Wydarzenia

Zamknij

Krajobraz po mediach

Jurek Jurecki 22:18, 12.05.2010
Treść artykułu pod wideo ↓
Skomentuj Krajobraz po mediach

News umiera dziś tak szybko, jak zrujnowane Haiti. Współczucie świata żyje tak długo, jak tylko włączone są kamery.

::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"8777"}

Villa Creole w Port-au-Prince na Haiti jeszcze na początku lutego tętniła dziennikarskim życiem. W marcu przed zawalonym hotelem pozostało zaledwie kilka namiotów. Pusto jest też przed bramą ograniczającą jego teren, gdzie każdego ranka motocykliści, równocześnie świetni przewodnicy, oczekiwali na fotoreporterów.

Sprzed hotelu Palm Inn zniknął las anten satelitarnych. Tuż po trzęsieniu ziemi stacjonowała tu większość przybyłych ze świata ekip telewizyjnych. Mieszkali tu np. Marcin Wrona (korespondent „Faktów” TVN), Marcin Firlej (korespondent TVP) i Marek Wałkuski (korespondent Polskiego Radia z Waszyngtonu). Wszyscy wyjechali z Haiti dwa tygodnie po tragedii – w czasie, gdy miejsce kataklizmu opuszczali też nasi strażacy. Potem znikały kolejne stacje zagraniczne i ich dziennikarze. Miesiąc po trzęsieniu ziemi samoistnie powstałe centrum prasowe przy Villa Creole już prawie nie istnieje. Miejsca w ogrodzie po wielkiej noclegowni dziennikarzy zajęły namioty pracowników hotelu, którzy stracili swoje domy. Teraz na miejscu jest ze mną jeszcze tylko trójka dziennikarzy Reutersa i hiszpański fotoreporter.

Czego nie przeczytacie

12 lutego, cztery tygodnie po trzęsieniu ziemi, Haiti prawie zniknęło z medialnych doniesień. Tymczasem właśnie teraz dzieje się tu tak wiele, że nie sposób ogarnąć wszystkich dziennikarskich wyzwań. Obozy, w których zamieszkały setki tysięcy ludzi, czyste i nowe, gdy pokazywano je w mediach – teraz przypominają slumsy. Brudne, zaniedbane, z tonami odpadków naokoło. Na murach coraz więcej napisów. Ktoś prosi o pomoc, inny błaga o jedzenie, lekarstwa, namioty. Przy punktach pomocy, których z każdym dniem jest coraz mniej, gromadzą się tłumy. Sporo osób odchodzi z kwitkiem.

Media wyjechały za wcześnie – to widać na każdym kroku. Czy bez nich świat usłyszy, że pomoc jest tu wciąż tak potrzebna? Nikt nie grzmi, że w szpitalach operacje nadal wykonuje się bez znieczulenia. Nikt nie alarmuje, że kończą się lekarstwa przywiezione tu zaraz po trzęsieniu ziemi. Nie ma reporterów, którzy zaglądaliby pod haitańskie namioty, by informować świat o ludziach, którzy zdani na siebie samych nie poradzą sobie. O chorych w obozach, którzy nie szukają pomocy z obawy przed płaceniem za lekarską wizytę. Nikt nie pisze o wzajemnej agresji ludzi głodnych.

Rafał Hechmann z Polskiej Akcji Humanitarnej przyznaje, że gdy kończy się zainteresowanie mediów miejscem tragedii, możliwości pozyskiwania pomocy przez organizacje pozarządowe stają się ograniczone. Przekonuje, że pożytek z aktywności dziennikarskiej polega nie tylko na tym, że media pobudzają opinię społeczną do ofiarności. Od reporterów obecnych na miejscu można bowiem dowiedzieć się bezpośrednio o skali potrzeb, można też powierzać im zadania. Tak było w przypadku Polskiej Akcji Humanitarnej i Polskiej Misji Medycznej, które bezpośrednio korzystały z pomocy polskiego dziennikarza obecnego w Port-au-Prince.

Dzięki niemu miały informacje o sytuacji szkół w mieście. Z jego inicjatywy zorganizowano w Villa Creole telekonferencję kilku miejscowych nauczycieli z Janiną Ochojską. Louis Jean Riderson (matematyk), Emil Bonnet (nauczyciel informatyki) i Gabriel Jesulene (nauczycielka francuskiego) dzielili się swoimi doświadczeniami. PAH przygotowuje się bowiem do budowy nowej szkoły w stolicy Haiti. W Port-au-Prince w gruzach legły wszystkie.

Czego nie zobaczycie

W centrum Port-au-Prince wielkie nabożeństwo żałobne z okazji pierwszego miesiąca od tragedii. Szkoda, że nie ma tu już fotoreporterów. Świat mógłby zobaczyć, że jedynym obrazem z Haiti wcale nie są gruzy, zrozpaczeni mieszkańcy miasta i trupy. W niedzielę 14 lutego przy Pałacu Narodowym kilkaset tysięcy ludzi tańczy i śpiewa. Są radośni. Przyszli ubrani na biało. Niektórzy dotarli z odległych miejsc, szli w pielgrzymkach. W rękach mają kwiaty, gałązki, liście. Niesamowity widok na tle zawalonych domów. Nikt nie chowa twarzy przed obiektywem, jakby chciał przekazać: zazwyczaj tacy jesteśmy. Na uliczkach wylotowych handlarze z egzotycznymi owocami. Przez tłum przeciskają się sprzedawcy wody – w workach niosą ją na głowie.

Nieco dalej, wśród gruzów centrum biznesowego, najbardziej dotkniętej trzęsieniem ziemi części miasta, zupełnie inny obrazek, o którym marzyłby niejeden fotoreporter: kilku mężczyzn urządza walki kogutów. Pamiętam, jak Timothy Large, dziennikarz Reutersa, podczas pobytu tutaj przez kilkanaście dni próbował odnaleźć miejsca takich walk. W Villa Creole wypytywał o nie wszystkich. Wyjechał wraz z większością dziennikarzy.

Inna klatka z aparatu: nieopodal, na wzgórzach wśród ruin dzieci puszczają latawce zrobione z kawałków worków na śmieci. To zwiastun, że wraca normalne życie i dowód, że człowiek może się przyzwyczaić do każdej sytuacji. Bo 12 stycznia tego roku do domu ze szkoły nie wróciło w Port-au-Prince kilkadziesiąt tysięcy dzieci.

Nas tam brakuje

Mężczyźni zgromadzeni wokół telewizora podłączonego do agregatu prądotwórczego czy samochodowych akumulatorów to częsty obrazek na gruzach Port-au-Prince. Kolejny, którego w mediach nie mamy już szansy zobaczyć. Oglądający sprawiają wrażenie, jakby ten zdruzgotany świat dookoła nie istniał. Powód może być tylko jeden: mecz piłkarski. Haitańczycy ponad wszystko kochają piłkę nożną. Kopią ją, gdzie tylko popadnie. W najbardziej niebezpiecznej części miasta, obok slumsów przy porcie, byłe zadaszone targowisko zmieniło się w plac do gry w piłkę. Gdy z wielkim napisem „Press” na koszulce dołączyłem do grających, zebrał się tłum ludzi. Co ciekawe, kibicowali nie swoim, lecz białemu dziennikarzowi. Kilka minut na boisku pozwala zyskać przychylność miejscowych, tak potrzebną do napisania rzetelnych relacji z tego miejsca.

Gdyby fotoreporterzy stąd nie wyjechali, znaleźliby wiele bardziej szokujących obrazów z miasta po trzęsieniu ziemi niż przed kilkoma tygodniami, gdy były tu ich tłumy i stadnie walczyli o każde ujęcie. Dlatego w światowej prasie nie zobaczymy zdjęć, jak na stalowych prętach wystających z gruzów pojawiają się ludzkie czaszki.

Podobnie czytelnicy i widzowie nie poznają tragicznego losu morskich żółwi. Mieszkańcy slumsów ciągnących się w Port-au-Prince wzdłuż wybrzeża Morza Karaibskiego kilka tygodni po trzęsieniu ziemi, w obliczu głodu w mieście, ruszyli na połów żółwi ze zdwojoną energią. Te największe na świecie żółwie skórzaste, dochodzące nawet do dwóch metrów długości, po wyciągnięciu z wody są skazane na długą i okrutną śmierć. Haitańczycy, chcąc zachować świeżość ich mięsa, trzymają je bowiem na brzegu żywe. Odwrócone nogami do góry, umierają w męczarniach przez wiele godzin.

Nikt też nie opisze tego, co dzieje się w tej części Port-au-Prince nazywanej przez miejscowych Down Town. Przy płocie ogradzającym zawalony uniwersytet kilka osób zakrywających twarze chusteczkami przygląda się, co się dzieje za murem. Pracuje tam koparka, a obok stoi kilku chłopaków z maseczkami na twarzach. Co chwila operator zatrzymuje łyżkę i pokazuje coś palcem. Chłopcy doskakują do tego miejsca. Wyciągają torebkę, na jego oczach ją plądrują. Chowają coś do kieszeni. To zorganizowana grupa, która szuka pod gruzami pieniędzy. Koparka służy wyłącznie do przerzucania gruzu.

Nikt nie reaguje. Nie ma policji, która zajęłaby się rabusiami. Przejeżdżające wozy wojskowe kontrolujące miasto nie reagują, bo widok pracującej koparki nie wzbudza ich podejrzeń.

Nie ma dziennikarzy.

Nie było chętnych

Marcin Wrona z TVN uważa, że powodem szybkiej śmierci newsa, którym było Haiti, jest to, że dziś odbiorca szybko nudzi się informacją. – To tak jak z wykładowcą, który musi zmieniać temat co dziesięć minut, by nie zanudzić słuchaczy – tłumaczy Wrona. Przekonuje, że wynika to z ilości informacji i szybkości, z którą do nas docierają – i znikają. – Ale my wracamy na Haiti. Mamy świadomość, jak potrzebna jest tam nasza obecność – informuje mnie na początku marca Marcin Wrona. Chęć powrotu na Haiti deklaruje też Marek Wałkuski z Polskiego Radia w Waszyngtonie. – Pytanie tylko, czy moi w Warszawie znajdą na to pieniądze. Sytuacja w firmie jest kiepska – mówi.

Nawet zaraz po trzęsieniu ziemi oprócz TVP, TVN i Polskiego Radia żadna duża polska redakcja nie wysłała tam swojego dziennikarza – ani PAP, Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita, RMF FM, Radio Zet, ani żadna z agencji fotograficznych. Tomasz Woźny i Paweł Łączny, dwaj młodzi fotoreporterzy, freelancerzy z Wrocławia, dotarli na Haiti dopiero kilkanaście dni po tragedii, mimo że technicznie byli gotowi następnego dnia. – Brakowało nam kasy. Uderzaliśmy do wszystkich tytułów. Także do agencji fotograficznych – opowiada Paweł Łączny. – Za 500 euro byliśmy gotowi dać wyłączność na nasze zdjęcia. Ale chętnych nie było – mówi.

Zaryzykowali, pojechali za własne pieniądze. Mieli namiot, po 2,5 tys. zł w kieszeni i 5 kg kabanosów. Ze sporym dorobkiem fotograficznym wrócili z Haiti po 18 dniach. – Znowu trafiliśmy na mur – opowiada Tomasz Woźny, który z ofertą sprzedania zdjęć z Haiti wysłał dziesiątki e-mailów. Od przedstawicielki Wirtualnej Polski usłyszał, że chętnie wezmą zdjęcia, ale za darmo. Podobną propozycję otrzymał z wrocławskiej Wyborczej. Ostatecznie Woźny miał szczęście, jego reportaż ukazał się w Dużym Formacie. Musiał jednak do zdjęć dołączyć tekst, taki był warunek publikacji. Paweł Łączny po kilku tygodniach od powrotu z Haiti wydreptał wreszcie publikację swoich prac – jego fotocast ukaże się na stronie internetowej Newsweek Polska.

Dewaluacja współczucia


Polskie – lecz nie tylko – media korzystają dziś bowiem w takich przypadkach z serwisów zagranicznych. Jerzy Haszczyński, szef działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”, nie kryje: powodem są finanse. Dodaje, że informacje agencyjne są tak bogate w treści i zdjęcia, iż redakcjom nie opłaca się dziś wysyłać na miejsce swoich reporterów. – To także kwestia szybkości: gdy nasi tam dotrą, będzie już po wszystkim – przekonuje Haszczyński.

– Informację o wstrząsie wtórnym w Chile przeczytałem w mediach już po sześciu minutach od zdarzenia. Przyspieszony obieg informacji wymusza nową podaż. Nie ma czasu na refleksję, na przetrawienie informacji, bo pojawiają się już następne. To powoduje, mówiąc brutalnie, dewaluację zainteresowania oraz współczucia – mówi Jarosław Giziński, szef działu zagranicznego w Newsweeku. Nie byłoby w tym pewnie nic strasznego, gdyby nie to, że kiedy informacja znika z pierwszych stron gazet, kończy się hojność darczyńców i znika potrzeba pomagania.

W marcu Newsweek i Duży Format opublikowały jednak reportaże z Haiti. – Wracając do tematu Haiti, chcieliśmy się sprzeciwić tej dewaluacji współczucia – stwierdza Giziński.

Haiti nie jest już newsem – ale niewykluczone, że znowu się nim stanie. Tak sądzi Howard Lafranchi z The Christian Science Monitor, który z Port-au-Prince wyjechał 31 stycznia.

– W Stanach Haiti nie jest już na pierwszych stronach, ale wewnątrz gazet ciągle się o nim pisze. Zresztą sprawa Haiti utrzymywała się w mediach amerykańskich o wiele dłużej niż w przypadku innych tego typu wydarzeń. Może także z tego powodu, że Ameryka tak mocno zaangażowała się w pomoc Haiti, a może dlatego, że do dziś głośne są tu sprawy związane na przykład z adopcjami – zastanawiał się Lafranchi w marcu. Przyznał, że gdyby teraz zaproponował swemu naczelnemu wyjazd na Haiti, zgody by nie dostał. – Inaczej będzie, gdy na Haiti zacznie się pora deszczowa. To znowu będzie news i pewnie ponownie mnie tam wyślą. Dlaczego? Bo nieuchronnie znowu dojdzie tam do tragedii – nie kryje dziennikarz. Można sobie wyobrazić chaos, jaki pojawi się, gdy na prymitywnie zbudowane obozy na wzgórzach Port-au-Prince spadnie deszcz. Albo gdy woda zacznie wypłukiwać gruzy, pod którymi leżą ciągle tysiące rozkładających się ciał.
Wróci news, wrócą dziennikarze.

– Po 40 dniach od tragedii uwaga świata nie koncentruje się już niestety na takim wydarzeniu, jak trzęsienie ziemi na Haiti. Opuszczonych przez media, a targanych problemami miejsc jest wiele: od Konga i Somalii po Kolumbię czy Sri Lankę. Uwaga mediów będzie się koncentrowała tylko tam, gdzie zdarzy się coś wielkiego i dramatycznego. Tak dziś działa informacja i wielki biznes z nią związany – przekonuje Timothy Large, dziennikarz Reutersa.

Jerzy Jurecki, Port-au-Prince
(Jurek Jurecki)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE

  • budowlane

    22.12.2025

    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

  • ogloszenie

    29.05.2026

    Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

  • budowy

    02.06.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • praca

    02.06.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • ogloszenie

    27.05.2026

    Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

  • ogloszenie

    19.05.2026

    KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

  • biznes

    02.06.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • domy

    02.06.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • 01.06.2026

    ZLECĘ WYKONANIE PRAC WYKOŃCZENIOWYCH: SUCHE TYNKI,...

  • 01.06.2026

    ZATRUDNIĘ DO KARCZMY i PENSJONATU W KOŚCIELISKU. 6...

  • 01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA MIESZKANIE 38m2 i 55m2 w CENTRUM NOWE...

  • ...

    01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

  • SZCZ

    01.06.2026

    SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

  • ...

    29.05.2026

    RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

  • 26.05.2026

    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KELNERA/-KĘ, POMO...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM: KELNER/-KA - DLA ...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM DLA UCZNIÓW, STUDE...

  • 25.05.2026

    URZĄD GMINY KOŚCIELISKO zatrudni INSPEKTORA ds. po...

  • ...

    25.05.2026

    ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

  • ...

    22.05.2026

    RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

  • budynek

    12.05.2026

    Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

  • ...

    28.04.2026

    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

  • pożyczki

    23.04.2026

    PROVIDENT. 571 240 909.

  • usługi

    17.04.2026

    OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

  • ...

    07.04.2026

    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

  • ...

    07.04.2026

    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...


POLECAMY

0%