Tanie biuro turystyczne z Płocka zebrało pieniądze za pobyt gimnazjalistów pod Tatrami. A ci zostali na lodzie: gdyby nie uprzejmość właściciela pensjonatu, musieliby nocować na dworcu.
Przyjechali na pięć dni do Zakopanego. Zaliczkę za pobyt i inne atrakcje wpłacili już w styczniu. Resztę dopłacili w maju. – Wyjazd był tańszy, niż te oferowane od lat przez zaprzyjaźnionych ze szkołą operatorów. Skusiliśmy się pierwszy i ostatni raz. To było pięć najgorszych dni w moim życiu – mówi Anna Biernacka, opiekunka trzydziestoosobowej grupy z Płońska. Reklamujący się w jej szkole FIZTUR Club oferował pięciodniowy pobyt w Zakopanem za 375 złotych od osoby, plus 30 złotych na bilety wstępu do muzeów i Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Znikająca kasaZaniepokojenie uczestników wzbudził już pojazd, który zajechał pod szkołę. – To był szok: podstawili za mały autobus, bagaże nam się nie mieściły, część plecaków musieliśmy wziąć do środka. W takim niesamowitym ścisku jechaliśmy dziesięć godzin – opisują uczestnicy tatrzańskiej wyprawy. Pojazd nie miał klimatyzacji i na dodatek nie dało się otworzyć żadnego z okien. – Niezgodne z umową było już to, że jedziemy bez pilota. Obiecano, że dosiądzie się do nas w Krakowie. Na dodatek w trasie zadzwoniła do mnie jakaś kobieta z biura z informacją, że \"Ostoja pod Nosalem\", w której mieliśmy nocować, jest nieczynna, że tam jest remont i że będziemy spać w innym ośrodku – opowiada Anna Biernacka.
Jeszcze większego szoku doznała, gdy po kolacji w nowym ośrodku właściciel poprosił o resztę pieniędzy. – W poniedziałek tydzień temu zgłosiła się do mnie pani, podająca się za organizatora wycieczki szkolnej – wyjaśnia Sławomir Kujawiak z pensjonatu w centrum Zakopanego. – Poprosiłem o wpłatę zaliczki. Poinformowała mnie w środę, że zaliczka wysłana, ale nie może przesłać faksu z potwierdzeniem, bo ma jakieś problemy. Dlatego po przyjeździe, nie mogąc dłużej sponsorować pobytu trzydziestoosobowej grupy, poprosiłem o resztę pieniędzy. I wtedy się zorientowałem, że kobieta, z którą rozmawiałem telefonicznie, podszywała się pod organizatora szkolnej wyprawy, a dzwoniła z FIZTUR Club. Gdybym o tym wiedział od razu, to zażądałbym wpłaty stu procent, bo taka jest procedura w kontaktach z różnymi niesprawdzonymi biurami. A szkołom idziemy na rękę, pozwalamy np. wpłacić dwadzieścia procent, a resztę po przyjeździe.
Od Turcji do \"Pyrca\"Zdaniem Sławomira Kujawiaka, podszywając się pod szkołę, pracownicy z płockiego biura działają jak zwykła firma \"krzak\". – Doskonale zdają sobie sprawę, że większość prowadzących działalność zażąda od nich stu procent wpłaty przed przyjazdem grupy. Kiedy udają szkołę, wystarczy wpłata zaliczki. Biuro zainkasowało już dawno pieniądze, a my za to pracujemy. Okazało się, że pieniądze były tylko dla przewodnika. I to nie na umówione trzy, ale na dwa dni pracy.
Wchodzimy na stronę FIZTUR Club. Licznik odnotowuje ponad szesnaście tysięcy wizyt. Telefon podany na stronie milczy, choć próbujemy dzwonić o różnych porach. Za to w ofercie kusi wyjazd do Turcji za 999 zł. W dziale wycieczki szkolne – brak aktualnych ofert. Zielone szkoły – podobnie. Są za to oferty kolonii na Słowacji, Węgrzech, we Włoszech i w kraju: Złotym Stoku i Szklarskiej Porębie. W ofercie last minute – Cypr i Egipt.
– Ci z naszej szkoły, którzy pojechali do Kotliny Kłodzkiej i w Góry Świętokrzyskie, mają jeszcze gorsze przeżycia – podsumowuje Anna Biernacka. Dodaje, że po powrocie domagać się będzie zwrotu choć części kosztów dla uczestników wyprawy. Przez cały czas próbowała się dodzwonić do biura, ale telefon nie odpowiadał. – To wielki stres, sytuacją denerwują się dzieci, a jeszcze bardziej rodzice. Nie zostawimy tak tego – obiecują.
Podobnego zdania są pracownicy ośrodka, który rzekomo przechodzi remont. Problem w tym, że \"Ostoja pod Nosalem\" od trzech miesięcy nie istnieje. – Ja tam nie pracuję już od listopada ubiegłego roku. Miałam sprawę rozwodową z mężem, który stale przebywa za granicą. I on wynajął go nowym prowadzącym – wyjaśnia nasza rozmówczyni. Kieruje do nowych dzierżawców. Ci przyznają, że płockie biuro nieźle zaszło im już za skórę. – Jaki remont?! To nowy obiekt, który stoi trzy lata. Zmieniliśmy tylko nazwę na \"Ostoja u Pyrca\" – wyjaśniają w willi, która nie zgodziła się przyjąć wycieczki, zorganizowanej przez FIZTUR Club. Powodem odmowy były złe doświadczenia. – Ja już siedemnaście lat pracuję w branży turystycznej, ale po raz pierwszy mnie tak wykiwano. Biuro z Płocka zalega mi za grupę z zimowiska ponad pięć tysięcy złotych. Będę musiała oddać sprawę do sądu – podsumowuje właścicielka willi \"Ostoja u Pyrca\".
Rafał Gratkowski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz