W sprzętach, które wypełniają dom Kraszewskich w Zakopanem, żyje ponadstuletnia historia willi. Stąd wyjeżdżał dorożką do swoich pacjentów dr Wacław Kraszewski. Tu wracała na odpoczynek znana tancerka Maria Fedro, która w tym domu się wychowała.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"11208"}
Wnętrze „Domu Doktora” przy ulicy Kraszewskiego w Zakopanem jest tajemnicze. Gdy się tylko przekracza jego próg, jest się w dawnym świecie. Tu czas się zatrzymał. Kiedyś dom należał do dra Wacława Kraszewskiego (1872–1931), nestora rodu, lekarza i działacza społecznego. Na początku XX wieku jego postać była dobrze znana w kręgach tajnych działaczy organizacji narodowych i oświatowych. Był silnie związany z PPS–em. W 1907 roku znalazł się w Zakopanem, a kilka lat później stał się właścicielem pięknej drewnianej willi.
– Dziadek kupił dom od Fedrów w 1912 roku, ale został wybudowany w 1889 roku – twierdzi Magdalena Kraszewska, jedna ze spadkobierców, która urządziła tu galerię sztuki współczesnej. Sama jest artystką plastykiem po warszawskiej ASP. – Dziadek kupił go razem z kompletem wspaniałych mebli w stylu zakopiańskim, które wykonał Wojciech Brzega. A samą willę prawdopodobnie projektował Stanisław Witkiewicz. Nie mamy na to bezpośrednich dowodów, ale są przekazy rodzinne. Poza tym dom posiada cechy, które są charakterystyczne dla Witkiewicza, m.in. oszalowanie deskami i w specyficzny sposób poprowadzone schody i klatka schodowa – przekonuje.
Portrety WitkacegoDom pozostał w takim stanie, w jakim kupił go Wacław Kraszewski. Tylko wiele rzeczy z wyposażenia zabrała rodzina, m.in. obrazy Witkacego, który bywał tu i portretował wszystkich z rodu Kraszewskich. – Ja mam portret mojego ojca i pejzaż australijski – wymienia pani Magda. – Witkacy w listach do swojej żony, które były publikowane, wspomina, że był u świetnego lekarza Wacława Kraszewskiego. W innym znów miejscu pisał, że rysuje portret właśnie mojego ojca – opowiada. W tamtym czasie przez dom przewijało się mnóstwo ludzi. Tutaj bywali Żuławscy, którzy mieszkali niemal po sąsiedzku, przy ulicy Chałubińskiego. Są wzmianki, że Kraszewski leczył syna Stefana Żeromskiego, Adasia. Poza tym był bardzo aktywnym. Był współtwórcą zakopiańskiego koła „Strzelca”, działał w zarządach Towarzystwa Lekarzy Galicyjskich, Towarzystwa Szkoły Ludowej, Biblioteki Publicznej, Kółka Rolniczego oraz Towarzystwa Gimnazjum Realnego. Zasiadał też w zarządzie TOPR, gdzie od początku jego założenia pełnił funkcję lekarza-instruktora. – Znalazłam tu na kwitariuszach około 600 podpisów Stefana Żeromskiego, który z góry się podpisywał na blankietach. Pieniądze były zbierane na schronisko młodzieżowe, które znajdowało się przy ulicy Zamoyskiego, koło pomnika Chałubińskiego – mówi pani Magda.
Dom-muzeumKiedyś ściany domu zdobiły liczne obrazy Stanisława Gałka, Stefana Filipkiewicza, Kazimierza Sichulskiego, Stanisława Kamockiego, Rafała Malczewskiego. – Oni wszyscy tu bywali. Kiedyś był nawet autoportret Jacka Malczewskiego – zaznacza. Ostał się za to obraz Wincentego Wodzinowskiego. – Wodzinowski często powielał ten obraz, który jest tutaj. Często swoje własne obrazy kopiował na sprzedaż. A na portrecie jest modelka, która niemal zawodowo pozowała w stroju krakowskim malarzom młodopolskim. Zginęła tragicznie z rąk własnego męża, który był o nią zazdrosny – opowiada pani Magda.
Willa Kraszewskich, to dom-muzeum. Jeden z pokoi nieco przypomina dawny gabinet lekarski znanego lekarza zakopiańskiego. Za jego życia mieścił się on na piętrze. Były tam też pokoje dla rekonwalescentów, nad którymi Wacław Kraszewski miał pieczę. W gabinecie stoi w kącie lekarska szafka z rozmaitymi sprzętami medycznymi. Jest tu też metalowe łóżko babci z toaletką pełną drobiazgów, starym stołem, na którym jest pełno rodzinnych, „wiekowych” fotografii. Jest też sterta listów sprzed kilkudziesięciu lat. Ozdobą pomieszczenia jest – tak jak i w innych pokojach – piękny piec wybudowany ze stylowych kafli w stylu zakopiańskim, zaprojektowanych przez Zygmunta Gnatowskiego, a wykonane przez firmę Niedźwiedzkiego. – Niedźwiedzki stawiał - jako znak firmowy – na każdym piecu głowę niedźwiedzia – tłumaczy pani Magda
Pokój z wejściem od werandy, która wieczorem jest oświetlona i na której panuje tajemniczy nastrój, jest pomieszczeniem o charakterze regionalnym. Zgromadzone są w nim przedmioty w stylu zakopiańskim, wśród nich wspomniane już meble zaprojektowane przez Stanisława Witkiewicza, a wykonane przez Wojciecha Brzegę.
Wacław Kraszewski kierował także Domem Zdrowia dla Nauczycieli. Był też naczelnym lekarzem Sanatorium Nauczycielskiego. – Ciocia Tosia, młodsza córka dziadka, była jego oczkiem w głowie. Często zabierał ją na przejażdżkę, gdy jechał do pacjentów. Za domem była stajenka dla konia i dorożki, którą jeździł do chorych nawet za Gubałówkę – przypomina sobie Magda Kraszewska.
Ciotka TośkaDoktor Kraszewski miał 4 dzieci: synów Wacława i Kazimierza i córki Janinę (później znaną na Podhalu lekarkę pediatrę Janinę Szmurłową) i Antoninę, która poświęciła się sztuce tańca. Była tancerką podziwianą na całym świecie. Występowała w znanym międzynarodowym balecie modernistycznym Kurta Joossa. – Używała pseudonimu artystycznego Maria Fedro. Pożyczyła sobie nazwisko od Jaśka Fedro, którego rodzina wybudowała ten dom – wyjaśnia Magdalena Kraszewska. Była uzdolniona muzycznie, grała na pianinie. W czasie pierwszej wojny światowej ojciec woził ją na lekcje gry do Krakowa. Tańczyć zaczęła jeszcze w Zakopanem. Chodziła tu do szkoły tańca Rity Sacchetto. Po maturze wyszła za mąż za Jana Stadnickiego, z którym wyjechała do Austrii. Tam w wiedeńskiej szkole studiowała taniec. W pierwszym konkursie baletowym w Warszawie zdobyła srebrny medal. Kiedyś zaprosił ją do swojej posiadłości Juliusz Łukasiewicz, dyplomata związany z obozem piłsudczyków. – Ciotka miała tam tańczyć do muzyki Karola Szymanowskiego, który miał jej akompaniować – tłumaczy pani Magda. Specjalnie dla niej polski kompozytor Roman Maciejewski skomponował utwór baletowy „Krzesany”. W zakopiańskim domu Kraszewskich zachował się nawet list Romana Maciejewskiego do prof. Zbigniewa Drzewieckiego w Warszawie z 1936 roku. Oto jego fragment: „Nagrałem na płytę taniec „Krzesany”. Otóż do tego tańca ona zrobiła kompozycję taneczną. Niestety, jedyna ta płytka się zniszczyła i nie ma teraz muzyki. Otóż, czy kochany Pan mógłby dać zrobić kopię tego tańca, który jest u Pana, i namówić się z siostrą pani Stadnickiej do sposobu przesłania jej tej kopii. (…) Pani Stadnickiej bardzo na tym zależy (…)”. Z niewiadomych powodów list nigdy nie został wysłany. Mimo wielu zajęć i wędrówek z baletem po świecie, Antonina przyjeżdżała czasem do Zakopanego. Po drugiej wojnie światowej przez wiele lat pracowała jako pedagog w Royal School of Dramatic Art w Londynie.
*
Tak jak dawniej, „Dom Doktora” niemal zawsze jest otwarty dla wszystkich, nie tylko przyjaciół czy znajomych. Zaglądają tu turyści, miłośnicy sztuki. Jeden z pokoi pani Magda przeznaczyła na galerię, aby prezentować współczesne malarstwo, tkaninę, rysunek i fotografię.
Jolanta Flach
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz