Wielki Piątek był dniem, w którym gromadzono rekwizyty do czarów, a w całym okresie wielkanocnym można było się na różne sposoby zabezpieczyć przed chorobami, złymi mocami czy klęskami żywiołowymi. Choć wiele obrzędów przetrwało do dziś, rzadko mamy świadomość, jaki był prawdziwy powód uczestniczenia w nich.
O istniejących zwyczajach wielkanocnych, a także tych zapomnianych – opowiada specjalnie dla Tygodnika Podhalańskiego – dr Urszula Janicka-Krzywda – etnograf, folklorysta, specjalista od kultury ludowej Karpat, wykładowca Państwowej Podhalańskiej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Targu.
Obrzędy wielkanocne są podobne w całej Polsce, a nawet w obrębie krajów słowiańskich. Pojawiające się czasem odrębne elementy w Karpatach związane są tu z innymi korzeniami osadniczymi – stąd wątki ruskie czy nawet wywodzące się z Bałkanów.
Święta Wielkanocne wypadają zawsze pomiędzy dwoma ważnymi momentami w roku obrzędowym – przesileniem wiosennym (21 marca) i przesileniem letnim (22 czerwca). Cały ten okres to misterium wody i ognia, dwóch żywiołów, które z jednej strony mają moc oczyszczającą, z drugiej – zapładniającą. Wszystkie obrzędowe rytuały i zwyczaje tego okresu, zamykają się w tym misterium.
Chodzenie ze śmiertkąPradawnym zwyczajem, jeszcze dziś występującym w niektórych miejscowościach Orawy i w okolicach Czarnego Dunajca – jest chodzenie ze śmiertką. – Śmiertkę obnosiły po wsi, od domu do domu, dziewczęta, a więc przyszłe matki, potencjalne rodzicielki. Na koniec palono ją na kamieńcu nad rzeką lub jak marzannę wrzucano do rzeki – opowiada Urszula Janicka-Krzywda.
Do niedawna jeszcze w rejonie Babiej Góry w Wielką Środę albo w Wielki Czwartek palono Judasza. Kukła była personifikacją zimy, zła, z czasem nadano jej rys chrześcijański. –Wykonanego ze słomy i szmat Judasza chłopcy wlekli przez wieś przy akompaniamencie gwizdów, krzyków, odgłosów wielkopostnych klekotek (bo hałas odstrasza zło). Tłukli ją kijami, a na końcu nad rzeką, na kamieńcu palili, śpiewając przy tym obrzędowe pieśni wywodzące się prawdopodobnie z dawnych wielkopostnych misteriów religijnych – przywołuje zanikły już obrzęd pani etnograf.
Sam okres wielkanocny rozpoczynała Niedziela Palmowa, nawiązująca do przekazu ewangelicznego o wjeździe Jezusa do Jerozolimy, mająca jednak w swojej obrzędowości elementy przedchrześcijańskie. Na całym Podtatrzu z wyjątkiem Rabki przygotowane na ten dzień palmy są niewielkie, przystrojone gałązkami barwinka czy cisu, któremu przypisywana jest moc odpędzania zła. W Rabce palmy zawsze były duże, ozdobione bibułowymi kwiatami.
Moc palmyPrzyniesionymi z kościoła palmami gospodyni chłostała dzieci, bo to gwarantowało zdrowie i dobrą kondycję fizyczną. Same bazie były lekarstwem na ból gardła. Poświęcone gałązki bazi wkładano za obraz, by w ciągu roku używać ich zabiegów leczniczych i magicznych. Palmy przydawały się przy pierwszym wypędzeniu na pastwiska bydła. Małe krzyżyki, wykonane z gałązek palmy, wbijano w ziemię na polach uprawnych – miały chronić przed wszelkimi klęskami żywiołowymi. Były też jednym z głównych składników „bacowskiej apteczki”.
Od Niedzieli Palmowej w domach zasłaniano lustra, żeby nie myśleć o próżnościach tego świata. Niektórzy robili to już w Środę Popielcową.
Wielki Piątek – granica czasuBardzo ważnym dniem był Wielki Piątek – uważany za dzień magiczny. Dzień śmierci Chrystusa był momentem przełomu, niebezpieczną granicą czasu, porą zawieszenia. Dlatego też wtedy świat ludzi odwiedzały wszelkiego rodzaju złe moce. Osoby parające się czarami starały się w tym dniu coś ukraść, bo przedmioty zdobyte w ten sposób można było potem wykorzystać do zabiegów magicznych. Dlatego gospodarze bardzo pilnowali swoich obejść, nie wpuszczali nikogo do obory. Budynki zabezpieczali rysując przy wejściu znak krzyża czy umieszczając w oknie rośliny odpędzające złe moce, np. pokrzywę, tarninę czy jałowiec.
Zanim wzeszło słońce, obmywano się w potoku, czasem wodę przynoszono do domu – dla dzieci i starców. Takie rytualne obmycie gwarantowało dobrą kondycję, zdrowie i zabezpieczało przed działaniem czarów. Na Orawie jeszcze niedawno pędzono do potoku także bydło.
W nocy z czwartku na piątek baca wyprawiał się na cmentarz, by zaopatrzyć się we fragmenty kości zmarłych czy gwoździe i drzazgi z trumny. Na tę wyprawę musiał wybrać się samotnie, w tajemnicy przed wszystkimi i nago. Zdobyte w ten sposób rekwizyty miały wielką moc magiczną. Pani Urszula słyszała takie opowieści między innymi na Spiszu, jeszcze podczas prowadzonych tam kilka lat temu badań.
Wielki Piątek to oczywiście czas ścisłego postu, jeszcze dziś niektóre starsze osoby w tym dniu jedynie piją wodę. – Kiedyś przez cały Wielki Post powstrzymywano się od jedzenia mięsa, a nawet nabiału. Do omaszczania służył olej lniany – opowiada Urszula Janicka-Krzywda.
Święcone a szkodnikiWielka Sobota to przede wszystkim święcenie pokarmów, zwyczaj, który ma także przedchrześcijańskie korzenie. Nawiązuje do dawnych zwyczajów wspólnych uczt z duchami przodków, jeszcze praktykowanych np. na Ukrainie i w Rumunii z okazji święta zmarłych czy pogrzebów.
Dziś święci się u nas pokarmy na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy. W wielkanocnym koszyku – jak dawniej – znajduje się masło, ser, chrzan – który chroni przed złem, jajka – symbol życia, chleb i baranek z ciasta.
Święcielinę niosła do kościoła gospodyni. Po poświęceniu spieszyła się do bardzo, bo kto pierwszy dotarł do domu, ten pierwszy zebrał potem z pola plony. Z koszykiem trzeba było trzy razy obejść dom, a w niektórych wsiach wchodzono z nim także do pomieszczeń gospodarskich, gdzie znajdowały się zwierzęta. Był to rytuał wypędzania zła. Święcone zostawiało się do niedzieli w sieni – to zabezpieczało dom przed plagą robactwa i szkodników.
Nigdy nie było na Podtatrzu pisanek. Jajka były jednokolorowane, gotowano je w korze olchy, modrzewia czy w cebuli. Moda na pisanki dotarła na Podhale jakieś 40 lat temu.
W sobotę palono koło kościołów ogniska (zwyczaj ten przetrwał do dziś np. w Rabce). Kapłan święcił ogień, a opalone węgielki ludzie zabierali do domu. Wrzucane do zagonu, odpędzały szkodniki. Bacowie zabierali je do szałasu, by wykorzystać potem do czarach.
Chrzan chroni przed złymi mocamiŚniadanie w Wielką Niedzielę zaczynało się od lizania soli, nacierania solą warg. Zjedzenie kawałka chrzanu chroniło przed złymi mocami. W wielu domach dzielono się też kawałkami jajka. Potem spożywano inne poświęcone pokarmy. Resztki dostawało bydło. Kości z mięsa zakopywane były w ogrodzie, by odstraszały krety. – Istniał też ciekawy zwyczaj pozostawiania skórki ze święconej kiełbasy. Przed pierwszym wypasem smarowano nią krowie pysk, by uchronić w ten sposób bydło przed ukąszeniem węża – pani Urszula przypomina zapomniany już dziś na Podtatrzu zwyczaj.
W niedzielę nie wolno było nic robić, nawet gotować obiadu, nie było też odwiedzin. W tym właśnie dniu rodzina chłostała dziewczęta witkami wierzbowymi, żeby się podobały chłopcom.
Z Poniedziałkiem Wielkanocnym do dziś kojarzone jest przede wszystkim oblewanie się wodą – nosicielką życia, symbolem płodności; dlatego też to właśnie dziewczęta są tego dnia oblewane. Dawniej również parobcy tzw. śmigurztnicy od świtu chodzili od domu do domu i składali życzenia. Często byli poprzebierani, wyposażeni w potężne kije, którymi uderzali w podłogę, śpiewając przy tym i wygłaszając oracje. Kij zostawiali gospodarzowi, by służył mu przy wypędzaniu bydła po raz pierwszy na paszę.
– Wiele z tych magicznych, obrzędowych zachowań nadal celebrowanych jest przez rodziny, przestrzegane są różne zakazy i nakazy, choć najczęściej już bez świadomości, jaka byłat geneza i funkcja przekazanego przez tyradycję zwyczaju . Wiele z obrzędów żyje już tylko dzięki zespołom folklorystycznymi oraz regionalistycznej działalności domów kultury i szkół – twierdzi Urszula Janicka-Krzywda.
wysłuchała
Beata Zalot
0 0
a wczoraj w warzywniaku widziałam takie lilipucie zielone ? banany i ...usyszalam ze to specjalnie na swiecenie ( do koszyczka?) , nonono, a te bananiki to w zasadzei od czego chronic mają.....:-))
0 0
Baca nago na cmentarzu to już chyba o nekrofilę zahacza:)
Mi się najbardziej podoba zwyczaj chłostania panien witkami, żeby się podobały, ale w dzisiejszych czasach trzeba z tym ostrożnie. O czym niedawno przekonali się bracia G. gdzie za chłostanie panien aby się podobały klientom trafili za kratki.
Obrona powinna wykorzystać jako świadka pania entnograf i udowadnić w sądzie, że oni po prostu kultywowali wielkanocną tradycje.
0 0
fakt, szczeglnie ze wyciągał kosci z trumien? no trzeba miec wyobrażnie albo wygórowane potrzeby
0 0
nie mylic wiary z zabobonami bo dwom Panom nie można służyc
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz