Prywatyzacją Polskich Kolei Linowych zainteresowane są zagraniczne firmy – potwierdza rzecznik prasowy PKP Łukasz Kurpiewski. Kolejki mają być sprzedane do końca roku.
O prywatyzacji PKL, a w tym kolejki linowej na Kasprowy Wierch, zrobiło się ostatnio głośno w ogólnopolskich mediach. Wielu zapomina, że na majątek firmy, oprócz Kasprowego Wierchu, składają się także narciarskie stacje na Gubałówce, Palenicy w Szczawnicy, Mosornym Groniu w Zawoi, Górze Żar w Międzybrodziu Żywieckim. PKL to spółka akcyjna, której właścicielem jest PKP.
W ubiegłym roku wybrano firmę konsultingową, która miała opracować strategię prywatyzacyjną PKL. - Strategia prywatyzacyjna PKL nie została jeszcze ostatecznie zatwierdzona – mówi Łukasz Kurpiewski, rzecznik prasowy grupy PKP. - Trudno mówić zatem, czy akcje spółki zostaną upublicznione na giełdzie, czy też skierujemy ofertę do inwestorów branżowych lub finansowych. Dociera do nas bardzo wiele pytań o prywatyzację PKL, również z zagranicy. Zainteresowanie jest naprawdę duże. Nie chcę na razie mówić, czy w pierwszym etapie sprzedany zostanie pakiet 100 % akcji, określi to bowiem strategia prywatyzacji. PKL to dobrze prosperujące przedsiębiorstwo, więc czas na jego prywatyzację jest odpowiedni, by uzyskać jak najwyższą cenę. To przedsiębiorstwo z branży turystycznej, więc bardzo możliwe, że to właśnie firmy z tej branży będą zainteresowane jego zakupem - mówi.
Gazeta Wyborcza informowała, że kupnem PKL zainteresowani są Austriacy. Swoich alpejskich kolegów kupnem kolejki miał zainteresować słynny zakopiański narciarz Andrzej Bachleda „Ałuś”. – Dowiedziałem się z gazety, że znam jakichś Austriaków, że rozmawiam z nimi. To kompletna bzdura – twierdzi Andrzej Bachleda. – Jestem zwolennikiem, żeby kolejka na Kasprowy została w polskich rękach. PKL znajdują się z jednej strony pod presją narciarzy i turystów, którzy żądają rozbudowy urządzeń, z drugiej strony napotykają tamę Parku Tatrzańskiego. Zdaniem Andrzeja Bachledy problemem PKL w inwestowaniu na Kasprowym jest właśnie opór przyrodników, chociażby przed sztucznym śnieżeniem. – Żadna inwestycja w tym miejscu nie jest opłacalna. Nawet prywatny inwestor z dużym kapitałem nie pokona oporu TPN-u, a wielkie inwestycje na nic się zdają, bo po kamieniach jeździć się nie da – dodaje Andrzej Bachleda.
Burmistrz Zakopanego Janusz Majcher mówi, że na razie znanych jest zbyt mało szczegółów dotyczących prywatyzacji, aby oceniać, czy sprzedaż PKL to dobry wybór. – To delikatna sprawa. PKL są spółką, która w ostatnich latach zmodernizowała obiekty, jest w dobrej kondycji. Być może po wejściu prywatnego inwestora łatwiej udałoby się rozwiązać spór na Gubałówce i doprowadzić do otwarcia tamtejszej trasy, bo wiadomo, że za każdym sporem stoją konkretni ludzie i w grę mogą wchodzić sprawy ambicjonalne – mówi burmistrz Majcher.
Paweł Skawiński, dyrektor TPN, uważa, że dla tatrzańskiej przyrody nie ma większego znaczenia, kto zostanie właścicielem PKL, a co za tym idzie – kolejki na Kasprowy. – Każdy, działając w Polsce na terenie parku narodowego, musi przestrzegać obowiązującego u nas prawa. Nie wystosowaliśmy żadnego protestu do Ministerstwa Środowiska. Poinformowaliśmy tylko, że w Tatrach może zacząć działać podmiot, który może mieć apetyt na więcej. Każdy inwestor będzie też robić z pewnością rozpoznanie, czy na Kasprowym da się inwestować. Nie jestem ultraliberałem i nie uważam, że metody rynkowe w parku narodowym mogą być swobodnie wprowadzane. Nie powinno się traktować 3 kolei linowych w rejonie Kasprowego jako maszynki do zarabiania pieniędzy.
Sami pracownicy PKL z niepokojem oczekują na decyzje związane z prywatyzacją. – Wiadomo, że każdy nowy właściciel będzie miał nową koncepcję rozwoju firmy, może redukować koszty, a co za tym idzie zwalniać pracowników. Jeśli okaże się, że jakiś wyciąg nie przynosi zysków, może zostać zamknięty – mówi jeden z pracowników prywatyzowanej firmy.
PKL do obsługi swoich stacji narciarskich, a także w siedzibie firmy przy Krupówkach zatrudnia ok. 200 osób. Majątek firmy szacowany jest na kilkaset milionów złotych. Tylko na modernizację kolejki linowej na Kasprowy Wierch wydano 70 mln zł. Ostatnio trwały też negocjacje dotyczące zakupu przez PKL stacji narciarskiej na Polanie Szymoszkowej.
Paweł Pełka
0 0
Kolejny polski majątek do oddania za granice? Niedługo polskie pozostaną tylko dziurawe drogi
0 0
Kolejki PKL nie są strategiczne dla państwa.Gorsze jedynie to,że od czasu tych słynnych już przekształceń gospodarczych początku lat 90-tych niewielu jest naszych rodzimych przedstawicieli,których stać na ich wykupienie czy budowę.Oczywiście tacy są tylko cała kwestia w ich ilości dlatego tak niewiele zakładów,banków czy firm jest w naszych Polskich rękach.Słowacy czy Czesi mają często więcej,a są to kraje sporo mniejsze.Szkoda,że u nas na kupnie i użytkowaniu nie mogą zarobić miejscowi.Chyba,że...
0 0
Nic dodać, nic ująć; - klerokapitalizm.
0 0
@boruta,nie wiesz o czym piszesz.Jeśli chcesz już pisać o \"polskich kapitalistach\" to szukaj ich po lewicowo-liberalnej stronie,często nawet z korzeniami komunistycznymi.
0 0
Ja chętnie kupie
0 0
Kup,może karnety dla komentatorów TP zrobisz...byle nie droższe niż dla reszty...;) ;) ;)
0 0
ew. kupiec będzie na straconej pozycji-a bo to właściciele działek robią problemy albo się zieloni czegoś czepiają albo Kaśka będzie marudzić itd itd
0 0
a Byrcyny już złożyly oferte??
0 0
@boruta, sugerujesz, że kościół ma odebrać kolejki ? A tobie kto odebrał rozum ?
0 0
Dla mnie kapitalizm jest bez koloru; - i \"nie ma cienia sumienia\", jak klerykalizm.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz