Czytałem kiedyś dawno o tym gościu, po raz pierwszy chyba w książce Kapeniaka „Tatrzańskie diabły”. A potem przy okazji rozmaitych tatrzańsko-zakopiańskich lektur co jakiś czas pojawiało się jego nazwisko. Ostatnio przy okazji pisania tekstu do kwartalnika „Tatry” o Makabiadzie, która odbyła się w Zakopanem osiemdziesiąt lat temu. Kim był Henryk Mückenbrunn? Jednym z zakopiańskich Żydów, który byłby zapewne zupełnie zapomniany i trafiłby do Auschwitz, Treblinki czy Bełżca, gdyby nie to, że był wybitnym sportowcem, a w życiu niezłym kozakiem. Piszę o nim te parę słów, bo jutro Wszystkich Świętych, a ja w lipcu byłem na jego grobie w Chamonix.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"20707"}
Henryk Mückenbrunn urodził się w 1903 roku w Zakopanem. Obszernie pisał o jego ciekawym życiu między innymi Wojtek Szatkowski, którego teksty można łatwo znaleźć zarówno w sieci jak i na papierze. Przypomnę tylko kilka podstawowych faktów.
Skromny dom Mückenbrunnów stał przy ulicy Kościeliskiej po południowej stronie niedaleko pracowni ceramicznej Sobczaka. Aż do 1940 roku, kiedy go rozebrano, mieszkała w nim matka Henryka Rozalia, która nie przeżyła wojny. Od dziecka uprawiał narciarstwo. Ukończył zakopiańską Szkołę Przemysłu Drzewnego. Był członkiem klubu SNPTT. Był siedmiokrotnym mistrzem Polski w narciarstwie, dwukrotnym rekordzistą Polski w długości skoku na nartach. Należały do niego między innymi rekordy skoczni w Jaworzynce i na Krokwi w Zakopanem. Startował we wszystkich konkurencjach – w biegach, skokach i narciarstwie alpejskim. Znakomicie jeździł w terenie i dokonał w Tatrach szeregu zjazdów szusem – między innymi żlebem z Karbu na Czarny Staw Gąsienicowy.
W 1926 roku dostał powołanie do wojska i nie chcąc służyć w armii wyjechał z kraju i znalazł się we Francji (według innych źródeł wyjechał dopiero w latach 30.). I tu dopiero zaczyna się sensacyjna część życiorysu żydowskiego chłopaka z ulicy Kościeliskiej. Zamieszkał w Chamonix. Startował tam w różnych zawodach sportowych, uczył jazdy na nartach, wspinał się w Alpach. Z czasem stał się człowiekiem zamożnym, zbudował kilka domów na wynajem, miał własną szkołę narciarską, a jego partnerem w tym przedsięwzięciu był jeden z najwybitniejszych francuskich narciarzy tamtego czasu Emil Allais. Był także współautorem napisanego po francusku bardzo popularnego podręcznika jazdy na nartach. Latem pracował jako instruktor tenisa. Do kraju i do Zakopanego wrócił tylko raz, w 1933 roku, na wspomnianą Makabiadę na której reprezentował barwy Polski, ale bez znaczniejszych sukcesów.
W czasie wojny ukrywał się, ale także szmuglował ludzi przez Alpy do Szwajcarii. W 1944 roku na skutek donosu został aresztowany przez Niemców, ale uciekł im z więzienia. Po wojnie spotykał się z polskimi narciarzami, którzy wrócili na alpejskie trasy, a nawet był kierownikiem polskiej ekipy podczas zawodów w Chamonix i Zermatt. W Chamonix miał własny sklep sportowy i był współwłaścicielem hotelu.
Takie życie nie mogło zakończyć się banalnie. Mückenbrunna znaleziono wraz z dwoma towarzyszami w Vallee Blanche w marcu 1956 roku. Jego partnerami był znany alpejski przewodnik oraz równie znany przemytnik złota, pochodzący z Polski Fryderyk Ebel. Czy to był przemyt, czy ucieczka Ebla za granicę, tego nie dowiemy się nigdy. Wszyscy trzej zamarzli w burzy śnieżnej wysoko na lodowcu Giganta. Wówczas nie było jeszcze tunelu pod Mont Blanc i najkrótsza droga do Courmayeur we Włoszech prowadziła przez Przełęcz Giganta. Został pochowany w Chamonix gdzie był powszechnie znany jako „Muck”. Nie był taki stary, miał pięćdziesiąt trzy lata, tyle co ja dziś. A jego życie to gotowy scenariusz na niezły film.
Będąc tego lata z klientami w Alpach i korzystając z wolnej chwili w Chamonix, udałem się na tamtejszy cmentarz i bez trudu znalazłem grób Henryka Mückenbrunna. Nie zdziwiłem się, że na płycie nagrobnej ma umieszczone narty. W tym samym grobie leży także małżonka Henryka Madeleine zmarła w 1964 roku – nic o niej nie wiem. Nie wiem też czy ma mu tam kto zapalić świeczkę, czy raczej położyć kamień, bo tak – kładąc kamyk na grobie – upamiętniają Żydzi swoich zmarłych. Piszę te słowa, żeby przypomnieć niemal nieznanego zakopiańczyka i przy okazji pokazać zdjęcie jego grobu na cmentarzu w dalekim Chamonix.
0 0
Pan,panie Krupa piszesz o zydzie zamiast pochylic sie z troską,,panie Ka nad losem polaka,,Pan panie em--wspominasz krwiopijce miast łkac nad ludem podhalańskim-jak wiadomo wszak byajmniej -bóg przemówił do jaska gąsienicy z ratułowa a nie poniekąd do mylnie wzmiankowanego mojzesza-i znowu Panie krrrr,,,posypia sie gromy,błyskawice i Pana oplwaja---ja osobiscie jestem za enerde i zeby wpaśc do europejskieej---z wyrzutem-Cytryn i minerał
0 0
czy przed Zakoapnem jest jeszcze jakas przyszlosc?? bo z wielu tekstow mozna wywnioskowac, ze tutaj wszystko JUZ BYŁO ...
0 0
PAN Krupa się ostatnio rozpisał
0 0
"Kim był Henryk Mückenbrunn? Jednym z zakopiańskich Żydów, który byłby zapewne zupełnie zapomniany i trafiłby do Auschwitz, Treblinki czy Bełżca, gdyby nie to, że był wybitnym sportowcem, a w życiu niezłym kozakiem. Piszę o nim te parę słów, bo jutro Wszystkich Świętych, a ja w lipcu byłem na jego grobie w Chamonix."
Przecie On świętym nie był , to co Go miysos ze Syćkimi Świętymi. Bełkot i telo
0 0
Nie bardzo rozumiem zdanie: "Kim był Henryk Mückenbrunn? Jednym z zakopiańskich Żydów, który byłby zapewne zupełnie zapomniany i trafiłby do Auschwitz, Treblinki czy Bełżca, gdyby nie to, że był wybitnym sportowcem," -czyli, że naziści nie zamykali w obozach wybitnych sportowców?
0 0
Mordo ty moja
ciupazka2
czytając wasze wypociny dumnie zwane komentarzami, dochodzę do jedynego wniosku, że musieliście urodzić się w zimie...bo takich bałwanów dawno nie widziałem!!!!łor z resztą jak zwykle fjuuuu bziuuuuu, niczym specjalista od helu.....
0 0
Wprawdzie łor sie urodził w lutą zimę, ale wniosek z kolejnego blogowego tekstu, ksiazki czy wystawy M. K jest jak najbardziej trafny- MK pisze o przeszlosci Zakopanego ..Czy nikogo nie interesuje dokad zmierzamy??
Z kolei odnoszac sie do powyzszego tekstu, to mało szczesliwy jest fragment: cyt: który byłby zapewne zupełnie zapomniany i trafiłby do A...". (Mozna go opacznie odczytac, ze zapomnieni trafiali do KL )....
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz