W wieku 85 lat zmarł zakopiańczyk, Antoni Góral, o którym pisaliśmy przed rokiem na łamach Tygodnika Podhalańskiego.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"109219"}
Pan Antoni był jednym z bohaterów naszych artykułów. Pisaliśmy o nim m. in. gdy wybuchła wojna na Ukrainie. Bez namysłu przyjął pod swój dach pięć uciekinierek. Rozmawialiśmy z nim o jego życiu i o tym, że ma szczęście. Bo trafiał w nim na "Ludzi Boga".
Antoni Góral zmarł w wieku 85 lat. Niestety nie doczekał do dziewięćdziesiątki. Msza święta żałobna oraz uroczystości pogrzebowe odbędą się w sobotę 12 sierpnia na nowym cmentarzu w Zakopanem o godzinie 13.
Mój dom żyje
Antoni nie jest już sam jak palec. Przyjął do domu pięć uciekinierek z bombardowanego Iwano-Frankowska.
Zakopiańczyk Antoni Góral ma blisko 90 lat. Gdy rozmawiamy, nad nami słychać tupot dziecięcych stóp. To maluchy z Ukrainy bawią się w pokoju na górze. - Biegają, nareszcie ten dom żyje - cieszy się Antoni Góral. - Pan wie, że stuknie mi dziewięćdziesiąt lat, a wnuków jakoś nie mogę się doczekać.
Iza krząta się w kuchni. To córka z drugiego małżeństwa Antoniego. Śmieje się, że na dzieci ma jeszcze czas. Robi karierę naukową w Krakowie. Magister farmacji jest na drugim roku studiów doktoranckich. - Kiedy mogę, to dojeżdżam z Krakowa, doglądam domu i pomagam tacie.
Najczęściej jednak Antoni był sam jak palec. W pustym domu. Jakiś czas temu, jeszcze przed tą przeklętą wojną, przyjął do siebie Ukraińca. Oleg pracował w barze FIS. Wyprowadził się jednak w inne miejsce i staruszek nie miał do kogo ust otworzyć. Jak zaczęła się wojna, to Oleg pojechał ratować swą żonę z dziećmi i najbliższych. Dotarł na granicę. Czekał.
- Podróż bardzo straszna była - mówi Julia, mama małej Adeli i najstarszej Andżeliki. Razem z nią z Iwano-Frankowska, dawnego Stanisławowa, do Lwowa dotarła Julia z Emilką. Dwie mamy, trzy córeczki. Za Lwowem siedem kilometrów musiały pokonać pieszo. Szły w potoku podobnych sobie ludzi. Z małymi dziećmi, z torbami, w których miały trochę najbardziej potrzebnych rzeczy, ciepłych ubrań. - Trzy kilometry do granicy już za pieniądze można było jechać - mówi Julia. - Podwiózł nas jeden taki gość autem. My z siatkami i dziećmi. Przed granicą strażnicy na ciężarówkę nas posadzili, bardzo dużo ludzi w ciężarówce. Żadnych ławek, żadnych siedzeń. Siedzieliśmy na torbach, walizkach. Dzieci bardzo się bały. Na widok karabinów płakały, że będą do nas strzelać. Okropne.
Nie chcą już o tym myśleć. Przejechały ciężarówką na przejście graniczne. Szczęśliwe, że wraz z dziećmi wyrwały się wojnie. Najstarsza Andżelika już zapisana do siódmej klasy w podstawówce na Wilczniku. Julia przychodzi odgrzać zupę dla dzieci. Antoni uśmiecha się rozradowany. - A ten Oleg to nawet nie zapytał, tylko od razu, jak już dziewczyny zgarnął z granicy, to do mnie jechał. Uprzedził tylko, żebym się nie wystraszył, że tak dużo ludzi przywiezie - dodaje Antoni Góral.
Ukojenie
Na początku dziewczyny przepraszały za kłopot. Były bardzo przestraszone. Antoni dał im dwa pokoje na górze. Przyjął serdecznie u siebie. Zrobił im w sklepie zakupy. Potem zawiózł do szkoły. - Wie pan co, ja mam dużo szczęścia. Jak się urodziłem, to siostra mojej matki powiedziała, żem w czepku urodzony, ostatnie wolne miejsce w tej klasie mieli, udało się tę dziewczynkę do szkoły zapisać - cieszy się Antoni. Wspomina czasy studiów, ma fakultet z ekonomii i kryminalistyki. Lata całe przepracował w zakopiańskiej komendzie. Najpierw jako milicjant, potem już jako policjant przeszedł na emeryturę. Jako likwidator szkód dla PZU zjeździł Polskę wzdłuż i wszerz. Widział niejedno. Ale gdy dziewczyny pytały go, czy mu nie "mieszajut", to miał zagwozdkę. Sprawdził w słowniku rosyjsko-polskim. - Pytały, czy nie przeszkadzają, to ja im tłumaczę, że "liubliu", kocham, jak w domu są dzieci. No i tak się porozumiewamy, trochę po polsku, trochę po ukraińsku i trochę po rosyjsku - dodaje Antoni.
Córka Iza podkreśla, że cieszy się z tych niespodziewanych, wojennych gości. - Teraz jestem spokojniejsza. Bo wiem, że ktoś jest z tatą w domu - mówi.
Ludzie Boga
Dwa dni po przyjęciu uchodźców pod dom przyjechała ekipa z SEWiK-u. Wymieniali wodomierz na taki, który można odczytywać zdalnie, automatycznie. Bo Antoni czasem nie otwiera. A czasem nie ma go w domu. Jeden z monterów to Grzegorz Bachleda. Gdy zobaczył, że dzieciaki po korytarzu biegają boso, to coś ścisnęło górala za serce. Wyciągnął portfel i dał Julii 200 złotych. Tyle, ile miał w portfelu. Ukrainka wzięła te pieniądze i się popłakała. Za trzy dni Grzegorz przyjechał do Antoniego z żoną, Krystyną. Przywieźli dzieciom zabawki, słodycze. Do Antoniego powiedział: "Panie, nie pogniewaj się pan. Zapłaciliśmy z żoną za wasze zaległości za wodę". Gdy Antoni o tym mówi, głos mu się łamie. Wyciąga starą książkę telefoniczną. Wytarta, ma chyba ćwierć wieku. Na końcu miejsce na notatki. Zapisane wyraźnym, równym pismem. Tu Antoni robi sobie notatki o ludziach, na których trafia w życiu. Spisuje tych solidnych. Bo różni się teraz fachowcy trafiają. A tego Grześka Bachledę z SEWiK-u to sobie zapisał "człowiek od Boga". - Tak napisałem, panie, i to prawda jest - ociera łezkę Antoni. Kolejnymi ludźmi Boga okazali się lekarze dentyści.
Jedna z dziewczyn po przyjeździe była cały czas na lekach przeciwbólowych, nie mogła spać. Zęby ją bolały. Antoni zawiózł ją na ulicę Sienkiewicza. Tam ma swój gabinet Syryjczyk. Po studiach dentystycznych w Polsce. Nie wrócił do Syrii, bo tam wojna. - Super facet. Bardzo dobry fachowiec. Otworzył ząb, powiedział, że trzeba zrobić prześwietlenie, ale on nie ma aparatu RTG. Odesłał nas obok do dentysty. Ale uprzedził, że ma stawki cztery razy większe, żebym się nie zdziwił. No i żaden z nich nie wziął ani grosza od tej dziewczyny. To też ludzie od Boga, panie - podsumowuje pierwsze dni pobytu przygarniętych pod swój dach uciekinierek Antoni Góral.
Na drugim biegunie stawia diabolicznych speców od wojny. - To, co zrobił Putin, to jest to samo, co Stalin i Hitler. Toczka w toczke. Każdy z nich chciał być panem wszechświata. Dziś Europa, jutro cały świat. Chorzy ludzie - kończy Antoni Góral. Gdy rozmawiamy w jego przytulnej kuchni, na Iwano-Frankowsk w zachodniej Ukrainie posypały się rosyjskie bomby, niszcząc lotnisko. Rakiety posypały się też na Łuck, grad pocisków uderzył w poligon w Jaworowie, tuż przy polskiej granicy.
Rafał Gratkowski

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz