Do sąsiadów po drugiej stronie Tatr wyruszamy w niespełna trzy miesiące przed wejściem Słowacji w strefę euro.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"2056"}
Z Zakopanego do Popradu można dojechać w niespełna godzinę. Miasto bardzo się rozwinęło. Centra handlowe, sporo nowych inwestycji. Kilka kilometrów przed miastem roboty drogowe. Trwa intensywna budowa autostrady Koszyce – Bratysława. W tle ośnieżone szczyty Tatr.
Mirosław Palko ma 22 lata. Od pół roku pracuje jako barman w kawiarni Caffeshop w dużym centrum handlowym w Popradzie. Zarabia ok. 15 tys. koron. Od 1 stycznia będzie brał na rękę 500 euro. – Moi koledzy mają, oczywiście, różne zdania, ale w większości są zadowoleni z euro – przekonuje Palko. Tylko jego tato uważa, że wejście do strefy euro jest dla Słowacji zbyt wczesne. – Ale on jest już stary i ma jakieś swoje powody. Mama machnęła ręką i powiedziała: „Co ma być, to będzie” – dodaje barman z Caffeshop.
Wszędzie pytamy, czy w związku z euro nie boją się podwyżek. Kampania medialna, dotycząca wprowadzenia euro, sprawdziła się, bo niezwykle trudno trafić na eurosceptyków. – Ceny już znamy, od dłuższego czasu wszyscy mają obowiązek wywieszania informacji o cenie w koronach i w euro – przekonuje nas Frantisek Kornaj, właściciel agencji turystycznej „Morski Rak”. Rzeczywiście, nawet na drzwiach kosmetyczki vis a vis ratusza można odczytać, że za „gelove nechty”, czyli żelowe paznokcie, trzeba zapłacić 300 koron, 9,95 euro. Zdaniem Kornaja wejście do strefy euro ma duże znaczenie dla ruchu turystycznego – Oczywiście, nie stanie się to zaraz, ale to jest psychologia – uważa. – Goście z Zachodu chętniej przyjadą do kraju, gdzie mają tę samą walutę. Na Słowacji ludzie, którzy mają informację, co ich czeka, są spokojni – wyjaśnia właściciel agencji turystycznej.
Mały targ warzywny znajduje się w Popradzie tuż przy głównym deptaku ul. św. Egidia. Z nadzieją na ostrzejsze wypowiedzi przekonujemy do rozmowy na temat euro Josefa Rusnaka, właściciela jednego ze stoisk. – Niektórzy się boją, ja nie – mówi donośnym głosem i spod lady wyjmuje metalową kasetkę. Otwiera ją z dumą, aby zaprezentować nam, jak przygotował się do starcia z nową walutą. W kasecie starannie ułożone monety euro. – Już dziś mogę przyjmować w euro i wydawać – zachwala swój pomysł.
Rusnak prowadzi swój biznes 16 lat. Świetnie orientuje się w swojej warzywnej branży. Uważa, że na tym, że nie ma jeszcze euro, tracą hurtownie. Wylicza, ile dziś traci się na ciągłych wymianach z euro na złotówki, potem znowu na korony. – Będzie jedna waluta, będzie OK – przekonuje. W kolejce po warzywa stoi i słucha wywodów Jozefa Rusnaka kilka osób. Milczą. Albo nie chcą polemizować z potężnie zbudowanym sprzedawcą jarzyn, albo mają podobne zdanie.
Maria Zakutna ma małe stoisko z pamiątkami. Jej cała ta historia z euro skomplikowała życie. Nie dlatego, że jest przeciw, ale teraz ma dużo pisania, bo na każdym wyrobie muszą być po dwie ceny. Prócz tego musi pamiętać, że pierwsze dwa tygodnie stycznia ma przyjmować jeszcze korony, a wydawać musi już w euro. Trochę ją to martwi. – Zyskają turyści, którzy już od dawna próbowali mnie naciągnąć na zakupy za euro. Niejeden odszedł stąd z kwitkiem – śmieje się pani Maria.
Zadowolenie Słowaków z wejścia do strefy euro okazuje się tu niezwykłe. W wyjaśnieniu tego fenomenu pomaga nam Mikulaš Argalacs, dziennikarz. Jego zdaniem Słowacy zostali świetnie przygotowani do euro. – Była znakomita propaganda – to po pierwsze, po drugie mamy w tej chwili znakomitą sytuację ekonomiczną – Argalacs jest przekonany, że wiele zrobiły wyjazdy młodych Słowaków w świat. – Pracują tam albo pracowali. Mają w tej chwili inne, mądrzejsze spojrzenie na świat. W tym spojrzeniu jest świadomość stabilnej waluty euro – twierdzi.
Okazuje się, że euro jest modne nie tylko w mieście. O dziwo, z podobną opinią na temat wejścia do nowej strefy walutowej, co w Popradzie, spotykamy się także w mniejszych miejscowościach słowackich Tatr, na wsi. Dostrzegamy jednak pewną różnicę. Tutaj do sprawy podchodzi się nieco chłodniej. – No cóż, tak już zdecydowano i nie ma od tego odwrotu – uważa Angela Ivanczakowa ze Zdziaru. Jej drewniany domek jest pięknie pomalowany w słowackie motywy. Pani Angela nie ma wątpliwości, że bez względu na walutę jej emerytura jest zbyt mała. Dostaje miesięcznie 7 tys. koron, teraz będzie dostawać nieco ponad 200 euro.
– Gdyby nie własne ziemniaki i trochę zieleniny, trudno byłoby wyżyć i za te korony i za te euro – wyznaje. Pani Ivanczakowa w lecie wynajmuje pokój. W tym roku było kiepsko z turystami, bo ciągle lało. Nawet do Polski, na targ do Jabłonki, nie miała ochoty się wybrać. A czas już kupić nowe buty i kurtkę. Jak pojedzie w styczniu, pewnie weźmie już euro. – Może wtedy na targu więcej się kupi ? – śmieje się pani Angela.
Jurek Jurecki
0 0
Panie Jurceki, bój się Pan Boga, do Popradu można w niecałą godzinę dojechać? To chyba w yłącznie nocy i to łamiąc dość poważnie polskie i słowackie limity prędkości. Ja jadę w zależności od natężenia ruchu godzinę pięć, dziesięć minut.
0 0
ANTHEM zejdź z dachu i niepsuj gontów.Co się Tobie na tym forum podoba?
0 0
Ciekawe ile euro kosztowałby TP na chwilę obecną? 0.85euro?Czy 1 euro? (średni kurs dzisiaj 3.3) To pytanie do pana Naczelnego.
0 0
Anthem ale z ciebie pajac. ty baranie mozesz jechac 65 min natomiast nikt inny nie moze jechac 59 minut.Ze tez Swieta Matka Ziemia nosi takie cos po sobie.O tobie mowa anthem.
0 0
Anthem odstaw butapren.
0 0
a wracając do euro, to Panowie Za czy Przeciw? Ja ZA!
0 0
kasiu,ja na razie -przeciw.
0 0
Ja jestem za rublem
0 0
Euro dla obywatela bardzo wygodne, ale dla Państwa na pewno niekorzystne. Tak orzekli Szwajcarzy. Ale gdzie nam jeszcze do Szwajcarii.
0 0
Przysłowie mówi \" w domu wisielca -nikt nie mówi o sznurze\"
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz