Był aktorem w Bollywood, przemytnikiem. Nieszczęśliwa miłość zawiodła go aż do dżungli Sundarban, słynącej z krwiożerczych tygrysów bengalskich. Gdy dowiedział się, że odwiedzi Polskę, jego rodzina świętowała przez tydzień.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"4103"}
Na Podhalu zobaczył pierwszy raz śnieg. Przez pierwsze dni miał opory przed wyjściem z domu. Gdy już odpoczął – i jak nam się wydawało – przyzwyczaił się do zimowej aury – próbowaliśmy go namówić na krótki spacer. Najpierw zgodził się, ale kiedy już miał wyjść z domu, nieśmiało przeprosił, że jednak nie wyjdzie, bo „nie jest jeszcze mentalnie przygotowany do tego, by chodzić po śniegu”.
Lniane tenisówki nie nadawały się za bardzo na chodzenie po śniegu, więc szybko zaczęliśmy mu organizować ciepłe obuwie. Wzbraniał się przed ich przyjęciem, pytał, kto je wcześniej nosił. Powiedział w końcu, że w Indiach nie chodzi się w używanych przez kogoś innego butach, bo przejmuje się problemy poprzedniego właściciela. Wziął je od nas, ale nigdy nie założył.
Rajesh przyjechał do Polski, by wziąć udział w krakowskim Festiwalu Podróżników Trzy Żywioły. Jednak jego historia zaczyna się kilka miesięcy wcześniej.
Poza turystycznymi szlakami Poznaliśmy go w Kalkucie w listopadzie ubiegłego roku. Na obejrzenie tego niezwykłego miasta mieliśmy tylko dwa dni. W jeden dzień planowaliśmy się powłóczyć, a w drugi postanowiliśmy skorzystać z oferty jakiegoś biura turystycznego, które pokaże nam Kalkutę w pigułce. Przy okazji pierwszego spaceru rozglądaliśmy się za jakimiś ofertami. W pierwszych dwóch biurach zaproponowano nam standardową przejażdżkę po zabytkach za kilka dolarów. W kolejnym pojawił się Rejesh, który w 7 godzin obiecywał pokazać Kalkutę nieturystyczną. Zażyczył sobie aż 50 dolarów, co na tamte warunki było astronomiczną kwotą.
Nie wiadomo dlaczego, może kierowani intuicją, przystaliśmy na jego warunki. Rzeczywiście, pokazał nam Kalkutę niezwykłą. Zawiózł nas w okolice wysypiska, na którym mieszkają ludzie. Pokazał inne bardzo biedne dzielnice. Uczestniczyliśmy w ceremonii palenia zwłok nad Gangesem. Koło tego miejsca zobaczyliśmy też ludzi zajmujących się czarną magią, u których zamawia się uroki. Byliśmy na nocnych targach kwiatów i w kilku innych niezwykłych miejscach. Ponieważ przez tych kilka godzin zaprzyjaźniliśmy się, po wyprawie Rajesh – już poza planem – zaprosił nas na dach swojego domu na piwo. Wyprawa na dach nie była łatwa, jeszcze trudniejsze zejście.
Spotkanie na dachuW domu Rajesha mieszkała wielopokoleniowa rodzina. Na dach, tuż przy ruchliwej uliczki Kalkuty, Rajesh – oprócz piwa – przyniósł laptop, na którym pokazał nam dwa filmy dokumentalne, zrobione przez siebie. Pierwszy opowiadał historię rikszarza z Kalkuty Isha Mohammeda, który przed 40 laty przyjechał ze swojej wioski, by tu siłą swoich mięśni ciągnąć rikszę z pasażerami. Do dziś nie dorobił się własnego pojazdu, wypożycza go codziennie, płacąc 20 rupii właścicielowi. Zarabia niewiele. Dlatego mieszka na ulicy, śpi przy szosie, ale jest szczęśliwy, czuje się potrzebny i kocha swoją pracę. Rodzinną wieś i pozostawioną tam rodzinę odwiedza co pół roku, spędzając z nimi kilkanaście dni. Jego życie to jednak Kalkuta.
Jak pokazuje film Rajesha, można tu wykonywać różne, dla nas dziwne zawody – czyścić na ulicy uszy, ostrzyć noże lub ciągnąć swoją rikszę. Rejesh obawia się, że wkrótce riksze mogą zniknąć z krajobrazu Kalkuty, bo według władz nie są dobrą wizytówką miasta. Przekonuje, że nie ma w tym zawodzie nic nagannego, poniżającego. Tego lęku nie ma bohater filmu – Isha, który wierzy w opiekę Allaha.
Oko w oko ze śmiercią
Kolejny film, który zobaczyliśmy na dachu, zabrał nas do dżungli mangrowej Sundarban. Rejesh dotarł do miejsca, do którego Hindusi z miasta rzadko docierają. Mieszkający tam ludzie opowiadali mu o atakach tygrysów bengalskich, które są ich największą udręką. Nieliczni przeżywają spotkanie z tym dzikim zwierzęciem. Co roku ginie w ten sposób ok. 50 osób w tamtym rejonie. Na spotkania z nim tubylcy narażeni są szczególnie podczas wypraw do dżungli. Szanse są nierówne, bo tygrys jest pod ochroną i zabicie go nawet w obronie własnej może mieć przykre konsekwencje, łącznie z karą więzienia.
Mieszkańcy okolicznych wiosek wyprawiają się do dżungli między innymi w poszukiwaniu miodu. Zakładają na tył głowy maski, licząc, że zniechęci to zwierzę do ataku. Wchodzą na teren dżungli wyposażeni jedynie w siekiery i noże. Muszą też wcześniej uzyskać pozwolenie władz parku narodowego.
Na jedną z takich wypraw został zaproszony Rajesh. Uczestniczył w przygotowaniach, na wejście do samej dżungli nie dostał jednak pozwolenia. Przyjaciele zorganizowali mu jednak miodobranie poza dżunglą. Niewiele brakowało, by spotkanie z pszczołami przypłacił życiem.
Podczas tego pokazu Marek, który jest organizatorem Festiwalu Podróżników Trzy Żywioły, wpadł na pomysł, by filmy Rajesha pokazać w Krakowie. Już w Polsce narodził się pomysł, by do Polski zaprosić także Rajesha. Dopiero później okazało się, że zdobycie przez niego wizy do strefy Schengen prawie graniczy z cudem. Faksy, telefony do Bombaju, pisma – trudno zliczyć godziny spędzone na staraniach, w końcu udało się. Znalazł się też sponsor, który sfinansował jego przylot.
Na wieść o jego wyjeździe do Europy świętowała cała rodzina Rajesha. Miał być pierwszą osobą w licznej rodzinie, która odwiedzi ten kontynent. Z upalnej Kalkuty wpadł prosto w szpony polskiej zimy. Na festiwalu w Krakowie został ciepło przyjęty, jego filmy obejrzała tez zakopiańska widownia w Klubie Podróżnika Shackleton.
Moskole i joga
W naszym gronkowskim domu przyrządzał pyszne hinduskie potrawy i zmuszał do porannej jogi. Zajadał się oscypkami i moskolami, degustował z trudem coraz mocniejsze polskie trunki, ze śliwowicą włącznie. Pod koniec pobytu sam prosił o kieliszek polskiej nalewki.
Okazało się, że jego życie obfitowało w różne ciekawe historie. Przez kilka lat związany był z największą w świecie wytwórnią filmową – hinduskim Bollywood. Zagrał w kilkunastu serialach telewizyjnych i w dwóch filmach kinowych, w jednym nawet główną rolę. Zanim jednak został aktorem, podróżował po Azji, trudniąc się przemytem. Dziś ma w Kalkucie niewielką agencję turystyczną, która zabiera chętnych między innymi do dżungli Sundarban.
Podczas kolejnych wieczornych posiadów zdradził nam, że wtedy w listopadzie podał nam taką zaporową cenę za wycieczkę po Kalkucie, bo nie chciało mu się bardzo z nami jechać i liczył, że kwota 50 dolarów nas zniechęci.
Beata Zalot
0 0
To wstyd żeby artyście hollywood nie kupic nowyk bacioków ino po kimś dawac. Przecież TP stać na to by jakie salomony od Stramy mu kupić i go wyrychtować coby chopok nie zmarzł. Wstyd przez duże W
0 0
zawsze moglizrzute zrobić...no ale jak ten numer słowacki wypuszcza to moze budżet na bacioki wykroją?
0 0
Może dziurawe były?Dlatego nie chciał założyć? ;)
0 0
albo niemodne, tak sobie mysle raczej...a co sie nosi w tym roku w Bolywood? Juraj, wiesz wszystko, to i to pewnie wyjasnisz:-))
0 0
Jak to co się nosi w Bollywood?Żółte ciżemki-stylowe i na czasie ;)
0 0
pewnie jeszcze wyszywane paciorkami? ja w takich nie gustuje niestety, aczkolwiek podziwiam feerie barw na tych filmach:-))
0 0
riksze znikną z Kalkuty to pewno pojawią się w Zakopcu, nareszcie skończą
się problemy komunikacyjne pod Giewontem :)
0 0
tylko teraz jak ten numer słowacki się ukaże to juz musztarda po obiedzie, a Inianin wyjechał pewnie z niesmakiem i będzie teraz opowiadać w bollywood że mu bacioki po trupie dali. Obsmaruje zakopane, że żaden Indianin już nie przyjedzie
0 0
a nie daj bóg zeby jeszcze jaki film nakrecił.. to byłby juz bardzo namacalny dowod na nasze zacofanie ...
albo jeszcze jaki film w tym indianskim boliłud nakrecił o nas... juz widze jak podryguja poprzebierani za naskich hajlanderów w tych żółtych paputkach;-(( no jakby to wygladało prosze ja was? wstyd na calą Europe , jakby co...
0 0
Przecie Indie są w Azji,a nie Europie to i wstydu nie będzie :)
0 0
Widzę, że Rajesh nie rozstaje się z papierosem nawet do zdjęć.
A takie hinduskie paputki to mam, są nadzwyczaj wygodne. Nie dziwię mu się, że nie chciał zamienić ich na bacioki.
Isha wierzy w opiekę Allaha? Większość bo prawie 80% Hindusów to Hinduiści.
I jeszcze na koniec przyznajecie się, że rozpiliście Hindusa? Będzie się teraz facet musiał zmagać z dwoma nałogami. Wstyd!
0 0
a ja tez takie paputki mam i wcale nie uwazam , żeby było z nich nie wiadomo co... wole juz kierpce...
0 0
A to sponsor nie kupił mu bacioków - wstyd.
A u pani BZ to widzę, że cała kolekcja alkoholi od nalewek po śliwowicę. Czekam zatem na zaproszenie, bo slliwowiće bardzo lubiem :)
0 0
Mogli mu na pamiątkę Relaxy starodawne w kolorze srebrnym zasponsorować :)
0 0
no, srebrno czarnym raczej...
alojza, a miodek pitny lubisz? pono zdrowszy...
0 0
miodek tyz lubiem
0 0
a nie masz po nim uczuleń?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz