Z Krupówek da się żyć. I wcale nie trzeba być właścicielem nieruchomości przy deptaku. Wystarczy dobry pomysł, dużo pracy i szczypta talentu.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"11823"}
Michal Cvoliga to na Krupówkach postać znana i lubiana. Otwarty i chętny do rozmowy. Od kilku lat nieodłącznie towarzyszy mu Jocko. Drewniana marionetka gra na pianinie, bawi się z dziećmi, wybałusza śmiesznie oczy. Zbiera brawa publiczności, a także drobniaki rzucane za występ. Ostatnio razem odwiedzili Francję. Wzięli ze sobą także trzeciego kompana. Drewniany Fredo, który tańczy w rytm muzyki, to dobry kolega Jocko. Wesołej kompanii towarzyszył czworonożny i wszędobylski Kuba. Labrador ze swym panem zwiedził cały kompleks narciarski ValJoly w północno–wschodniej Francji. Byli też na jednodniowej wycieczce w Paryżu.
PacyfistaValJoly to centrum turystyczne w północno–wschodniej Francji, przy granicy z Belgią, ok. 100 km od Brukseli i 120 km od Lille. Od połowy grudnia 2010 do 2 stycznia 2011 r. w ramach projektu La Pologne au ValJoly we Francji prezentowali się twórcy ludowi, zespoły regionalne, muzycy, chóry z całego kraju. Wśród licznie występujących artystów znalazł się też zaproszony przez francuskich organizatorów góral z Krupówek. Wraz z innymi artystami z Zawoi i Istebnej reprezentował nasz kraj na polskim festiwalu. O sobie mówi, że tak jak tata, jest góralem z Orawy. Po mamie płynie w nim węgierska krew. – Mogłem pracować w firmie budowlanej ojca w Dolnym Kubinie – mówi Michal Cvoliga – ale to nie dla mnie. Coś mnie ciągnie w świat.
Skończył szkołę odzieżową, wydział kreacji mody. Po szkole upomniało się o niego wojsko. – Nie chciałem iść do armii. Tam narzucają swoją wolę, swoją ideologię. A jak chcesz zmienić świat, to trzeba zaczynać od siebie. Nie wolno sobie niczego narzucać. A tym bardziej nie wolno narzucać swojej woli innym. Trzeba być tolerancyjnym dla przekonań innych ludzi – podkreśla Michal Cvoliga. Dlatego zamiast służby w wojsku wybrał pracę z osobami starszymi. Był opiekunem w domu pomocy społecznej, potem trochę popracował u ojca. Jak zarobił na samochód – ruszył w upragnioną podróż po świecie.
Samouk
– Na ulicy wytrzymają tylko najlepsi – odpowiada pytany, czy z pracy na Krupówkach da się wyżyć. I to pod warunkiem, że nie marzysz o życiu w luksusach. Pracujesz cały dzień, masz pieniądze na jedzenie, mieszkanie, na karmę dla psa. Możesz kupić ubranie, benzynę na dalszą podróż. Michal Cvoliga najpierw pojechał do Austrii i Niemiec. Na swojej drodze spotkał Irlandczyka. – Shiva Grings uczył mnie zawodu. Wędrowałem z nim, on jest absolwentem szkoły cyrkowej, profesjonalnym klaunem. Odwiedziliśmy Strasburg, Salzburg, Freiburg. Shiva występował, ja byłem przez kilka lat czeladnikiem. Podpatrywałem, co jest w tym wszystkim najważniejsze. Tu chodzi o zabawę, rozrywkę na ulicy. Można robić sobie żarty z ludzi, ale trzeba to robić na poziomie, ze smakiem, z przymrużeniem oka. Tak, żeby publiczności się podobało, żeby każdy się śmiał. Nie można nikogo z przechodniów urazić humorem – tłumaczy Michal Cvoliga.
Podczas wędrówek po Europie dużo się uczył. Spotykał też innych artystów. Cały czas planował i wymyślał swoje własne przedstawienie. Wiedział, że musi mieć oryginalny show, żeby przyciągnąć uwagę publiczności. I żeby się pokaz podobał. Bo tylko wtedy przechodnie sypną groszem. Któregoś dnia zobaczył lalkarza. Wiedział, że to coś dla niego.
Ożywianie lalki– Poznałem świetnego lalkarza z Macedonii. Pomógł mi stworzyć marionetkę. Ale to tylko część sukcesu – zdradza tajniki zawodu Michal Cvoliga. Co z tego, że lalka może ruszać oczami, wystawiać język, naśladować pianistę. W drewniany kadłub trzeba tchnąć życie. – Lalkarz może być sprawny. Może doskonale wprawiać w ruch marionetkę. Ale jeśli nie potrafi wlać w nią życia, to będzie sztuczne. Każde dziecko będzie wiedziało, że to tylko kawałek drewna i parę szmatek. Cała sztuka polega na tym, żeby z tego rekwizytu stworzyć prawdziwą istotę – mówi lalkarz z Krupówek. I najwyraźniej jemu się to udało. Nad szczegółami swego programu pracował 3 lata. Cyzelował każdy szczegół występu. Dziś ma efekty w postaci setek przyjaciół. Piszą do niego rodzice dzieci z Gdańska, Krakowa, Warszawy. – Jak zbliżają się zimowe ferie albo wakacje w lecie, to odbieram dziesiątki listów na mailu. Piszą, że wybierają się do Zakopanego, pytają kiedy będę na Krupówkach. Ja razem z Jocko. Ta moja marionetka ma tak samo wielu przyjaciół, jak ja. Albo nawet więcej – podkreśla Michal Cvoliga.
Wolność i metalGdy wstaje rano, wie, że nie musi niczego robić. Nikt go nie goni. Jeśli będzie chciał, wystąpi na Krupówkach. Jeśli nie, to zabierze Jocko i Fredo do Paryża. Kocha to poczucie swobody. I mówi o cudzie. – W dzisiejszych czasach, gdy wydaje się, że telewizja i internet zawładnęły już całkiem ludźmi, że nastąpiła całkowita degradacja starych sztuk, wychodzę na ulicę, rozkładam pianinko, biorę w ręce sznureczki, którymi połączony jestem z Jocko. I na Krupówkach zatrzymują się tłumy turystów. Widzę ich zainteresowanie, śmiech dzieci. Słyszę brawa. To znak, że w ludziach zostało coś z ludzi – tłumaczy krupówkowy „władca marionetek”. W szczycie sezonu nie jest sam na najpopularniejszej zakopiańskiej ulicy. Bo na deptaku pracuje dziś cała masa mimów, przebierańców, grajków. – Nieliczni są prawdziwymi artystami. Większość z nich po prostu odbiera chleb tym, którzy żyją z ulicy – podsumowuje krupówkową konkurencję Michal Cvoliga. I podkreśla, że najlepiej, jak każdy żyje swoim życiem. Bez naśladowania i pogoni za forsą.
Poza swoimi marionetkami i psem Kubą najbardziej cieszy go współpraca z zespołem Emor. Określa, że to intelektualny metal, alternatywna muzyka czechosłowacka. – To nic, że teraz są dwa państwa – Czechy i Słowacja. My jesteśmy undergroundem dla obu tych krajów. Gramy muzykę pełną emocji. Ja zajmuję się światłami, jestem operatorem, przygotowuję też wideoklipy, stoję po drugiej stronie kamery – dodaje Michal Cvoliga. Zainteresowanych wysyła na internetową stronę grupy www.myspace.com/emortribe, gdzie można obejrzeć najnowszy teledysk zespołu „Zatva”.
Po udanym pobycie we Francji wrócił do Zakopanego. Zżył się z tutejszymi ludźmi, przecież na Krupówkach występuje regularnie już od 4 lat. Ale pewnie niebawem ruszy w trasę na europejskie szlaki. – Zaprosili mnie na targi w Lille, Francuzi bardzo cenią artystów. Noworoczny festiwal był świetnie zorganizowany, cały pobyt i masa atrakcji za darmo. Degustacje win, serów, cały kompleks turystyczny oddali nam we władanie. Lubią też zwierzęta, mój labrador Kuba mógł się wszędzie szwendać. Raz znalazłem go nawet w gabinecie dyrektora obiektu – kończy Michal.
Musimy kończyć rozmowę, bo Jocko się niepokoi. Za parę chwil musi przecież iść do pracy. Na Krupówkach pełno gości, małopolskie ferie na półmetku.
Rafał Gratkowski
0 0
Ciekaw jestem co teraz napiszecie o ludziach z Orawy! Bo wiele tu bylo chociazby o tych z Lipnicy czy innych! Pamietajcie ze Orawa to duża kraina geograficzna, po stronie polskiej jest tylko mala jej część.
0 0
ze sa \"niebieskimi ptakami \" ? chyba nie :D
pozdro z palenicy Gubałowskiej Adasiu :-*
0 0
A ja jocko spotkałem w wiedniu
0 0
skoro tutaj wraca to znaczy, ze albo tu wiecej zarabia albo tam go usuwaja z ulicy a u nas nie :P
0 0
mogłby sobie przygruchac tanczace myszki do kompanii - razem raźniej a i myszki by sie lepiej sprzedawały
0 0
Krupówki to jeden wielki jarmark i bajzer od handlu jest bazar pod Gubałówką,a ci co oszczypki sprzedaja to maja wozy to ma jakis smak i jest porzadek.Pan burmistrz ma racje
0 0
jezeli usuna cale to badziewie to po co przyjezdzac do zakopanego.zostawcie caly ten kram to jest atrakcja.moje dziecko bylo zachwycone
0 0
Widzisz Adamie Z..u!!! Że to wina Kaczora że tak mała częsć jest po stronie polskiej!!! I twój Donaldinio ci tego nie powiedział????
0 0
Kilka lat temu w Wiedniu na Graben również można było spotkać lalkarza z marionetką grającą na pianinie. Ale nikt tam go nie przeganiał. Raczej to było sympatycznie odbierane. Tylko że to był chyba ktoś inny, choć również Polak
0 0
dawniej to był porządek na krupówkach teraz nie!są ,wężę wszystko tam jest bezpieczne czy nie,czasem jest coś fajnego ale chyba przekroczono już granice smaku
0 0
JAk burmistrz usunie handel to juz nic w zakpanem nie zostanie bo nie ma żadnych alternatyw. Stoki pozamykane nuda
0 0
Na szczeście są góry,a ten cały kram na dole to chyba powinien byc pod Gubałówką.
0 0
@inmar i podobni Tobie turyści; na ulicy Graben czy Kartnerstr. \"artyści\" żeby wystąpić publicznie muszą uzyskać pozwolenie od magistratu,który wydając identyfikator wskazuje konkretne miejsce i czas (od-do) występu i za to wszystko trzeba wnieść opłatę---i dlatego nikt ich nie przegania!!!
0 0
a u nas wystarczy sobie zaskarbic przychylnosc SM?? bo tych bez pozwolen tylko sie POUCZA? i czuj. z tej nauki , ze sie tak wyraże dosadnie :D
0 0
Pilnie potrzebuje namiary na Pana Michała.....głownie mail i ew, nr tel...z gory dziekuje
0 0
utalentowany i mega przystojny Michal :D!!!
0 0
Ale on jest przystojny!!!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz