Znalazłem się w dobrym miejscu o dobrym czasie i w bardzo dobrym towarzystwie.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"9582"}
Morskie Oko. Popołudnie. Tabuny krzykliwych ludzi już się przewaliły. Przyroda zdaje się znów opanowywać teren. Tak jakby tylko na chwilę wpuściła ludzkie plemię. Staw hipnotyzuje swoją tonią, a na niebo wypływają znów senne obłoki. Faktura otaczających zboczy górskich wdziera się każdym zmysłem do wnętrza umysłu. Zieleń jest bardziej soczysta i bujniejsza, cisza jakby bardziej przejmująca, skały mienią się fioletami w blasku zachodzącego słońca, a chłodne powietrze orzeźwia. W ręku kubek gorącej herbaty, popijanej na drewnianym ganku schroniska z 1908 roku. No właśnie. Czy schroniska tatrzańskie to tylko budynki, czy może coś więcej? Może jest w nich zaklęta jakaś przekazywana z pokolenia na pokolenie dusza, jakaś opowieść, historia, którą tworzyli ludzie w nich przebywający?
Przechodząc w Tatrach z doliny do doliny, szukamy miejsc, które dadzą nam schronienie i poczucie bezpieczeństwa. Pierwszą myślą jest schronisko. Lepiej lub gorzej urządzone, z mniejszym lub większym smakiem architektonicznym zaprojektowane, ale jednak miejsce, które nas „nie zawiedzie”. Można pomyśleć, że schroniska to twory będące w symbiozie z otaczającą przyrodą „od wieków”. Jednak nie każdy się zastanawia, skąd budynek znalazł się w tym, a nie innym miejscu, co działo się w jego wnętrzach i jakie historie przeżyli jego mieszkańcy. Próby wyjaśnienia, a może warto powiedzieć – odkrycia niejednokrotnie, tych przeciekawych historii podjął się Janusz Konieczniak w swojej najnowszej pracy pt. „Encyklopedia schronisk tatrzańskich”. Autor jest taternikiem i przewodnikiem tatrzańskim, przewodnikiem UIMLA, instruktorem przewodnictwa, prezesem Koła Przewodników Tatrzańskich im. Macieja Sieczki, współzałożycielem Centrum Przewodnictwa Tatrzańskiego w Zakopanem i wieloletnim jego działaczem. Z racji posiadanego doświadczenia autora a priori należy założyć, że prawie pięciusetstronicowa „księga” stanowić będzie rzetelne kompendium wiedzy. I kto sięgnie po tę pozycję, nie zawiedzie się.
Sam autor połknął schroniskowego bakcyla już w młodości. – Miałem zawsze jakieś szczęście do schronisk. Zawsze spotykałem się w nich z miłą atmosferą. Jako 16-latek dotarłem z kolegą do Morskiego Oka. Mieliśmy kilo kiełbasy, ale był problem z jej usmażeniem. Spotkałem wtedy „Dziunię” (Wanda Łapińska – przyp. red.), która mnie serdecznie przyjęła. Przyrządzono nam taką kiełbasę, przekładaną z cebulką i boczkiem, że palce lizać. I to wszystko zrobili za darmo. I tak się zaczęło. Zaprzyjaźniłem się z właścicielami i później na obowiązkowe dwa kieliszeczki litworóweczki zawsze wpadałem do Łapińskich. Po maturze zrobiłem 2-letni kurs hotelarstwa i rekreacji. Młody byłem, nie wiedziałem, co chcę robić. Wylądowałem w Krynicy, w domu wczasowym „Hutnik”, potem byłem zastępcą kierownika w Kobyle Gródku nad Rożnowem – ale niezbyt mnie to wszystko cieszyło – i teren nie ten, i klimat jakiś inny. Potem poszedłem już tatrzańską drogą i w stronę gór ciągle się kierowałem. Jeszcze na koniec studium hotelarskiego napisałem pracę dotyczącą schroniska na Hali Miziowej. W 1985 roku uzyskałem uprawnienia przewodnika tatrzańskiego. Góry zaczęły mnie wciągać na całego. I jakoś wtedy zacząłem, głównie w zimowy czas, pisać „do szuflady” różne swoje obserwacje nt. schronisk.
Początki encyklopediiMateriały do tej encyklopedii zbierałem od 2000 roku. Z końcem 2004 roku zaprezentowałem je przyjacielowi Wiesławowi Wójcikowi, który był zaskoczony moimi zbiorami. Pamiętam, że nie mógł oderwać się od ich lektury, po czym skomentował krótko, że: „To musi ujrzeć światło dzienne. Ten temat trzeba profesjonalnie dalej opracować”. Kontynuowałem zbieranie materiałów w zasadzie do 2009 roku. Jest opisanych ponad 150 obiektów. Takie były początki tworzenia encyklopedii. Zorientowałem się też, że nie ma takiej pozycji na rynku. Książka miała być wydana w 2008 roku, w 100-lecie schroniska nad Morskim Okiem. Wszystko było wtedy gotowe, ale zabrakło pieniędzy. Koncepcja wydawcy była ekskluzywna – żeby „nie spalić tematu”. Kiedy miałem już wydrukowany tekst, wydawca, czyli Oficyna Wydawnicza „Wierchy” Centralnego Ośrodka Turystyki Górskiej PTTK z jej dyrektorem Jerzym Kapłonem na czele, była zdeterminowana, by praca ukazała się pod ich auspicjami. Dyrektor bardzo się starał by pozyskać pieniądze na takie właśnie wydawnictwo i udało mu się. Zależało mu na tym aby to była pewnego rodzaju wizytówka – zarówno wydawcy, jak i autora. Twarda oprawa, dobrej jakości papier, kolorowe ilustracje. Jest to zasługa Jurka Kapłona, któremu serdecznie dziękuję. Był gotowy niemal „zawrzeć pakt z diabłem”, żeby tę książkę wydać. Bardzo mnie tym ujął i wzruszył. I tak „Encyklopedia schronisk tatrzańskich” ujrzała światło dzienne dokładnie 15 kwietnia 2010 roku w nakładzie 1000 sztuk.
Praca nad encyklopedią była pasjonująca. Często proces odszukiwania informacji rozpoczynał jakąś reakcję łańcuchową. Dużo jest materiałów z przełomu XIX i XX wieku dostępnych tylko po węgiersku lub niemiecku. Ale dzięki słowackim przyjaciołom, m.in. Ivanowi Bohusowi starszemu czy Janovi Gasparovi docierałem do tych informacji. Np. dzięki pracy badawczej dowiedziałem się o planach budowy schroniska na Buli pod Rysami. Czytamy na str. 232 encyklopedii: „(…) pomysłodawcą budowy schroniska na Buli pod Rysami był Mariusz Zaruski. To on w roku 1910 rzucił pomysł wybudowania w tym miejscu wysokogórskiego schroniska im. Mieczysława Karłowicza. Ponieważ wówczas do realizacji nie doszło, w roku 1925 powrócono do tego pomysłu i przedstawiono projekt budowy na Buli pod Rysami koliby betonowej, jako niezagospodarowane schronisko. (…)” Na stronie 326 czytelnik może dotrzeć do jeszcze bardziej kuriozalnej informacji: „(…)W roku 1909 Węgierskie Towarzystwo Turystyczne przedstawiło opinii publicznej projekt budowy schroniska turystycznego wraz z obserwatorium astronomicznym, o nazwie Budapesztański Dom, na szczycie Gierlacha (…) Miał to być budynek kamienny 4-kondygnacyjny o wymiarach zewnętrznych: długość – 10 m, szerokość – 8 m i wysokość – 9 m. (…)”
– Docierałem do różnych koncepcji architektonicznych (altany, schrony czy schroniska), które nie zostały zrealizowane, ale niewątpliwie dodają „smaczku” całej tej schroniskowej epopei. Jednak generalnie uważam, że jeszcze można by uzupełnić tę książkę, ciągle nowe informacje przecież docierają. W książce są zawarte także materiały redaktorów z TP, m.in. Joli Flach, Apoloniusza Rajwy czy Józka Figury. Szukałem materiałów w różnych miejscach, nawet w katalogach z wystaw malarskich. Mnóstwo radości dawało mi odnajdywanie różnych perełek, których nawet na kursach się nie uczy i nie są opisane w przewodnikach.
Mam nadzieję, że nie jest to jakaś „cegła” czytelnicza, że w miarę sprawnie się ją wertuje i jest w niej dużo informacji, ale też humoru, ciekawostek, opowieści. Znalazłem się w dobrym miejscu o dobrym czasie i w bardzo dobrym towarzystwie. Tak się ma sprawa np. ze zdjęciami. W inwentaryzacji zdjęć Witolda Henryka Paryskiego ogromnie pomógł mi m.in. Wiesio Siarzewski. Na Słowacji pomagał mi Jan Gaspar – dyrektor biblioteki w Koszycach, który ma potężny zbiór kartek i pocztówek zarówno z polskiej, jak i słowackiej strony. Ivan Bohus starszy bardzo pomógł mi w opisie chatarów, gospodarzy poszczególnych miejsc. Mógłbym takie osoby wymieniać bez końca – wszystkim serdecznie dziękuję.
Dlaczego stworzyłem książkę o całych Tatrach? Bazą tego myślenia czy konceptu były rozmowy z Władysławem Krygowskim, Władysławem Midowiczem czy Witoldem Henrykiem Paryskim, którzy Tatry traktowali jako jedność, całość, bez podziału na słowackie i polskie.
Wydawca już mnie ponagla, żebym się szykował do drugiego wydania, z czego wynika, że książka dobrze się sprzedaje. Mam nadzieję, że w kolejnym wydaniu uda mi się pokazać więcej osób, które tworzyły historię schronisk. Na pytanie, czy nie jest to aby tzw. „książka życia”, Janusz Konieczniak odpowiada: – Największą satysfakcję w życiu daje posiadanie celu i dążenie do niego. Nie chciałbym być zaszufladkowany, choć w tym temacie szuflady nie da się do końca zamknąć. Na pewno jest to dla mnie zamknięcie jakiegoś okresu. Z pewnością muszę teraz sukcesywnie, po „aptekarsku” doglądać tej pracy. Jest to w pewnym sensie moje dziecko i muszę je wychować. Spotkałem się już z bardzo dobrym odbiorem książki, co tym bardziej mnie cieszy i utwierdza w przekonaniu, że to była potrzebna praca.
Pierwsza promocja książki odbyła się 22 maja w Krakowie, w Centralnym Ośrodku Turystyki Górskiej. Drugie spotkanie z czytelnikami odbyło się 25 czerwca w zakopiańskiej „Kolibie”. Na wrzesień planowana jest promocja Encyklopedii w zakopiańskiej Bibliotece Publicznej. Mamy także nadzieję, że autor opowie więcej o pracy nad nią podczas VI Spotkań z Filmem Górskim w Dworcu Tatrzańskim.
Encyklopedia jest pełna ciekawych historii, dotyczących schronisk tatrzańskich zarówno po polskiej, jak i słowackiej stronie. Robiąca wrażenie bogata bibliografia i ciekawa ikonografia (często już unikatowa) dodaje książce wartości. Janusz Konieczniak podzielił swoją pracę wg następującego schematu: najpierw opisy schronisk bądź altan z dolin reglowych po północnej stronie Tatr, a następnie opis wszystkich dolin walnych, począwszy od Doliny Chochołowskiej, kierując się na wschód, dookoła Tatr, aż po Dolinę Zuberską i Kotlinę Orawicką. Na końcu każdego rozdziału znajdują się informacje dotyczące nazw i określeń obiektu oraz wykaz właścicieli i gospodarzy. Dodatkowo autor wzbogacił swoją pracę o trójkolorową legendę w postaci ikon budynków (altany, schrony, schroniska), naniesionych na mapy graniowe autorstwa Mariana Kunickiego i Tadeusza Szczerby (każdy rozdział rozpoczyna się taką czytelną mapką). To dobry pomysł, porządkujący i systematyzujący zawartą w encyklopedii treść.
„Encyklopedia schronisk tatrzańskich” to nowatorska praca całościowo opisująca Tatry. Do tej pory jeszcze nie powstała tak kompleksowa praca. „Encyklopedia schronisk tatrzańskich” stanowić może genialne uzupełnienie popularnej literatury tatrzańskiej, może być włączona jako materiał szkoleniowy dla przyszłych przewodników tatrzańskich, jest także ciekawa dla zwykłego turysty-laika, odsłaniając przed nim zupełnie nowe oblicze gór. Autorowi należą się gratulacje oraz życzenia wytrwałej, dającej radość pracy przy kolejnych wydaniach encyklopedii.
Jakub Brzosko
0 0
No trudno, znowu wydatek.
0 0
Toż właśnie miałem napisać,że kolejna ciekawa pozycja książkowa na wakacje.Szczególnie,że dotyczy całości Tatr i schronisk również już nieistniejących.
0 0
Atosi4 mam pytanie-Jesteś przewodnikiem?
0 0
Czy jeszcze można kupić tę książke np. w Zakopanem. ?
0 0
Do Jurajczyka - Nie jestem ale kilkakrotnie wzięto mnie za przewodnika (raz, niestety nie zaprzeczyłem).
0 0
Alfredka kupisz na pewno.Ale jeśli chcesz możesz przez internet np. na stronie Oficyny Wydawniczej REWASZ.
0 0
Możesz też zamówić książkę w sklepie internetowym na stronie wydawcy tej pozycji Centralnego Ośrodka Turystyki Górskiej PTTK ( cotg.pttk.pl)
0 0
Do Atosi4- Rozumiem,dziękuję za odpowiedź.Zapytałem bo często piszesz w sprawach w jakiś sposób dotyczących rzeczy związanych z przewodnictwem.Pozdrawiam.
0 0
Jurajczyku, bardzo dziękuję, już zaglądam na stroneę.
Pozdrowienia z rozpalonego /też/ Szczecina :)
0 0
Nie wiedziałem, że pan Konieczniak coś takiego stworzył, a przecież dzisiaj razem na Włosienicy siedzieliśmy przy stoliku i gawędziliśmy. Muszę sobie kupić tę encyklopedię.
0 0
Proszę i polecam się na przyszłość :)
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz