„Oto zwiastuję wam radość wielką. Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel” (Łk 2, 10-11).
Ta radosna wiadomość rozbrzmiewa już od ponad 2000 lat i jak światło rozjaśnia ciemności naszych serc. Każdy człowiek, także ten współczesny, dumny ze swoich osiągnięć, a jednocześnie zmagający się z przejawami ignorancji i zła, potrzebuje jej. Przez Jezusa, Syna Bożego, który dla nas stał się człowiekiem, otrzymujemy łaskę wiecznego zbawienia i możliwość pięknego przeżycia ziemskiej wędrówki.
Ta radosna wiadomość poszerza nasze serca i napełnia je głęboką radością.
Syn Boży jest miłością, która wyzwala człowieka od tego, co czyni go niewolnikiem samego siebie i innych, wyzwala go od słabości, egoizmu i grzechu. On przychodzi, aby ofiarować człowiekowi miłość i uczy go, jak ma miłować Boga i swoich bliźnich. Przybywa, aby uczynić człowieka zdolnym do dokonywania właściwych wyborów, aby pomóc mu w ukierunkowaniu życia na prawdziwe dobro.
Wszechmogący Bóg na pewno mógł zbawić człowieka jakimś dobitnym, spektakularnym gestem. Jednak tak się nie stało. Bóg wybrał to, co w oczach ludzkich jest kruche i niewiele znaczące. Zbawienie przyszło przez małe, słabe i bezbronne Dziecię, poprzez które Bóg okazał całą miłość do człowieka. Jego narodzenie stanęło w centrum historii, oświeca ją i nadaje jej sens.
Narodzenie Jezusa przynosi miłość Bożą i pokój: „Pokój ludziom, w których Bóg ma upodobanie”. Ten pokój wyraża doskonałą komunię z Bogiem i z bliźnimi. To Dziecię, choć delikatne i bezbronne, jest Synem Bożym, który stał się towarzyszem naszej wędrówki, dzieląc z nami nasze radości, cierpienia, trudy i nadzieje.
„Ja nie mogę się bać Boga, który dla mnie stał się tak małym” – zawołała z radością św. Teresa od Dzieciątka Jezus. „Ja Go kocham, ponieważ On jest miłością i miłosierdziem”.
Bóg uniżył samego siebie i stał się człowiekiem, aby objawić człowiekowi jego wielkość. Chciał nam przez to powiedzieć, że każdy człowiek jest ważny, niezależnie od pozycji, jaką zajmuje w społeczeństwie. Jest ważny od momentu, kiedy poczyna się pod sercem matki, aż do momentu naturalnej śmierci. Życie ludzkie jest święte i nienaruszalne. Od momentu, kiedy Bóg stał się człowiekiem, każdy człowiek stał się obecnością Boga, także ten, który nie liczy się w społeczeństwie, obojętnie czy będzie śmiertelnie chory, niepełnosprawny fizycznie albo psychicznie lub ten, który w oczach świata jawi się jako życiowy bankrut. Dla Boga każdy człowiek ma swoją wartość.
Narodziny Syna Bożego dały początek odrodzeniu człowieka. W Chrystusie spotykają się wszyscy ludzie i wszystkie rasy. Dziś świętujemy nie tylko pamiątkę Wcielenia Syna Bożego, lecz także odrodzenie człowieka, narodziny nowej ludzkości, która w Jezusie nareszcie może żyć po bratersku i w pokoju. Jeśli istnieją podziały wśród ludzi, jeśli istnieje przemoc i nienawiść, które sieją zniszczenie i śmierć, dzieje się to dlatego, że Chrystus nie wszędzie został przyjęty.
Dramat odrzucenia Boga powtarza się dzisiaj, podobnie jak wtedy, kiedy Jezus przyszedł na świat. „Przyszedł do swoich, ale swoi go nie przyjęli”. Odrzucenie Chrystusa czasami jest świadome, ale najczęściej wyraża się przez obojętność i przekonanie, że również bez Boga można sobie doskonale radzić. Wiemy dobrze, jak żałośnie wyglądają konsekwencje takich właśnie wyborów.
Matka Teresa z Kalkuty, współczesna święta, napisała:
„Dziś ludzie najbardziej spragnieni są miłości, a miłość jest jedyną odpowiedzią na samotność i wszelką nędzę. W niektórych krajach, mimo że nie ma głodu z braku chleba, ludzie cierpią na okrutną chorobę osamotnienia, desperacji i nienawiści. Czują się niepotrzebni, osamotnieni i żyją bez nadziei. Zapomnieli, co to znaczy uśmiech, zapomnieli, czym jest piękno stworzenia i dotyk przyjacielskiej dłoni, zapomnieli, czym jest miłość wśród ludzi. Potrzebują kogoś, kto ich zrozumie i z miłością pochyli się nad nimi.”
Może i nam trzeba lepiej rozejrzeć się wokół siebie, aby dostrzec bliźnich, którzy potrzebują naszej miłości, naszego ciepła czy naszej życzliwości? Otwórzmy nasze serca Chrystusowi i prośmy, abyśmy nigdy nie przechodzili obojętnie obok tych, których On odkupił i postawił na naszej drodze życia.
Życzę czytelnikom Tygodnika Podhalańskiego, aby płomień Bożej Dzieciny rozpalał serca, napełniał je pokojem i dodawał potrzebnych sił na każdy dzień ziemskiego trudu teraz i w Nowym 2010 Roku.
ks. Władysław Marian Zarębczan, Watykan
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz