Festiwal Muzyka i Świat był unikalną okazją do posmakowania muzyki tradycyjnej największego formatu i poznania gwiazd muzyki świata.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"747"}
Przed krakowską publicznością wystąpiły takie znakomitości, jak mistrz ethiojazzu Mahmud Ahmed, egipska diva Umm Kulthum czy zanzibarska gwiazda muzyki taraab – Bi Kidude. Frekwencja na 2. Festiwalu Filmów Dokumentalnych Muzyka i Świat, trwającym od 16 do 20 kwietnia, potwierdziła rosnące zainteresowanie etnomuzyką z bliższych i dalszych stron – sale Muzeum Manggha, Klubu Lokator, Teatru Nowego w Krakowie wypełnione były po brzegi. Nie zabrakło filmowych opowieści o nowych zjawiskach muzycznych – kubańskiego hip hopu, senegalskiego rapu, pakistańskiej bangry czy cygańskiego punka. Tegoroczny Festiwal w wyjątkowy sposób poświęcony był prezentacji dwóch transowych tradycji muzycznych – marokańskiej gnawy oraz włoskiej tarantelli. Prezentacje filmów uzupełniały spotkania z reżyserami. Festiwalowi towarzyszyły także koncerty i imprezy muzyczne.
W pierwszym dniu festiwalu w Opactwie Tynieckim doszło do niezwykłego spotkania dwóch wielkich religii na płaszczyźnie muzycznej. Ojcowie benedyktyni znani są z pielęgnowania wciąż żywej tradycji chorału gregoriańskiego, który rozbrzmiewa tam codziennie. Zaśpiewali nieszpory – ich mocne, czyste, chóralne głosy, spotęgowane przez echo kościoła, przeniosły słuchaczy gdzieś do wieków średnich. To było medytacyjne spotkanie z Bogiem. Kiedy wybrzmiały chorały, przed ołtarzem zasiedli Hos Neva, tureccy Sufi, mahometańscy mistycy, śpiewający pieśni Mevlewi, Bektasi oraz poematy Mevlana Rumi, Yunus Emre, a także własne kompozycje. Zabrzmiały bębny i instrumenty strunowe, tym razem na wschodnią, orientalną nutę. I śpiew, będący medytacyjnym dialogiem ze śpiewającymi wcześniej benedyktynami. W pełnym uniesienia i niezrozumiałym dla nas języku śpiewane były m.in. mantry – 90 powtarzanych nazwań Allacha. Dźwiękom muzyki towarzyszył wirujący derwisz.
Rytuał, polegający na wielogodzinnym, nieprzerwanym, niekiedy bardzo szybkim obracaniu się wokół własnej osi, przy równoczesnym wypowiadaniu słów magicznych, ma tradycję sięgającą XI wieku. Ma to służyć medytacji, oddziaływać na emocjonalną stronę religijności, prowadzić ku religijnej ekstazie. Najstarsze znane bractwo derwiszy, założone w 1077 roku przez Abd al-Kadira al-Dżilaniego, stanowili kadiryci. W opactwie Benedyktynów, obok krzyża chrystusowego, mahometański derwisz w białej tunice i wysokim nakryciu głowy wirował trzykrotnie. Za każdym razem po kilka minut, w skupieniu i niemal bezszelestnie.
Po części muzyczno-tanecznej była rozmowa z muzykami i próba wniknięcia w tajemnicę sacrum islamskiej tradycji, próba zrozumienia istoty religijnego uniesienia. Jeden z sufich przekonywał, że ich dusze są jak głębokie studnie. Jak zajrzeć – to nic nie widać, nie da się ocenić wzrokiem ich głębokości. Ale jeśli sprawdzić tę ciszę rzuconym kamieniem – okaże się, że to nie pustka, że tam coś gra, kiedy kamień sięga wody. I taka ma być natura tej głęboko religijnej muzyki, tworzonej dla Boga i przez Boga. Muzyk, poprzez mistyczną medytację, staje się narzędziem w ręku Boga, jest jego odbiciem, dźwiękiem.
To był niezwykły wieczór, jedyna okazja otarcia się o dwie perspektywy postrzegania muzyki jako modlitwy – ojców benedyktynów oraz tureckich sufich. Słowa uznania należą się organizatorom za wyobraźnię i kreowanie takich dialogów, a benedyktynom za gościnę, cierpliwość i odwagę w zrozumieniu ekumenicznych potrzeb coraz bardziej zintegrowanego świata, także w formacie muzycznym i religijnym.
Marek Tomalik
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz