Blogi

Zamknij

„Dysłoszerka”

Miłosz Sowa 23:21, 30.04.2013
Treść artykułu pod wideo ↓

Kiedy po przyjeździe do USA mieszkałem w New Jersey, pracowałem na bardzo ważnym i odpowiedzialnym stanowisku pomocnika "diswashera", czyli takiego co zmywa garnki, sztućce oraz inne talerze i miski w knajpie. A przy okazji jest chłopcem na posyłki kucharza i każdego innego pracownika tej restauracji też. Restauracja nazywała się "Fisherman" (Rybak), choć ryb i innych wodnych stworzeń było w menu jak na lekarstwo. Przeważały dania z wszystkiego innego tylko nie z ryb.

Płacili najmniejszą stawkę, ale karmili za darmo. I uważali, że to darmowe jedzenie jest rekompensatą za wszystko. Przynajmniej wtedy, 20 lat temu tak było choć nie sądzę, by wiele się do tej pory pod tym względem zmieniło.

„Diswasherem", czyli głównym zmywaczem był Polak przebywający w USA kilka lat dłużej niż ja. Na imię miał,  powiedzmy, Alfred. Wprowadzał mnie w tajniki pracy w sposób  jakby to był co najmniej kurs nauki latania samolotem. Uczył mnie jak należy trzymać nóż, skrobak a jak ścierkę, że o miotle czy szczotce do szorowania posadzki w kuchni nie wspomnę. Bez przerwy pouczał jak układać talerze w pojemniku do zmywarki, jak sztućce a jak garnki. Według niego, położenie noża czy widelca nie tak, jak robił to on, równało się z co najmniej powiedzeniem do biskupa per „proszę pana”.

Z kolei przecieranie ściereczką talerza z lewej na prawą a nie odwrotnie było wręcz jazdą pod prąd jednokierunkową ulicą i domagało się mandatu. Co do tego ostatniego to myślę, że gdyby tylko mógł to karałby mnie takimi mandatami zasilając swoje  konto, nie tyle w banku co w skarpecie.  

 

Alfred się znał, a ja nie. On wiedział jak obrać cebulę, którą paczuszkę hamburgerów wyjąć z kartonu i dać kucharzowi a którą należy zostawić i przynieść za 30 minut jak mu znowu braknie. "Z której strony kartonu wziąłeś?" pytał a usłyszawszy odpowiedź kazał odnieść i przynieść z drugiej strony. Szedłem do magazynku, wracałem i dawałem mu znowu tą samą paczkę co  Alfred z zadowoleniem kwitował znaczącym - no widzisz... Prócz tego on był "Hamerykaninem" już jakiś czas, a ja dopiero co przyjechałem. Byłem więc gorszej kategorii i ustawiałem się w jego zaszeregowaniu nawet "za murzynami". Polecenia pomocnikowi "dishwashera" wydawali wszyscy, ale on jeden robił ze mnie cywilizowanego człowieka i wiedział co i jak mam robić, by budować dobrobyt USA.

 

Dziwnym trafem, kiedy w porze "lanchu"  w zastraszający sposób rosła prze zmywakiem sterta naczyń przynoszona przez „basboyów” z restauracyjnej sali, on szedł porządkować śmietnik na zewnątrz. Podobnie, gdy na sali było pełno klientów w piątkowy wieczór, natychmiastowe pozamiatanie wkoło śmietnika na podwórzu było niezbędne do normalnego funkcjonowania restauracji i oczywiście Alfred ruszał to robić.

 

Kucharzy było dwóch. Starszego wiekiem, Włocha z pochodzenia, o imieniu Francesco, nie interesowało nic po za gotowaniem. Często pytał się mnie, co chciałbym zjeść i zaznaczał, że mogę sobie wybrać co tylko zechcę. Zazwyczaj odpowiadałem, że jest mi wszystko jedno. Wtedy Francesco mówił, że jeżeli  chcę Filet de Mignon albo czarnego łososia z frytkami lub pieczonymi ziemniakami, z jakimi dodatkami tylko sobie zażyczę, on zrobi. Znowu powtarzałem, że jest mi obojętne czym mnie nakarmi, więc Francesco podsuwał mi po jakimś czasie na talerzu podwójne porcje tego, co akurat przed chwilą zamawiali goście. Bo miał już gotowe produkty na stole.

 

Inaczej było z drugim kucharzem, amerykańskim Stevem. On nigdy nie pytał, co chciałbym zjeść, najczęściej gdy przychodziła pora posiłku dla personelu zapominał o mnie, a gdy się upominałem, podawał mi makaron z jakimś serem. "Pasta and chees for you" - mówił podsuwając talerz z połową porcji. Nie narzekałem, w kuchni zawsze była możliwość podjedzenia, a piszę o tym, by pokazać różnicę między tymi dwoma kucharzami.

Steve, dając mi jedzenie nigdy nie omieszkał zapytać - good Amerika, right? na co ja niezmiennie kiwałem głową myśląc wręcz odwrotnie  a "f...en Amerika" było w tym momencie jak najbardziej na miejscu.

 

Kiedyś, po normalnej wymianie zdań z Francesco, gdy na pytanie "co ty chciałbyś zjeść" usłyszał moje "obojętnie", kiwnął potakująco głową i podszedł w głąb kuchni. Po chwili podał mi na największym półmisku jaki znalazł, jedno, ugotowane na twardo jajo obrane ze skorupki. Zaniemówiłem, a on z uśmiechem zapytał: obojętnie?

Od tej pory już zawczasu sprawdzałem, co jest w karcie i kiedy Francesco pytał co bym zjadł prosiłem o coś, co mógł dla mnie przygotować. A robił to naprawdę po mistrzowsku. Jego porcje były wręcz olbrzymie i zjadałem je na raty. Francesco z zadowoleniem się uśmiechał, kiedy nie tylko ja, ale i z personelu na pytanie "jak smakowało" odpowiadali, że jedzenie przez niego przygotowane było wyśmienite.

 

Jak już napisałem, polecenia wydawali mi wszyscy. Właściciel knajpy, menadżer restauracji, jego zastępca i kilku zastępców zastępcy. Kelnerzy i ich pomocnicy czyli basboye, kucharze, kasjerki i oczywiście najważniejszy w restauracji "dishwasher".  Jeżeli chodzi o polecenia Francesca, to odnosiły się one wyłącznie do tego, by mu coś przynieść z chłodni czy podać z szafy spiżarniowej. W przeciwieństwie do Steva, który np, mimo, że miał kilka innych identycznych patelni, rzucał mi przed chwilą właśnie użytą i kazał doprowadzić ją do porządku, bo danie przygotowane na innej nie będzie klientowi smakowało. Podobnie było z garami czy innymi kuchennymi statkami.

 

Pewnego dnia, kiedy w restauracji było pusto, menadżer restauracji kazał mi iść sprzątnąć chłodnię. Alfred, widząc, że jest prawie "bezklientelnie" zaszył się w ubikacji z jakąś gazetą i siedział już tam z  kwadrans. Jego raczej rzadko szukali do jakiejś roboty jeżeli ja byłem pod ręką...

Ubrałem się odpowiednio do tej pracy, gruby "waciak", rękawice z jednym palcem, czapka narciarska zakrywająca uszy. Te akcesoria zawsze wisiały koło drzwi do chłodni, w której panowała temperatura około 5 - 10 stopni poniżej zera. Najczęściej wchodziło się na chwilę, tylko po jakieś zamrożone mięso lub rybę. Sprzątanie polegało na ułożeniu w miarę porządnie, zamrożonych tusz zwierzęcych, kartonów z rybami czy kurczakami, hamburgerami i co tam jeszcze w tej chłodni się trzymało. A także na porządnym zamieceniu podłogi. Kiedy byłem może w połowie roboty, przyszedł któryś zastępca zastępcy i powiedział, że chłodnię skończę później a teraz mam iść na zewnątrz restauracji i sprzątnąć koło śmietnika. Bo on tam przed chwilą był coś wyrzucić i zobaczył, że jest bardzo brudno.

 

Był koniec maja i wokół śmietnika nie pachniało zbyt przyjemnie, ale z chęcią poszedłem się rozgrzać po pracy w chłodni. Paliłem jeszcze wtedy papierosy i tam mogłem spokojnie delektować się dymkiem. W restauracji był spokój i nie zanosiło się na klientów przed wieczorem, więc pomyślałem, że będę tam sprzątał tak długo, aż mnie zawołają.

Pracowałem powoli. Sprzątałem i sprzątałem i zapewne to moje sprzątanie trochę już trwało ale jakoś nikt mnie nie wołał. Dlatego sam po wypaleniu  któregoś z kolei papierosa wróciłem do restauracji.

 

Kiedy wszedłem do kuchni, od razu dopadł mnie Steve krzycząc, że paliłem co najmniej dwie godziny  a on już dopilnuje, by mi za ten czas  nie zapłacili. I mam biec do zlewu, bo on potrzebuje natychmiast te patelnie, które przed chwilą tam wrzucił.

Ruszyłem na zaplecze ale po drodze zatrzymał mnie główny menadżer kuchni i oznajmił, że nie sprzątnąłem chłodni mimo, że przecież mi kazał. Prócz tego, zarówno Steve jak i Alfred mu donieśli, że ja gdzieś sobie poszedłem. Sam, nie pytając nikogo o pozwolenie. A on  sobie nie życzy bym wychodził nawet do ubikacji nie informując go o tym, bo on od tego jest menadżerem i to najważniejszym a nie byle jakim i on musi wprost wiedzieć kiedy pracownicy robią siusiu. A teraz mi z zapłaty odlicza 4 godziny. I że jest to ostatni raz jak gdzieś polazłem nie mówiąc mu gdzie i po co. Odszedł, zupełnie nie słuchając tego, co chciałem mu na swoje usprawiedliwienie powiedzieć.

Mijając Francesca, który pocieszająco się do mnie uśmiechnął usłyszałem od przechodzącego właśnie właściciela restauracji, że jak tylko skończę zmywanie tej sterty garów ”co tam jest", mam się do niego zgłosić. Bo znikam i nikt nie wie gdzie jestem, więc lepiej, bym przygotował sobie coś na wytłumaczenie i obronę, bo jak nie, to on mnie wywali z pracy.

 

Doszedłem do "dishmaschiny" czyli automatycznego zmywaka. Przed nią leżały talerze duże i małe, głębokie i płytkie, talerzyki deserowe, miski i miseczki, szklanki i inne kieliszki, wszystko co chyba tylko znaleźli w zakamarkach restauracji. W bakistach były stosy zabrudzonych noży, widelców, łyżek i łyżeczek. Alfred, mokry od potu i ochlapany wodą czy też zmoczony parą wydobywającą  się z pracującego "na full" zmywaka ładował do pojemnika kolejną porcję naczyń  przeznaczoną do mycia.

Kiedy mnie zobaczył, wrzasnął, że nareszcie się zjawiłem i natychmiast mam stawać przy "disku" bo on musi do ubikacji. A później to on już mi pokaże. Zapytałem z głupia frant, że co mi niby pokaże i o co się gorączkuje? Niech dalej tu stoi i "zap....", a do ubikacji to idę ja, bo jakoś od rana nie miałem okazji...

Wrzasnął tak, że wszyscy w kuchni spojrzeli w naszą stronę i zamachnął się na mnie ręką w której trzymał dwu zębowy duży szpikulec do mięs, który przed chwilą chciał włożyć w odpowiednią przegródkę bakisty. Zareagowałem odruchowo, po chwili Alfred leżał w pomyjach walających się na podłodze przy zmywaku. Zobaczyłem, że w moim kierunku biegnie Steve, więc chwyciłem w rękę duży kuchenny nóż co spowodowało, że Steve przestał przebierać nogami ale nadal posuwał się w moim kierunku ślizgając się po mokrej podłodze.  Chcąc się zatrzymać chwycił ręką blat, klapnął więc o podłogę "siedzeniem" i siłą rozpędu podciął nogi powoli gramolącego się do pionowej pozycji Alfreda. To spowodowało, że ten upadł na niego. Niestety, chyba też się nieszczęśliwie poślizgnąłem. Chcąc utrzymać równowagę machnąłem rękami i zepchnąłem na nich pojemniki pełne zastawy stołowej i szklanek a na to bakistę ze sztućcami. Runęło to na podłogę z potwornym, ogłuszającym brzękiem tłukącego się szkła oraz spadających na posadzkę kilkudziesięciu metalowych sztućców.

Zbiegli się chyba wszyscy pracownicy restauracji. Właściciel na widok tego spustoszenia nie  mógł w pierwszej chwili wykrztusić słowa. Menadżer  pomagał podnieść się z podłogi dwóm poszkodowanym, obydwaj na raz chwycili się jego marynarki by się unieść i po chwili w trójkę leżeli na ziemi. Rozległ się ich krzyk i w tym momencie właściciel odzyskał głos.

 

Nakazał mi natychmiast wszystko posprzątać, później zmyć resztę naczyń i wynosić się z jego restauracji. Bardzo głośno to mówił, wręcz krzyczał. Dowiedziałem się, że po wypłatę mam przysłać kogoś w przyszły poniedziałek, bo on nie jest pewny jak zareaguje na mój widok. Przypomniałem sobie, że jest właśnie poniedziałek wieczór i rano wziąłem tygodniową wypłatę. Usłyszałem też, że stojący nieopodal Francesco serdecznie i głośno się śmieje... Powoli odwiązałem więc troczki fartucha. Zdjąłem fartuch z siebie i podałem go oniemiałemu właścicielowi mówiąc: "sto bossów i sto poleceń a tylko ja jeden do roboty. Trzymaj i baw się dobrze". Machinalnie wziął ode mnie fartuch, popatrzył na pobojowisko i zapytał – a kto to posprząta? Ty posprzątasz - odpowiedziałem a pokazując ręką na Alfreda i Steva dodałem, że razem z nimi. Poszedłem do wyjścia nie patrząc na krzyk właściciela, że mam natychmiast wrócić. Po drodze uścisnąłem jeszcze rękę Francesco. Na parkingu przed restauracją stało kilka dużych, luksusowych autokarów z rejestracją stanu Pensylwania…

 

Francesco spotkałem przypadkowo po kilku dniach. Powiedział mi, że w tamtym dniu niespodziewanie na kolację przyjechało chyba z 200 uczestników jakiejś szkolnej czy studenckiej wycieczki wracającej z Nowego Jorku do Pensylwanii. Stąd był ten tłok w restauracji, która jednorazowo mogła przyjąć co najwyżej mniej więcej tylu gości ile się zjawiło. Ale taka ilość klientów zdarzyła się  po raz pierwszy w historii, a Francesco pracował w restauracji od czasu jej otwarcia. Dodał, że zastępca zastępcy, który polecił mi sprzątać śmietnik skończył pracę zanim przyjechały te autokary i poszedł do domu nikomu nie mówiąc, gdzie jestem. Kiedy na drugi dzień wyjaśnił dlaczego mnie nie było wewnątrz restauracji mimo, że przecież byłem w pracy, właściciel powiedział, że jak tylko zechcę, mogę do roboty wrócić.

Nie chciałem...

(Miłosz Sowa)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (3)

Tichodroma MurariaTichodroma Muraria

0 0

Życiowe. Ale tak jest wszędzie. Fajny wpis. Pozdrawiam.

10:44, 01.05.2013
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

qazqaz

0 0

Gratulacje. Dobrze się czyta.

13:17, 01.05.2013
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

MyślącaMyśląca

0 0

Dobry tekst )
W Zakopanem teraz jest tak samo.

01:19, 03.05.2013
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE

  • budowlane

    22.12.2025

    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

  • ogloszenie

    29.05.2026

    Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

  • budowy

    02.06.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • praca

    02.06.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • ogloszenie

    27.05.2026

    Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

  • ogloszenie

    19.05.2026

    KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

  • biznes

    02.06.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • domy

    02.06.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • 01.06.2026

    ZLECĘ WYKONANIE PRAC WYKOŃCZENIOWYCH: SUCHE TYNKI,...

  • 01.06.2026

    ZATRUDNIĘ DO KARCZMY i PENSJONATU W KOŚCIELISKU. 6...

  • 01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA MIESZKANIE 38m2 i 55m2 w CENTRUM NOWE...

  • ...

    01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

  • SZCZ

    01.06.2026

    SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

  • ...

    29.05.2026

    RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

  • 26.05.2026

    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KELNERA/-KĘ, POMO...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM: KELNER/-KA - DLA ...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM DLA UCZNIÓW, STUDE...

  • 25.05.2026

    URZĄD GMINY KOŚCIELISKO zatrudni INSPEKTORA ds. po...

  • ...

    25.05.2026

    ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

  • ...

    22.05.2026

    RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

  • LAS

    21.05.2026

    Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

  • budynek

    12.05.2026

    Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

  • ...

    28.04.2026

    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

  • pożyczki

    23.04.2026

    PROVIDENT. 571 240 909.

  • usługi

    17.04.2026

    OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

  • ...

    07.04.2026

    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

  • ...

    07.04.2026

    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...


POLECAMY

0%