Ponoć 87% motocyklistów podróżujących po różnych zakątkach Europy i Świata to właśnie zimą zastanawia się, gdzie pojechać za kilka miesięcy. Jeśli jeszcze nie wiesz, w którą stronę się kierować - polecam Bałkany!
Dość długo zwlekałem z napisaniem tych kilku słów o bałkańskiej wycieczce. Cierpliwie czekałem na śnieg, który zasypie wszystko dookoła i zachęci do motocyklowych wspomnień. Ale zima w tym roku nie dopisała (z czego akurat szczególnie cieszą się motocykliści) i chyba przyszła ostatnia chwila na pisanie, bo od dziś przychodzi piękne słońce i na dobre już otwieramy sezon motocyklowy 2014 :)
Ale do rzeczy. Bałkański wyjazd "wyskoczył" nam dość niespodziewanie. Mój kompan, Staszek Para z Bukowiny Tatrzańskiej,
z którym wspólnie byliśmy w 2012 roku na wyprawie Bukovina Moto Tour (więcej o niej możecie poczytać klikając TUTAJ), i ja - mieliśmy zdecydowanie niedosyt przejechanych kilometrów z powodu pogodowo kiepskiego zeszłorocznego sezonu. Mniej więcej w połowie sierpnia zdecydowaliśmy, że trzeba gdzieś wreszcie wyjechać - gdzieś, gdzie tanio i ciepło. Padł pomysł wyjazdu do Bułgarii, a reszta to jakoś klarowała się z dnia na dzień. I tak 4 września siedliśmy na nasze motorki i pojechaliśmy w kierunku Morza Czarnego.
Słit focia za pół kaflaDo granicy odprowadzili nas zaprzyjaźnieni motocykliści. Może to dla niektórych śmieszne i banalne, że motocykliści odprowadzają się przed wycieczką, ale jest to tak miłe, że aż na pożegnanie łza się w oku kręci :)
::attachment{"type":"image","item_id":"2118326", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Pożegnanie i ostatnia fotka na granicy polsko-słowackiej.
Przez Słowację i Węgry przejechaliśmy tak sprawnie, że aż zapomnieliśmy o e-winietkach na madziarskich autostradach. Tak spragnieni byliśmy jazdy. Mniej więcej do połowy Węgier drogi super, ruch umiarkowany, tylko policji bardzo dużo. Z każdym kilometrem przybliżającym nas do granicy z Rumunią rosła ilość i wielkość dziur. Wtedy nam się wydawało, że już jest źle. Dziś z perspektywy czasu wiem, że było bardzo znośnie.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118329", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Zbieranie naklejek z kodami państw to taki mój konik :) Wbrew pozorom nie tak łatwo dostać takie naklejki.
W niektórych państwach w ogóle są niedostępne. W takim przypadku, po wyprawie, pozostają serwisy aukcyjne albo zaprzyjaźniona drukarnia.::attachment{"type":"image","item_id":"2118332", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Na węgiersko-rumuńskiej granicy.Pierwszego dnia naszym celem była rumuńska wioska Sapanta nieopodal granicy ukraińsko-rumuńskiej. Znajdujący się tam Wesoły Cmentarz (Cimitirul Vesel) wpisany został na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Kolorowe, drewniane nagrobki przedstawiają sceny z życia mieszkańców i powód ich odejścia na tamten świat. Fajnie to wygląda :) Na każdym z pomników wyrzeźbione są również wierszyki, których ni w ząb nie rozumieliśmy, ale widząc uśmiechnięte miny rumuńskojęzycznych turystów, którzy je czytali - chyba były dowcipne i wesołe.
Po wizycie w tej nietypowej nekropolii zaczęliśmy szukać noclegu. Chcąc poinformować rodzinę i znajomych, że już dojechaliśmy do celu pierwszego dnia wyprawy "słit focia" z cmentarza po kilkukrotnych nieudanych próbach wysyłania wylądowała na fejsbuku. Lajki, kilka komentarzy i te sprawy. Dopiero po przyjeździe do domu i po otrzymaniu rachunku za telefon okazało się, że to trwające kilka minut połączenie z internetem, pomimo wykupienia pakietów internetowych na kraje UE, kosztowało mnie bez mała pięć stów. Nie zauważyłem, że z powodu bliskości granicy z Ukrainą telefon przełączył się na ich sieć, a tam koszty transmisji danych są już duuuuużo wyższe. Cóż... (kosztowna) nauczka na przyszłość.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118335", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Wesoły Cmentarz w Sapancie. Po lewej stronie instagramowo-fejsbukowa fotka, której wysłanie do internetu kosztowało majątek.Z noclegiem w okolicy nie było problemu. Kilka campingów, kwatery prywatne - wszystko w okolicy. Spragnieni obozowego życia wybraliśmy camping, ale okazało się, że wynajem niewielkiego domku kosztować nas będzie mniej niż postawienie dwóch namiotów. Wieczór minął w typowo wyprawowy sposób: relaks, przeżywanie dnia minionego, przygotowania do kolejnego i znów relaks :)
::attachment{"type":"image","item_id":"2118338", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Czasami na campingu taniej wychodził wynajem małego domku niż postawienie dwóch namiotów.
Szwajcarski ser na łuku KarpatPlan na drugi dzień wyprawy był banalnie prosty - powłóczyć się tu i tam, zahaczyć o rumuńskie góry i Wąwóz Bicaz aby na koniec dotrzeć możliwie blisko trasy Transfogarskiej - mekki dla motocyklistów. Z kilometra na kilometr jakość dróg leciała na łeb na szyję. A że jechaliśmy bocznymi drogami - widać, że latami nikt o nie nie dbał. W położonym ładnych kilkadziesiąt lat temu asfalcie powstały dziury takich rozmiarów, że prędkość jazdy spadała do 20 km/h a w Staszka motocyklu zaczęły odpadać plastikowe owiewki. Mijany po drodze mercedes "okularnik" z dosłownie wyrwanym zawieszeniem przedniego koła dał nam do myślenia, co się może stać, jak pojedziemy za szybko i trafimy na któryś z kraterów. Od czasu do czasu przekraczaliśmy główne drugi, na których dla odmiany nawierzchnia przypominała tą z niemieckich autostrad. Albo i jeszcze lepszą. Ale to przecież nie o to chodzi, żeby cały czas jechać po płaskim, nie? Przy najbliższej okazji wracaliśmy na te boczne drogi, bo to tam najlepiej było widać, jak wygląda prawdziwa Rumunia.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118341", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Rumuńskie drogi boczne są fatalne. Już lepiej by było jechać szutrówkami. Ostre krawędzie wyrw w asfalcie bez problemu rozwalą obręcz koła.::attachment{"type":"image","item_id":"2118344", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Po drodze wiele obiektów sakralnych i zameczków z charakterystycznymi dachami.
Tu cerkiew na Przełęczy Prislop (Pasul Prislop) 1413 m n.p.m. (Jolu - dzięki za podpowiedź :))
A ta Rumunia wioskowa, malownicza i przypominająca trochę Polskę z dawnych lat - momentami biedna, momentami ociekająca bogactwem. Chociaż takie odczucie skrajności towarzyszyło nam już prawie w każdym kolejnym bałkańskim państwie. Mijaliśmy rolników, którzy na rozpadających się furmankach z wychudzonymi końmi całymi rodzinami ruszali na wykopki, mijaliśmy ogromne koczowiska ludzi żyjących w skrajnej biedzie, w szałasach posklejanych z byle czego, ale i mijaliśmy piękne posiadłości z drogimi autami. W wielu miejscach tablice informujące o odbudowie miejscowości z środków Unii Europejskiej. Czasami aż strach pomyśleć, jak wyglądało to wcześniej, skoro i po odbudowie przypomina ruinę.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118347", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Jakoś tak swojsko w tej Rumunii :)
Za to góry - piękne. Zielone wzgórza przypominające w wielu miejscach Bieszczady. I nawet mają podobny zapach. Wąwóz Bicaz - wyrzeźbiony przez rzekę kanion, którego ściany dochodzą do 400 m wysokości, robi niesamowite wrażenie. Niestety droga, która przez niego przechodzi jest bardzo ruchliwa, a pojazdy - często w dość kiepskim stanie technicznym, mkną tędy typowo po rumuńsku - z dużą prędkością i piskiem opon na każdym zakręcie. Zmykaliśmy stamtąd szybko, choć tych przyjemnie przytłaczających widoków i dźwięku silników naszych motocykli spotęgowanego przez odbicia od skał długo nie zapomnimy.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118350", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Wąwóz Bicaz i niebezpieczny zakręt, z którego wialiśmy przed szalonymi lokalesami za kółkiem.
Dzień zakończyliśmy na przedgórzu Gór Fogarskich, najwyższego pasma Karpat Południowych oraz całej Rumunii. Znaleziony naprędce nocleg przy przydrożnej stacji benzynowej okazał się całkiem znośny, a i cena nie przerażała. Z mojego motocykla, choć oba pilnowane były przez obsługę stacji, ktoś niestety skradł przypiętą do toreb aluminiową manierkę. Jej wartość może nie by była za wielka, ale sentymentalna owszem - towarzyszyła mi w wyprawach od czasów harcerstwa. Trudno, może komuś się bardziej przyda :)
::attachment{"type":"image","item_id":"2118353", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Ostatnie zdjęcie mojej pięknej, aluminiowej manierki, która teraz służy komuś w Rumunii.
Przez Fogarasze ostatni raz bez fajekZapomniałem wspomnieć o pogodzie, która od wyjazdu cały czas nam dopisywała. Świeciło słońce, a temperatura wahała się od 10 do 17 stopni. Chłodniej było w górach, ale i tak bardzo przyjemnie.
Droga Transfogarska, która była kolejnym celem naszej wyprawy, to taki motocyklowy pewnik - jej przejechanie daje sporo satysfakcji, choć akurat nie jest to żadna trudność. Zbudowana w latach 70-tych droga przecinająca Góry Fogarskie to jedna z pozostałości po rządach komunistycznego dyktatora Nicolae Ceausescu. Jej budowa miała znaczenie militarne, odbywała się w szybkim tempie a podczas prac zginęło 40 żołnierzy. Ponad 100 km zakrętów, tuneli, wiaduktów, górskich widoków i wjazd na wysokość 2034 m n.p.m. - a to wszystko pomiędzy dwoma największymi rumuńskimi szczytami - to właśnie to, co motocykliści lubią najbardziej.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118356", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Partyzancko-parkingowe śniadanko przed zdobywaniem trasy transfogarskiej.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118359", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Pierwsze kilka zakrętów za nami. Przypomniały nam się alpejskie winkle, których mieliśmy aż dość w 2012 roku podczas wyprawy Bukovina Moto Tour.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118362", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Zakręty i góry, czyli motocykliści w swoim żywiole.
Widoki takie trochę tatrzańskie. A i stada owiec jakieś takie podobne do naszych. Mijany po drodze, widać na oko, zmęczony życiem baca, który wymownym gestem pokazał "koledzy, poczęstujcie jakąś fajką" wzbudził w nas taką litość, że od następnej wyprawy w kufry, poza suszoną kiełbasą, butelką wody ognistej i cukierków dla przypadkowo spotkanych dzieciaków, włożę paczkę "malborasów"... tak na wszelki wypadek.
Zgubiona godzina i dziwne krzaczkiJak tylko minęliśmy góry od razu zrobiło się cieplej. Nasze stare kości zaczął ogrzewać wiatr od Morza Czarnego i nie mogliśmy się już na niczym innym skupić. Szybka narada i decyzja - grzejemy prosto nad morze. Co okazało się wcale nie takie proste, bo sam przejazd okolicami rumuńskiej stolicy, Bukaresztu, z gigantycznymi korkami, których nie sposób ominąć przez półmetrowe (serio!) koleiny, graniczył z cudem. Za to w głowie utkwił mi widok przydrożnych sprzedawców, którzy w japonkach doganiali w biegu jadącą w korku ciężarówkę, wskakiwali na schodki i wieszali się jedną ręką na lusterku. Drugą ręką w tym czasie z torby pokaźnych rozmiarów wyciągali i oferowali kierowcom przeróżne gadżety: ajfony, tablety i kupę innego sprzętu, który pewnie jeszcze nie miał swojej oficjalnej premiery. Wyglądało to dość zjawiskowo.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118365", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Granica rumuńko-bułgarska i pierwsza styczność z cyrylicą.
Jakoś wreszcie dowlekliśmy się do Bułgarskiej granicy, którą bardzo sprawnie udało się przekroczyć, bo to przecież Unia. Ale okazało się, że jest pewien problem. GPS zgłupiał, a ja razem z nim. Na klawiaturze pojawiły się jakieś dziwne znaczki, które do tej pory spotykałem tylko przy okazji oglądania filmów z kompilacją wypadków z rosyjskich dróg - cyrylica. Jako należący już do tego pokolenia, które w szkole miało tylko angielski i niemiecki (bo to ponoć jedyne słuszne języki! :)) czułem się, jak sześciolatek w szkole. Musieliśmy kupić oryginalne mapy na stacji benzynowej i do nawigacji "przerysowywać" bukwy, bo napisać nie potrafiłem. Na szczęście tablice większych miast w Bułgarii są dwujęzyczne, co pozwoliło na szybki kurs podstawowych zasad pisowni.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118368", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Oryginalne, bułgarskie mapy i kolejna naklejka do kolekcji. Nawet w tych mapach część miejscowości pisana jest naszymi literkami, a nie cyrylicą.
Tak nam się już chciało dojechać do Morza Czarnego, że zupełnie zapomnieliśmy o różnicy czasu. Nie dość, że szybciej się ciemni, to i jeszcze godzina do przodu. Takim sposobem do nadmorskiej Varny (która nagle stała się Baphą) dojechaliśmy mocno wieczorem. Błądząc po okolicy w poszukiwaniu noclegu wybraliśmy w końcu pierwszy lepszy. Właściciel przydrożnego motelu, do którego przyjeżdża wielu Polaków, zaproponował nam "przenocowanie" motocykli w głębi swojej parceli, bo jak sam przyznał - okolica nieciekawa. Widząc nasze zmęczenie dał nam nawet duży, obszerny pokój w cenie małej klitki. Tylko pani śpiewaczka, która przy kolacji wrzeszczała do mikrofonu raz lokalne pieśni bułgarskie, raz przeboje Whitney Houston, chyba była niepocieszona, bo jak usłyszała, że my nie z Warszawy, to nas olała i poszła śpiewać do stolików innych gości.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118371", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Poranny rzut oka na Varnę.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118389", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Zaślubiny z Morzem Czarnym. Od tego momentu jazda nam się już nie kleiła, a myśl tylko jedna - na plażę!
Bułgaria na złoto i szaro-buroJak już rano zobaczyliśmy okolicę, w której jesteśmy, to jakoś się tak błogo na sercu zrobiło. Aż zachciało się troszkę poleżakować nad wodą i odpocząć po przebytych ponad 2 tys. km. Powłóczyliśmy się troszkę po wybrzeżu, aż w końcu padła decyzja, że nie idzie nam dziś ta jazda i rzeczywiście trzeba odpocząć. Po przejechanych zaledwie 200 km tego dnia znaleźliśmy camping, z którego rozpościerał się piękny widok na morze. Szybki serwis motocykli, pranko i znów relaks na piaszczysto-kamienistej plaży.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118392", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Nasze obozowisko na klifie i...
::attachment{"type":"image","item_id":"2118395", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
... widok z namiotu :)
Rano aż ciężko się wstawało po tym "relaksie". Ale komu w drogę... Ruszyliśmy w głąb Bułgarii. Cel - macedońskie Jezioro Ochrydzkie. Wystarczyło przejechać kilkadziesiąt kilometrów od wybrzeża, aby poznać drugą stronę Bułgarii. Piękne, turystyczne, nadmorskie kurorty zamieniły się w szare pozostałości po minionej epoce. Mijaliśmy po drodze wielkie, pozostawione same sobie zakłady produkcyjne, kombinaty, betonowe molochy, które czasy świetności mają już dawno za sobą. I często szerokie na kilkanaście metrów asfaltowe drogi, które dziurawe i poprzekłuwane kępami trawy przypominają okolice ukraińskiego Czarnobyla i pozostawionego w popłochu miasta Prypeć. Od czasu do czasu w wioskach, podobnie jak w Rumunii, tablice z informacją o odrestaurowaniu z funduszy unijnych. Miną jeszcze lata świetlne, zanim te tereny rozkwitną na nowo.
Do macedońskiej granicy tego dnia nie dojechaliśmy. Znalazł się po drodze bardzo miły i bardzo tani hotel. I ochrona nocna dla motocykli. Za strażnika na całą noc - po 1 € od motocykla.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118401", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Parking w ogródku piwnym przy hotelu z prywatną ochroną za 1€ od motocykla.
Macedońsko-albańskie strachy na lachyOj... ile to nasłuchałem się, jak to tam w tej Macedonii źle, niebezpiecznie i w ogóle - złodziej na złodzieju. A w Albanii to już w ogóle - tragedia. Takie pojęcie ma wiele osób, które o tych krajach coś tam tylko wiedzą z medialnych doniesień. A rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Już na granicy bułgarsko-macedońskiej mili strażnicy graniczni dopytywali się o nasze plany, rozdawali ulotki zachęcające do zwiedzania ich kraju i w żartach podpuszczali nas do odpowiedzi, która marka lepsza - bmw czy yamaha. Nie rozwialiśmy ich wątpliwości, bo jak odjeżdżaliśmy to panowie nadal między sobą prowadzili dyskusję o wyższości jednej marki nad drugą.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118404", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Do Macedonii koniecznie trzeba przyjechać na dłużej. Piękne widoki i niesamowita historia to główne atuty tego kraju.
Macedonia bardzo przyjemna. Piękne drogi, o wiele lepsze niż w Bułgarii. Bardzo ładne, górskie pejzaże. Wiele przydrożnych kapliczek - małych, misternie rzeźbionych miniaturowych domków, i dużych z ławeczkami i miejscami na odpoczynek. W kaplicach pozostawione pieniądze na zakup świec, które w prawosławiu zapala się w danej intencji. Takich pieniędzy, choć leżą bez nadzoru, nikt nie tknie. Niestety dookoła mnóstwo śmieci, które bardzo psują ogólną ocenę tego pięknego kraju.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118407", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
W wielu miejscach widać biedę, ale pieniędzy z kapliczek nikt nie ruszy.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118410", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Giewont macedoński :)
I zobaczyliśmy Giewont z drugiej strony :) Jak się okazało po powrocie do domu, to bardzo podobny szczyt. Macedońska wersja naszej symbolicznej góry to Kozjak i ma około 100 m mniej - 1795 m n.p.m.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118413", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Obowiązkowa kąpiel w Jeziorze Ochrydzkim.
Do kolejnego celu naszej wyprawy, nad Jezioro Ochrydzkie, zajechaliśmy popołudniu. To najstarsze europejskie jezioro, którego głębokość sięga prawie 300 m wpisane jest na światową listę dziedzictwa UNESCO. Ostatnio głośno było o tym, że postępująca zabudowa brzegów tego pięknego zbiornika, szczególnie po albańskiej stronie, doprowadzi wkrótce do całkowitej zmiany okolicy. Z noclegiem nie było problemu: w okolicy hotel na hotelu.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118416", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Macedońska część wybrzeża Jeziora Ochrydzkiego piękna, zielona, zadbana i ukierunkowana turystycznie...
::attachment{"type":"image","item_id":"2118422", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
... za to po albańskiej stronie praca wre - rosną nowe inwestycje tuż na skraju tafli jeziora.
Zarówno Albania, jak i Macedonia, zostały przez nas tylko "liźnięte". Są do piękne kraje, z ogromnie ciekawą historią, do których koniecznie trzeba będzie kiedyś wrócić na dłużej. Bo przez Albanię dosłownie przelecieliśmy. Zatrzymaliśmy się tylko dwa lub trzy razy na postój. Nadchodzące czarne chmury i ulewne deszcze przez Albanię przepchnęły nas na Czarnogórę i tam znaleźliśmy kolejny nocleg.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118425", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Widok spod bramy Cytadeli Rozafa w albańskiej miejscowości Shkoder.
W czarnogórskim, motocyklowym rajuW Czarnogórze postanowiliśmy pozostać dwie noce. Znaleźliśmy pokój na campingu, zaledwie 50 m od zatoki w okolicach Kotoru. Staszek postanowił odpocząć, mnie ciągnęło do jazdy. I choć całą noc lało i grzmiało, a poranek nie zachęcał do jakiegokolwiek wyjazdu - to był motocyklowo najpiękniejszy fragment wyprawy.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118428", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Widok na zatoki w okolicach Kotoru.
Wyjazd z campingu, szybka przeprawa promem i już po kilkunastu minutach jazdy wspinam się w górę. Ponad kilometr różnicy wniesień osiągam błyskawicznie - kręte drogi, jakby wczoraj oddane do użytku, a do tego puściutkie, wiodą mnie dolinami przypominającymi nasze tatrzańskie Pięć Stawów. Kierunek: Żabljak - takie ichnie Zakopane. Po drodze mijam najwyższe pasmo Gór Dynarskich - Park Narodowy Durmitor a następnie dojeżdżam do mostu Durdevica na rzece Tara. To tu kręcono zdjęcia do słynnego filmu z 1978 roku "Komandosi z Nawarony". Woda z wysadzonej tamy pędzi i rozwala potężny most, a kroczące po nim niemieckie wojska wpadają w potężny wir żywiołu. Na szczęście most jeszcze stoi i ma równie ciekawą, nie filmową historię, którą warto odgrzebać w zakamarkach internetu.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118431", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Widoki w Czarnogórze zapierają dech w piersiach. Boczne dróżki bez zakazów wjazdu przecinają również parki narodowe.::attachment{"type":"image","item_id":"2118434", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
W bliskiej odległości znajdują się nadmorskie zatoki, wysokie góry, wyżyny, kaniony i wiele innych ciekawych do zwiedzenia miejsc.::attachment{"type":"image","item_id":"2118437", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Most Durdevica na Tarze - tu kręcono sceny "Komandosów z Navarony".
::attachment{"type":"image","item_id":"2118440", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Przełom rzeki Tara.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118443", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Droga położona jest tuż przy skale. Spadające odłamki często tarasują drogę. Kilka osób już zginęło po odurzeniu odłamkiem.
Od mostu jadę wzdłuż niesamowitego przełomu rzeki Tara. Najgłębszy w Europie i jeden z najgłębszych na świecie kanion ciągnie się przez 80 kilometrów, a jego głębokość dochodzi miejscami do 1300 metrów. Problemem są leżące na drodze kamienie, które odpadają od skalistych, nie zabezpieczonych niczym zboczy. Piękno okolicznych widoków sprawia, że nie zauważam szybko ubywających kilometrów i na oparach, jadąc prawie 100 km na rezerwie, docieram do jedynej w okolicy stacji benzynowej. Powrót z gór na wybrzeże, mijając po drodze Park Narodowy Lovcen, to kolejna porcja niesamowitych wrażeń. Nawet policjanci, którzy dość niespodziewanie "ustrzelili" mnie na 50-tce chyba widzieli tą moją ekscytację, bo tylko pouczyli, żeby wolniej, i puścili dalej bez mandatu.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118446", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Okolice parku narodowego Lovcen.::attachment{"type":"image","item_id":"2118449", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Park narodowy Durmitor.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118452", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Z gór prosto na wybrzeże. Okolice Podgoricy.To czterystukilometrowe kółko po Czarnogórze, zupełnie nieplanowane i "w ciemno", sprawiło, że dopiero nabrałem ochoty na dokładniejsze odwiedzenie tego kraju. Krajobrazy dorównują tym alpejskim, a może nawet je przewyższają. Jak się weźmie pod uwagę różnicę cen pomiędzy np. Francją a Czarnogórą, to bez wątpienia każdy wybierze bałkańską republikę. Zakochałem się w Czarnogórze, przyznaję...
::attachment{"type":"image","item_id":"2118455", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Można się zakochać w takich widokach.
Chorwacka pogodowa niegościnność Dalsza podróż, po tym, czego doznałem w Czarnogórze, to monotonny powrót do domu. Oczywiście widoki chorwackich wybrzeży, okolice Dubrovnika i Makarska zapierają dech w piersiach, ale po kilkudziesięciu kilometrach takich samych obrazków staje się to opatrzone i nudne. Monotonię przerwał ulewny deszcz, który towarzyszył nam przez ponad 100 km. Dopiero w okolicach Sibenika przyszła okazja do wysuszenia i dojedzenia resztek prowiantu.
::attachment{"type":"image","item_id":"2118458", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Chorwacka magistrala adriatycka to droga ciągnąca się wzdłuż wybrzeża przez wszystkie miejscowości turystyczne.
W ścisłym sezonie najczęściej zakorkowana - we wrześniu prawie pusta. Widoki z tej drogi piękne.::attachment{"type":"image","item_id":"2118461", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Dubrovnik - miasto, którego zwiedzenie trwa minimum dzień. My rzuciliśmy na nie tylko okiem, bo jeszcze tu kiedyś wrócimy.::attachment{"type":"image","item_id":"2118464", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Turystyka motocyklowa ma to do siebie, że czasami za ciepło, czasami za zimno, czasami za mokro - ale zawsze wspaniale.
Po nawałnicy na chorwackim wybrzeżu czekało nas suszenie. Ale w takich okolicznościach to można się suszyć tygodniami :)
W międzyczasie z Polski dotarły do nas najnowsze wieści - w górach przukurzyło, jest bardzo zimno i tęsknią za nami. Decyzja zapadła jednomyślnie - wracamy. Wskoczyliśmy na autostradę i znaleźliśmy jakiś nocleg 100 km przez Zagrzebiem. Piękny hotel z super jedzeniem za naprawdę niewielkie pieniądze. I z działającymi kaloryferami, co bardzo miło nas zaskoczyło. Obsługa pozwoliła nam schować motocykle do obszernego garażu, co zapewniło nam spokojny sen. Przydało się, bo ostatni dzień to nudne ponad 800 km drogi powrotnej z czego ostatnie 200 km w ulewie i temperaturze nieprzekraczającej 5 st. powyżej zera. Z powodu przemarznięcia pożegnalny "żółwik" na ostatniej prostej do domu o mało nie skończył się w rowie - tak nas przeziąbiło.
Summa summarumDziesięć dni w siodle, 10 odwiedzonych krajów, ponad 5 tys. km i wiele pięknych wspomnień. Koszty? W sumie koszt takiej wyprawy od osoby można zmieścić w 3 tys. złotych. Paliwo nieznacznie tańsze, niż w Polsce, campingi wręcz czasem nieopłacalne poza sezonem. Dobre i tanie jedzenie. Ale wrażeń i wspomnień nie sposób wycenić.
Zachęcam każdego, kto tylko ma możliwości, aby odwiedził Bałkany. Oczywiście jednośladem. Ja na pewno tam wrócę, tylko poduczę się cyrylicy i geografii :)
Szerokości! :)
Adrian Gładecki
Więcej zdjęć z tej wyprawy na naszym fejsbukowym profilu Bukovina Moto Tour
[ KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ WIĘCEJ ZDJĘĆ ]
0 0
Bałkany sprzyjają motocyklistom bo ciepło :P
0 0
Może jednak z Bałkanów, nie Bałkan?
0 0
Dopiero wtedy, kiedy realizujemy swoje pasje, możemy nazwać istnienie na ziemi - życiem!
Miałam już wcześniej przyjemność oglądać te i więcej wspaniałych zdjęć, ale miło też trochę o tym. poczytać, trochę bo chciało by się więcej.
0 0
Panie Adrianie... aż się rozmarzyłam....:D Piękne widoki piękne wspomnienia, no i fajnie napisane...:D
Ps A babe to scie jakom mieli...:) cy ino same chopy..? Co prawda ja nie motorowa, bo mnie powietrze zatyka :D ale jak fajny motocyklista, to moze byk i oddech złapała..:D
0 0
Gładecki obecnie po drugiej stronie Giewontu , a Jurecki na żywo w TVP Info.
0 0
Unreleased
Jestem z dala od telewizora. W jakim temacie się JJ wypowiadał.?
0 0
w temacie - przede wszystkim Ukraina
0 0
w temacie, przede wszystkim - Ukraina
0 0
Dzięki. Tak też myślałam... Ja niestety dzisiaj pracuję bez dostępu do tv... Ale z Wami :D
Pozdrawiam
0 0
A ja pracuję niestety z dostępem do komputera, tv i inne... a chciałoby się wyjść na spacer. Zwłaszcza po przeczytaniu powyższego wpisu, ach.. pozazdrościć!
0 0
Tv w sumie mogłabym.. ale Wieli Brat patrzy..:) zakmknięte pomieszczenie mnie męczy i z przyjemnością przeczytałam wpis... Pana Adriana i mam ochotę pier dolnać... na chwilę w wyjść na słońce...:D
0 0
Przeczytanie powyższej treści, oglądnięcie zdjęć, daje do myślenia... czy nie pora aby coś zmienić w swoim życiu?? przynajmniej to co możemy zmienić, na co mamy wpływ.
0 0
Tylko pozazdrościć .
Czas na powrót do dwóch kółek .
Pozdrawiam
0 0
W naszym życiu nie tylko dom, praca i kasa, ale powinien być też czas na miłość....seks pasję..wypoczynek... W wolnym czasie nabieramy sił i resetujemy umysł..:D
Później wszystkie przyziemne sprawy jakoś stają się takie inne.. Ja uwielbiam spacery, wyjazdy... nawet do NT..:D:D tak serio, wtedy jestem ......:) oderwana od rzeczywistości.
Nie znoszę codziennego łażenia po sklepach, galeriach, tak jak to robią tłumy ludzi. Dajmy na to w Niedzielę... chociaż teraz to coraz mniej... Dla mnie, to niedzielny handel w CH i Galeriach powinien być zakazany, to nie są potencjalni klienci tylko w większości spacerowicze.. zamiast iść do parku to walą do .Galerii
0 0
Czytając jeszcze raz Pana wspomnienia wakacyjne pomyślałam, że jazda na motorze jest fajna... ale tylko w pogodę, bo jednak podczas deszczu czy chłodu się marznie, co później odbija się na zdrowiu...? Szkoda mi motocyklistów jak jadą w deszczu.
Czasami przyjmuję motocyklistów z Węgier. Zapach motocyklisty /czyt. faceta :):):) roznosi się po całym domu....:) Może to i podniecające,.. ale bardzo intensywne..D
Ps
Ma Pan rację szkoda tych pięciu stów za sweet focie..;( Można było zatankować.. nie jednemu do fula... Rakiją albo Mastiką...:D:D:D
W Serbi też jest cholernie drogo, za połączenie tel. i internetowe..
Ja też w połowie września leżałam na Słonecznym Brzegu w złotym piasku.:D :D Dlatego też teraz wzdycham... do wspomnień.:D
0 0
Tour de Pologne na BMW? Może trzeba było na rowerach? ...;) ;) ;)
0 0
Fibi,
ja tam wolę zapach prawdziwego mężczyzny (czyt. motocyklisty) niżeli zapach "fiołków", który unosi się, mijając faceta/nie faceta w "rurkach" ;)
Panie Adrianie, taka myśl; na portalu, na koncie - "Bukovina Moto Tour", jest sporo "polubień", miłośnicy motocyklowych podróży z zaciekawieniem śledzili wpisy, zdjęcia z każdego minionego dnia. Teraz zrzutka, na połączenia z internetem i kosztów nie będzie.
0 0
Taką samą podróżą, przynajmniej w części, rozpoczynaliśmy sezon 2012 :) Z tym, że my dojechaliśmy do Turcji. Wrażenia niezapomniane!
Patrzę jedynie na Pana motocykl i pytam o wybór - czemu małe BMW G 650 GS, tak na prawdę przeznaczone dla kat.A2, bo z ograniczeniem mocy do 35kW?
A żeby sobie jeszcze bardziej zwiększyć frajdę, można założyć opony typu Adventure [taki kompromis pomiędzy szosową a kostką], powiedzmy karoo 3 i śmigać też po piasku czy szutrze :)
Pozdrawiam, również podróżująca na BMW GS :)
0 0
@Jane: motocykl mały, bo jestem początkującym kierowcą i jeżdżę dopiero 5 sezon. Ale w tym roku zacząłem jeździć na czymś ciut większym - też z tej familii :) O Turcji myśleliśmy, tylko brakło czasu. Poza tym nie można od razu zobaczyć wszystkiego, więc zostało "na zaś" :) pozdrawiam!
0 0
Będę strzelać - R1200R GS ;)
0 0
:)
0 0
Bardzo dobry wybór :) Mój mąż też takim śmiga. A pan ma zwykłą wersję czy Adventure? W dalszej podróży odczuje Pan różnicę po G650 bo masa i boxer jednak robią swoje ;) I gdyby nie to, że raczej drobna ze mnie kobietka, to sama też bym wybrała 1200, mimo tego, że na bardziej zaawansowany off-road czy luźne piachy [zwłaszcza na ciężko przy dobrze załadowanym motocyklu] już raczej nie można sobie tą krową pozwolić [F800 dużo lepiej się sprawdza - jest wyższy]. Więc cieszę się, że przynajmniej na 700 mogę jeździć [ciut lżejsza i troszkę mniejsza, mimo że motor taki sam jak w 800], co poza szosą jest ogromnym atutem. Nie ma więc tego złego!!!! Pozostaje jeszcze kwestia przefutrowania elektroniką, co w razie awarii w mniej cywilizowanych częściach świata może okazać się czynnikiem nie do przeskoczenia i definitywnie zakończy wyjazd. Ale tutaj też są zwolennicy i przeciwnicy. Pozostaje tylko prosić przez każdym wyjazdem poczciwą Beemkę, żeby jak już chciała się psuć, psuła się tam, gdzie będzie możliwość ją zrobić bez nawrotki do domu ;)
A motocyklowe podróże to zupełnie inna jakość. Tym bardziej, że motocykle budzą większe zainteresowanie u ludzi, więc zawsze jest szansa na to, że poza widokami, złapie się fenomenalny kontakt z napotykanymi na trasie lokalsami. Dla mnie, osobiście, bez tego ludzkiego czynnika nie ma dobrej wyprawy :)
Z niecierpliwością czekam na inne relacje życząc oczywiście szerokości i dobrej pogody. Kończę pozdrawiając motocyklowym LwG! :)
0 0
Adventure zawsze bardziej mi się podobał, a i o wiele praktyczniejszy na dalekich wyprawach, o których na razie można tylko pomarzyć :) Z tej 650-tki też jestem zadowolony. Dawała radę. W trzy sezony przejechaliśmy wspólnie ponad 85 tys km, co jak na motocykl to nie jest mało. Ale serducho i tak zawsze będzie bić do rometa 125 ccm :) to na nim pokonywałem pierwsze przełęcze i zakręty, choć biedny pode mną ledwo co zipiał. Pozdrawiam :)
0 0
Adventure - zgadzam się, że jest praktyczniejszy, ale tylko jeśli chodzi o jazdę po asfalcie lub traktach szutrowych [w użytkowaniu 1200 w cięższym terenie pisałam w poprzednim komentarzu i tutaj słowo "adventure" w modelu nic nie zmienia] w krajach, gdzie przydaje się podpasiony objętościowo ponad 30litrowy zbiornik paliwa :) Drugim atutem są szprychy zamiast felg. Za obydwa te plusy warto dopłacić, jeśli ma się w planach bardziej ekstremalne wyjazdy, więc spodziewam się, że Pana wybór był w tej kwestii świadomy :) Zresztą, kto nieświadomie kupuje BMW GS? ;)
Życzę wspaniałych przygód. Pozdrawiam!
0 0
motorek i niezly aparacik
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz