stronę grani.

Resztę nocy spędzili w uprzężach i butach, wpięci do liny asekuracyjnej, a rano przenieśli namiot jeszcze raz, w bezpieczniejsze miejsce, i zabezpieczyli go przed wiatrem, po czym zeszli na odpoczynek do bazy.

W czasie kolejnego podejścia z bazy Bargiel, Lichota i Mikler doszli do namiotu na 6650 m, na miejsce biwaku poprzedników. Przenieśli namiot oraz depozyt na wysokość 6800 m, gdzie późnym wieczorem, przy temperaturze minus 18 stopni, ustawili go na wykopanej w twardym śniegu platformie. Wreszcie stanął obóz II.

Następnego dnia rozpoczęli poręczowanie w kierunku „trójki”, gdyż śnieg na stoku był zlodowaciały. Położyli liny poręczowe do wysokości 7000 m. W tym dniu Mazik z Szerpą donieśli kolejny ładunek do depozytu na 6450 m, a Gajewski, Pawlikowski i Witkowski doszli do „jedynki”. Nazajutrz pierwsi dwaj dotarli do „dwójki” i po spędzonej w namiocie nocy położyli jeszcze 100 metrów lin w kierunku „trójki’. Obozu III nie udało się założyć, a do szczytu pozostało jeszcze 1000 metrów różnicy wysokości.

Pozostała jeszcze jedna próba w ostatnich dniach kwietnia. Znowu jako pierwsza wyruszyła trójka młodych ratowników – Lichota, Bargiel i Mikler. W „dwójce” pierwszy z nich rozchorował się i zawrócił do bazy. Pozostała dwójka wspięła się do końca poręczówek, a potem jeszcze do wysokości 7280 m, ale na miejsce planowanego obozu trzeciego nie doszli – zabrakło ok. 100 metrów. Zmęczeni zawrócili do „dwójki”, a w następnym dniu do bazy.

Dzień po wymienionej trójce wyruszyli w górę Gajewski i Pawlikowski. W tym samym czasie do ataku szczytowego ruszyli także uczestnicy wyprawy koreańskiej i międzynarodowej, w sumie 12 osób. Maciej Pawlikowski tak relacjonuje: – Kiedy z Ryśkiem wyruszyliśmy z „dwójki” w kierunku „trójki”, to po naszych poręczówkach podchodziło jeszcze 10 osób. Trzech Koreańczyków ze swoimi Szerpami wspinało się bardzo szybko, Czech David Fojtik i Turek Tunc Findic ze swoim Szerpą bardzo wolno. Irańczyk Mehdi Etenmadfar i my – również wolno.

Do wysokości 7250 m dotarliśmy bardzo późno. Wszyscy byli przed nami i ustawili już swoje namioty w „trójce”. Uznaliśmy, że przy słabej aklimatyzacji i wolnym tempie nie mamy szansy wejścia na szczyt i zawróciliśmy do „dwójki”, skąd następnego dnia zeszliśmy do bazy. To był praktycznie koniec naszej wyprawy.

W nocy 1 maja z obozu III na 7400 m wyruszyło w kierunku szczytu 10 osób. Nie wszystkie doszły do wierzchołka. Była fatalna pogoda, Szerpowie koreańscy twierdzą, że do szczytu doszli. Irańczyk Mehdi spadł w przepaść i zginął. Jeden z Koreańczyków zagubił się, ale przeczekał w jamie śnieżnej i Szerpowie odnaleźli go. Czech David Fojtik, który podchodził na szczyt niosąc narty, bo chciał na nich zjechać, został w czasie podchodzenia porażony wyładowaniami atmosferycznymi i odmroził stopy, gdyż wspinał się w butach skitourowych.

Po zejściu do bazy leczył go Mazik, podając mu cały zapas dwóch butli tlenu medycznego. Obecnie, po powrocie do Czech, przebywa w szpitalu w Ołomuńcu i prawdopodobnie straci palce w stopach. Justyna Szepieniec, która uczestniczyła w wyprawie Morawskiego, doszła do wysokości 6900 m, ale ponieważ nie czuła się najlepiej, postanowiła zawrócić.

Przyczyny niepowodzenia

Chociaż wszyscy uczestnicy jubileuszowej wyprawy, łącznie z lekarzem, zaangażowali się od samego początku w działalność górską, to wyprawa nie zakończyła się sukcesem. W bazie byli obok wyprawy Morawskiego jedną z pierwszych, toteż jako pierwsi zakładali ścieżkę, torując nieraz w głębokim śniegu, którą kolejne opady i zawieje śnieżne zacierały.

Transport lin i ekwipunku biwakowego do obozów wyższych spoczywał na ich barkach, gdyż do pomocy mieli tylko jednego Szerpę wysokościowego, podczas gdy prawie każdy z Koreańczyków czy Hindusów miał swojego. Była to zatem wyprawa w stylu polskich wypraw himalajskich, taka jak przed laty, podczas gdy obecnie większość wchodzących na szczyt „sępi” i obserwuje, czy ktoś już założył poręczówkę lub przetarł trasę, by na lekko, ze śpiworem i małym namiocikiem, ruszyć po poręczach na szczyt. Wypadek Morawskiego z pewnością również podziałał na psychikę uczestników wyprawy – ratownicy byli bardzo ostrożni i asekurowali się, dlatego też i urobki wysokości nie były duże, a kilkakrotne podejścia z bazy wyczerpywały siły.

Nie było „ciągu w górę”, a gdy nadszedł czas pierwszego ataku szczytowego – nie starczyło sił. Nie bez znaczenia był też termin zaplanowanego końca wyprawy, co związane było z rezerwacją biletów lotniczych. W kwietniu tylko z samego rana i w godzinach przedpołudniowych można było liczyć na dobrą pogodę – po południu było duże zachmurzenie, opady, silne wiatry i nieraz burze.
W maju pogoda była znacznie lepsza a warunki korzystniejsze.

Kiedy nasi wracali do Kathmandu, 6 Hindusów z Szerpami weszło na szczyt. 18 maja na wierzchołku stanęli również uczestnicy wyprawy niemieckiej, w tym trzy kobiety oraz lider Luis Stitzinger, który z grani zjeżdżał na nartach, a 21 maja ponownie na szczyt weszli Koreańczycy a wśród nich Oh Eun-Sun, która ma już na swym koncie 11 ośmiotysięczników i w tym roku chce zdobyć Koronę Himalajów.

Do końca ubiegłego roku było 358 wejść szczytowych na Białą Górę. Piotr Morawski był 61. ofiarą Dhaulagiri.

Apoloniusz Rajwa

(Apoloniusz Rajwa)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (17)

KlopsKlops

0 0

No to klops. Mogli kupić bilety lotnice open.

15:34, 21.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

zorrozorro

0 0

a ja tam byłem a te ofiary nie wyszły

17:50, 21.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Mistrz Ciętej RipostMistrz Ciętej Ripost

0 0

Szkoda - zabrakło mądrości. Młodzi mieli jeszcze dość sił żeby atakować ale główny Boss zawsze twierdził, że jak on nie może to innym nie da. Szkoda.

17:57, 21.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

a smosnorzy?a smosnorzy?

0 0

a sponsorzy to co? zadowoleni?
A flaga od burmistrza to gdzie?
To pewnie winny jest zły zaspół, który się tam wybrał...za słabi?

19:16, 21.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

LukaszLukasz

0 0

Poszukajcie w archiwum o tym kto tam pojechal i jakie mieli doswiadczenie (a mieli ! ) i wtedy mowcie ze ofermy... Szczyty w Himalajach to nie Nosal albo Giewont !

20:10, 21.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

obywatelobywatel

0 0

W pełni popieram decyzje \"Bossa\" [jak go nazwałeś] po to był kierownikiem żeby podejmować decyzje... w takiej działalności demokracja jest niewskazana... Szkoda iż tak mocno piętnuje się fakt nie zaliczenia szczytu... Wielki szacunek dla kierownika że podejmując słuszne decyzje doprowadził ekipę w komplecie do domów...

21:02, 21.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

obywatel2obywatel2

0 0

z \"Bossem\" ciężko na codzień jest współpracować więc nawet nie chce myśleć co się tam na miejscu musiało dziać.... chłopcy na pewno zrobili co mogli a logistyka całej wyprawy i brak biletów \"open\" to już inna historia.

21:42, 21.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

LCLC

0 0

[*]

03:58, 22.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Konto usunięteKonto usunięte

0 0

W sumie szkoda,że nie udało się zdobyć szczytu ale patrząc z drugiej strony to kolejna do zdobycia góra przed Wami jeszcze.Znów będzie można snuć plany i rozmyślać o powrocie na nią bo nie wierzę,żeby można było ją od tak odpuścić.\"Góry wysokie co mi z wami walczyć każe...\'

09:10, 22.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

ssss

0 0

Ci co najmniej sie o sytuacji znaja zawsze maja najwiexcej do powiedzenia.A jak im sie odczisk na nodze zrobi to trzeba ich z Kalatowek helikopterem zwozic.

14:17, 22.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Konto usunięteKonto usunięte

0 0

jednak duzo zabrakło...niestety

23:55, 22.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

s.p.s.p.

0 0

...no rzecywiściy!Cysto góralsko wyprawa!

06:22, 23.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

ziggyziggy

0 0

Ja sie na tym nie znam ale na moje oko to w kombinezonie takim jak ci panowie na zdieciu to mozna w temp -30C wytrzymac duzo dluzej niz kilka godzin. Stwierdzenie,ze \"Pawlikowski i Lakpa wzięli plecak z liną, śpiworem i ciepłym ubraniem \" troche mnie dziwi. To co ,tak doswiadczony alpinista byl
w szczelinie w dresiku ? Te wszystkie tlumaczenia sa jakies dziwne.

13:51, 23.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

zosiazosia

0 0

Dobrze, że wszyscy wrócili cali i zdrowi. Ja też nie rozumiem, dlaczego ciągle podkreśla się fakt niezdobycia szczytu. Można by było dać tytuł artykułu - \"Piękna wyprawa na stulecie TOPR-u\" - oczywiście gdyby nie tragiczny wypadek. Większość ludzi straciłaby po nim ochotę na cokolwiek.

23:24, 23.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

plebanpleban

0 0

do ziggy: ja też się nie znam. żaden ze mnie himalaista, alpinista, ani nawet taternik. po prostu turysta. nie taki całkiem niedzielny. może nawet z ambicjami. co innego biegać w upale w dresiku, czy nawet w samych szalenie krótkich spodenkach, a co innego tkwić bez ruchu przez, niby tylko kilka godzin, na takim mrozie, pewnie też przy niezłym wietrze, w choćby nie wiem jak pancernym kombinezonie. się nie znasz to się nie odzywaj.

23:44, 23.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

DżejemDżejem

0 0

Muszę wielu z Was przyznać rację. Zwłaszcza tym, którzy proszą o rozwagę tych, którzy nie mają doświadczenia i wyrokują na logikę. Góry to nie zabawa i każdy o tym powinien wiedzieć, czy się zna, czy nie. Tam o powodzeniu czy stracie decydują czasami sekundy, więc i tak uważam, że walka podjęta o szczyt była warta całego trudu i za to należy się TOPRowcom wielkie \"gratulujemy\". Nie łatwo jest poddać górę, sama to wiem z własnego doświadczenia, ale zwycięstwo to pozostać przy życiu, bo zabić się jest tak łatwo. A ryzykować wszystko po to, żeby zrobić sobie zdjęcie na szczycie z flagą sponsora - bez sensu. I tak wyprawa była przełomowa. Dzięki temu mogliśmy się przekonać, że nasi TOPRowcy to nie przypadkowe juhasicki ale faktyczni ludzie gór wysokich. Akcją ratunkową dla ś.p. Piotra Morawskiego udowodnili, że idea założycieli TOPR jest ponadczasowa - nieść pomoc zawsze i do końca, niezależnie od warunków. Chłopaki!!! Żuławski i reszta prekursorów byliby z Was dumni. Ja też jestem :)

18:27, 24.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

zokopianzokopian

0 0

no tak to jest jak ratownicy z Łętowni chca wkroczyc w WIELKI swiat.....
BRYLANT przygasa ,,,,,,,,,,,,,,,

19:18, 29.06.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE

  • budowlane

    22.12.2025

    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

  • ogloszenie

    29.05.2026

    Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

  • budowy

    02.06.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • praca

    02.06.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • ogloszenie

    27.05.2026

    Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

  • ogloszenie

    19.05.2026

    KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

  • biznes

    02.06.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • domy

    02.06.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • 01.06.2026

    ZLECĘ WYKONANIE PRAC WYKOŃCZENIOWYCH: SUCHE TYNKI,...

  • 01.06.2026

    ZATRUDNIĘ DO KARCZMY i PENSJONATU W KOŚCIELISKU. 6...

  • 01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA MIESZKANIE 38m2 i 55m2 w CENTRUM NOWE...

  • ...

    01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

  • SZCZ

    01.06.2026

    SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

  • ...

    29.05.2026

    RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

  • 26.05.2026

    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KELNERA/-KĘ, POMO...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM: KELNER/-KA - DLA ...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM DLA UCZNIÓW, STUDE...

  • 25.05.2026

    URZĄD GMINY KOŚCIELISKO zatrudni INSPEKTORA ds. po...

  • ...

    25.05.2026

    ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

  • ...

    22.05.2026

    RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

  • domy

    14.05.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • LAS

    21.05.2026

    Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

  • praca

    14.05.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • budowy

    14.05.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • biznes

    14.05.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • budynek

    12.05.2026

    Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

  • ...

    28.04.2026

    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

  • pożyczki

    23.04.2026

    PROVIDENT. 571 240 909.

  • usługi

    17.04.2026

    OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

  • ...

    07.04.2026

    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

  • ...

    07.04.2026

    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...


POLECAMY

0%