Siermiężne mundurki w wielu szkołach przestały być obowiązkowe. Ale czy polski urzędnik oświatowy mógłby sprawę tak zostawić? I tak sprawa szkolnego stroju może stać się kuriozum w stylu unijnego ogórka.
Jedna z podhalańskich podstawówek. Pierwszy dzień szkoły – uczniowie dowiadują się, że w tym roku – z woli większości rodziców – giertychowskie mundurki przestają obowiązywać. Ale obowiązuje regulamin!
Dwustronicowa instrukcja ma cztery główne punkty i masę podpunktów. W pierwszym wyszczególnia, co to jest strój galowy i wyjaśnia, że trzeba go założyć tylko siedem razy w roku. Sprawa jest prosta – biała bluzka i ciemne spodnie lub spódnica.
Zaczynają się schody, gdy trzeba wyłożyć, co to jest ubiór codzienny (punkt 2. instrukcji). Początkowo autor w krótkich żołnierskich słowach wyjaśnia – ma być skromny, schludny i kompletny. Ale potem już dokładnie wyłuszcza, że istnieją jeszcze „normy dotyczące stroju codziennego” – osobne dla chłopców, osobne dla dziewcząt.
Uczennica może więc nosić sukienkę, ale nie krótszą, niż do połowy uda. Instrukcja nie wyjaśnia jednak jak to liczyć – od pasa, czy też od stawu biodrowego (na szczęście dyskretnie pomija kwestię grubości uda). Za to: „niedozwolone jest noszenie odzieży odsłaniającej ciało (brzuch, plecy), latem dopuszcza się koszulki lub bluzeczki na szerokich ramiączkach” – pisze reprezentant ciała pedagogicznego.
Jest też wzmianka o biżuterii, która ma być skromna, dyskretna i o delikatnym charakterze. Uczennica nie może więc wyglądać jak Doda. Ani jak przedstawiciel bojówki ONR: „noszony ubiór nie może zawierać nadruków prowokacyjnych i obraźliwych, wywołujących agresję, elementów faszystowskich lub totalitarnych” – podaje dyrektywa.
Chłopcy też nie mogą odsłaniać ciała, przynajmniej jeśli chodzi o dziury w spodniach. Za to nasz ustawodawca dopuszcza rybaczki, a latem krótkie spodenki (oczywiście do połowy uda).
Problemów z interpretacją może dostarczyć za to kolejny zapis: „sweter, koszula, koszulka, bluza powinny być klasycznego kroju w stonowanych odcieniach.
Syn sąsiada za klasyczne uznaje bojówki i mundurowe bluzy. Ale czy czasem nie podpadnie pod zapis o elementach totalitarnych?
Strój strojem, czas zabrać się za wygląd ucznia, który reguluje punkt 3.
Autor zaczyna od góry. Włosy – zgodnie z regulaminem – trzeba mieć czyste, zadbane i uczesane. Jeśli dłuższe, to odpowiednio spięte – wiadomo – chodzi o to, by uczeń widział nauczyciela. Ale niedopuszczalne są fryzury ekstrawaganckie. I tu autor wymienia: „irokez, dredy, wzorki na głowie, wycinane maszynką do włosów”. Reszta pewnie ujdzie, o ile włosy nie będą farbowane.
Dyrektywa zajęła się też wyglądem paznokci u dziewcząt. Mają być krótkie i czyste (w przypadku chłopców zapewne mogą być długie i brudne, bo ustawodawca tego w ogóle nie ujął). Uczennice mogą sobie pozwolić jednak na odrobinę szaleństwa, malując je: „bezbarwną emalią lub lakierem w kolorach naturalnych (stonowany róż, beż). Za to: niedozwolone jest noszenie tipsów, używanie jaskrawych lakierów (krzykliwy różowy, czerwony, zielony, żółty).
Uczeń ma chodzić po szkole z odkrytą głową – czapka, chustka czy kaptur mogą ściągnąć na nieszczęśnika konsekwencje. Podobnie jak niezastosowanie się do któregokolwiek z punktów regulaminu.
A co grozi małolatowi? To wyszczególnia punkt 4: zasady związane z noszeniem obowiązującego stroju w klasach IV-VI. Pierwsza wpadka grozi jedynie upomnieniem wychowawcy. Za drugim razem na rozmowę wychowawczą zostaną zawezwani rodzice. Trzeci przypadek to obniżenie oceny z zachowania o jeden stopień, a w przypadku: „notorycznego unikania noszenia stroju szkolnego wychowawca może uczniowi obniżyć ocenę z zachowania do nieodpowiedniej”. Co ma oznaczać określenie „unikanie noszenia stroju” – dyrektywa nie wyjaśnia. Ale chyba coś bardzo poważnego, skoro obniża zachowanie tak bardzo.
Maluchom nie grozi obniżenie sprawowania: hierarchia kar kończy się wezwaniem krnąbrnych rodziców na dywanik.
*
I po co to wszystko? Nie wiadomo. Może chodzi, by było skromnie i porządnie, a może smętnie, równo i koszarowo. Ale temu, komu chciało się pisać taki elaborat, już za samo to należy się medal. Z ziemniaka. Oczywiście na ceremonię dekoracji autor(ka) nie powinna mieć dekoltu (dziur w spodniach), spódnicę (spodenki) ciemną, do połowy uda, włosy czyste, uczesane, niefarbowane, paznokcie czyste i obcięte (lub nie). I żadnych faszystowskich emblematów.
Miastowa
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz