Odszedł Władysław Bartoszewski, jeden z najwybitniejszych Polaków ostatniej doby, jeden z ostatnich wielkich autorytetów w naszej ojczyźnie, jeden z najbardziej znaczących świadków polskich, żydowskich i niemieckich losów, w którego życiu jak w zwierciadle odbija się cały dramat ostatnich siedemdziesięciu pięciu lat polskiej historii, ale także sukcesy ostatniego ćwierćwiecza. Nie chcę tu pisać o całym życiu Profesora, obszernie donoszą o tym wszelkie media ogólnopolskie. Skupię się tylko na kilku wątkach losów Bartoszewskiego związanych z Zakopanem i Podtatrzem. Poniższy tekst mojego autorstwa ukazał się w numerze 18/2015 „Tygodnika Podhalańskiego”, ale z nieznanych mi przyczyn nie znalazł uznania wydawcy edycji internetowej, więc publikuję go w tym miejscu.
W wywiadzie-rzece z Michałem Komarem zatytułowanym Skąd pan jest?, Bartoszewski mówił o niespodziewanym wyjściu ze stalinowskiego więzienia w sierpniu 1954 roku, a na pytanie o pierwsze kroki na wolności odrzekł: „Przez Kraków do Zakopanego. W Krakowie spotkałem Kazimierza Ostrowskiego, Jadwigę Beaupré, Adama Dobrowolskiego. Bardzo mi wtedy pomagali. (…) Adam Dobrowolski znalazł sobie miejsce w Zrzeszeniu Prywatnego Handlu i Usług, był radcą prawnym. Zrzeszenie miało dom wypoczynkowy w Zakopanem. I właśnie tam pod koniec września 1954 usłyszałem pierwszy raz w życiu audycję Radia Wolna Europa”. Bartoszewski przebywał wówczas jedynie na przerwie w odbywaniu kary z powodu stanu zdrowia, postanowił więc schować się nieco głębiej – w Tatrach. Tak wspominał w Zakopanem w 2013 roku tamten czas.
„W więzieniach poznałem ludzi z Podhala. Między innymi od «Ognia». Siedziałem z wieloma różnymi ludźmi i pamiętam jak wyszedłem z kryminału w 1954 roku na urlop zdrowotny na sześć miesięcy po śmierci Stalina i Berii, miałem ciągle jeszcze nieodsiedziany wyrok, to miałem wtedy adresy pewne, no i Staszek Pająk z Nowego Targu, od «Ognia», tutaj mnie rekomendował, ja poszedłem tu i tam, rozeszło się że Bartoszewski to kolega Staszka i są wiadomości od Staszka, że on jest OK. No i zaczęły się tu różne znajomości od razu, a doktor Katarzyna Łaniewska, matka Eli Łaniewskiej-Łukaszczyk, która żyje do tej pory w Zakopanem, zajęła się wyleczeniem mnie z gruźlicy, tutaj mnie leczyła w roku 1954 i 1955. No i żeby mnie gdzieś ulokować, to ulokowali mnie w sercu gór. Bo gdzie można było ulokować człowieka, który miał się meldować w MO na Kościuszki. Co tydzień miałem się meldować. Niby były to już takie ostatnie podrygi stalinizmu, odwilż już się czuło w powietrzu, jeszcze nie był to Październik, ale już ku temu szło, ale jednak wciąż było źle. Starsi to pamiętają, młodsi tego nie wiedzą, ale było to bardzo skomplikowane.
No i wtedy przez znajomości AK-owskie, Przysposobienia Wojskowego Kobiet i WSK ulokowano mnie na Przysłopie Miętusim w prywatnym schronisku Bronki Staszel-Polankowej. Prowadziła ona tam z koleżanką przez szereg lat prywatne schronisko, potem przejęło to PTTK. To był teren nadgraniczny, ja wobec tego byłem w jaskini lwa, bo ja byłem u nich w pokoju, przy samej granicy. To była granica przyjaznego państwa, ale jednak. Straż Graniczna przychodziła do nich i piła z nimi bimber w jednym pokoju, a ja siedziałem w drugim pokoju. Na tym Przysłopie Miętusim, pamiętam że siedziałem tam jeszcze w zimie w 1955 roku. Chodziłem z nimi z plecaczkiem po zaopatrzenie do Zakopanego, wtedy człowiek był młody, szparki i biegał po górach, i to były takie pierwsze moje doświadczenia tutaj. Łaniewska mnie leczyła, ci się mną opiekowali, przez nie poznawałem pełno ludzi, ich znajomych, część na Krzeptówkach mieszkała no i tak stopniowo się rozszerzały te moje tutejsze znajomości, a ja byłem ten „swój” ceper, który siedział w kryminale z góralami i z innymi i nie pękał.
Bo to jest taki etos jak u kryminalistów, jedno jest kryterium – pęka czy nie pęka. Jak nie pęka to jest dobrze, jak pęka, to niezależnie od powodu, nie ma tłumaczenia. Ponieważ ja nie lubię pękać, w związku z tym jakoś się uchowałem, aż do tego przełomu. Po tym przełomie uznano mnie za niesłusznie skazanego, nawet niewinnego, czyli przywrócono mnie do stanu dziewictwa, ponieważ zgromadzenie sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego uznało, że zostałem niesłusznie skazany na osiem lat więzienia za szpiegostwo, ponieważ w wyroku obydwu instancji nie było powiedziane na czyją rzecz szpiegowałem. I nie było też powiedziane co doniosłem – bo ja nic nie donosiłem. (…) Tak więc te lata 1954-55 były dla mnie bardzo ważne, bo tutaj porobiłem ogromne znajomości wśród przyzwoitych ludzi ówcześnie czynnych – to byli działacze, lekarze i księża, oczywiście ci ludzie albo są już w grobie, albo są starcami w tej chwili, bo to było lat temu prawie sześćdziesiąt, ale byli. I miałem tu zawsze znakomite stosunki. (…) Ten teren Polski odegrał dla mnie rolę wyjątkową w kształtowaniu mojego nowego etapu życia”.
Później Władysław Bartoszewski wielokrotnie bywał w Zakopanem. Lubił tu przyjeżdżać, lubił Zakopane i Tatry, najczęściej zatrzymywał się w „Halamie” – Domu Pracy Twórczej ZAiKS-u. Często spotykał się tu z licznymi znajomymi, z którymi wspólnie „knuli”. W kwietniu 1969 roku, rok po wypadkach marcowych, Stefan Kisielewski – jeden z przyjaciół Władysława Bartoszewskiego – zastanawiając się nad zmianami zachodzącymi w kraju, zanotował w swoim dzienniku: „Te wszystkie myśli nurtują i Bartosza, z którym spotkaliśmy się w Zakopanem (…) Biegam po śniegu i słońcu na rozmaite Nosale i Antałówki, ale gnaty bolą, serce nawala, w pysku ciężka zgaga – stary już człowiek chyba, pierwszy raz tak się z trudem w Zakopanem aklimatyzuję. I ludzi znajomych wokół masę: Henio [Henryk Krzeczkowski – przyp. MK], Bartosz, Jacek Woźniakowski, wielu innych (…) z Heniem i Bartoszami popiliśmy zdrowo, chorowałem zresztą potem nielicho”.
Osobiście pamiętam duże otwarte spotkanie Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” w Zakopanem w sali Miejskiego Ośrodka Kultury (dziś kino „Giewont”), wiosną 1989 roku, chyba na początku kwietnia. Atmosfera była napięta, ustalano podział zaproszeń na zebranie decydujące o wyborze kandydatów na posłów, dochodziło do słownych przepychanek i kłótni. Wtedy na środku sali wstał szczupły, wysoki jegomość w okularach i z charakterystyczną dla siebie prędkością karabinu maszynowego zaczął mówić, że nie powinniśmy się kłócić, tylko współpracować, że komuna tylko cieszy się z naszych kłótni i czeka na wszelkie nieporozumienia, że kluczem do zwycięstwa jest jedność. Mówił szybko, donośnie, stanowczo, z autorytetem w głosie. Był to Władysław Bartoszewski, który przebywał z żoną na wiosennym wypoczynku w Zakopanem, a przeczytawszy plakat o spotkaniu Komitetu Obywatelskiego, czuł się w obowiązku przyjść na to spotkanie, przysłuchiwać się, a kiedy trzeba było, stanowczo i autorytatywnie zabrać głos. Większość z nas nie wiedziała, że to Bartoszewski, nie znała jego twarzy, to nie były czasy pokazywania wizerunków antykomunistów w prasie czy telewizji. Część – powiedzmy to szczerze – nie wiedziała wówczas, kto to Bartoszewski. Ale on zachował się wówczas tak, jak nakazywało mu sumienie i niezachwiany etos – był tam, gdzie mógł służyć ojczyźnie. Także w Zakopanem. Na wakacjach.
Ostatni (chyba?) raz Władysław Bartoszewski był w Zakopanem na przełomie 2012 i 2013 roku. Spędził wówczas wraz z żoną święta Bożego Narodzenia w swojej ulubionej „Halamie”, a 3 stycznia 2013 wziął udział w spotkaniu zorganizowanym z inicjatywy Janusza Bazydły w „Żabim Dworze” przy ulicy Strążyskiej. Profesor Bartoszewski wręczył tam Jakubowi Krügerowi, synowi Henryka – odznaczonego medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”, pamiątkową srebrną monetę wybitą z okazji siedemdziesiątej rocznicy powstania „Żegoty” – Rady Pomocy Żydom przy Delegacie Rządu RP na Kraj. Władysław Bartoszewski barwnie wspominał wówczas rozmaite wątki swojego życia związane z Zakopanem i Podhalem, w szczególności miesiące spędzone tu po wyjściu z więzienia w latach pięćdziesiątych.
Już tu nie przyjedzie. Nikt, niestety, nie będzie w stanie go zastąpić. Będzie nam go dotkliwie brak. Będzie go brak Polsce i Europie. Na szczęście zdążył nas nauczyć, że – jak zatytułował jedną ze swoich książek i jak często powtarzał – Warto być przyzwoitym.

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
0 0
Pan Bartoszewski ostatnie święta Bożego Nardzenia spędził jak zwykle pod Tatrami.. szkoda że ostatni raz
0 0
" według relacji prof. Miry Modelskiej-Creech z Georgetown University w Waszyngtonie, pracownika administracji białego domu, istnieje świadek, który przeżył Oświęcim i twierdzi, że Bartoszewski był kolaborantem. Świadek opowiadał, że spotkał się z Bartoszewskim w Oświęcimu, znał m.in, szczegóły na temat wykształcenia Bartoszewskiego. Twierdził, że za sprawą Bartoszewskiego i 14 innych donosicieli, którzy opuścili Oświęcim (notabene pociągiem pierwszej klasy) zlikwidowano 21 wysokich rangą AKowców. Ów świadek jest przekonany, że Bartoszewski był konfidentem."
0 0
Od lat nobilituje się Władysława Bartoszewskiego tytułem "profesor", choć formalnie taki mu nie przysługuje. Ale na upartego - może z szacunku dla człowieka, a dla salonu III RP Bartoszewski bez wątpienia jest "autorytetem". Gorzej, gdy na siłę próbuje się poprawiać CV bohatera. A na taką groteskę pozwoliły sobie Wydawnictwa Naukowe PWN.
Uczniowie szkół średnich zwracają się do nauczycieli "profesorze" - jedynie dla okazania szacunku. I podobnie wygląda sytuacja z "profesurą" Władysława Bartoszewskiego. Wie o tym (prawie) każdy kto, choć trochę interesuje się polityką. Jak się okazuje niektórzy nie wiedzą lub udają, że jest inaczej.
PWN pokusiły się o wydanie "Wielkiego Słownika Polsko-Niemieckiego". I chwała im za to. Gdyby nie zaklinanie rzeczywistości. Na liście "patronów honorowych" znalazł się m.in. Władysław Bartoszewski, któremu przed nazwiskiem dopisano "prof. dr. hab". Czyli już nie tylko profesor, ale nawet doktor habilitowany. Pusty śmiech ogarnia....
"Owszem, „profesorem” mianował go w latach 80. bawarski rząd landowy, ale to coś w rodzaju tytułu honorowego. Na tej zasadzie można nazwać Lecha Wałęsę doktorem, bo tytułów honoris causa od różnych uniwersytetów ma chyba tuzin lub więcej"
0 0
Czas najlepszym lekarzem na lzy , drogi Bronislaw, Tadeusz itd. tez byl niezastapieni, ktoz o nich dzisiaj pamieta.
0 0
Co tu mówić -jedyny więzień obozu który wyszedł ze względu na stan zdrowia - fałszowanie historii to specjalność Polskich oprawców -robienie z szubrawców bohaterów.
0 0
Dziwię się Panu Krupie - bo chłop niby rozgarnięty, że nazywa Bartoszewskiego mianem "jednego z najwybitniejszych Polaków". Pytam więc wprost: czym to Bartoszewski zasłużył na takie miano? Swoim dorabianym tytułem profesorskim, czy też umizgami dla "salonu" wyprzedającego Polskę? Ogłupiacie takimi artykułami ludzi,
0 0
Z Bartoszewskiego to taki był profesor jak z B. Cz i Płaszczki ekspertki od koni
0 0
@Piłsudczyk
Dobrze, że Ciebie nie da się już bardziej ogłupić.
0 0
i ja dorzucę swoje trzy grosze:
"wielki Polak", który w Knessecie drwi z Polaków- nie odzywa się slowem na jawne obrażanie narodu , polityk ,który pełniąc zaszczytną funkcję ministra MSZ- bierze kasiorę od obcego mocarstwa pod płaszczykiem jakiejś dziwacznej fundacji, który w demokratycznym ponoć kraju nazywa "bydłem" ludzi mających inne poglądy ...
Nie- nie będzie mi go brakowało.
jaki profesor, taki 'autorytet", takiż fałszywy pogrzeb z fałszywym księdzem. Nawet jaja sobie z pogrzebu niektórzy zrobili (vide- fotka Bieńkowskiej ze szczerym uśmiechem nad truchłem 'bohatera"
0 0
Prawdziwym mistrzem dyplomacji jest Anna Fatyga a nie jakiś tam Bartoszewski.
0 0
A ja zapytam cóż za wartości usiłuje nam tu wcisnąć M Krupa. Czy to nie aby jakas solidarnośc ziomalska spod góry synaj . Bo dla Polaków ów Bartoszewski niczym dobrym się nie wsławił . Nadużywacie gosciny Polskiej Ziemi obywatele obcy dla Polskiej tożsamości narodowej
0 0
Znawców kolaboracji na Podhalu jakoś dziwnie dużo. Bartoszewski siedział w Auschwitz w czasie, gdy na Wawelu Hansa Franka strzegla góralska warta honorowa. Może lepiej dać sobie spokój z tym tematem. Tym bardziej, że Bartoszewski nie był jedynym, którego z Auschwitz zwolniono. Wylewa się na niego pomyje, bo ocalił życie i wystrzegal się czarno - białych osądów.
@g Podpisuje się pod słowami Zmarłego - ludzie, którzy dopuszcza ja się buczenia i gwizdów w trakcie uroczystości związanych z rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego to istotnie bydło. Dla takich nie ma żadnej świętości, jak dla obsr**nej krowy.
Panie Krupa, pan naprawdę sądzi, że Pańskie artykuły są dostosowane do poziomu części tutejszych odbiorców? Niech Pan da sobie spokój, albo przerzuci się na tropienie żydobolszewii, to się spodoba.
0 0
@Lach,czy Ty faktycznie masz jakieś projekcje?Jedyny "znaffca" tematu to chyba Ty bo "w koło Macieju" o nim piszesz ;) ;) ;)
Może zacznij bardziej zgłębiać tematy np.statków powietrznych albo Marsa?...;) ;) ;)
0 0
@Jurajku, do meritum, do meritum. Na lanie wody przyjdzie jeszcze czas. Pewnie będą podtopienia, albo Twoi wygrają wybory :) Hmm, co ja tak o tych nieszczęściach cały czas...?
0 0
Bardzo ciekawe wspomnienie, panie Macieju. Niestety, trudno się zgodzić z konkluzją. Posłużę się dwoma hipotetycznymi sytuacjami:
1) Prowadzi pan pożyteczną działalność publiczną. Zaprasza mnie pan do współpracy, na co ja z przyjemnością przystaję. Po pewnym czasie pańska działalność się rozwija, a ja nabieram ochoty na rozwinięcie współpracy. Niestety, nie udaje nam się porozumieć. Konkurencja, próbując wykorzystać okoliczności, składa mi satysfakcjonującą kontr-ofertę. Którą ja gorliwie podejmuję, przy okazji publicznie nazywając pana dewiantem psychicznym. Przyzwoitość?
2) Prowadzi pan szeroko zakrojoną działalność publiczną. Niestety, wydarza się tragedia, w której ginie szereg pańskich wieloletnich współpracowników. Pan, kontynuując swoją pracę, w naturalny sposób odwołuje się do wspólnych z ofiarami osiągnięć. Na co ja - w imię interesu pańskiej konkurencji - publicznie nazywam to nekrofilią. Przyzwoitość?
Otóż ja obawiam się, że niestety p. Bartoszewski nie tyle zdążył nas nauczyć zasadności przytaczanego cytatu, ile zdążył potwierdzić, że negatywne cechy ludzkiego charakteru doganiają także tych największych, niezależnie od tego, jak obfitą w czyny bohaterskie kartę zapisali. I jest to konkluzja smutna.
PS. Komentatorom kpiącym z profesorstwa p. Bartoszewskiego proponuję zapoznać się z publikacjami jego autorstwa oraz zestawić ich wartość naukową z dokonaniami tuzów polskiej historiografii. Także tymi po habilitacjach.
0 0
PS. Podczas obchodów rocznicy Powstania gwizdy skierowane były w strone takich właśnie bohaterów jak bartoszewski i władz które bezpodstawnie grzały się w chwale Powstańców . Najwyraźniej czegos w tvnie nie pokazali ..
0 0
@Lach czyli bardziej w depresję (czytaj: Żuławy) celujesz...Darz bór chociaż u nas z góry lepiej widać ;) ;) ;)
0 0
P.S.@Lach,doczytałeś się jakichś ciekawostek towarzyskich w "Resortowych dzieciach.Służby"? ;) ;) ;)
0 0
Lachu-znawców kolaboracji znajdziesz nie tylko na Podhalu ale w całej Europie i nie tylko.Jednak od świata różni nas to,że rząd polski z Niemcami w czasie wojny nie współpracował...ba sami Żydzi kolaborowali z Niemcami.)Ta kolaboracja części Żydów z Niemcami była tym bardziej szokująca i wstydliwa ze względu na społeczny charakter jej uczestników. W przeciwieństwie bowiem do Polaków, wśród których z Niemcami godzili się na ogół kolaborować głównie ludzie z marginesu społecznego, męty, wśród Żydów na kolaborację poszła duża część elit z tzw. Judenratów (rad żydowskich). Przypomnijmy tu, z jak ostrym potępieniem tej kolaboracji wystąpiła najsłynniejsza żydowska myślicielka XX wieku Hannah Arendt w książce "Eichmann w Jerozolimie" (Kraków 1987). Napisała tam m.in. (s. 151): "Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej historii". Uległość Judenratów wobec nazistów oznaczała skrajną kompromitację żydowskich elit w państwach okupowanych przez III Rzeszę. Arend stwierdziła wprost: "O ile jednak członkowie rządów typu quislingowskiego pochodzili zazwyczaj z partii opozycyjnych, członkami rad żydowskich byli z reguły cieszący się uznaniem miejscowi przywódcy żydowscy, którym naziści nadawali ogromną władzę do chwili, gdy ich także deportowano" (tamże, s. 151). Arendt pisała, że bez pomocy Judenratów w zarejestrowaniu Żydów, zebraniu ich w gettach, a potem pomocy w skierowaniu do obozów zagłady zginęłoby dużo mniej Żydów. Niemcy mieliby bowiem dużo więcej kłopotów ze spisaniem i wyszukaniem Żydów. Najsłynniejszy kronikarz warszawskiego getta Emanuel Ringelblum tak pisał o żydowskiej policji, która nawet jednym zdaniem nie została wspomniana w "naukowym dziele" Grossa: "Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą. Wyróżniała się również straszliwą korupcją i demoralizacją. Dno podłości osiągnęła ona jednak dopiero w czasie wysiedlenia. Nie padło ani jedno słowo protestu przeciwko odrażającej funkcji, polegającej na prowadzeniu swych braci na rzeź. Policja była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ją wykonała. Obecnie mózg sili się nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi - przeważnie inteligenci, byli adwokaci (większość oficerów była przed wojną adwokatami) - sami przykładali rękę do zagłady swych braci. Jak doszło do tego, że Żydzi wlekli na wozach dzieci i kobiety, starców i chorych, wiedząc, że wszyscy idą na rzeź (...). Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż Niemców, Ukraińców, Łotyszy...Chyba wystarczy.
0 0
„De mortuis aut bene, aut nihil”
0 0
De mortuis aut bene, aut nihil”
tę samą sentencję trzeba by stosować do śp generała Błasika- na przykład. Tyle arcyboleśnie ohydnych pomyj, które na niego wylano po śmierci- nie da się porównać z niczym. no ,chyba żże z tą dziczą ze wschodu co ich Marszałek Piłsudski tak pięknie przegnał.....
0 0
@urorcyk-zgodnie z tą spartańską sentencją proponuję Ci dobrze mówić(pisać) o takich zmarłych jak Hitler,Stalin,Pol Pot,Jaruzelski,Kim Il Dzong czy wielu innych "zasłużonych"dla ludzkości.Ewentualnie możesz milczeć.I nie stawiam p.Bartoszewskiego w ich szeregu tylko staram się Go zrozumieć...mamy odmienne zdanie w tym temacie i nic więcej.....pozdrawiam
0 0
Ja napiszę tak: wolałbym nieżyjącego już Pana Bartoszewskiego w doopę pocałować, niż niejednemu, obecnemu liderowi politycznemu Naszego kraju rękę podać (ich opcja polityczna nieważna, wszyscy siebie warci))
0 0
p.Bartoszewski liderem politycznym pewnie nie był... :)
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz