Zapraszamy do przeczytania artykułu, który przysłał do naszej redakcji Edward Budny, słynny trener narciarski.
Po zmianach ustrojowych Polski w latach 1989-1990, sport olimpijski w konkurencjach indywidualnych rok po roku stacza się po równi pochyłej w dół.
Począwszy od lat 50-tych ubiegłego wieku, w naszym kraju jak również we wszystkich państwach Europy Środkowo-Wschodniej, które na konferencji jałtańskiej oddano we władanie Józefowi Stalinowi wprowadzono wraz z reżimem na wzór radziecki całą m.in. infrastrukturę zarówno w zakresie kultury fizycznej jak i sportu wyczynowego. Jak grzyby po deszczu powstawały federacje poszczególnych związków sportowych, które miały za zadanie finansowanie klubów sportowych od najpotężniejszych po maleńkie, lokalne kluby, które były: po pierwsze otwarte dla każdego chętnego, a utalentowanej, wybijającej się młodzieży zapewniały harmonijny rozwój. Lokalne zakłady począwszy od hut, kopalń a skończywszy na małych spółdzielniach finansowały lokalny sport. Pion Ministerstwa Obrony Narodowej finansował wojskowe kluby sportowe, pion MSW gwardyjskie kluby sportowe.
Uczelnie, nie tylko sportowe miały oparcie w Ministerstwie Oświaty i Szkolnictwa Wyższego. Na wsi z kolei, gdzie po II wojnie światowej mieszkało 70 procent ludności Polski – tworzyły się ludowe kluby sportowe. Nad całością czuwał Główny Komitet Kultury Fizycznej i Sportu, a nad kadrami przygotowującymi się do igrzysk olimpijskich Polski Komitet Olimpijski. Młodzież przyciągał do sportu darmowy sprzęt, zgrupowania szkoleniowe i fachowa opieka instruktorsko-trenerska. Nie bez znaczenia powodująca masowy exodus do klubów sportowych było bezpłatne wyżywienie i wizja wyjazdu poza granice PRL-u do Państw „wolnego świata”. Armia, milicja, kopalnie i huty jak i pozostałe gałęzie przemysłu oraz ogólnie gospodarka potrzebowały zdrowej, silnej kadry. Kto żyw brał udział w zdobywaniu zaszczytnej odznaki – „Gotów do Pracy i Obrony”. Przedwojenna kadra instruktorsko-trenerska zabrała się z zapałem do pracy i stanowiła podstawowy trzon szkoleniowców. Znany, przedwojenny działacz PPS-u Jan Mulak nie widząc swojego miejsca w polityce, zaoferował swoje niecodzienne zdolności organizacyjne na odbudowę polskiej lekkoatletyki.
Na wyniki nie trzeba było długo czekać już w 1958 roku na Lekkoatletycznych Mistrzostwach Europy rozgrywanych w Sztokholmie nasi reprezentacji zdobyli osiem złotych medali. Wzorowa praca szkoleniowa w lekkiej atletyce emanowała na pozostałe dyscypliny sportowe. Pierwszy medal w historii na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Cortina d’Ampezzo w 1956 roku zdobył dla naszych barw w kombinacji norweskiej Franciszek Groń-Gąsienica. Prawdziwy exodus medalowy rozpoczęli polscy olimpijczycy od pamiętnych, letnich Igrzysk Olimpijskich w 1960 roku w Rzymie, a na kolejnych IO w 1964 rozgrywanych w Tokio byli prawdziwą rewelacją. Apogeum naszych osiągnięć medalowych było zdobycie przez naszych reprezentantów 26 medali na Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu w 1976 roku i 32 medali na IO w Moskwie w 1980.
W Państwach bloku zachodniego w tym Stanach Zjednoczonych Ameryki sport amatorski do lat 80-tych ubiegłego wieku był oddzielony od sportu zawodowego, a w myśl idei kubertenowskiej tylko amatorzy mogli brać udział w olimpijskiej rywalizacji. Dominacja krajów bloku Układu Warszawskiego nad państwami należącymi do wolnego świata wynikała przede wszystkim z nieprzestrzegania zasad kubertenowskich i pod płaszczykiem fikcyjnego zatrudnienia na różnych etatach, wprowadzano sport na półzawodowy. A jeżeli do tego dodamy, że czołowi sportowcy państw bloku socjalistycznego przebywali prawie cały rok na centralnych zgrupowaniach szkoleniowych będziemy mieli cały obraz różnicy pomiędzy sportem zawodowym, pseudo zawodowym, a amatorskim. Dopiero dominacja sportowców NRD zmusiła państwa bloku zachodniego do zejścia ze ścieżki kubertenowskiej. Państwa Zachodnie nie mogły sobie pozwolić na dalszą utratę wizerunku i postanowiono wzorem państw socjalistycznych omijać zasady Kubertenowskie. Podobnie jak w państwach socjalistycznych zaczęto otwierać szkoły sportowe, a Stany Zjednoczone i Wielka Brytania sport olimpijski oparły o college i uniwersytety.
Ostatnim zawodnikiem, którego nie dopuszczono do Igrzysk Olimpijskich zarzucając mu złamanie zasad amatorskich był najlepszy zjazdowiec austriacki Karl Schranz, którego wyeliminowano z udziału w Igrzyskach Olimpijskich w Sapporo w 1972 roku. Po kadłubowych, letnich igrzyskach olimpijskich w Moskwie w 1980 nikt już nie zwracał uwagi na udział w imprezie zawodowych sportowców. Dzisiaj nikogo nie bulwersuje udział w IO najlepszych koszykarzy amerykańskiej ligi NBA, tenisistów, a na zimowych igrzyskach pojawiają się hokeiści NHL. Na obecnie odbywających się IO zwyciężają najlepsi z najlepszych sportowców, z idei Piotr Kubertena pozostały wspomnienia, a jedynym symbolem przypominającym wspomniane zasady jest portret wiszący w siedzibie MKOL w Lozannie w Szwajcarii – wskrzesiciela nowożytnych igrzysk olimpijskich.
Tak wybrany na Kongresie MKOL w Moskwie w 1980 roku Juan Antonio Samaranch jak i obecny prezydent Thomas Bach przekształcili MKOL w bardzo bogatą instytucję wiedząc, że tylko wielkie widowiska przyniosą określony, wysoki dochód oczywiście nie organizatorowi a MKOL-owi.
Nasze społeczeństwo stoi przed wyborem: albo pieniądze z budżetu państwa przeznaczymy na rozwój kultury fizycznej, która obejmie swym zasięgiem wszystkie dzieci i młodzież, od przedszkola po studia wyższe. W przeciwnym razie wielokrotne, wyższe wydatki poniesiemy na służbę zdrowia. Będziemy musieli wyszkolić rzeszę psychologów i specjalistów. Będziemy na wyścigi budować kliniki i szpitale specjalistyczne. Albo młodzieży zaoferujemy poprzez dostępność do masowego sportu sposób na zdrowy tryb życia. Wzorując się na państwach zachodnich powierzyliśmy opiekę nad sportem młodzieżowym i powszechnym lokalnym samorządom. Nikt nie brał pod uwagę, że samorządy w państwach zachodnich swój budżet opierają na dochodach z podatku katastralnego i będziemy mieli cały obraz nonsensownego powierzenia samorządom odpowiedzialności za kulturę fizyczną i sport, które borykają się, na co dzień z ogromnym niedoborem finansowym.
ówczesne elity polityczne naszego Państwa w latach 90-tych pod płaszczykiem walki z komunizmem w zasadzie zlikwidowały podwaliny całego systemu kultury fizycznej w naszym kraju. Z braku finansów zniknęły z powierzchni małe kluby i klubiki sportowe, z których wywodzili się w dużej mierze późniejsi reprezentanci naszego kraju. Pozostawiono dwa piony finansowane z budżetu państwa: Akademicki Związek Sportowy i Wojskowe Kluby Sportowe. W 2000 roku zlikwidowano ostatecznie finansowanie Wojskowych Klubów Sportowych. Przykładem niech będzie samorząd miasta Warszawy, który dysponuje rocznym budżetem ponad 22 mld złotych, a po potędze klubów warszawskich jak i bogatego Śląska pozostały wspomnienia. Dla przykładu podarowane w latach 20-tych ubiegłego wieku tereny przez marszałka Józefa Piłsudskiego na budowę sportowego ośrodka wojskowego zostały w latach 2000 oddane w ręce zawodowego, piłkarskiego Klubu Sportowego Legia, który ze sportem wojskowym nie ma nic wspólnego. Zlikwidowano bieżnię lekkoatletyczną na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej i wszystkie sekcje od lekkoatletycznej poprzez gry zespołowe aż po boks i gimnastykę. Zresztą podobnie postąpiły miasta praktycznie w całej Polsce, zmarginalizowano działalność Ludowych Klubów Sportowych.
Podobnie stało się z centralnymi biegami przełajowymi, uczniowskimi klubami sportowymi, nie mówiąc o szkołach mistrzostwa sportowego, które niedofinansowane spełniają najwyżej rolę klas o poszerzonym profilu sportowym. Wielkim nieporozumieniem jest obsadzanie większości polskich federacji sportowych byłymi mistrzami, którzy jota w jotę bez wyjątku dysponują jednoosobowo budżetem, wzorując się na prezesie PKOL Piesiewiczu. Żaden z udzielających wywiadów byłych mistrzów po porażce na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu nie widzi problemu w braku dopływu utalentowanej młodzieży z klubów sportowych, które z braku funduszy nie oferują młodzieży nic, aby ich zachęcić do uprawiania sportu. Natomiast porażkę na letnich igrzyskach w Paryżu działacze lekkoatletyczni tłumaczą zmianą warty, a jeśli tak to niech zobaczą, jak wygląda zmiana warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Obrazem fatalnego szkolenia w Polskim Związku Lekkoatletycznym były starania w trybie przyśpieszonym o przyznanie obywatelstwa polskiego podrzędnej sprinterce z Białorusi, aby tylko mogła na igrzyskach olimpijskich w Paryżu brać udział w rywalizacji nasza sztafeta kobiet na 4 razy 100 metrów.
Nasuwa się, zatem pytanie czy 38-milionowego państwa nie stać na wychowanie reprezentantów, którzy by godnie reprezentowali nasz kraj? Jeżeli lekkoatletyczni byli mistrzowie powołują się na zmianę warty, niech pokażą zmienników, którzy na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles za cztery lata będą nasz kraj z powodzeniem reprezentować? Podobna sytuacja panuje w narciarstwie, gdzie na prezesa PZN wybrano byłego mistrza w skokach narciarskich Adama Małysza, który postanowił jednoosobowo zarządzać 70 mln budżetem związku. Niekontrolowany przez nikogo mistrz Adam do paru skoczków narciarskich zatrudnił prawie połowę kadry szkoleniowców austriackich w tej konkurencji, wabiąc ich do pracy w PZN bardzo wysokimi zarobkami i warunkami, które może im zapewnić tylko przebogate państwo polskie. Nikomu nie przeszkadza, że jako prezes związku narciarskiego zachęca młodzież do picia napoju energetycznego Red Bulla. Jeżeli Minister Sportu Sławomir Nitras ma ochotę zapoznać się z pracą niedofinansowanych klubów sportowych, niech nie rozmawia z prezesami związków tylko działaczami klubów, które wszystkie bez wyjątku związki sportów olimpijskich obarczają obowiązkiem wyszkolenia zawodników na odpowiednio wysokim poziomie, którymi następnie zajmą się (wyjątkowej jakości) specjaliści związkowi.
Niżej podpisany wywodzi się z małego klubiku „Kolejarz Bielsko Biała”, z którego trzech sportowców reprezentowało Polskę na Igrzyskach Olimpijskich: Piotr Wala jeden z najlepszych skoczków w historii narciarstwa, Jerzy Koryciak i Autor tekstu, który przeszedł drogę od zawodnika, poprzez trenera kadry aż po kierownika wyszkolenia w Polskim Związku Narciarskim. Warto nadmienić, że z naszego maleńkiego klubu wywodzi się były reprezentant Polski w konkurencjach alpejskich Jerzy Wala, który po skończeniu kariery zawodniczej obrał drogę naukową i obecnie piastuje stanowisko profesorskie w jednym z uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych.
Ciąg dalszy nastąpi
Edward Budny

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
0 0
Panie Budny. Żyją jeszcze ludzie pamiętający Waszą radosną działalność.-
Proszę jednak dopisać że gros tych młodych ludzi, wykształconych i wychowanych ćwiczyło w pocie czoła by móc dostać się na jakiekolwiek zawody choćby w Austrii. Po co? by móc uciekać dalej -na zachód -jak najdalej działaczy rodem i przekonaniami PRLu
0 0
CHOPIE W 38 MILIONYM KRAJU NIE MA OSOBY ,KTÓRA BY SIE SKAPŁA ,ŻE PRZED POWODZIA TRZA WODE ZRZUCAĆ Z ZAPORÓWEK.
0 0
Mnie raczej dziwi że wciąż jeszcze są chętni by wyczynowo brać się za sport.
Kiedyś uprawianie sportu było jednym ze sposobów na wyrwanie się w świat z komunistycznego grajdołu.
Teraz młodzi ludzie mają mnóstwo innych możliwości spełnienia swoich marzeń o takiej czy innej karierze.
A zawodowe uprawianie sportu to już nie rozrywka, lecz katorga. Większość czasu spędzasz daleko od domu, bez rodziny, przyjaciół itp. W kółko monotonne treningi w gronie tych samych osób, ciągła dieta itp. Cały czas presja na wynik. Do tego kontuzje, które często niweczą wielomiesięczny wysiłek. Zaś sukcesy które to zrekompensują, osiąga może 1 %. Zaś gdy coś ci nie pójdzie, to zaraz zobaczysz setki komentarzy brzuchatych Januszy, którzy zrobiliby to lepiej, ale nie chce im się wstać z kanapy.
Prosty przykład - tenis. Mamy jedną Igę na szczycie, Huberta w czołówce i dwie kolejne Magdy w pierwszej setce rankingu... I koniec. A trenują na poważnie tysiące młodych. Tu jeszcze dochodzi kasa, którą na początek muszą mieć rodzice, no bo kto?
Temat rzeka.
0 0
Nie róbmy sportu na siłę. Niech go uprawia kto chce i za swoje pieniądze. Po co nam Ministerstwo Sportu? Po co nam wielkie obiekty za grube miliony jak i tak stoją puste. Nie trzeba daleko szukać. Takich zawodników co się starają i chcą jest garstka. Większość to pasożyty. Ktoś kto kopie piłkę zarabia więcej niż lekarz, inżynier itp. Jeżeli by to było finansowane ze sprzedanych biletów i prywatnych sponsorów, to proszę bardzo.
0 0
Proszę Pana, Pana czasy już nie wrócą no chyba że Putin przejmie Europę jak kiedyś Stalin i wtedy wrócą koszmary i koszmarni ludzie wszędzie i w sporcie też !
I może wróci "czysta amatorszczyzna" handel sprzętem i kadrowe w walucie zabronionej dla zwykłych ludzi, którzy zarabiali w przeliczeniu około 15 dolarów na miesiąc i mniej. O tym już wszyscy zapomnieli ale jak widać są tacy, którzy za tamtymi czasami tęsknią i wspominają z sentymentem. Nie daj Boże ich powrotu za nic w świecie.
0 0
Pan Gibała z fb widzę jest właścicielem połowy Zakopanego i części Tatr.
Dzieli /rządzi jak I sekretarz. A może tak zacząć paść barany na swoim polu zamiast narzekać?
0 0
pomyślałam podobnie jak Franek - komu to potrzebne? Temu 1% któremu uda się osiągnąć sukces? Bo koszty niemałe całego tego olimpijskiego przygotowania.
0 0
panie Gibała - poprzedni mój komentarz został zablokowany. Spróbuję jeszcze raz: Problem jest taki że PKL budował na swoim , boisko też nie na Pańskim terenie,
Możesz pan odbudować pasterstwo na swoim polu. Nikt nie będzie zgłaszał .Czasy I sekretarzy minęły bezpowrotnie a oni byli świetni w dysponowaniu cudzą własnością.
0 0
Również popieram franka i mam te same spostrzeżenia.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz