Tak o willi na Harendzie, kupionej przez Jana Kasprowicza, pisała w pamiętnikach żona poety - Marusia. Dokładnie sto lat temu w październiku 1923 r. zamieszkali na Podhalu.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"112363"}
Osada pomiędzy Zakopanem a Poroninem w niczym nie przypominała dzisiejszej Harendy. Domów było tu niewiele, okolice kojarzyły się głównie z miejscem mieszania owiec w drodze na hale.
Dom wybudował w 1920 r. Jan Kluś Fudala "Harendzki" z przeznaczeniem pod pensjonat. - To był pierwszy zakopiański deweloper - opowiada o nim Beata Denis-Jastrzębska ze Stowarzyszenia Przyjaciół Twórczości Jana Kasprowicza.
Za zarobione w Ameryce pieniądze (za Oceanem Kluś był dwa razy) góral budował wille i sprzedawał. Dom na Harendzie kupiła za 500 funtów Winifrid Cooper, angielska malarka. Nie czuła się tu jednak dobrze. We znaki dawała się samotność, willa nie miała wtedy żadnych sąsiadów. Złowrogi halny nie sprzyjał samotnemu mieszkaniu na takim odludziu. Po trzech miesiącach postanowiła dom odsprzedać Janowi Kasprowiczowi, który od lat bywał w Poroninie i marzył o własnym kącie na Podhalu.
- Jan Kasprowicz to był ówczesny celebryta. Znany był nie tylko jako poeta. Był szanowanym profesorem oraz rektorem Uniwersytetu Lwowskiego, tłumaczem znanych dzieł literatury europejskiej. Władze Lwowa zaproponowały mu działkę, na której mógł wybudować własny dom - opowiada Beata Denis-Jastrzębska.
On jednak marzył o zamieszkaniu pod Tatrami. Znał tu wielu górali, przyjaźnił się z niektórymi gazdami poronińskimi (pierwszy przyjazd Kasprowicza do Zakopanego miał miejsce w 1892 roku). Zaczął zatrzymywać się w Poroninie już na początku XX wieku.
Przez dwa lata nawet tu mieszkał (1906-1908). W Zakopanem miał też wielu przyjaciół z kręgów literackich - spotykał się tu ze, Leopoldem Staffem, Jerzym Żuławskim, Stefanem Żeromskim, Kornelem Makuszyńskim, Karolem Szymanowskim czy Witkacym. Janem Gwalbertem-Pawlikowskim, Kazimierzem Twardowskim, Władysławem Reymontem.
Bogowie nie lubią ludzi szczęśliwych
Kasprowicz nie miał pieniędzy na zakup willi. Poratował go Władysław Kościelski, który był wydawcą, właścicielem Instytutu Wydawniczego Biblioteka Polska. Zaproponował mu przetłumaczenie dzieł Szekspira. Na poczet tej pracy dał zaliczkę, dzięki czemu doszło do transakcji. Nowy gospodarz willi na Harendzie miał potem mówić, że dom kupił mu "pewien Anglik, niejaki Wiliam Szekspir".
Winifrid Cooper w ramach transakcji wynegocjowała sobie mieszkanie w górnych częściach domu, dopóki sobie nie kupi innego domu. Długo się nie wyprowadzała, próbowała nawet unieważnić transakcję, a szalejąca wtedy inflacja spowodowała, że za równowartość nieszczęsnych 500 funtów mogła sobie co najwyżej kupić srebrną papierośnicę. Oddając w końcu klucze gospodarzom, miała im powiedzieć: "Pamiętajcie, bogowie nie lubią ludzi szczęśliwych". Dla Marusi był to rodzaj klątwy.
Jan Kasprowicz miał wtedy 63 lata, do końca życia - jak się okaże - zostały mu tylko trzy. Marusia była o wiele młodsza, była 39-latką. Ich małżeństwo trwało od 12 lat.
Salon u Kasprowiczów
Zaczęli od remontu i rozbudowy drewnianego budynku. W domu zostały m.in. podniesione stropy, dobudowana została też biblioteka, która musiała pomieścić pokaźny i cenny zbiór około pięciu tysięcy woluminów. Kasprowicz przygotował też pokoje na górze dla swoich dorosłych już córek z poprzedniego małżeństwa.
Wkrótce dom poety stał się ważnym w Zakopanem salonem artystycznym, miejscem spotkań, dyskusji, a Marusia - jak pisał Makuszyński - "potrafiła z metra kiełbasy zrobić dwa kilometry, żeby wszystkim starczyło".
Nagle na Harendę, która nie była nawet wsią, zaczęli przyjeżdżać artyści, znane osobistości. Miejsce nabierało dzięki Kasprowiczom innego znaczenia.
Górale u Kasprowicza
- W tym domu zawsze byli obecni górale - gazdowie z Poronina i Harendy, Wiktoria z Chowańców Gutowa, którą Marusia bardzo ceniła. Podkreślała mądrość tej prostej góralki - opowiada Małgorzata Karpiel, kustosz Muzeum im. Jana Kasprowicza na Harendzie.
W Poronienie Jan Kasprowicz miał nawet swojego chrześniaka Franciszka Mardułę, syna gospodarzy, u których poeta mieszkał.
Gotowała im Antosia, młoda góralka, którą Marusia chwaliła nie tylko za umiejętności kulinarne, ale także za inteligencję. Najbliższymi sąsiadami byli Bachledowie-Żarscy.
Kontakty z góralami były różnego rodzaju. Kasprowiczowie zakupywali u nich mleko, sery i inne produkty. Korzystali z różnych usług. Jednym z furmanów był Józef Michna, dziadek Kazimierza, właściciela działającej dziś na Harendzie karczmy "U Świadka". W domu poety rozbrzmiewała też czasem góralska muzyka.
„Zrobiło się gwarno i wesoło w naszym domu. Podczas świąt było pełno gości. Na imieniny Janka zaprosiliśmy naszych przyjaciół górali z Poronina: Gutową z synami, Gałów i innych. Janek bał się trochę, że mieszane towarzystwo (było sporo gości z Zakopanego) będzie się wzajemnie krępowało. Tymczasem poszło wszystko jak najlepiej. Gutowa opowiadała swym barwnym językiem różne wspomnienia. Przyszli potem nieproszeni gazdowie z Harendy „ograć” Janka, zaprosiliśmy ich na wódkę. Zostali i grali do późnej nocy. Zwinięto dywany i zaczęły się tańce jak na góralskim weselu. W przerwach Gutowie, najlepsi śpiewacy w Poroninie, śpiewali stare góralskie pieśni. Podczas świąt i po świętach dużo ludzi ze wszystkich stron Polski przewinęło się przez nasz dom. Każdy jest ciekaw zobaczyć nową siedzibę Kasprowicza.” - pisała w swoich dziennikach Maria Kasprowiczowa
Bale i potańcówki
Później już Marusia organizowała w domu na Harendzie bale dla góralskich dzieci, które potem kończyły się potańcówkami dorosłych. Zachęcała też dzieci z okolicy do korzystania z książek w bibliotece Jana Kasprowicza. Była też orędowniczką powstania szkoły na Harendzie, która ostatecznie została wybudowana w 1965 r.
Za sprawą starań zięcia Kasprowicza - Władysława Jarockiego stanął w sąsiedztwie ich domu kościół. XVIII-wieczna modrzewiowa Drewniana świątynia z roku 1720 została przeniesiona z Zakrzowa koło Kalwarii Zebrzydowskiej w 1948 r. i dziś jest to najstarszy kościół w Zakopanem.
Jak Kasprowicz musiał czasem zaskakiwać górali. Tak było pewnie, kiedy go widzieli jak morsuje w pobliskich potoku. Dziwili się, kiedy zobaczyli koło willi studnię z żurawiem. Taką samą, jak poeta pamiętał z dzieciństwa na Kujawach. Żuraw się jednak nie sprawdził, woda była zbyt głęboko, więc z czasem studnia została przerobiona.
Z Kasprowiczami zamieszkał wymarzony owczarek podhalański poety, który wabił się "Smok". Był też kot Kubuś, kupiony przez Marusię za milion marek, który zaraz po dokonaniu transakcji zwiał, ale potem na szczęście wrócił. Miał szczególne prawa, wolno mu było nawet siadać na biurku.
100 lat nazad czyli ponowne otwarcie domu Kasprowiczów
- Górale zawsze byli w tym miejscu obecni. Ogrywali ten dom, kiedy Kasprowicz się tu wprowadził. Bywali tu góralscy przyjaciele poety i jego żony Marusi. Kasprowiczowie bardzo cenili sobie mieszkańców Podhala, ich kulturę. Dlatego właśnie obchody z okazji 100-lecia Kasprowiczowskiej Harendy są dedykowane naszym harendziańskim sąsiadom - tym bliższym i dalszym. Liczymy na to, że podzielą się z nami wspomnieniami związanymi z gospodarzami Harendy, często tu na Harendzie przekazywanymi z pokolenia na pokolenie, a my zadbamy o to żeby trafiły do naszego archiwum - podkreśla Małgorzata Karpiel.
Obchody rozpoczęły się w sobotę 11 listopada. Mieszkańcy Harendy i okolic dopisali. Była okazja, by zajrzeć do nieudostępnianych na co dzień zwiedzającym przestrzeni domu Kasprowiczów. Odbyły się też "Babskie Posiady", podczas których goście mieli okazję wysłuchać fragmentów Dzienników Marusi Kasprowiczowej i góralskich wierszy jej męża.
Kolejna część obchodów odbyła się 18 listopada. Był koncert "100 lat nazad", czyli ponowne uroczyste otwarcie Domu Marii i Jana Kasprowiczów z udziałem muzyki z Harendy i przejście wspólnym korowodem do karczmy "U Świadka" na potańcówkę i dalsze świętowanie.
Ostatni punkt obchodów zaplanowany jest na 10 grudnia (godz. 16). Odbędzie się wtedy finał akcji "Podziel się Harendą", czyli prezentacja rodzinnych kolaży wspomnień złożonych z opowieści, zdjęć, wierszy i muzyki.
Obchody odbywają się dzięki wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz