W budynku Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, w którym pracuję, znajduje się jedna z księgarń Wydawnictwa Watykańskiego, więc jak tylko usłyszałem, że ukazała się nowa książka poświęcona Janowi Pawłowi II, postanowiłem, że muszę ją zdobyć. Książka nosi tytuł: „Perché ? santo. Il vero Giovanni Paolo II raccontato dal postulatore della causa di beatificazione” (Dlatego jest święty. Prawdziwy Jan Paweł II opowiedziany przez postulatora procesu beatyfikacyjnego”). Jej autorami są ks. Sławomir Oder oraz włoski dziennikarz Saverio Gaeta (…).
O polskim papieżu napisano wiele biografii, książek, nakręcono o nim kilka filmów. We wspomnianej książce znajdują się zarówno fakty raczej już znane, jak również te, o których nikt wcześniej nie wspominał. Informacje te oparte są na zeznaniach świadków w procesie beatyfikacyjnym.
W pierwszej części książki Jan Paweł II przedstawiony jest jako człowiek żyjący pełnią życia. Jest parę szczegółów z dzieciństwa i młodości, z czasów wojny oraz z pierwszych lat kapłaństwa i biskupstwa przyszłego następcy św. Piotra.
Jedno ze świadectw nawiązuje wprost do momentu narodzin Karola Wojtyły. Jego mama – Emilia z Kaczorowskich, w momencie porodu poprosiła, żeby uchylono okno na porodówce, ponieważ z kościoła dochodził piękny śpiew. Akurat odbywała się majówka i chciała, żeby jej syn slyszał śpiewy na cześć Matki Bożej.
Kiedy Karol mial 10 lat, wraz z kolegą Jerzym Klugerem pisali szkolny sprawdzian. Jerzy dowiedział się o wynikach i postanowił podzielić się tą wiedzą z Karolem. Znalazł go w kościele przy ołtarzu, gdzie ten służył jako ministrant. Wszedł do środka i zaczął dawać rękami znaki, że wszystko jest w porzadku. Wtedy dopadło go piorunujące spojrzenie starszej kobiety, która po Mszy św. nie omieszkała go skrzyczeć, że ośmielił saię sprofanować kościół on – nieochrzczony Żyd. Kiedy Karol wyszedl z zakrystii, skomentowal to wydarzenie słowami: – Czyż ona nie wie, że jesteśmy dziećmi tego samego Boga?
Rok poźniej młody Wojtyła był świadkiem następującego zdarzenia: miejscowy woźny szkolny będąc w stanie nietrzeźwym wpadł pod samochód. Natychmiast powstało zbiegowisko ludzi, ale nikt nie wiedział, jak konkretnie pomóc nieszczęśnikowi. Wtedy Karol pobiegł w stronę plebanii i po chwili pojawił się z księdzem, który zaopatrzył sakramentami ofiarę wypadku.
Karol był bardzo dobrym i koleżeńskim uczniem. Jeden z żyjących jeszcze kolegów zeznał, że nigdy nie pozwalał ściągać. Uważał, że jest to nieuczciwe. Chętnie natomiast pomagał swoim kolegom i koleżankom po lekcjach, tłumacząc i wyjaśniając trudniejsze zagadnienia.
Młody Wojtyła był bardzo dumny z tego, że urodził się w roku 1920, kiedy miał miejsce cud nad Wisłą. Z opowiadań ojca, który brał udział w zwycięskiej wojnie polsko-bolszewickiej, wiedział, że zwycięstwo przyszło przez Maryję. Karol na całe życie zapamiętał niezwykłą wiarę swojego ojca, który przy trumnie najstarszego syna – Edmunda powtarzał: „Bądź wola Twoja, bądź wola Twoja!”
Ojcu zawdzięczał też piękną modlitwę do Ducha Świętego, której słowami modlił się przez całe życie. Często powtarzał, że swoje pierwsze seminarium duchowne miał w domu rodzinnym, pod okiem swojego ojca.
Bardzo dużo przyszły papież zawdzięczał skromnemu krawcowi, Janowi Tyranowskiemu, który wciągnął go do „Żywego Rożańca” oraz zapoznał go z traktatem Luisa-Marie Grignion de Montfort o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. To właśnie tam należy szukać początków zawołania biskupiego „Totus tuus” Karola Wojtyły i jego bezgranicznego zawierzenia się Maryi. Z pewnością przyszły papież był wyjątkową osobowością, skoro już w 1945 roku koledzy zawiesili mu na drzwiach kartkę z napisem: „Przyszły święty”.
Opisywana przeze mnie lektura ustosunkowuje się także do rzekomej działalności kryminalnej młodego Karola Wojtyły. W roku 2007 pojawiło się we Włoszech oskarżenie pod jego adresem, że podobno zasztyletował kilku żołnierzy niemieckich. Następnie miał się ukryć w budynku seminarium duchownego w Krakowie i być na liście osób poszukiwanych przez Niemców.
Postulacja sprawy beatyfikacyjno-kanonizacyjnej sprawdziła te rewelacje w niemieckiej komisji historycznej, która uznała je za bzdurę. Komuś bardzo zależało, żeby splamić dobre imię papieża polskiego.
W książce znajduje się też ciekawy fakt z 1947 roku. Ks. Wojtyła, który jako student mieszkał w kolegium belgijskim, razem z kolegami udał się na audiencję do ówczesnego papieża – Piusa XII. Kiedy rektor przedstawiał Wojtyłę jako Polaka, Ojciec Święty powiedział do niego po polsku: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!”
Jest też ciekawostka z czasów Soboru Watykanskiego II. Zabierając głos w dyskusji na temat apostolstwa świeckich, biskup Wojtyła swoje wystąpienie rozpoczął słowami: „Czcigodni ojcowie, bracia i siostry!” – na soborze były też kobiety w charakterze obserwatorów. Zwrócenie się wprost do kobiet było wtedy czymś zupełnie wyjątkowym w Watykanie i zapowiadało nowe spojrzenie Kościoła na kobietę i jej wielką godność, o czym tak pięknie nauczał podczas swojego pontyfikatu Jan Pawel II.
Druga część książki przedstawia papieża, miłującego kapłaństwo i ludzi, którym posługiwał. Na początku przedstawione jest wzruszające świadectwo, potwierdzające wielką wrażliwość Jana Pawła II. Tuż po wyborze na papieża Jan Paweł II zadzwonił do Krakowa i polecił, żeby zabrano na inaugurację do Rzymu również panią Marię, która sprzątała w pałacu arcybiskupim. W Watykanie każdego roku w okresie Bożego Narodzenia papież zwoływał Polaków do siebie na wspólne kolędowanie. Wtedy przez kilka godzin śpiewano piękne kolędy i pastorałki polskie. Ojciec Święty słynął z tego, że znał wszystkie zwrotki i często niektóre kolędy kończył w pojedynkę. Sam też na poczekaniu komponował kolejne zwrotki, umieszczając w nich obecnych na kolędzie księży, ku uciesze wszystkich zgromadzonych. Podobno Jan Paweł II bardzo lubił śpiewać kolędę „Oj, maluśki, maluśki”.
Autorzy książki nawiązują także bezpośrednio do osobistych przyjaciół polskiego papieża. Pierwszym z nich był młodszy kolega z czasów seminarium krakowskiego, obecny kardynał, Andrzej Maria Deskur. To on przez wiele lat był głównym punktem odniesienia w Watykanie dla samego Wojtyły, jak również dla Kościoła w Polsce. Kiedy w Watykanie odbywało się konklawe, na którym Karol Wojtyła zostal wybrany na papieża, bp Deskur miał wylew i znalazł się w szpitalu. Zaraz po wyborze Ojciec Święty udał się do szpitala, aby odwiedzić ciężko chorego kolegę. Swoją chorobę i kalectwo kard. Deskur ofiarował w intencjach posługiwania Kościołowi przez Jana Pawła II. Papież często wyrażał mu za to swoją wdzięczność.
Drugim przyjacielem papieża był kardynał Marian Jaworski. To on udzielił umierającemu papieżowi ostatniej Komunii św., wkładając do jego ust łyżeczkę z winem konsekrowanym. Nie wszyscy wiedzą, że przed laty biskup Jaworski stracił w wypadku rękę, kiedy jechał głosić rekolekcje w zastępstwie arcybiskupa Wojtyły, który pojechał do Rzymu, aby odebrać godność kardynalską.
Kolejnym przyjacielem papieża, i to wyjątkowym, był ks. Stanisław Dziwisz, który u boku Ojca Świetego spędził ponad 40 lat. Dziś jako kardynał kieruje Kościołem krakowskim. Do przyjaciół papieża należał też kard. Franciszek Macharski oraz rodzina Andrzeja i Wandy Półtawskich. Jedno ze świadectw cytuje list Karola Wojtyły do Półtawskich: „Wy jesteście moją rodziną, a Ty, Wando, jesteś moją siostrą”. W czasie długiego pontyfikatu wspomniani przyjaciele papieża mieli właściwie nieograniczony wstęp do Watykanu i wszyscy ich tam znali (…).
Jest też w książce ciekawe świadectwo jednego z gwardzistów szwajcarskich. Któregoś roku w Boże Narodzenie wspomniany gwardzista pełnił slużbę przed drzwiami apartamentu papieskiego. Jakież było jego zdziwienie, kiedy w pewnym momencie otwarły się drzwi i ukazał się papież we własnej osobie, który złożył serdeczne życzenia świąteczne jemu i jego bliskim. Szwajcar wyznał, że tego dnia wchodziło i wychodziło od papieża wielu kardynałów, biskupów, księży oraz ludzi świeckich, ale nikomu z nich nie przyszło do głowy, aby złożyć życzenia stojącemu na straży gwardziście. Uczynił to tylko Jan Paweł II.
W książce ks. Odera i Saverio Gaety czytelnik znajdzie też sensacyjną wiadomość o ostrzeżeniu Watykanu przez wywiad włoski o niebezpieczeństwie porwania papieża przez „Czerwone Brygady”, jak to było w przypadku lidera Demokracji Chrześcijańskiej Aldo Moro. Wspomniana książka zawiera ponadto dwa nieznane dotychczas dokumenty, rzucające światło na osobowość Karola Wojtyły. Pierwszy dokument to szkic tekstu katechezy na temat zamachu z 13 maja 1981 roku, który Jan Paweł II zamierzał wygłosić 21 października tegoż roku. Katecheza ta miała być poświęcona przebaczeniu. W niewygłoszonym tekście audiencji, który Ojciec Święty zaczął pisać we wrześniu 1981 r., czytamy m.in., że już 17 maja 1981 r. podczas modlitwy „Regina coeli” przebaczył bratu, który do niego strzelał. Po czym papież ujawnił: „Możliwość wypowiedzenia tych słów jeszcze wcześniej, w karetce, która wiozła mnie z Watykanu do kliniki Gemelli, gdzie przeprowadzono pierwszą i decydująca operację, uważam za owoc szczególnej łaski danej mi przez Jezusa, mego Pana i mistrza. Tak! … Akt przebaczenia jest pierwszym i podstawowym warunkiem, abyśmy my, ludzie, nie byli nawzajem podzieleni i stawali jeden przeciwko drugiemu, jak nieprzyjaciele”.
Drugi dokument, z roku 1994, mówi o perspektywie rezygnacji z urzędu w przypadku długotrwałej, nieuleczalnej choroby bądź innej przeszkody w jego pełnieniu. Miał on zostać najprawdopodobniej publicznie odczytany w obecności kardynałów (…).
Nie brakuje też świadectw mówiących o ogromnych zasługach polskiego papieża w obaleniu komunizmu. Jedno z nich przytacza słowa Michaiła Gorbaczowa: „To nie ja zniszczyłem komunizm, uczynił to Jan Paweł II”.
Jak wiadomo, papież często podróżował. Powstała nawet anegdota-zagadka: „Jaka jest różnica między Panem Bogiem a Janem Pawłem II?” Odpowiedź brzmiała: „Bóg jest wszędzie, a Wojtyła już tam był”. Autorzy opisują ciekawe wydarzenie z lotu papieża do Australii. Jeden z towarzyszących mu dziennikarzy zgorszył się, że podróż papieża będzie kosztowała więcej, niż podróż królowej brytyjskiej Elżbiety II. Wtedy papież wyjaśnił mu: „Sądzę, że podróże papieża powinny kosztować więcej niż podróże królowej Wielkiej Brytanii. Papież niesie przesłanie zbawienia, a zbawienie zostało okupione bezcenną krwią Chrystusa”.
Jak piszą autorzy – papież zawsze z wielką troską i miłością pochylał się nad chorymi i cierpiącymi. Kiedy prefekt Domu Papieskiego, bp Dino Monduzzi, popędzał papieża, żeby szybciej kończył spotkanie z chorymi, Jan Paweł II powiedział: „Monsignore, nigdy nie można się śpieszyć, kiedy rozmawia sie z ludźmi cierpiącymi”. W 1992 roku ustanowił dzień 11 lutego Światowym Dniem Chorego(…)
Jan Paweł II nigdy się nie oszczędzał i nawet będąc posuniętym w latach i doświadczonym ciężką chorobą, na propozycję jednego z kardynałów, żeby ograniczył zajęcia w Wielkim Tygodniu roku 2005, odpowiedział: „Chrystus nie zszedł z krzyża, dlaczego ja miałbym to uczynić?” Papież dzielnie znosił dolegliwości związane z pogarszającym się stanem zdrowia. Kiedy zaczął podpierać się laską, żartował, że służy mu ona zarówno do podpierania się, jak i do pilnowania swojej owczarni. Podczas wizyty w jednym z krajów Ameryki Łacińskiej Jan Paweł II dostrzegł starszego biskupa, podpierającego się laską. Uśmiechnął się do niego serdecznie i powiedział: „Księże biskupie, ale nam obydwu życie dało po kulach”.
Książka podaje też bardzo ciekawy epizod. Wszyscy znają z przekazu telewizyjnego scenę, kiedy w czasie pogrzebu Jana Pawła II na placu św. Piotra gwałtowny wiatr podnosił szaty liturgiczne dostojników kościelnych oraz w pewnym momencie przewrócił karty Pisma Świętego położonego na trumnie, zamykając je. Nie wszyscy znają epizod meksykański, mający miejsce w tym samym czasie.
Otóż w dniu pogrzebu z Nuncjatury Apostolskiej w stolicy kraju, Meksyku, do sanktuarium Matki Bożej w Guadalupe wyruszył „papamobile” – samochód który służył Janowi Pawłowi II podczas jego podróży w tym kraju. W samochodzie ustawiono tron, na którym siadał papież podczas swoich wizyt w Meksyku, a na tronie umieszczono duży portret Jana Pawła II. Kiedy samochód dotarł na miejsce, tron ze zdjęciem papieskim umieszczono w drzwiach sanktuarium. Zebrało się kilkadziesiąt tysięcy wiernych, którzy z wielką uwagą śledzili transmisję pogrzebową z Rzymu. W tym samym czasie, kiedy w Rzymie wiatr przewracał karty Pisma Świętego na trumnie zmarłego papieża, w Guadalupe nagle pojawił się i usiadł na tronie papieskim biały gołąb. Wszyscy zgromadzeni, zarówno w Rzymie, jak i w Meksyku, odczytali to jako znak Ducha Świętego, który jeszcze raz dawał znać, jak umiłowanym synem był Jan Paweł II (…).
Bardzo często odwiedzali papieża w Watykanie wyznawcy innych religii, a zwłaszcza muzułmanie. W roku 1999, wyrażając swój wielki szacunek dla religii muzułmańskiej, papież pocałował podaną mu księgę Koranu. Gest ten oburzył wielu i do dziś nie brak komentarzy, że było to odstępstwo od wiary. Autorzy omawianej książki tłumaczą, że papież uczynił to z szacunku do wyznawców Boga Najwyższego i Miłosiernego, czczonego przez muzułmanów.
Nie brakowało też negatywnych komentarzy po wspólnej modlitwie z Patriarchą Prawosławnym Konstantynopola Bartłomiejem II, która miała miejsce w roku 1995. Papież i patriarcha modlili się słowami „Credo” używanego przez prawosławnych, który nieco różni się od katolickiego. Brakuje w nim wyrażenia „pochodzi od Syna” – prawosławni używają tylko wyrażenia: „który pochodzi od Ojca”. Tu też wielu dopatrywało sie odstępstwa od prawdziwej wiary ze strony polskiego papieża, a tymczasem wkrótce potem powstała komisja mieszana i nastąpił postęp w kontaktach z Kościołem prawosławnym.
Trzecia część omawianej książki przedstawia Jana Pawła II jako mistyka, który żył stale w obecności Boga. W książce jest też nawiązanie do Mszy św. odprawianych przez papieża. Msza św. odgrywała centralne miejsce w jego życiu. Przed sprawowaniem Eucharystii zatapiał się w modlitwie i często ks. Dziwisz musiał go lekko trącić, aby dać mu znak, że już czas na ubieranie się do Mszy św.
Znana jest praktyka podsuwania przez sekretarza papieżowi karteczek z intencjami, w których on następnie się modlił. Kiedy dziękowano mu za modlitwy i informowano go, że ktoś został uzdrowiony lub otrzymał łaskę, o którą w modlitwie prosił papież, to zwykle odpowiadał: „Dziekujmy Bogu za ich wiarę”.
Jan Paweł II praktykował różnego rodzaju umartwienia i czynił to zarówno w Krakowie, jak i podczas posługi na Stolicy Piotrowej. Poza przepisanymi postami, których niezwykle ściśle przestrzegał, zwłaszcza w okresie Wielkiego Postu, kiedy to ograniczał posiłki do jednego pełnego dziennie, Karol Wojtyła pościł także przed udzieleniem święceń kapłańskich i biskupich. Często kładł się krzyżem w kaplicy, a w jego biurku znajdował się pas, którego używał jako bicza do umartwiania swego ciała. W każdy piątek odprawiał Drogę Krzyżową, a gdy nie miał takiej możliwości, to np. tak jak w Castel Gandolfo, odprawiał Drogę Krzyżową na korytarzu.
Autorzy przytaczają też epizod z roku 2004, kiedy Jan Paweł II poprosił, aby ceremoniarze pomogli mu uklęknąć przed Najświętszym Sakramentem. Było to w dzień Bożego Ciała. Kiedy osoby z najbliższego otoczenia papieża nie widziały takiej możliwości, wtedy zniecierpliwiony papież krzyknął: „Przecież tu jest żywy Bog”. Z wielkim trudem uklęknął na kleczniku i przez moment był trzymany przez ceremoniarzy. Na jego twarzy widać było, jak bardzo cierpiał.
Polski papież szczególnie upodobał sobie maluczkich i ubogich. Żył bardzo skromnie. W Krakowie rozdawał nawet osobistą odzież czy rzeczy, które otrzymywał w darze. Wydawał polecenie, żeby przekazywać je bardziej potrzebującym. Nie jest tajemnicą, że chodził w mocno przyniszczonych rzeczach i pozwalał sobie kupić nową odzież dopiero wtedy, kiedy stara już się nie nadawała do cerowania czy podłatania (…).
Wojtyła często koperty z ofiarą pieniężną, które otrzymywał na zakończenie wizyt w parafiach, przekazywał dalej, ludziom bardziej potrzebującym czy też odwiedzającym go księżom. Często nawet nie zaglądał do koperty i nie znał jej zawartości (…).
Polski papież miał wielkie nabożeństwo do Matki Najświętszej. Przez całe życie nosił szkaplerz, a w ręku zawsze trzymał rożaniec. Kiedyś zapytano go, czy widział Matkę Bożą, i wtedy odpowiedział: „Nie widziałem Matki Bożej, ale czuję jej obecność”. Jego ulubioną modlitwą był Różaniec. To Janowi Pawłowi II Kościół zawdzięcza nowe tajemnice Różańca, Tajemnice Światła, które wprowadził na zakończenie roku różańcowego 2002.
Autorzy książki podają ciekawe odniesienie do objawień Matki Bożej w Medżugorie. W 1987 roku Jan Paweł II miał powiedzieć do Mirijany Dragicevic: „Gdybym nie był papieżem, to już bym dawno odwiedził Medżugorie”.
Kiedy Jan Paweł II udawał się prywatnie do sanktuarium w Mentorelli, polecał, aby wysadzić go 8 km od sanktuarium i sam szedł pieszo, modląc się w skupieniu i ciszy.
1 kwietnia 2005 r., w wigilię swojej śmierci, napisał na kartce, że chce odprawić Drogę Krzyżową. Osoby, które czuwały u boku umierającego papieża, odprawiły Drogę Krzyżową, której on wysłuchał, kiedy był już ledwo przytomny. Zmarł 2 kwietnia, w sobotę, kiedy liturgia zaczynała Święto Bożego Miłosierdzia, zresztą przez niego ustanowione. Tuż przed śmiercią pożegnał się nie tylko z kardynałami i biskupami, ale wezwał też do siebie – na pożegnanie – fotografa Arturo Mari oraz Franco, który pelnił służbę w apartamentach papieskich.
Autorzy książki nawiązują też do kontaktów z ojcem Pio. Wojtyła prosił o. Pio nie tylko o modlitwy w intencji uzdrowienia Wandy Półtawskiej, ale także o uzdrowienie kilku innych osób. I łaski te zostały wyproszone. Kiedy Wojtyła pojechał do San Giovanni Rotondo, aby osobiście podziękować ojcu Pio, a także u niego się wyspowiadać, wielki mistyk włoski miał powiedzieć do swojego współbrata, wskazując na młodego polskiego biskupa: „On kiedyś będzie wielkim rybakiem ludzi”.
Kiedyś Jan Paweł II powiedział: „Nie wiem, czy historia zapamięta tego papieża. Myślę, że nie. Jeśli to uczyni, to chciałbym, żeby zapamiętała go jako papieża rodziny”. Sądzę, że historia zapamięta go nie tylko jako papieża rodziny, który założył na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim Instytut do Spraw Rodziny i Małżeństwa. Zapamięta go również jako wielkiego przyjaciela młodzieży, obrońcę życia, orędownika godności kobiet, przyjaciela ubogich i maluczkich. Zapamięta go jako wielkiego papieża, który całym swoim życiem dał wymowny przykład. jak można pięknie żyć i umierać.
Ks. Władysław Zarębczan, Watykan
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz