Brak zainteresowania ze strony kawalerów jeszcze w XIX wieku był u panien na Podhalu większą hańbą, niż ich rozwiązłość. I choć randek nie było, a o wyborze przyszłego męża nie uczucia decydowały, ale rodzice i morgi, to walentynki na Podhalu trwały cały rok.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"3379"}
Prucki, trocki, prządki, wesela, posiady, oświecanie Ducha Świętego, każde posiady, nawet nabożeństwa kościelne były okazją do męsko-damskich spotkań. – Majówki odbywały się w polach przy kapliczkach, wracało się często późną nocą, po drodze różne rzeczy mogły się przytrafić. Na pewno była to świetna okazja do spędzenia czasu ze swoją wybranką serca – przekonuje prof. Stanisław Hodorowicz, znawca góralszczyzny. Miłosnym zalotom sprzyjało pasterstwo i spędzanie czasu na halach od wiosny do jesieni. Juhasami byli nie tylko chłopcy, ale i dziewczęta. W dzień było nawoływanie się, śpiewy rozlegające się po halach, wieczorem wspólne ogniska , a w nocy…
By nie zostać starą dziewką„Między góralami zapoznanie się parobka z dziewką bywa w młodych latach nie tajne, nie karzące wstydem (…). Większą byłoby dla dziewki hańbą, gdyby kochanka nie miała, i każda stara się o niego, by za młodu się wydać, nie zostać starą dziewką. Brzydkie, złe są już dla górali nieprzystępne, chyba że majętne..” – pisze Ludwik Kamiński w 1. połowie XIX wieku w swojej monografii etnograficznej Podhala „O mieszkańcach gór tatrzańskich”.
Długo księża walczyli z rozwiązłością górali, choć – jak podkreśla prof. Hodorowicz, w końcu wygrali.
– Szczególnym poważaniem we wsi cieszyły się dawniej oficjalne kochanki zbójników – twierdzi prof. Hodorowicz. Faworyzowane przez zbójników szanowanych przez ludność, znające ich tajemnice, a do tego bogate. Bywało, że taki zbójnik znajdywał dla swojej wybranki męża. A jak przekonuje prof. Hodorowicz, kandydatów nie brakowało ze względu na „hrube” gospodarstwo.
Randek nie byłoNie wypadało umawiać się z dziewczyną na spotkania, ani odwiedzać jej w domu. Okazją do takiego spotkania były podłazy po pasterce, ale można było iść do dziewczyny, w stosunku do której ma się poważne zamiary. Razem z młodymi biesiadowali rodzice i koledzy chłopaka. Kolejnym pretekstem do spotkania był śmigus.
I choć ciężka praca, walka z nieurodzajną ziemią, trudnym, górskim klimatem nie sprzyjała zalotom miłosnym, młodzi mieli wiele okazji, by się wyszumieć. Szczególnie, że kiedy przyszło się żenić, bardziej, niż uczucia, liczyły się majątki. Bogaci żenili się z bogatymi, biedni z biednymi. O wyborze swojego partnera nie młodzi decydowali, ale rodzice.
Karnawał to czas wesel. Wcześniej jednak były namówiny. Do rodziców dziewczyny jechał w imieniu chłopaka swat, osoba zaufana, która – jak podkreśla prof. Hodorowicz – miała swój mir. Taki delegat „badał teren” i w imieniu chłopaka dokonywał pierwszych ustaleń.
Przedślubny kontrakt
Jeśli rodzice wybranki sprzyjali chłopakowi, dochodziło do kolejnego spotkania, tym razem rodziców. Zawierany był swoisty kontrakt. Każdy z ojców deklarował, ile morgów da młodym i jaką wyprawkę. Jak pisze Kamiński, podczas tego spotkania – za zgodą rodziców – chłopak mógł też w komórce wypróbować swoją przyszłą żonę. – Tak może było jeszcze w czasach przedstolarczykowych, Kościół zmienił moralność u górali, za moich czasów takie próby nie były już praktykowane – przekonuje prof. Hodorowicz. – Zresztą dziecko za panny to był wielki wstyd, a umiejętność zapobiegania ciąży była żadna – podkreśla prof. Hodorowicz przekonując, że przedmałżeńskich kontaktów tego typu nie było wiele. Przedślubna ciąża to nie tylko był kłopot dla matki, ale i później dla dziecka. W Białce Tatrzańskiej jeszcze przed wojną dla tzw. „bęsiów”, czyli dzieci nieślubnych, imiona wybierał proboszcz, często np. chłopcom nadawał imię Maciej.
Mąż podobny do sajtyO małżeństwie dziewczyny myślały wcześnie – nasze babki ślub brały już w wieku 15, 16 lat. Za poradą starszych najlepiej było żenić się w swojej wsi, bo „lepsy nojgorsy chłop ze swojej wsi, niźli cudzy”.
Wiedzę o swoim przyszłym panny czerpały, stosując różne magiczne zabiegi. – W Wigilię liczba chrząknięć świni w chlewiku mówiła, za ile lat będzie ślub. Kiedy dziewczyna po wieczerzy wigilijnej wyszła przed dom i na jej nawoływania zaszczekał pies, to z tej strony, z której usłyszała szczekanie, miał być wybranek – opowiada prof. Hodorowicz. W tym magicznym dniu można było nawet poznać imię przyszłego męża. W tym celu, wymieniając imiona kandydatów, trzeba było odliczać sztachetki w płocie. Ten, któremu przypadła ostatnia sztachetka, miał być w przyszłości mężem. W andrzejki z kolei dziewczęta losowały „sajty” (drwa), których kształt, liczba sęków czy długość mówiła o wyglądzie przyszłego męża.
Żabi sposób na wieczną miłość
W miłości też można było sobie trochę dopomóc magią. – Dziewczyna nosiła na sercu cukier, a potem dawała go do zjedzenia chłopakowi, żeby był dla niej słodki. Miłość gwarantowało też noszenie na sercu włosów wybranki czy wybranka. Bardziej zdeterminowane szukały o północy zielonej żaby, zabijały ją i suszyły, sproszkowane udko dosypywały do kołoca. Jak chłopak zjadł taki kołoc, kochał całe życie – opowiada prof. Hodorowicz. – A jak dziewczyna chciała mieć nad chłopem władzę, to tkała specjalne płótno, szyła z niego koszulę i zarzucała znienacka chłopakowi na głowę.
Chłopcy z kolei, by sprawdzić pracowitość dziewczyny, rzucali jej z zaskoczenia pod nogi miotłę. Jak szybko podniosła, w przyszłości miała być „robotna”. Choć – jak mówi góralskie przysłowie – i tak „kozdo cudzo baba lepso od swojej”.
Beata Zalot
0 0
O rany! Dobrze, ze te czasy minęły!!! Chociaz co do majątku rożnie to
bywa i dzis. Ale to ciezko było zyc bez miłosci! Jeszcze jak wybrali chłopa
jak ten \"sajt\" mały, grubachny i sękaty. Słabo mi sie robi! Z jednym sękiem
rozumiem ale jak mial jakies jeszcze inne np. wielki na plecach mam na mysli garba albo jakiś cyklop z jednym okiem ?!!! A tu taka staje przed nim mloda dziewczyna / dziecko w sumie /15-16-cie
lat. Ło matko!!!!!!! Widac, ze Gorale to jurne chłopy juz od wiekow byli! Ale jak tez zauwazyłam kuchnia francuska juz tez nie była im obca.
Żaby chyba nie nadążały ze znoszeniem skrzeku. Ilez to udek szło do kołoca!!
0 0
Ale sie nam Ana rozmarzyła o sękaczach:-))
0 0
Górole ino mocne w gembie a w portkach pikolo
0 0
No, po nosach to widać:):)
0 0
ja tylko słyszałam takie powiedzenie, że duża klatka mały ptaszek a o nosach nic nie wiem; )
zresztą w tych sprawach nie o wielkosc tu idzie, sama wiesz:-)
0 0
przyjezdny,a czy ty wiesz dlaczego górale maja w portkach dwa rozporki? Wydedykuj,a potem pisz.
0 0
Nie sprawdzałem im portki wiec nie wiem co tam majom i ile rozporków.
0 0
No, dlaczego bo w google nie moge znależć?:-):)
0 0
żewby im zimny wiarer nie hulał:-))
0 0
miało być wiater
0 0
Po czym i gdzie?:)
0 0
się domyśl;-)
0 0
Wszystkiego najlepszego na Dzien WALENTEGO:)
0 0
przyjezdny a z kond ty wies ile i co gorole majom w portkach tak ze lepiej sie pilnuj grunt ze dobrze sie umiemy bic tak ze wy cepry ciynko piscycie
0 0
do gorala: tak sie \"umita bić\" tylko, ze cepry rozkupują Zakopane a Wy
stoicie z paluchami w gębach i sie przyglądacie!! I pożniej kto tu z żalu ciynko
piscy?!:-):)
0 0
ano,naucz się gwary,zanim zaczniesz takich zdań używać,bo \"umita\"itp. to raczej gdzieś tam z kieleckiego....No,a poza tym ,jeśli górale coś sprzedadząto raczej paluchów w gębie nie trzymają.Natomiast ,cepry którzy mają ziemi tyle co w doniczce,mogą sobie te palce wsadzić nawet w ....
0 0
YO, ja nie jestem z kieleckiego chociaz nie wiem co masz do tych ludzi, ze takie przytyki dajesz Napisałam tak bardziej dla poczucia humoru a Ty jak widze to musisz
bardzo lubic d......... bo jak nie kazesz sie w nia całowac to znowu palce tam utykać:-):)
0 0
SZPaństwo sie nie kucą, dobra:-))
0 0
ano,tam nie pisze abym miał jakieś animozje do ludzi ze świętokrzyskiego.Ale zanim zaczniesz ośmieszać górali na forum,potrenuj trochę gwarę,jeśli takowej zamierzasz używać,bo wychodzą z tego jakieś coś tam ,nie wiadomo co. A co do tego palca...A tam,idę odśnieżać koło chałupy bo zaś kurzy.Tobie tez proponuję spacer na świeżym powietrzu,a nie siedzenie przed kompem i czekaniem co też kasia dopisze.xD
0 0
kasia już odsnieżyla, dlatego ...pokasłuje i sie grzeje przy kompie, zawinieta w koc; cóż, zima trzyma;-))
0 0
Yo, mało jest takich co jest za Goralami jak ja. Ale dobrze, ze bronisz swoich!
Rzadka to cecha w człowieku.
A Zakopane to kocham moze bardziej jak nie jeden z Was. A na Kasi wpisy
nie czekam. Tak to jest w zyciu, ze dwie nieznane istoty poczuły do siebie
sympatie na odległósć, ta goralska i ta ceperska. Ach te Walentynki, jednak cos w sobie
maja. Yo, no usmiechnij sie!
Kasia, weż sobie rutinoscorbin!:):)
A moze tak po grzańcu?
0 0
ano,sypię głowę popiołem....No to po \"Grzańcu\"!
0 0
zauważam, że często chadzacie parami : Ana z Yo
Wasze Zdrowie!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz