Fala miała 20 metrów wysokości. Przez kilka kilometrów, uzbrojona we wszystko, co zabrała z portu, bezlitośnie taranowała miasto. Reporter Tygodnika Podhalańskiego pojechał tam prawie rok po tragedii.
Dziś mija rok od największej tragedii, jaka dotknęła Japonię od czasów II wojny światowej. Informacja o skutkach tsunami poruszyła także Podhalan. Tygodnik Podhalański ze swoimi czytelnikami przyłączył się wówczas do akcji pomocy zorganizowanej przez Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej \"Manggha\" w Krakowie i krakowskiej redakcji \"Gazety Wyborczej\".
Do akcji pomocy włączyła się także słynna Akiko z Harklowej. Pomagaliśmy ofiarom dramatu w Kesennumie w północno-wschodniej Japonii, 74-tysięcznej wiosce rybackiej. Setki papierowych żurawi i 92 tys. zł trafiło z Małopolski do pozbawionych dachu nad głową mieszkańców tego miasta.
Jak sobie poradzili? Jak wygląda teraz to miejsce dotknięte kataklizmem? Postanowiliśmy to sprawdzić na miejscu.
Dziś dotarcie do Japonii jest dużo prostsze, niż kiedyś. Obawa przed promieniowaniem z uszkodzonych elektrowni atomowych Fukushimy zdecydowanie ograniczyła ruch turystyczny do Kraju Kwitnącej Wiśni. Linie lotnicze oferujące przeloty z Europy do Japonii zachęcają do korzystania ze swoich usług, zdecydowanie obniżając ceny za przelot. Czasem nawet trzykrotnie.
Z Tokio do Kesennumy jest niespełna 500 km. Shinkansen - szybka japońska kolej gwarantuje, że tę trasę można pokonać dwukrotnie szybciej pociągiem, niż np. samochodem. Po 2 godzinach 20 minutach konieczna jest przesiadka. Ostatnie kilkadziesiąt kilometrów trzeba przejechać miejscową kolejką. Z Ichinoseki do Kesennumy to jeszcze godzina i 20 minut jazdy.
Mała stacja kolejowa nie ucierpiała - zlokalizowana jest w górnej części miasta. Rozpostarta na wzgórzu Kesennuma kończy się nad samą zatoką. Wody Pacyfiku wbijają się tu wąską nitką pomiędzy stałym lądem a lejkowatą wyspą Oshima. Z dworca wąskie uliczki prowadzą w dół, wprost do zatoki. Tsunami uderzyło w zabudowania leżące najniżej - granica, dokąd sięgała woda, jest tu doskonale widoczna do dzisiaj. I choć usunięto już setki ton gruzu, tysiące kilogramów odpadów, to widok nadal robi niesamowite wrażenie. Daleko od brzegu zatoki wciąż leżą wraki statków, przyniesione tu przez ogromną, niszczycielską falę. Po domach pozostały jedynie betonowe ławy, a te budynki, które wytrzymały, pozbawione są najczęściej ścian. Przed byłym muzeum rekinów leży wrak kutra. Od wody oddziela go zniszczony budynek - statek musiał tu przywędrować, gdy woda wycofywała się z lądu. Władze prowincji Miyagi nie zdecydowały się na odbudowę tej części miasta. Ograniczyły się jedynie do prowizorycznej odbudowy dróg. Dzięki nim dziś można dotrzeć praktycznie do wszystkich miejsc - nawet tych najbardziej dotkniętych żywiołem. W Kesennumie zginęło tysiąc osób, 400 do dziś uważa się za zaginione. To, że nie było więcej ofiar, mieszkańcy zawdzięczają jedynie głośnikom z helikoptera, który pojawił się nad miastem 30 min. po trzęsieniu ziemi, kilkanaście minut przed tsunami. Nie wszyscy zdążyli uciec. Niektórzy naiwnie myśleli, że wystarczy, jak schronią się na górnych piętrach swoich domów. Fala miała 20 metrów wysokości. Przez kilka kilometrów, uzbrojona we wszystko, co zabrała z portu, bezlitośnie taranowała miasto.
Tuż nad brzegiem ofiarom tsunami postawiono mały pomnik. Pognieciona blacha, kawałki śruby okrętowej, lista zabitych i zaginionych. Kilkaset metrów dalej, pod namiotem, zdjęcia wykonane kilka godzin po tragedii. Obok pomost zatopiony w wodzie. Kiedyś to musiała być wizytówka tego turystycznego rybackiego miasteczka. To, jak wyglądało, ciągle można zobaczyć na internetowych stronach miasta Kesennuma, zapraszających turystów do wypoczynku. Zatoka z promenadą otoczona wzgórzami, na których stoją piękne świątynie shinto.
Żeby przejść po tym umarłym mieście, potrzeba kilka dobrych godzin. Tu już nikt nie wrócił. W ocalałych budynkach z powybijanymi oknami gwiżdże wiatr. Do dziś nie usunięto zniszczonych aut. Potężne cmentarze samochodów posegregowano jedynie wg skali zniszczenia. Na każdym jest namalowany kolejny numer. Dziwne, wiele z nich nosi ślady spalenia. Rybacy opowiadają o pożarach, jakie wybuchały w porcie po tsunami. Jak się potem okazało, wywołały je wycieki paliwa i gazu z samochodów i statków. Momentami obawiano się nawet, że ogień przedostanie się w głąb lądu. Gdy łazi się poza nowo usypanymi drogami, nietrudno natrafić na rzeczy utracone przez mieszkańców. A to jakiś stary łańcuszek, pognieciony pierścionek, kawałek odtwarzacza CD, zaklejony błotem telefon komórkowy. Im dalej na wschód, tym krajobraz bardziej przerażający. Ruiny po hotelu. Fragment stacji benzynowej, a za nią kilkanaście wraków autokarów. To jedyny ślad po dworcu autobusowym.
Pieniądze, które docierały do Kesennumy, organizatorzy akcji ratunkowej rozdzielali bezpośrednio pozbawionym domów rodzinom. Tak też zrobiono z pieniędzmi, które trafiły tu za pośrednictwem muzeum \"Mangha\" w Krakowie.
W marcu zeszłego roku powstała nowa gazeta \"Oshima Gazeta Kizuna\" (kizuma oznacza wiązanie, połączenie). Ma nawiązywać do więzi między mieszkańcami wyspy Oshima, po tsunami odciętej od promu do Kesennumy. Wyspa oddalona jest zaledwie 25 minut od brzegu miasta - zginęło na niej 31 wyspiarzy. Od dawna miejscowi nazywają ją zieloną perłą. Dzięki niezwykłej przyrodzie wpisana została na listę japońskich parków narodowych. Ta lokalna gazeta publikuje historie ocalałych mieszkańców. Przekazuje doświadczenia po katastrofie. Dwa razy w miesiącu trafia do wszystkich mieszkańców wyspy Oshima. Ta i inne gazety sporo miejsca poświęcają podziękowaniom za niesioną pomoc. Mamy w niej małą cegiełkę.
W Kesennumie do najbardziej poruszających opowieści zamieszczonych w prasie mieszkańcy zaliczają historię kobiety, która wyprowadziła na dach miejscowego domu kultury 71 dzieci. Zanim padła bateria w jej telefonie, zdążyła dodzwonić się do syna w Anglii i powiedzieć mu, w jakiej jest sytuacji i z kim jest na dachu. Syn podał tę wiadomość na twitterze. Informację odczytali strażacy w Tokio. Wysłali na ratunek helikopter. Wszystkich ocalono. Tego typu historii opowiada się tu dziesiątki.
Niedawno znowu uruchomiono port. Pojawiły się kutry rybackie, otwarto targ rybny. W Kesennumie sprzedano pierwszy tysiąc tuńczyków - radośnie donosi tytuł w lokalnej gazecie.
Jurek Jurecki
0 0
a ja jestem za eneria pozyskiwana z atomu!!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz