O tym, że Witkacy popełnił samobójstwo w Jeziorach i spoczął na tamtejszym wiejskim cmentarzu, wie każdy, kto interesuje się twórczością „Wariata z Krupówek”. Nieliczni dotarli do tego legendarnego miejsca na Ukrainie.
Witkacy opuścił Warszawę 5 września 1939 roku. Uciekł przed wojenną zawieruchą na Wschód wraz z Czesławą Konińską-Korzeniowską, z którą miał od 10 lat burzliwy romans. 14 września dotarł do Jezior na Polesiu. Miał tam dwór jego przyjaciel z wojska carskiego – Walenty Ziemiański. Czas upływał im na rozmowach, spacerach i wyprawach łódką po okolicznych jeziorach.
17 września po południu do Jezior dotarła informacja o wkroczeniu na teren Polski Armii Czerwonej. To było najprawdopodobniej powodem decyzji Witkacego o samobójstwie, choć wielokrotnie już wcześniej zdradzał się ze swoimi desperackimi planami.
Dzień później o świcie Witkacy ogolił się i bez śniadania wyszedł razem z Czesławą. Gospodarz zaniepokojony przedłużającą się nieobecnością gości zaczął poszukiwania.
Tymczasem para dotarła pod duży dąb w pobliskim lesie. Tam – według witkacologa Janusza Deglera, Witkacy rozpuścił w wodzie tabletki luminalu i cibalginy, które wypiła Czesława. Sam zażył środek na pobudzenie krwi, a następnie próbował sobie podciąć żyletką żyły na przegubie lewej ręki, potem na prawej nodze. A ponieważ krew nie płynęła, przeciął sobie tętnicę na szyi. Miała to widzieć Czesława, która na chwilę zbudziła się, po czym znowu straciła przytomność.
Leżącą pod dębem parę znalazł jeden z chłopów uczestniczących w poszukiwaniach. Witkacego pochowano w Jeziorach na niewielkim prawosławnym cmentarzu nad jeziorem. Czesława po tygodniu doszła do siebie i wyjechała.
Już w 1946 roku powstał w Polsce komitet, który zabiegał, by zwłoki Witkacego pochować na Pęksowym Brzyzku, gdzie spoczywają jego rodzice. Zgodę na ekshumację zwłok wydał dopiero Gorbaczow w 1987 r. Rok później doszło do ekshumacji, w których polska strona nie uczestniczyła. We wskazanym grobie odkopano najpierw zwłoki niemowlęcia, dopiero pół metra dalej – dorosłego człowieka. Pani antropolog z Kijowa stwierdziła, że to szczątki mężczyzny w wieku 44-45 lat. Zwłoki Witkacego spoczęły w trumnie. Już wtedy gdy Maciej Witkacy zobaczył zdjęcia z ekshumacji, z przerażeniem stwierdził, że to nie może być jego krewny. Witkacy miał bowiem sztuczną szczękę, którą zresztą chętnie się chwalił w towarzystwie, a czaszka na zdjęciu wyposażona była w pełne uzębienie. Mimo że powiedział o tym odpowiednim osobom, sprawa została utajniona.
Tak więc na Pęksowym Brzyzku, w grobie matki pisarza – Marii Witkiewicz spoczął zupełnie ktoś inny. 14 kwietnia 1988 roku odbył się w Zakopanem uroczysty pogrzeb, z przemówieniami, góralską muzyką i udziałem notabli z Warszawy.
Tymczasem w mediach zaczęły się pojawiać sygnały o absurdalnym pochówku. Jednak dopiero sześć lat później powstała komisja, która miała zbadać tę sprawę. Doszło do kolejnej ekshumacji. Polscy antropolodzy zbadali jeszcze raz szczątki domniemanego Witkacego. Okazało się, że zwłoki należą do młodej kobiety w wieku 25-30 lat, o wzroście 163 centymetrów. Jej ciało wróciło na zakopiański cmentarz, zaś w Jeziorach pojawiła się tablica, że na tym cmentarzu spoczywa Stanisław Ignacy Witkiewicz. Dokładnie nie wiadomo, w którym miejscu. Komisja uznała, że nie powinno się prowadzić tam dalszych poszukiwań szczątków. Szczególnie że przecież Witkacy sam wybrał sobie to miejsce na samobójstwo i wieczny spoczynek.
Choć Zakopane od Jezior dzieli 800 kilometrów, wydaje się, że miejsce spoczynku Witkacego leży gdzieś na końcu świata. Do 1989 roku wyjazd tam był praktycznie niemożliwy, a i teraz jest to swoista wyprawa w nieznane.
Zakopiańscy aktorzy, którzy za patrona swojego teatru wybrali Witkacego, od dawna myśleli o wyjeździe do Jezior. Ich plany ziściły się w październiku tego roku, w 125. urodziny Witkacego i jednocześnie 25. urodziny Teatru. Mieli wyjechać już na wiosnę, ale ich plany pokrzyżowała grypa na Ukrainie.
Do Jezior dotarli 10 października – cała 26-osobowa „rodzina” zespołu z Chramcówek. Byli na cmentarzu i pod dębem, gdzie Witkacy odebrał sobie życie. W obydwu tych miejscach zagrała góralska kapela. Zabrzmiało przeszywające wszystkich „Krywaniu, Krywaniu”. Na drzewie nad tablicą informującą, że spoczywa tu Witkacy, zawisł pęk zbyrcoków. – Kiedy tam jechaliśmy, w pewnym momencie skończyła się droga asfaltowa i zaczęły wertepy. Potem ukazała się wieś, a w niej cerkiewka, szkoła, sklepik, posterunek policji, cmentarz i małe urokliwe chatki. Miałam cudowne wrażenie, że czas się tu zatrzymał. Że tak samo musiała wyglądać ta wieś, gdy przyjechał tu Witkacy – opowiada Ewa Dyakowska-Berbeka, scenograf w Teatrze Witkacego. – Każdy z nas przeżywał wizytę w Jeziorach po swojemu. Szczególny był spacer po lesie śladami Witkacego, do dębu, pod którym go znaleziono – mówi aktor Krzysztof Najbor.
– Dąb jest zraniony, odpadnięta kora tworzy coś w rodzaju naturalnej tablicy, na której jest napis; „Witkacy. 18 IX 1939 r.” – opowiada Dorota Ficoń. – Włodzimierz Ziemiański, syn Walentego, wyrył na tym dębie krzyż, ale bolszewicy odarli korę. Pan Włodzimierz przyjechał tam w 1989 roku ponownie i na tym miejscu bez kory zrobił smołą napis – wyjaśnia. – Ta wizyta była dla każdego z nas dużym przeżyciem. I tak się złożyło, że dotarliśmy tu 10.10.2010 r. To data symboliczna – dodaje.
Na przyjazd zespołu czekała cała wieś. Miłym zaskoczeniem dla zakopiańczyków była poświęcona Witkacemu izba pamięci w miejscowej szkole. O sam grób dbają harcerze.
Andrzej Dziuk, dyrektor Teatru Witkacego, dziękował mieszkańcom za opiekę nad patronem. Aktorzy przywieźli też prezenty. Oprócz materiałów o Witkacym, dzieci dostały tornistry i przybory szkolne. Spotkanie w domu kultury przerodziło się we wspólną zabawę. Nie obyło się bez ukraińskiej gościnności. Na stole pojawiły się raki, karasie, grzyby – dary tej niezwykłej ziemi.
Wcześniej za sprawą zakopiańskiego zespołu w Łucku, w Teatrze Lalek odbyła się „Noc z Witkacym”. Aktorzy zaprezentowali fragmenty scen z dramatów S.I. Witkiewicza, znajdujących się w ich repertuarze. Widownia była wypełniona. Zaskoczeniem była liczba osób mówiących po polsku. Jeszcze milszą niespodzianką było ciepłe przyjęcie niełatwych w odbiorze sztuk Witkacego przez publikę przyzwyczajoną do klasyki.
Teatr Witkacego gościł na Ukrainie na zaproszenie polskiego konsulatu.
Beata Zalot-Tomalik
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz